Z galeryi naszego nacyonalizmu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wilhelm Feldman
Tytuł Z galeryi naszego nacyonalizmu
Pochodzenie Trybuna (1906) nr 3
Redaktor Tadeusz Bobrowski
Data wydania 1 grudnia 1906
Wydawnictwo Tadeusz Bobrowski
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały numer
Pobierz jako: Pobierz Cały numer jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały numer jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały numer jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

W. FELDMAN.
Z galeryi naszego nacyonalizmu.
SYLWETKI[1].

Niejednokrotnie już zwracano uwagę na charakter początków naszego nacyonalizmu — zupełnie charakteru pozbawiony, do wroniego podobny gniazda, stanowiący zlepek najsprzeczniejszych, zwalczających się wzajem żywiołów Nic dziwnego. Na „stronnictwo“ ówczesne składały się najrozmaitsze formacye: epigoni r. 1863 i wczorajsi socyaliści, wzburzeni przeciw wynaradawiającej szkole studenci i onegdajsi, we wzory rosyjskiego „chodzenia między lud“ wpatrzeni „narodnicy“ polscy z Warszawy; stąd w pierwszych rocznikach „Przeglądu wszechpolskiego“ szereg sprzeczności i bałamuctw co do kardynalnych punktów programowych, Wystarczy przypomnieć, że przez pewien czas organa „Ligi narodowej“ były w bliskich stosunkach z socyalistami, „narodowcy“ wchodzili z nimi nawet w formalne porozumienie, dawali im ludzi do pracy i środki; gdy socyaliści stosunki te zerwali — „przez dłuższy jeszcze czas — opowiada „Przegląd wszechpolski“ (1901, 473) — stosunek nasz względem socyalistów opierał się na uznaniu ich użyteczności...“ Wystarczy dalej przypomnieć zmieniające się ciągle w „Przeglądzie wszechpolskim“ zdanie co do kwestyi powstania zbrojnego w Polsce i granic przyszłego państwa narodowego. W lipcu 1891 r. „Przegląd wszechpolski“ opierał granice tego państwa o „Bałtyk i Karpaty“ a w grudniu tego samego roku rozciągał te granice „od Odry do Dniepru a od Bałtyku nietylko do Karpat, ale może nawet do Czarnego Morza“. Z końcem 1900 r. nawoływał do stworzenia „kadrów lub przynajmniej jakiegoś zawiązku organizacyi wojskowej“; w maju 1901 r. akcentował, że z jego programu „wypływa konsekwentnie postulat zbrojnej walki, powstania“; w listopadzie tegoż roku z całą energią twierdził, że powstanie jest absolutną niemożliwością. Okres chaosu — odbicie tego, co się działo w głowach.
Odbicie przedewszystkiem chaosu, będącego treścią umysłu redaktora „Przeglądu“ J. L. Popławskiego. W tym jednym z najstarszych przewódców nacyonalizmu polskiego kojarzą się dwa decydujące czynniki: rasowy szlachcic polski, przemieniony intelektualnie w chłopomana i umysł ogromnie mało samodzielny, gwałtem usiłujący więc nadać sobie pozory niezależności. Z całej plejady ultra-demokratycznego „Głosu“ (1886) nikt tak zapalczywie nie głosił ideałów ludowych, nikt nie pomiatał tak przeszłością narodu i nawet jej kulturą, co obecny szowinista narodowy; formalnie uginał się wówczas pod brzemieniem win swojej kasty wobec ludu, w żalu i goryczy kajał się, przed nim, na ołtarzu go stawiał — z wyrozumowania, z potrzeby gruntu realnego pod nogami. Radykalizm Popławskiego wzorowany był na doktrynach i przykładach głównie rosyjskich; oburzenie całej politycznej Warszawy wywoływał naówczas Popławski, który z szczególnem zamiłowaniem chodził w rubaszce rosyjskiej i po rosyjsku mówił; gdy z powodu pamfletu, jaki napisał był w „Prawdzie“ przeciw