Z poematu: lica mej ziemi

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Buława
Tytuł Z poematu: lica mej ziemi
Pochodzenie Krople czary
Data wydania 1865
Wydawnictwo Paweł Rhode
Drukarz A. Th. Engelhardt
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Z poematu: lica mej ziemi.

I.

Jak manna niebios są te wieści ludu,
Tęczą na matki nieśmiertelne wiano,
Pełne anielstwa — i życia — i cudu,

Lecz giną z świtem, niezebrane rano! . . .
Więc w pochód, w pochód, młode pokolenie,
Nim słońce jutra zbierze je promieniem,
I odda Bogu niewzięte nasienie,
Co wiek w swe piersi nie wciągnął natchnieniem!
Ta wielka ziemia od morza do morza
Leży odłogiem, niema i bez wieści,
Bo nikt nie spytał jej łona, rzek łoża,
O jej bogactwa, głębię i boleści! . . .
Więc w pochód, w pochód po ziemi rodzinnej,
Przy piersi rozgrzać lud i ludu myśli,
W płomień zlać iskry ich duszy dziecinnej
Jak te anioły co do Piasta przyszli . . .
Bo Polska – to jest ziemia obiecana –
Przez oświecenie ludu do niej droga,
I lud oświecać – to wypędzać wroga –
A lud zaniedbać – to wspomóc tyrana! . . .
Więc za skowronkiem od morza, do morza! . . .
Pieśń nasza cicho wschodzi jako zorza,
Żałosną dumką poczyna swe głosy,
Jakby się żaląc na narodu losy,
Aż w łan szumiące zapłaczą się kłosy,
Smętnym mazurkiem, w wesołość szaloną
Przechodzi raptem, jako wyzwoloną
I Krakowiakiem hasa już wesoła
Aż polonezem w wieków pójdzie koła . . .
W tych pieśniach różnych ziem wzajemna mowa,
To Ukraina wita gród Krakowa,
A tam Warszawa puszczom Białowieży
Śle pozdrowienie, skąd znowu pieśń bieży
Od skał Kamieńca, ku Wołyniu ranem
I znów przewiewa Sandomierskim łanem,
Aż ożeniona z dźwiękiem kós górala,
Gdzieś w Morskiem oku przepada jej fala . . .

II.

Tyle mogił w Ukrainie,
Tyle zamczysk w Gruzach kona,

Tyle rzek krwią podań płynie,
Krwią od matki Polski łona . . .
A kto spytał ciebie ziemio,
Kto zapytał twe mogiły,
O popioły co w nich drzemią,
Z iskrą w sercu pełną siły? . . .
Kto z młodzieńczą w duszy wiarą
Kij pielgrzymi wziął w zapale,
Badać treść twych podań starą,
Co dziś gwieździ tak wspaniale?
Nad dziejowe wstając fale! . . .
Przebóg Polsko! cóż to znaczy? . . .
Czy pomarły twoje syny,
Czy zmarniały na tułaczy,
Czyż jam pielgrzym twój jedyny? . . .
Od Czorsztyna do Ostroga
Hej! od Gopła do Tatr szczytu,
I od świątyń Swentoroga
Do Wawelskich baszt błękitu . . .
Od kurhanów Ukrainy
Do Chocima łąk zielonych,
Od Boremla pól skrwawionych
Milczą dzisiaj twoje syny?
Toć jak spoczął Acern stary – [1]
Tylko Janusz Ciebie jary
Zaklął pieśnią pełen wiary! . . .
O! a tyle ziemio droga
Skarbów masz, ty córo Boga! . . .
Od Halicza do Kalisza,
Od Kamieńca do Krzemieńca
Od Krakowa do Grochowa!
Z Żółkwi po gród Gedymina,
I do Orszy aż od Gdańska,
I od Łucka do Lublina,
Ty królewska! ty hetmańska!
I od szczytów jasnej góry
Aż na Tatrów szczyt ponury!

Od Baru do Obertyna,
Z Maciejowic, Ostrołęki
Lećcie ptasze me piosenki!
Jak na niebie gwiazd, tak w ziemi,
Naszej wielkich jest pamiątek,
Każdy kątek, każdy szczątek
Ma relikwię swą dziejową,
Jak kopalnie z skarby swemi,
Ty przemawiasz wspomnień mową
Z Miodoborów do Humania,
Z Zofiówki do Rowizny, [2]
Od Kijowa do Klewania,
Z Delatyna do Tywrowa,
Od Wieliczki do Pińszczyzny,
I od Wilna aż do Lwowa
Płynie mlekiem pierś ojczyzny! . . .

