Zaściankowa lwica

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Włodzimierz Zagórski
Tytuł Zaściankowa lwica
Pochodzenie Z teki Chochlika
Data wydania 1882
Wydawnictwo Księgarnia F. H. Richtera
Drukarz Drukarnia Ludowa we Lwowie
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ZAŚCIANKOWA LWICA.
Żarcik.

Czy Pan lubi polować?
— Ja, Pani? nad życie!
— Ach, jakże to wybornie! jak to znakomicie!
Bo co do mnie, otwarcie to Panu powiadam,
Że za pieskami, strzelbą i knieją przepadam —
— Wierzę! wszak to najmilsza rozrywka na świecie!
— A nie dziwi też Pana taki gust w kobiecie?
— Bynajmniej!
— Jakto? Pana to nie dziwi wcale?
— I cóż mnie to ma dziwić? Owszem, ja to chwalę!
Wszak boginią łowiectwa była w Grecyi czczona
Dianna — co ubrała w rogi Akteona —
— Ja Pana nie rozumiem!
— Mówię, że mem zdaniem
Wolno się i kobietom bawić polowaniem.
— Pierwszy raz z ust mężczyzny słyszę takie słowa!
Wiesz Pan, że mnie zachwycasz? To rzecz dla mnie nowa!
Bo tutaj mnie potępia cała okolica:
„To emancypantka! — wołają — to lwica!

Wprowadza nowe mody! Psuje nasze żony!“
Hahaha! Piorun na mnie z każdej pada strony,
Lecz ja, nie zważam wcale na tych panów Harro!
Je m’en fiche! strzelam dziki i palę cygaro!
Et vous avez raison, bo z tych moszczerdziejów
Nie czytał pewno żaden starej Grecyi dziejów;
Tamby się mógł dowiedzieć taki pan Zaścianek,
Jakim był Amazonek żywot lub Spartanek,
I, że to rzecz tradycyą wieków uświęcona:
Mąż ma doglądać garnków, a polować żona!
Fi donc! vous vous moquéz!
— Mówię prawdę szczerą.
— Więc to nie w Francyi mody te początek bierą.
A jam przecie myślała....
— To rzecz jak świat stara!
Tant mieux, jeśli Spartanki paliły cygara;
Opowiem to mężowi, kiedy zacznie gderać.
Hahaha! Ma foi! Można ze śmiechu umierać:
Mąż ma garnków doglądać! Trafiłeś Pan w sedno!
Doprawdy, że pan nie wiesz, jak ja jestem biedną!
Powiem Panu w sekrecie: mój mąż stary gdera,
Cały dzień tylko zrzędzi, i po garnkach szpera;
Cóż mam robić nareszcie, by uniknąć kwasu?
Biorę strzelbę na plecy, i — dalej do lasu!
— A w sąsiedztwie jest dużo przyjaciół myśliwstwa?
— Ach gdzież tam! Nie mam, Panie, wcale towarzystwa!
Do koła nas mieszkają same liczykopy.
Sami possesorowie! surdutowe chłopy!
Vous comprenez; żyć z ludźmi takimi, rzecz trudna!
Więc choć to okolica niby dosyć ludna,

Żyję sama jak palec.
— To rzecz smutna wielce!
— Ach, certes! O mil ztąd siedm w Ordynackiej Belce
Mieszka Hrabina Iza, podobnież myśliwa;
Dom otwarty...
— Więc Pani u Hrabiny bywa....
— Ach czyż można z mym mężem? To dziwak jest rzadki,
Za nic nie włoży fraka i białej krawatki,
I formalnie się boi parkietów salonu;
Więc chociaż z Izią znamy się jeszcze z pensjonu,
Nie bywamy u siebie. — Et vous savez? w Belce
Dom jest na pańskiej stopie: dojeżdżacze! strzelce!
A gości zawsze pełno! — Ach mój mąż nie czuje,
Ile ofiar mnie kaprys ten jego kosztuje!
— Pojmuję, że to męki muszą być Prokusta!
Vous comprenez,' że mając z Izią wspólne gusta,
Mogłybyśmy odżywić świetnie przyjaźń starą,
I bawić się wybornie.
— I zasłynąć parą
Taką, jak niegdyś w Litwie z Dowejką Domejko.
Vous dites Monsieur?
— Pytałem Pani Dobrodziejko,
Czy mąż polować Pani i tutaj zabrania?
— Tegoby jeszcze brakło!
— A do polowania
Ma pani obszar w własnym majątku dosć wielki?
Une misère! sześćset morgów! Czasami tu z Belki
Zabiegnie dzik lub rogacz; — zresztą są chruściele,
Kuropatwy, szaraki, — zwierzyny nie wiele!

— Ach, ja pasjami lubię chodzić na chruściele!
Est-ce possible? — Więc możemy zapolować razem!
— Życzenie Pani, miłym jest dla mnie rozkazem.
— Jakżem wdzięczna, że moją Pan prośbą nie gardzi!
Mais Madame! Ja się owszem cieszę jak najbardziej!
Vraiment? Ach, jakiż z Pana zapalony łowiec!
To tak jak ja zupełnie! — Powiedz że Pan, powiedz:
Wolny tak jak Pan jesteś, przy zamiłowaniu,
Spędzasz Pan życie pewno swe na polowaniu?
Zawsze w kniei? na błotach? — Ach, to jest mój Eden!
— Polowałem wszystkiego w mem życiu raz jeden.
— Raz tylko jeden w życiu?
— Tak, lat temu wiele,
Wyszliśmy z przyjacielem moim na chruściele:
Buszujemy po łące — nic! — idziem ugorem —
Nic! — chodzim dzień cały — nic! — Aż nad wieczorem
Udało nam się razem strzelić do chruściela. —
I cóżeś Pan tam zabił?
— Mego przyjaciela! —







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Włodzimierz Zagórski.