Zapolskiej („Sztandar ze spódnicy“) miał rozprawę sądową, Świętochowski, któremu Się odmawia polskości, bronił się po polsku — Popławski wygłosił mowę po rosyjsku. Brak odczucia idei polskiej cechował całą jego działalność także publicystyczną; Balicki w artykule o „Głosie“, pisanym w „Przeglądzie społecznym“, zarzucał mu obniżenie ideałów narodowych, sprowadzenie Polski do kwestyi etnicznej, brak idei państwowej. Podobne aspiracye zupełnie też, obce były Popławskiemu, a prędzej uśmiechała mu się rewolucya socyalna („Plaster belgijski“ w „Głosie“), a przedewszystkiem rozbicie żywej Polski, jej kultury, jej religii, jej stanowości, by zrobić miejsce bezkresne dla twórczości ludowej. Z zapałów tych został w Popławskim pewien ton ludowy, dozwaiający mu redagować „Polaka“, została pewna dobroduszność i poczciwość „słowiańska“, nadajaca jego „rozprawom“ charakter gawędziarski — zresztą przetrwał szlachcic ze wszystkimi jego instynktami, który też bardzo rychło dawną politykę „podporządkowywania“ wszystkich interesów ludowi — jął podporządkowywać polityce „jedności“ i wspólności: Radykał ludowy na gruncie galicyjskim nie zdobył się nawet na żądanie dla tego ludu równouprawnienia, politycznego, powszechnego, równego prawa głosowania. Ewolucye te zależne od wpływu wywieranego nań przez środowisko. Gromiąc hałaśliwie uleganie wpływom intelektualnym rosyjskim, Popławski jak nikt drugi wpływom tym ulegał; za młodu był typowym na gruncie polskim „narodnikiem“, teraz odnosi się do „inorodców“ w sposób także typowy dla „prawdziwych“ Rosyan; po długich rozważaniach akceptuje n. p. hasło, że „niema Rusi, jest tylko Polska albo Moskwa“ („P. W.“ 1905, str. 223). Wykładnikami jego pojęć są zawsze silniejsze, indywidualności z otoczenia; sam słaby intelektualnie ma zawsze nad sobą pana. Za czasów „Głosu“ pozostawał Popławski pod wpływem Więckowskiego i Bohusza, jednej z najszlachetniejszych postaci ówczesnej Warszawy, pracownika poszukującego z trudem ducha niemałym dróg nowych; w Galicyi pierwotnie popadł był pod wpływ patryotów ludowców i wiernem ich był echem (broszura jego „Polityka autonomiczna w Austryi“ brzmi jak przedruk z dzisiejszego „Kuryera lwowskiego“[2]; nareszcie wzięła nad nim przewagę silniejsza indywidualność Dmowskiego. Typowo szlachecką jest u Popławskiego logika. Czytając jego rozprawy, zdumiewać się nieraz przychodzi nad dziwnym stosunkiem jego konkluzyi do założeń, nad nagłymi skokami jego z rozumowania do wybuchów uczuciowych; rozprawy jego są też wzorem bałamuctwa, a gdzie usiłuje być samodzielnym, staje się wprost... paradoksalnym, jak n. p. w owej rozprawie literackiej o modernistach[3], w której dowodzi, że „średniowiecczyzna właściwa, dekadencya i modernizm, jest wytworem ducha barbarzyńców nowoczesnych“. Wszystkie te czynniki pozwoliły mu jednak zżyć się z przeciętnością ogółu polskiego, w którym tkwi tyle szlachetczyzny w dobrem i złem tego słowa znaczeniu; zejść się z nim w Galicyi na gruncie jego fantazyowania politycznego, robienia bezustannego Polski, wyśmiewania żyda, nienawidzenia Rusina. Dodawszy do tego szczere, głębokie umiłowanie swojskości, niezamącone obecnie żadnemi grzesznemi sympatyami do bogów i ideałów ogólnoludzkich, ku którym wśród mąk i szałów inni się wyrywają, ku którym szarpało się serce Maryana Bohusza — a wytłómaczony będzie jeden ze stopni ewolucyi a zarazem jedna z zagadek wpływu obecnego nacyonalizmu.