III.
DROGOWSKAZ PODRÓŻOMANOM.

W Jeruzalem stać przy Krzyżu,
Jeźli płakać – o! to w Grecyi,
Jeźli kochać to w Wenecyi,
Jeźli szaleć, to w Paryżu!
Gdy zadumać się – to w Rzymie,
Jeźli marzyć, w Neapolu,
Lub w błękitnym tonąc dymie,
W cieniach Konstantynopolu . . .
Jeźli tęsknić, jeźli śpiewać,
To w Alhambrze, lub w Palmyrze,
A jeźli się na świat gniewać,
To w Szwajcarskich Alp szafirze! . . .
W kim już piękność trzeba budzić,
Majestatu sztuk kto nie zna,
Nad Ren może się potrudzić,

A odpocząć w murach Drezna.
Niech Monachium i Walhallę
Ujrzy w piękna cichej chwale!
Lecz olbrzymio – żyć w żałobie
I umierać jak orlęta,
Polsko! można tylko w tobie,
W tobie tylko nasza święta! . . .
Jeśli spać, to w twym karbanie, [3]
Życiem żyć nad śmierć trudniejszem,
O! twą miłość nawet stanie
Rzucić światło najciemniejszym!
Choć w kajdanach strzec wolności,
Grób jej znakiem zmartwychwstania,
 Tyś zorzą nieśmiertelności,
Do ludów uszlachetniania! . . .
Bo uszlachetnić duszę nizką,
To dziś spolszczyć! znaczy ludzi,
O! spolszcz ludzkość bagien blizką,
Niech się dusza w niej przebudzi! . . .
Kto Tatrzańskiej nie zna burzy,
Ani ciszy na Wawelu,
Nic nie widział w swej podróży
Choć deptał prochy Babelu . . .
W Białowieży puszcz on szumie
Nie ułoży do snu głowy,
Ani w Ukraińskiej dumie
Wzleci po nad brzeg Dnieprowy! . . .
O! i po nim nie zadzwoni
Częstochowy dzwon rodakom,
Gdy ojczyzna łzy tu roni,
On podobny wietrznym ptakom!
Zamiast cierpieć jej cierpieniem
Kto się w obce wyprowadza,
Ten z ojczyzny zerwał cieniem,
Kto opuszcza, ten ją zdradza! . . .
Nad nim niechaj się zasmuci
Każdej duszy głos rodowy,
On swej cegły nie dorzuci
Do pokoleń wszechbudowy! . . .

Poznaj cały świat pielgrzymie,
Ale znaj ojczyznę twoją,
Wiedz, co w niej świętości drzymie,
Byś się modlić mógł w jej imię,
By Ci ona była zbroją –
Byś się czynu modlił dobą,
A czyn, modlił się – za tobą! . .

IV.

Arfo moja złotostrona!
      Kędyż dźwięki twego łona? . .
Gdzieś daleko rozpierzchnione
      Jak sokoły rozproszone,
Po szeroki wielkim świecie
      Jak łabędzie zasmucone,
Do dalekich sunąć brzegów
      Sunąć w gwiazdach fali biegów. . .
Jak łzy burzy na łąk kwiecie!
      Długo chichą i grobową
Cię wieszałem pod dąbrową,
      A dziś znów cię biorę w dłonie,
I ze łzami gorącemi
      Arfo moja złotostrona
Do krwawego cisnę łona,
      I przed gwiazdy jarzącemi
Wznoszę w górę, uskrzydlona! . . .
      Długom milczał z sny tęsknemi
Ucho tulił do mej ziemi,
      Ssąc z niej życia nektar boski
Na serdeczne wszystkie troski. . . .
      Hej! precz chmury z mego czoła,
Biję – targam sępa dzwony,
      Struny, jako męczeństw dzwony,
Bijcie głośno, duch was woła! . .
      Precz co swoje, samolubne,
Co człowieka cieszy, boli
      To nasiona śmierci zgubne,
Do ugoru rzuć jej roli –

      Serce treścią w pieśni całą
Polskę tylko – ukochało! . .
      Ku niej ogniem – oszalało! . .
Polska tylko! jasna święta,
      Archanielska, wniebowzięta,
Niechaj wszystkim, wszystkiem będzie!
      Życiem, śmiercią, szczęścia bólem,
Ten ból wszystkich bólów królem! . .
      My nad świętym pracy ulem
Ku niej płyniem jak łabędzie,
      Niech nas Polski bodzą ciernie
Niech nas Polski bolą rany,
      Niech nas palą – jej tyrany
Łza jej niech nam gwieździ wiernie!
      Ona tylko – wielka, śmiała!
Obok niej – nic – nic – nic w łonie,
      Chyba myśl co by kochała,
Druha w cierniów jej koronie,
      Polsko jasna! córo Pana!
O ojczyzno święta nasza!
      Tu przed tobą – na kolana!
Tobie serca każda rana,
      Na twój ołtarz, krwawa czasza . . .
Miłość twoja pali łono!
      Nią szaleję ja ku tobie!
Kiedyś z cierni twych korona –
      Stań na chwilę na mym grobie
Każda inna za uboga,
      Za tę miłość co ci dałem –
Ach! nieraz się Boga bałem,
      Żem Cię kochał tu – nad Boga! . .
W imię twoje podrywam
      Co najdroższe tu od łona,
Łzami rany twoje zmywam
      I boleścią Laokoona
Gdy na tobą się rozżalę,
      Gdy ulecę zemsty ptakiem,
To piorunem zagrzmię – takim,
      Że od niego – sam się spalę! . . .

