Przejdź do zawartości

Zaklęta królewna (Andersen, 1936+)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Zaklęta Królewna
Pochodzenie Zaklęta królewna oraz inne bajki
Wydawca Księgarnia Literacka
Data wyd. między 1936 a 1939
Druk Drukarnia „Linolit“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Mirandola
Ilustrator Otto Kubel (1868–1951)
Tytuł orygin. Dornröschen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ZAKLĘTA KRÓLEWNA

Żyli sobie niegdyś król i królowa. Chcieli mieć koniecznie dziecko, a nie mieli. Pewnego dnia kąpała się królowa w rzece, nagle ujrzała żabę na brzegu.
— Królowo, — rzekła żaba — spełni się pragnienie twoje! Będziesz miała, do roku licząc od dziś, córkę.
Spełniły się wiernie słowa żaby, w ciągu roku przyszła na świat córka, a król wydał z radości ucztę wspaniałą. Zaprosił krewnych, znajomych, a także wieszczki, by zapewnić córce szczęście. Chciał je król uhonorować bardzo, postanowił tedy, że będą jadły na złotych talerzach, ponieważ jednak miał ich tylko dwanaście, przeto nie zaprosił wieszczki trzynastej, by nie budzić jej zazdrości.
Przyjęcie odbyło się wspaniale, po uczcie obdarzyły wieszczki królewnę hojnie, dając jej piękność, cnoty, bogactwo i różne rzeczy. W chwili, kiedy jedenasta wieszczka wypowiedziała swe czarodziejskie słowa, nadeszła nagle wieszczka trzynasta i zawołała pełna złości, nie witając się wcale:
— Skończywszy piętnaście lat, królewna ukłuje się wrzecionem i umrze.
Wszystkich ogarnęło wielkie przerażenie, a wieszczka dwunasta powiedziała:
— Mogę tylko wyrok złagodzić, królewna nie poniesie śmierci, ale zapadnie w sen stuletni.
Chcąc uchronić córkę od nieszczęścia, kazał król spalić wszystkie wrzeciona w całym kraju. Królewna, obdarzona hojnie przez wieszczki, była piękna, mądra, rozumna, pobożna i budziła życzliwość wszystkich ku sobie.

Zdarzyło się, że oboje królestwo musieli wyjechać w dniu, kiedy królewna skończyła lat piętnaście i została w zamku sama. Dla spędzenia jakoś czasu, chodziła po starych, nie używanych komnatach i zaszła w końcu na wieżę. Wąskie schody kamienne wiodły tam, a gdy otwarła drzwi izdebki, zobaczyła staruszkę przędzącą pilnie len na staromodnym, zabronionym w kraju wrzecionie.

— Dzień dobry babuniu! — powiedziała grzecznie. — Cóż to robisz, babuniu?
— Przędzę sobie, — odparła staruszka, skinąwszy jej głową.
— Cóż to za przyrząd, który się kręci tak wesoło? — powiedziała królewna i wzięła wrzeciono w rękę, chcąc prząść. Ledwo go jednak dotknęła, ukłuła się w palec, jak powiedziała rozgniewana wieszczka.
W tej chwili upadła na obok stojące łóżko i zapadła w sen, a sen ten objął po kolei wszystkich, w całym zamku. Król i królowa, którzy wrócili w tej właśnie chwili, zasnęli na sali, w postawie stojącej, a wraz z nimi zasnął cały dwór, konie w stajni, psy, gołębie na dachu, nawet muchy na ścianach. Sam ogień na kominie zasnął, a przy nim kucharz, który właśnie ciągnął za włosy kuchcika, kuchcik spał też i przez lat sto trzymał go tak kucharz za włosy. Zasnęła pieczeń na blasze i wiatr w parku, spało słowem wszystko.
Wokoło zamku rosły i rosły coraz wyżej głogi, zielony ten mur stawał się z roku na rok wyższy i wkrótce zasłonił nawet chorągiew na dachu.
Po kraju snuła się legenda o pięknej, śpiącej królewnie. Zwabiało to wielu młodych zapalonych rycerzy i królewiczów, którzy starali się dostać do zamku przez mur głogów. Ale ciernie zwarte były tak mocno, że młodzieńcy wplątani w ich sieć, ginęli wszyscy smutną śmiercią.
Minęły długie lata, aż pewnego razu posłyszał o zaklętej królewnie pewien królewicz, przybył do tego kraju i stary pasterz opowiedział mu, jak piękną ma być królewna i jak śpi od stu lat, wraz z rodzicami, całym dworem i zamkiem, który zarósł głogami.
Nie zrażony wcale śmiercią wielu młodzieńców, którzy usiłowali przeniknąć przez mur głogów, powiedział śmiało:
— Dostanę się tam na pewno.
Pojechał, nie słuchając przestróg starego pasterza, a zdarzyło się, że był to właśnie dzień, w którym sen królewny miał ustać.
Gdy stanął pod murem głogów, ciernie rozwarły się przed nim same i puściły do wnętrza, po tym jednak utworzyły na nowo zwartą ścianę.
W podwórzu ujrzał śpiące konie i psy, gołębie na dachu, w kuchni kucharza trzymającego kuchcika, oraz kucharkę nad czarną kurą oskubaną do połowy.
W sali spał cały dwór. Król i królowa spali stojąco, a inni poprzewracali się od stuletniego snu.

Królewicz szedł po całym zamku, gdzie było tak cicho, że słyszał oddech własny, a gdy doszedł do małej izdebki na wieży ujrzał królewnę śpiącą, a tak piękną, że oczu od niej nie mógł odwrócić. Uczuł miłość wielką, pochylił się i pocałował śpiącą.
Zaledwo dotknął jej ust, otwarła oczy i spojrzała nań mile, po tym zaś wstała i zeszli oboje do sali.

Król i królowa nie spali już i zbudził się też dwór, a wszyscy spoglądali po sobie, zdumieni wielce.
Konie w podwórzu potrząsały grzbietami i rżały, psy skakały i machały ogonami, gołębie wyjęły główki spod skrzydeł i uleciały w pole, muchy zaczęły łazić po ścianie, ogień w kuchni zaczął dalej gotować jedzenie, kucharz trzasnął kuchcika w twarz, tak że krzyknął, a kucharka dokończyła skubać kurę.
Potem odprawiono huczne zaślubiny królewicza z królewną i żyli sobie długo i szczęśliwie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.