Skarbiec jego ideologii wzbogacił niemało Zygmunt Balicki. Jak wielu innych gorących „narodowców“ przeszedł dobrą szkołę socyalizmu; około r. 1880 hołdował mu w Warszawie, agitował potem za nim we Lwowie (jako fotograf Sidorowicz); aresztowany — w romantyczny sposób przy pomocy nędzarza-robotnika — uciekł z więzienia, aby w Genewie łupinę po łupinie z socyalizmu odrzucać, nareszcie i jądro jego zdeptać. Jeszcze w zurychskim kongresie socyalistycznym (1893) Balicki brał udział, naieżał także do „Związku Zagranicznego Socyaiistów Polskich“, jeszcze w r. 1895 pisywał w „Przedświcie“ londyńskim listy do „towarzysza-redaktora“, zawsze przytem stojąc na gruncie narodowym; od lat przytem w najściślejszych zatrudniony robotach „Ligi Polskiej“ — jej duch ostatecznie w nim zwyciężył. Fluktuacyom swoim ideowym dawał wyraz w szeregu prac teoretycznych, dziwnie scholastycznych, niezmiernie zawiłych i krętych, które przeciwnikom z obozu socyalistycznego dawały sposobność do niemiłosiernych szyderstw i analiz (polemiki Feliksa Daszyńskiego, K. Krauza) — jednakowoż nie niemi wpływ wywierał na adeptów. Długie lata na emigracyi brał udział w życiu młodzieży i wyrobił sobie dar agitowania wśród studentów i panienek, organizowania ich w kółka tajemnicze, grania na wszystkich czułych strunach serc. Poezya ta służyła bardzo prozaicznej prozie, która zbrojna w imponującą laikom terminologię naukową skondensowała się ostatecznie, jako etyka nowa, jako teorya i praktyka egoizmu narodowego[4]. Jedyna to praca Balickiego, która zdobyła sobie rozgłos, bo też jest ujęciem faktów istniejących, sformułowaniem uczuć i myśli, które z początkiem XX wieku tysiące ludzi uprawiało, zanim się dowiedzieli, że żyją podług etyki nowej. Ostatecznie sprzykrzyła się olbrzymiej masie szlachty i mieszczaństwa polskiego rola idealistów, bojowników za wolność, krzewicieli ducha Chrystusa w stosunkach międzynarodowych, rola, z którą nigdy im zbyt nie było do twarzy. I czegóż mamy być lepsi od drugich, od Niemców, Anglików, Rosyi, gdzie jedna panuje religia: egoizmu. Praktykują ją od dawna krzyżaki i pan Krupa chce być taki. Precz więc z „etyką ideałów!“ niech żyje etyka „egoizmu narodowego“, nie dogadzająca — „lubieżnym popędom swego humanitaryzmu“. I oto uczucia, bez których cofamy się w rozwoju o niezliczoną ilość szczebli do najniższych stanów homofagii, uczucia humanitaryzmu napiętnowane, jako objaw patologiczny, jako „lubieżnosć“; deklaruje się stanowczo, że w stosunkach między narodem a narodem nie istnieje moralność lub niemoralność; moralnością jest najlepszy interes polityczny; miejsce propagowanego przez romantyków ducha wszechludzkiego zajmuje barbarya nienawiści. Księga nacyonalizmu wzbogaciła się o jedną z najcharakterystyczniejszych swych kart; pojęcie ojczyzny, które dawniej było identyczne z wolnością, które dawniej prowadziło „przez Polskę do ludzkości“, zostało w molocha przemienione.
Dwaj ci ideologowie — pozbawieni nerwu politycznego w prawdziwem słowa znaczeniu, nie byliby jeszcze zdolni do stworzenia stronnictwa, a nawet kierunku polityki czynnej; najwięcej do tego przyczynił się najmłodszy z bractwa, który niebawem mistrzów swoich przerósł: Roman Dmowski.
Syn Powiśla warszawskiego, wniósł na arenę publiczną mnóstwo cech dziecka tego ludu: jego temperament, język, przedsiębiorczość, maniery, oczywiście przedystylowane w szkole życia wielkoświatowego, Duża doza awanturniczości i namiętność przewodzenia, cechujące ów typ, przemieniły się u niego w gorączkę polityczną, szukającą bezwzględnie ujścia dla swej potrzeby burmistrzowania — za wszelką cenę. Stąd wylęgiwanie się w tej głowie rozległych planów, wyglądających zbliska nieraz komicznie, rzucanie się w awantury, które w dojrzałem, karnem społeczeństwie nie znalazłyby przebaczenia. Wstępujący w kadry pracowników dla odrodzenia ojczyzny Roman Dmowski — rzuca się do Parany, jakoby przyszłość ojczyzny za oceanem leżała; z wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej — wyrusza do Japonii, by tam na dworze mikada być ambasadorem Polski; po ogłoszeniu „konstytucyi“ w Rosyi i oblaniu jej w Warszawie krwią, gdy deputacya polska wysłana do Wittego, spotkała się w Petersburgu z obelżywym komunikatem rządowym i postanawia wrócić — Dmowski na własną rękę wyrabia sobie audyencyę u premiera, ofiarowuje mu na własną rękę stłumienie socyalizmu i anarchii za cenę samorządu. We wszystkich tych krokach uderza niecierpliwy apetyt, gorączkowe rwanie się do władzy, namiętność czynu o ile możności w wielkim stylu — równocześnie umie jednak Dmowski zdobyć się na pracę drobiazgową, codzienną, z zaciętemi ustami i pięścią zaciśniętą i tylko podnoszenie tej pięści w stronę nieprzyjaciela zdradza, że wewnętrzne napięcie nigdy nie ustało.
