Zarys poematu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Zarys poematu
Pochodzenie Ziemia, siostra daleka
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1936
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego w Warszawie
Miejsce wyd. Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub Pobierz Cały tomik jako PDF Pobierz Cały tomik jako MOBI
Indeks stron
ZARYS POEMATU

Sosny szemrzą z oddali: wzmaga się szum; już się brzozy kołyszą,
jak jasne Muzy, co zstępują z brzegu stromego — i próbujące
stopą nieśmiałą, w dreszczu zalotnym, koniuszczkiem stóp
wodę; ptaki przekrzykują się zrzadka.

W cieniach, kładących się pochyło na krzewy, jaśniejące nagle powiewem,
w smudze much rozzłoconej i już zagasłej!
(gdzie siwy motyl, zapowiadający zmierzch, jak pasmo, jak szara lilja, wplącze się i tak pozostanie: ruchoma kokarda przez podłużną sekundę, jak w strunach rozbrzęczanej triumfalną błahością liry);
malowniczości wzgardzona! przez którą kroczę, spokojny,
przez te kulisy zawsze powtarzającej się zieleni,
wszędzie jednakiej, małomówny z samym sobą,
jak przez płótna, powleczone farbą, pachnące ostrą żywicą,

lepkie od leśnych balsamów;
zapominając chętnie o nieprzekraczalnej linji, o minionej samotności,
wieczny młodzieniaszek, sfuszerowany romantyk w pasiastych portkach,
spragniony wypoczynku,
raz jeszcze oszukujący siebie (ach, gdybym mógł się oszukać!),
gorzką iskierką tytoniu podpalający las!

Niechby: serce buchnęło płomieniem,
liściem zwiniętym sycząc, w dymiącej aureoli,
jak bór trzeszczący, rozbuchany żarem,
strzelający czarnemi smolnemi racami
— o, czuby drzew, o pnie,
płonące, jak ruda harfa!
O lesie, którybyś wspłonął od rozdmuchanego wiatrem niepostrzegalnym
niebacznie porzuconego, światoburczego papierosa!
(Polano! o, polano,
gdzie spocznę, nawznak rozrzuciwszy ramiona, tak ukojony i zapatrzony w obłoki, zlekka wiatrem strzępione,
jakby sunęły nad Polską).

Gdyby uderzył kto teraz zza drzewa
skrytobójczo w pierś, uśmiechnąłbym się, nareszcie
pojednany ze szczęściem.


Lesie zwyczajny! przesycony ciepłą żywicą, trochę piasczysty, nakrapiany igliwiem, daremny lesie,
nie wskrzeszaj mej młodości, gorzkiej i palącej, jak piołun,
dławiącej w gardle ołowianą kulą miłosnego wyczerpania,
przed którą zacinam wargi, by słowa, rozwalające gwiazdy,
móc wyrzucić, jak ramiona,
ku ledwo wschodzącym gwiazdom.




Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.