Z roczników chińskich. Onego czasu...

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł Z roczników chińskich
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom I To i owo
Data wydania 1935
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Z ROCZNIKÓW CHIŃSKICH.

Onego czasu, uczony Ya-o-tse, który po mądrość za granicę Państwa Niebieskiego wyjeżdżał i między obcymi cudów nauczył się dokazywać, wrócił do Pe-king-u i przed oblicze syna wielkiego smoka przyprowadzony został. Że zaś z natury padalcem będąc, umiał na się rozmaitą postać przybierać, zlał więc na niego Pan obfitą krynicę miłosierdzia, między uczone policzył i dozór nad składem rzeczy mądrych i tajemnych powierzył.
Ukryty przed źrenicą płochego gminu, Ya-o-tse w laboratorjach państwa pracować miał i wyrabiać ognie cudowne, metale kosztowne, kamienie drogie, płyny żrące i wszelką rzecz jaka pod obłokami jest. A że mądrość obcą aż do dna wysączył i księgi uczonych pochłonął, oddano mu więc staranie i nad tą młodzieżą, która do robienia cudów sposobić się obowiązaną była.
Ya-o-tse do pracy się wziął, skarbiec mądrości przejrzał, lecz że dusza jego od urodzenia występną była, — pierwszego więc zaraz dnia skradł ze skarbu i ukrył w fałdach swej szaty dwa kosztowne słoje: jeden saletranu srebra, drugi zaś chlorniku złota pełen.
I z tą nieprawą zdobyczą szedł do miasta i wszedł do domu pewnego Wu-wang-a. Wu-wang zaś kunsztownym malarzem był, posiadał bowiem drewnianą pięknie lakierowaną pakę z jednem szklanem okiem, które patrzając przed siebie wszystko malowało, na cokolwiek ciepło słoneczne upada.
Wszedłszy tam tedy i przepisaną liczbę ukłonów oddawszy, Ya-o-tse do Wu-wang-a rzekł:
— Wojownik jestem i z odległego zachodu przybywam. Od chwili wyjazdu mego zmieniłem 30 par wołów, 4 suknie zdarłem i mieczów nakruszyłem coniemiara. Walczyłem bowiem z Europejczykami i szczęśliwie nawet, bom 5 funtów saletranu srebra i 8 łutów chlorniku złota wydarł im. Wiem, że do czarnoksięstwa eliksiry te potrzebne ci są, weźmij je więc, a mnie wzamian daj monetę.
A odpowiadając mu, oszukany Wu-wang rzekł:
— Niech mądrość nie opuszcza warg twoich, niech szczęście towarzyszy mieczowi, a lekkość nóg niech nie opuszcza męstwa twojego! Łut chlorniku złota wart jest 12 rupij, a funt saletranu srebra 32 rupje: weźmij więc razem 266 rupij, a eliksiry zostaw.
I stało się jako rzekł.
Ya-o-tse wyszedł jak z raju, chociaż publiczny skarb okradł; do składu rzeczy mądrych i tajemnych wrócił, chociaż w ciemności wrzuconym być powinien. Spokojny przytem jest i szczęśliwy, sumienia się bowiem wyrzekł.
Ale biada mu! albowiem jest Ktoś, co zarówno nad lotem komara jak i nad kradzieżami mandarynów czuwa; ma tysiące oczów otwartych, przed któremi nic się nie skryje i tysiące rąk zbrojnych w miecze, przed których blaskiem drży tłum i mandaryni wołają: a — och!...



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.