Ten pierwiastek woli, jaskrawo rzucający się w oczy we wszystkich występach czynnych i piśmiennych Dmowskiego, ta jego bezwzględność w dążeniu do zakreślonych sobie celów, to wkładanie w każdą robotę całego siebie i chwalebne branie na siebie największej także odpowiedzialności, ta działalność, nie licząca się z możliwością katastrof i nieszczęść — wszystko to wyniosło Dmowskiego nad poziom reszty jego współpracowników, będących przedewszystkiem „literatami“ i uczyniło go prawie dyktatorem stronnictwa. Pomaga mu przytem inteligencya, odznaczająca się dziwną prostolinijnością i grubością zarysów. Nie przeczuwa wcale sfery myślenia i uczucia, wyższej nad empiryzm chwili, i bezbrzeźną okazuje pogardę dla wszelkiej metafizyki, czem byłaby ideowość daleka od utylitaryzmu danego momentu. Sam zupełnie niezdatny do wznoszenia się nad interes momentalny — zupełnie ulega chwili; z całą plastycznością jednostki głębszej kultury pozbawionej, poddaje się tylko sile imponującej powodzeniem, zwycięskiej. Po krótkim pobycie w Londynie był najlepszym Anglikiem między Polakami, szkoda tylko, że u Anglików nie podpatrzył np. zasady autonomii narodowościowej i jednostkowej; po parutygodniwym pobycie w Japonii jest najlepszym wśród Polaków Japończykiem, („Przegl wszechp.“ 1905) — znowu bez rycerskości i szlachetności kraju kwitnącej wiśni Natomiast kultura, nie brutalizująca powodzeniem bezpośredniem, materyalnem, jemu nie może imponować. Respekt ma ogromny przed Prusakami, gdyż „historya coraz wyraźniej udowadnia, że energiczna, bezwzględna polityka Prus, posługująca się faktem i wiarołomstwem, nie cofająca się przed nnjbrutalniejszym gwałtem, że polityka ta dała istotną potęgę Prusom[5]; natomiast światopogląd i patryotyzm romantyków polskich — to dla niego „stare woskowe świece“[6], humanitaryzm — sentyment śmieszny; jak de Maistre z respektów przed „porządkiem“ doszedł do gloryfikowania kata, tak Dmowski doszedł do gloryfikowania policyanta. A kto po drodze — to wróg. Pokazać mu pięść, gdy słabszy; zaciąć usta i czekać swej kolei — gdy mocniejszy. Na tem polega istota polityki. Wzorem Prusacy z swą dewizą: ausrotten, którą uważa za zupełnie racyonalną formułę polityczną; „pogardę“ czuje dla nich tylko za ich środki brutalne — jakby szlachetny ich cel innymi zdołał posługiwać się środkami i przenosząc wzór godny na ziemię własną, stosuje ich metodę np. do Rusinów, każąc im w dodatku być za to wdzięcznymi, gdyż w drodze walki i wysiłków nabędą hartu i mocy. Najwyższym celem: nieograniczona swoboda dla gry swych muszkułów i apetytów niepowstrzymanych; zwie się to ekspansyą narodową. Szkołą w tym kierunku ma nam być Anglia — przyczem zapomina, że Anglia utrzymuje swoje rozlegle posiadłości i wpływy właśnie dzięki nieograniczonej swobodzie, jaką pozostawia ludom, jednostkom i wierzeniom.