V.

Potoczyłem smutnem okiem
      Po tych licach mojej ziemi,
Łza na strony padła w wzrokiem,
      Com szpony szarpnął orlemi,
Precz! szatany, z drogi ducha!
      Każda wieniec ma ruina,
Anioł wieków głosy słucha
      W imię ojca – ducha – syna! –
Polsko, Polsko! hej orlico!
      Ty uorlij lot natchniony,
Pójdę w drogę z powiernicą,
      Z lutnią pójdę w swoje strony –
Ma rodzina, wielka – boża –
      Od morza – do morza! . .
Z mogił twoich, z piersi matki,
      Ssać podania iskry święte,
Przeczuć duchem te zagadki
      Co tam jeszcze śpią zaklęte. . . .
Pójdę pierś rozdartą, krwawą,
      Do snu złożyć, na twem łonie.
I źrenicą już bezłzawą
      Po twych licach, po gwiazd tronie,
Toczyć milcząc, chłonąć wzrokiem,
      Każdą chwilę z dni przeszłości! . . .
Za dziejowym słońc prorokiem,
      W lot ku bramom dni światłości!
Twoja boleść mą boleścią,
      Śmierć twa śmiercią – i mąk zdrojem,
Potwarz chwałą – męka częścią
      Lecz twe życie – życiem mojem! . . .
Jak krzyż, dzisiaj znakiem chwały
      Szubienice się już stały! . .
Witaj Polsko! Polsko święta!
      Córo Boża nad światami,
Już ku tobie twe orlęta
      Sierocymi drżą skrzydłami!
Przed twe stopy w twym pochodzie

      Przez te piekła, przez te światy,
Rozścielamy się na przodzie,
      I ciskamy – palmy! szaty! . .
Krzyż twój dźwigać, nam rozkoszą,
      Bo w nim czujem – nieśmiertelność,
Pić twój kielich, nasza dzielność
      Mąk anioły nam go niosą. . . .
Z aureolą ducha świętą
      Nad chaosem burz rozpiętą,
Widzim jasną – Bogu własną!
      Czoło twoje w gwiazd przestworzu,
A twe stopy na kurhanach łąk,
      Bo zburzonem dziejów morzu
Stąpasz naprzód, z stem tysięcy rąk! . .
      Stem tysięcy nóg! . . .
Po piekłach dróg –
      A z tobą – Bóg! . .
W każdym bujnym twym kurhanie
      Błyśnie ludu zmartwychwstanie,
Pieśń o tobie szumi w zbożu,
      Trzody ryczą imię twoje,
I skowronkiem dzwonią zdroje
      Na śmiertelnem każdym łożu
Czuję przyszłe życie twoje! . .
      I konając, w skonie wierzy,
Póki anioł nie uderzy,
      W dzwon męczeństwa arcydzielny,
W niewolników, dzwon weselny,
      Na którego dźwięk gromowy
Świat się wstrząśnie w swej posadzie,
      A szatanów zastęp nowy
Runie w tyraństwa kaskadzie –
      Tam! gdzie światłu tamy kładzie,
Na ciemności wieczne tamy,
      Do piekielnej zbrodni bramy! . . .
A w twe imię On! duch święty,
      Na dzień trzeci się pojawi,
Po nad krzyżem twym rozpięty,
      Pocieszyciel! nas wybawi! . .

Teraz ogniem ducha siły,
W dal o! w dal na twe mogiły,
Aż duch prawdy na świtanie,
Z swéj mogiły — zmartwychwstanie!
Wśród tęcz blasku — gromów trzasku,
Wstaje gwiazdy téj świtanie,
O! lud się niewcześnie smucił,
Że mu został cierń od róż,
Że mu od ust nie odwrócił,
Bóg kielicha w gromach burz!..
Ty królowo bożych światów!
Już przed Panem tam klęcząca,
Przebaczenia dla twych katów,
Wśród piorunów wołająca,
Jasna — boska — nad słońc słońca, —
Polsko! dziecię Zbawiciela!
Tyś piorunem kusiciela!
Tyś jest dziejów gołębicą!
Błyskawicą
Archanioła Gabryela!
Tyś źrenicą
Stworzyciela!...

1859.





Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł
  2. Rowizna i Tywrów nad Bohem, miejsca mało znane – a w prześlicznem położeniu.
  3. Przypis własny Wikiźródeł  Karban – ?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.