Przejdź do zawartości

Złoty ptak (Grimm, 1924)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Złoty ptak
Podtytuł Muzykanci miejscy
Pochodzenie Jaś i Małgosia oraz inne bajki
Wydawca Wydawnictwo Polskie
Data wyd. [1924]
Miejsce wyd. Lwów, Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Märchen vom goldenen Vogel
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ZŁOTY PTAK.



Pewien król miał piękny sad poza pałacem, a w tym sadzie rosła jabłoń, wys dająca złote jabłka. Gdy dojrzały, liczono je. Pewnego dnia w jesieni brakło jednego jabłka. Rozgniewany król postawił pod jabłonią straż, by pilnowała skarbu.
Król miał trzech synów. Posłał też zaraz pierwszej nocy najstarszego, dla pilnowania jabłek, ale królewicz zasnął około północy i znowu brakło rano jednego jabłka.
Następnej nocy czuwał syn drugi, ale stało się z nim tak samo, jak z bratem. Zasnął, a ktoś skradł znowu jabłko.
Najmłodszy nie dał się opanować senności i gdy północ nadeszła, zobaczył, że nadlatuje ptak, którego skrzydła błyszczały złotem. Ptak usiadł na drzewie, wbił dziobek w jabłko, ale królewicz puścił nań strzałę z łuku. Nie trafił coprawda, lecz strzała musnęła pierzę ptaka i jedno złote pióro spadło na ziemię.
Królewicz pokazał je nazajutrz ojcu, a rada królewska osądziła, że pióro to warte więcej, niż całe królestwo.
— Jeśli to pióro ma taką wartość, — powiedział król — to nie spocznę, dopóki nie posiędę całego ptaka.
Z rozkazu ojca ruszył na poszukiwanie syn najstarszy. Ufając swemu rozumowi, pewny był, że znajdzie złotego ptaka.
Uszedłszy niedaleko napotkał lisa i mierzył do niego z łuku.
— Nie strzelaj! Dam ci za to dobrą radę! — zawołał lis. — Zobaczysz dziś wieczór w pewnej wsi dwie gospody, jedna będzie oświetlona i huczna rozgwarem zabawy, druga zaś skromna i cicha. Wejdź do tej skromnej.
— Głupie zwierzę! Skądże może ono dać dobrą radę? — pomyślał królewicz i puścił strzałę. Ale chybił, a lis uciekł do lasu.
Dotarłszy wieczorem do wsi, zobaczył dwie gospody, jak mu to zapowiedział lis.
— Byłbym nierozsądnym, — pomyślał królewicz — gdybym nocował w lichej gospodzie, gdy mam naprzeciw lepszą, gdzie ludzie tańczą, przy muzyce.
Potem wszedł do lepszej gospody, zaczął hulać i zapomniał o złotym ptaku.
Gdy nie wracał przez czas długi, wybrał się na poszukiwanie drugi królewicz.
Znowu napotkał lisa, ale jak starszy brat, nie usłuchał jego rady i wstąpił do gospody wesołej, tem więcej, że ujrzał przez okno brata. Obaj bawili się w najlepsze i całkiem zapomnieli o złotym ptaku.
Minęło sporo czasu i trzeci królewicz wybrać się chciał w drogę. Ale król nie dowierzał mu.
— Daremny trud! — powiedział. — Nie znajdziesz złotego ptaka, bo jesteś mniej jeszcze zaradny od braci twoich.
Gdy jednak królewicz nastawał, pozwolił mu ojciec i poszedł.
Pod lasem znowu czekał lis i poprosił, by królewicz do niego nie strzelał:
— Nie bój się, mości lisie! — rzekł dobry królewicz. — Nie zrobię ci nic złego.
— Dobrze na tem wyjdziesz! — odparł lis, — siądź mi na grzbiecie, a zaniosę cię gdzie trzeba.
Ruszył lis pędem, aż wiatr świstał w uszach królewicza, a gdy dotarli do wsi, usłuchał on rady lisa i zanocował w cichej gospodzie.
Rano udzielił mu lis takiej rady:
— Pojedziemy teraz prosto przed siebie, aż zobaczysz wspaniały pałac, a przed nim oddział śpiących i chrapiących żołnierzy. Nie zwracaj na nich uwagi, ale przejdź wszystkie komnaty, aż natrafisz na ostatnią, gdzie wisi drewniana klatka ze złotym ptakiem. Obok tej klatki zobaczysz złotą. Ale nie przesadzaj ptaka do tej klatki złotej, bo źle byś na tem wyszedł.
Powiedziawszy to, zaniósł lis królewicza w wielkim pędzie przed sam pałac.