Ten konglomerat też i wskazówek zwie się razem polityką realną. I oto główne hasło, najistotniejszy kierunek „nowej szkoły“, „nowoczesnego myślenia“ realizm[7]. Czarodziejskie to Sezam jest jednak tylko słowem. Realizmem jest wszystko, co przystosowane do danych warunków. Są chwile, kiedy największym realizmem jest „szaleństwo“, n. p.rewolucya, strejk, atak bezbronnych na bagnety. Cały realizm Dmowskich i wszystkie ich najmisterniejsze sztuczki nie byłyby n. p. Królestwu do uzyskania względnych jego swobód pomogły, gdyby nie szaleństwo mas robotniczych i ich powszechne bezrobocie z października 1905. Realizmem jest praca powszednia, niestrudzona, ofiarna, realizmem jest erupcya rewolucyjna, dla niektórych zaś realizmem jest przedewszystkiem brutalstwo, dzisiaj pięść — jutro szubienica, pozbycie się przeciwnika, dziś przez denuncyacyę — jutro przez sądy polowe własne. W przeszłości politycznej Dmowskiego najważniejszymi czynami realnymi są: budowanie Polski w Ameryce, robienie polityki narodowej w Japonii, ofiarowanie świętego przymierza Wirtemu. Jedna tylko jest dziedzina pracy, w której istotnie okazał duży zmysł praktyczny i nagromadził zasoby, z których stronnictwo długo będzie mogło czerpać: praca wśród chłopów, przygotowanie i organizowanie gmin wiejskich; tej natomiast siły, mającej zaważyć na szali wypadków, którą okazała się klasa robotnicza, nie dostrzegał zgoła — wypadki więc zaskoczyły wielkiego polityka nieprzygotowanym. Tak samo mści się teraz na wszechpolakach polityka ich w sprawie żydowskiej, której ojcem „rasowiec“ Dmowski; radziby się wycofać z „rdzennego stanowiska“ — zapóźno. Jako pisarz rozwijał w pismach partyjnych swe zasady, których treścią — odrzucanie wszelkich zasad, etyka biologiczna na najkrótszą metę, jako jedyna norma; jego „Myśli nowoczesnego Polaka“ stały się wykładnikiem dla całego kierunku, zastępy młodzieży odwiodły od kształcenia się na Mickiewiczach i sprusaczyły je duchowo, jak pruskim od a do z jest cały duch tej ewangelii. W taktyce politycznej realizm ten jest szkołą kompromisów, absolutnem zaprzeczeniem czystości jakiegokolwiek sztandaru, mordownią moralną dla charakterów. W imię realizmu związała się też partya w Galicyi z szlachtą podolskż, z klerem; w imię realizmu gardzącego „przesądami“, Dmowski kilkakrotnie prowadził szeregi pod progi stańczykow — drzwi jednak zastawał zamknięte. Realizm nareszcie to odrzucenie wszelkich „marzeń“, zakaz podnoszenia głowy ponad warsztat codzienny, bierność wobec wielkich wypadków — ślepe posłuszeństwo i karność „narodowa“ wobec... niedającej się kontrolować dyktatury przewódców.



Przypisy

  1. Wyjątek z mającego się niebawem pojawić II tomu pracy tegoż autora pt. »Stronnictwa i programy polityczne w Galicyi«.
  2. Jeżeli — pisze w w tej broszurze z r. 1898 (str.8) — stronnictwa opozycyjne w Galicyi „przeciwne są przekształceniu Rady państwa w delegacyę sejmów a nawet poniekąd rozszerzeniu kompetencyi sejmu i władz krajowych, to przedewszystkiem dlatego, że urzeczywistnienie tych postulatów w dzisiejszych warunkach, bez zasadniczej zmiany ustroju państwa i ordynacyi wyborczej do sejmu w duchu równouprawnienia obywatelskiego wszystkich warstw ludności — byłoby w rzeczywistości tryumfem reakcyi politycznej, uchwaleniem uprzywilejowanego stanowiska klas rządzących“.
  3. »Melitele« noworocznik literacki, 1902.
  4. Zygmunt Balicki: „Egoizm narodowy wobec etyki“. Lwów, 1902.
  5. „Myśli nowoczesnego Polska“ str. 19.
  6. „Myśli nowoczesnego Polaka“ str. 30.
  7. Poryw zapału i idealizmu jest tak dalece obcy naturze Dmowskiego, że już po wybuchu strejku młodzieży szkolnej w Królestwie on do tego ruchu olbrzymiej doniosłości narodowej odnosił się z najżywszą niechęcią i nieufnością. („Przegl wszechp.“ Nr. 3-4. „Szkoła i społeczeństwo“).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wilhelm Feldman.