Zamorski djabeł/XIX
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Zamorski djabeł |
| Wydawca | Spółka Nakładowa „Książka“ |
| Wydanie | trzecie |
| Data wyd. | 1912 |
| Miejsce wyd. | Kraków |
| Ilustrator | Henryk Minkiewicz |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |


Tu i owdzie na krawędziach jarów machały szaremi skrzydłami wiatraki do czerpania wody.
W ogrodach, otoczonych kamiennemi murami, niby w gniazdach z kwiatów i drzew kędzierzawych, kryły się białe fanzy.
Podróżnicy posuwali się wolno. Ruszali przed świtem; zato długo wypoczywali we dnie, unikając południowej spiekoty. Mijali liczne wsie, mijali handlowe, brudne, hałaśliwe miasta, mijali miasta klasztorne lub urzędnicze — ciche, czyste, bogate, gdzie piętrzyły się wysokie domy o ciężkich rzeźbionych dachach, gdzie z ocienionych staremi drzewami ulic szerokie, kamienne schody wiodły do malowanych bram. Wybierali na noclegi oberże ustronne, gdzie gwar przejezdnych nie przeszkadzał wypoczynkowi. Kobiety spały zwykle w budzie, zasunąwszy firanki, mężczyźni albo pod wozem, albo koło mułów w najemnych stancyjkach przy stajni.
Podróż bardzo zbliżyła Brzeskiego z rodziną Wania. Kobiety przestały go się wystrzegać, nie unikały z nim rozmów i w jego obecności swobodnie odkrywały twarze. „Władca Wrót Zachodnich“ zdawał się z tym godzić zupełnie.
Pani Wań, oświeżona ruchem na otwartym powietrzu, mniej paliła opjum i kłóciła się rzadziej.