Królewicz wszedł, znalazł złotego ptaka, a na ziemi leżały trzy napoczęte złote jabłka.
Pomyślał jednak, że śmiesznem byłoby zostawiać klatkę złotą, a zabierać ptaka w drewnianej, coprędzej tedy przełożył go do klatki złotej i chciał wracać.
W tej chwili jednak wydał złoty ptak gwizd przenikliwy, zerwali się ze snu żołnierze, pochwycili królewicza i wtrącili do więzienia.
Następnego dnia odbył się sąd, królewicz wyznał wszystko i został skazany na śmierć.
Ale król pałacu był łaskawy, przeto obiecał darować mu życie, jeśli mu przyprowadzi złotego konia, który pędzi prędzej, niż wiatr. Ponadto miał jeszcze otrzymać w darze złotego ptaka.
Smutny królewicz ruszył w drogę. Nie wiedział, gdzie znaleźć złotego konia.
Nagle zobaczył przyjaciela swego, lisa.
— Widzisz! — rzekł lis. — Źle wyszedłeś na nieposłuszeństwie. Ale nabierz odwagi, ja ci powiem, jak masz znaleźć złotego konia. Pojedziemy prosto przed siebie, aż zobaczysz pałac, gdzie stoi w stajni złoty koń. U bramy zastaniesz oddział parobków, ale będą spać i chrapać. Nie zwracaj na nich uwagi i wyprowadź konia, ale nie wkładaj nań złotego siodła, jeno stare, z drzewa i skóry, gdyż źle wyszedłbyś na tem.
Królewicz siadł znowu na lisa i popędził, a dojechawszy do pałacu, minął śpiących parobków i wszedł do stajni, gdzie stał złoty koń.
— Głupstwem byłoby — pomyślał — siodłać takiego konia starem siodłem z drzewa i skóry, gdy jest tu siodło złote.
Zaledwo jednak włożył nań złote siodło, koń zarżał, parobcy się zerwali i wtrącili królewicza do więzienia.
Nazajutrz został skazany na śmierć, ale król pałacu obiecał darować mu życie, w dodatku złotego konia, jeśli mu przywiezie piękną królewnę ze złotego pałacu.
Królewicz był zupełnie zrozpaczony, gdyż nie wiedział, gdzie szukać królewny. Ale na szczęście spotkał znowu wiernego lisa.
— Powinienbym cię opuścić, — rzekł lis, — ale mam dla ciebie litość i pomogę raz jeszcze. Pojedziemy prosto do złotego pałacu. Wejdź do środka nocą, gdy wszyscy zasną, bo o tej właśnie porze królewna idzie się kąpać. Przyskocz do niej i pocałuj, a ona pójdzie bez oporu z tobą. Tylko nie pozwól, by się żegnała z rodzicami, gdyż źle na tem wyjdziesz.
Stało się wszystko, jak powiedział lis, królewicz zastał królewnę w kąpieli, przyskoczył też zaraz i pocałował ją. Zgodziła się iść z nim, ale prosiła, by pozwolił pożegnać rodziców.
Nie chciał zrazu przystać, ale wkońcu ustąpił na jej błaganie.
Zaledwo jednak stanęła u łoża ojca, zerwali się wszyscy ze snu i wtrącono królewicza do więzienia.
— Życie twe przepadło! — rzekł król. — Ale ułaskawię cię i dam ci w dodatku córkę, jeśli skopiesz do równa górę przed oknem mojem, która mi zasłania widok.
Królewicz kopał przez tydzień w pocie czoła, ale stracił potem nadzieję, gdyż nie mógł dać rady górze.
Siódmego dnia przyszedł doń lis i rzekł:
— Nie zasługujesz na pomoc moją, ale lubię cię, więc poraz ostatni pomogę. Idź spać, a ja już wykonam całą robotę.
Nazajutrz rano nie było góry, a król musiał, rad nie rad, dopełnić obietnicy.
Wyruszyli tedy oboje z powrotem, w drodze przyłączył się do nich lis.
— Masz wprawdzie to co najlepsze, — powiedział — ale wraz z królewną, powinienbyś też dostać złotego konia.
— Jakże to zrobić? — spytał królewicz.
— Przyprowadź najprzód królowi królewnę. Wszyscy zaczną się wielce radować i wyda ci król chętnie złotego konia. Siądź na niego i podaj każdemu rękę na pożegnanie. Na końcu podaj rękę królewnie, a gdy ją schwycisz, wciągnij z sobą na siodło i odjedz galopem. Nikt cię nie dogoni, gdyż koń złoty biegnie prędzej, niż wiatr.
Stało się jak rzekł lis i królewicz uprowadził królewnę na złotym koniu.
