Zawsze razem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Zawsze razem
Pochodzenie Poezye J. I. Kraszewskiego
Wydawca S. Orgelbrand
Data wydania 1843
Drukarz M. Chmielewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tom I jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XXI.
ZAWSZE RAZEM.
FANTAZYA.
PL Kraszewski Poezye 1843 ornament5.png



Twoje lica tak świeże, tak niebieskie oczy,
Twój włos złoty w ulotne zwinięty pierścienie,
I głosek twój jak arfy eolskiéj uroczy,
I łzy twoje — o biedna! i twoje westchnienie,
I wszystko, cośmy w tobie wielbili kochali,
I ty sama, zginęłaś w zapomnienia fali.
Na toż się było rodzić, w morzu życia płynąć.
Walczyć zburzą i gromem, by od gromu zginąć!
Proch z twego ciała w grobie, dusza będzie w niebie.
Ale ty — ty gdzie będziesz? gdzie ja znajdę ciebie?
O! duszę miałaś piękną! lecz cóż z twojéj duszy,
Jeśli się jéj świątynia na wieki roskruszy?

Znajdę tylko proch w grobie, tylko duszę w niebie,
A nigdzie — nigdzie ciebie!

Ty, tu byłaś na ziemi, jak ziemi królowa,
Byłaś dla niéj stworzona — tam — wyżéj — tam — wszędzie
W szacie chmur twoje łono i w wieńcu gwiazd głowa.
Z skrzydłami Cherubina, nie tak piękna będzie,
Jak tu była, gdy kwiatek ocieniał twe skronie,
I biała szata drżała na dziewiczém łonie. —
A z oczu — Boże! w oczach więcéj światła było,
Niż w dumném słońcu, które chce wieki królować;
I życia tyle — tyle — jakby pod mogiłą
Nigdy to życie nie mogło się schować;
I tyle ognia — tam go w piekle nie ma
Tyle, ileś ty swemi rozsiała oczyma.!!

Dawnożeśmy cię luba kochali, witali,
Dawnom cię ściskał, pieścił! dziś, gdzie szukać ciebie?
Proch tylko twój w mogile, dusza twoja w niebie,
A ty, ty już zginęłaś w zapomnienia fali!

O zginęłaś na wieki! — póki jeszcze w łonie,
Noszę życie, z niém pamięć w duszy mojéj skryta,

Jak nad gruzami zamków ranna gwiazda świta —
Ja umrę, twoje zemną wspomnienie utonie!

I nikt na téj szerokiéj, skamieniałéj ziemi,
Nikt, ktoby cię pamiętał, ktoby na twym grobie,
Szukał cię, wołał, wzywał powieki łzawemi.
I westchnął raz za tobą, raz wspomniał o tobie!
Patrz!czas leci i skrzydłem wszechwładném zamiata,
I ludzi i pamiątki i wielkości świata —
Tyś poszła, a ja pójdę — jakbyśmy nie żyli —
Urodzim się, pocierpiem — umrzemy w pół chwili!
A ziemia, jeszcze nam może
W swojém łonie pozazdrości,
Miejsca na zimne łoże?
Wyrzucą nasze kości.
I nowy jaki tułacz zstępując do dołu,
Zgniecie, rozsypie resztki naszego popiołu! —

Zginiemy!! — Zginąć było odwiecznym rozkazem —
Zginiem luba na wieki — Gińmy — byle razem!
I ginąć lżéj jest razem! — Niechby tam w mogile,
Proch nasz razem się zsypał — połączył na wieki.
Ach tu, tutaj nas przeszkód rozdzielało tyle!
Duszą byłem przy tobie — a ciałem daleki!
Któż wié? może mnie piekieł czekają katusze?
Niech się prochy połączą, gdy nie mogą dusze! —

Jeśli mają zapomnieć niech zapomną razem.
Ty i ja nierozdzielni — zginiemy oboje —
Obojem zaśniem dumnym przyciśnieni głazem.
Nad żywy uścisk świata, wolę łoże twoje
Zimne, ciche i ciasne! chyba we dwa wieki
Odgrzebie nas dłoń ludzi, ujrzą ich powieki,
A potém znowu długie, nieprzespane lata
Spać będziem, luba razem do skończenia świata.

A tam nad nami ludzie będą jeszcze żyli —
Tam człowiek feniks, co się odradza z popiołu,
Będzie się rodził, cierpiał, umierał w pół chwili,
Przekaże synom życie, sam zstąpił do dołu!

A ci synowie nad głowy naszemi,
Będą panami pięknéj, ukochanéj ziemi.
Będą witać jéj wiosny, płakać nad jesienią,
Zgadywać tajemnice, których nieodgadną,
Targać się na jéj prawa, których nieodmienią —
I roić nieśmiertelność, aż się w grób pokładną!!

Tam będzie wojna wrzała, krzyki rozlegały,
Będą śpiewy wesołe bujać po nad światem —
A my cicho, spokojnie, prześpim czas ten cały,
Póki z ziemi ostatniém niezbudzim się latem.
Wówczas! co za dzień będzie, ty wiesz jeden Boże,
Wszystko co kiedy zmarło, z tym się dniem obudzi,

I my porzucim długich wieków łoże —
I pójdziem razem z milionami ludzi.

W obłokach będzie stać Tron Najwyższego,
Ku niemu wszyscy korząc się przybiegą —
Z niemi ich czyny wszystkie, ich serca, ich dusze —
On dzielić będzie niebo lub katusze —
Śmierć albo życie! — Przy aniołów chmurach
W złotych gwiazdach wybranym swoim da mieszkanie,
U stopni swego tronu w lazurowych chmurach! —
Módlmy się luba! Straszne byłoby rozstanie —
O! i tam bądźmy razem! jakeśmy tu byli.
Jeszcze przez całą wieczność kochać się nam trzeba,
Bo tu, tu tylko nędzne żyliśmy pół chwili,
Wznieśliśmy się raz tylko — i upadli z nieba!!



PL Kraszewski Poezye 1843 ornament3.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.