— Teraz ci dopomogę do uzyskania złotego ptaka, — powiedział lis, który ich dogonił w lesie, na postoju.
Gdy dojedziesz do pałacu, gdzie jest złoty ptak, zesadź królewnę i oddaj mi ją w opiekę. Potem wjedź na koniu w podwórze, a wszyscy tak się uradują, że ci wydadzą złotego ptaka. Mając już klatkę, wskocz na konia i przyjedź tu po królewnę.
Wszystko się udało doskonale i królewicz miał w rękach wszystkie skarby. Wówczas rzekł lis:
— Teraz musisz mnie wynagrodzić za pomoc, jakiej ci udzieliłem.
— Czego żądasz? — spytał królewicz.
— Gdy dojedziesz do lasu, zastrzel mnie i odrąb mi łeb.
— Ładna byłaby to wdzięczność! — odparł królewicz. — Zaprawdę, nie uczynię tego.
— Jeśli odmawiasz, muszę cię opuścić! — rzekł lis. — Ale przedtem udzielę ci dobrej rady. Nie kupuj nigdy mięsa wisielca i nie siadaj na brzegu studni.
Powiedziawszy to, uciekł do lasu.
Królewicz dumał nad dziwnym pomysłem lisa. Któżby kupował mięso wisielca? A siadać nad brzegiem studni, także nigdy nie miał ochoty.
Pojechał dalej z piękną królewną, aż dotarł do wsi, gdzie były dwie gospody. Zastał wielkie zbiegowisko, gdyż miano wieszać dwu ludzi. Królewicz spostrzegł, iż skazańcy są to jego właśnie dwaj bracia, którzy narobili dużo wybryków, więc zaczął pytać, w jaki sposób mógłby ich ocalić.
— Zapłać dobrze! — odpowiedziano mu — Ale szkoda pieniędzy na tych drabów.
Królewicz zapłacił jednak bez namysłu i ruszył z ocalonymi braćmi do domu.
Dojechali do lasu, gdzie poraz pierwszy spotkali lisa, a że dzień był skwarny, po-
stanowili wypocząć trochę. Królewicz zgodził się, a kiedy tak jedli i pili, przez zapomnienie usiadł na brzegu studni.
Natychmiast rzucili się nań bracia, strącili w głąb, zabrali królewnę, konia i ptaka i pojechali do domu.
— Wracamy, — powiedzieli ojcu — nietylko ze złotym ptakiem, ale zdobyliśmy w dodatku złotego konia i królewnę.
W całem królestwie zapanowała wielka radość, ale ptak nie chciał śpiewać, koń jeść, a królewna płakała bezustannie.
Najmłodszy królewicz nie zginął jednak, gdyż studnia była sucha. Spadł na mech i nic złego mu się nie stało.
Po chwili nadszedł lis i powiedział:
— Jesteś nieposłuszny i mam już tego dość! Ale ostatecznie wydobędę cię stąd!
Spuścił do studni ogon, królewicz chwycił go się i wylazł na wierzch.
— Jeszcze nie koniec niebezpieczeństw! — powiedział mu. — Bracia nie byli pewni, czyś zginął, obstawili więc las żołnierzami, którzy cię zabiją, gdy się tylko pokażesz.
Na szczęście spotkali w lesie żebraka. Królewicz zamienił z nim odzież i w ten sposób dostał się na dwór ojca.
Nikt go nie poznał, tylko ptak zaczął śpiewać, koń jeść, a królewna przestała płakać.
— Cóż to znaczy? — spytał król.
— Nie wiem! — odrzekła królewna. — Ale tak mi wesoło, jakby przybył mój ukochany!
Potem opowiedziała królowi wszystko, chociaż bracia starsi zabronili jej surowo.
Król zwołał przed siebie wszystkich ludzi z pałacu, a gdy przyszedł także i żebrak, królewna poznała go i padła mu na szyję.
Chwycono złych królewiczów i ścięto ich toporem, a najmłodszy poślubił królewnę i został następcą tronu.
Cóż się jednak stało z biednym lisem?
W długi czas potem poszedł królewicz znowu do lasu i napotkał tam wiernego przyjaciela.
— Oto masz już wszystko, — powiedział mu lis. — Moje nieszczęście jednak trwa dotąd, chociaż w twojej jest mocy mnie wyzwolić.
To rzekłszy poprosił znowu, by go królewicz zabił, a potem odrąbał mu łeb i łapy. Uczynił to na koniec, a ledwo skończył, lis przybrał postać ludzką. Był to nie kto inny, jak brat królewny, wyzwolony z ciężącego na nim dotąd zaklęcia.
Teraz wszyscy dostąpili zupełnego szczęścia i żyli długo, bardzo długo, aż pomarli do jednego.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.