Złota Gęś
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Złota Gęś |
| Podtytuł | Muzykanci miejscy |
| Pochodzenie | Jaś i Małgosia oraz inne bajki |
| Wydawca | Wydawnictwo Polskie |
| Data wyd. | [1924] |
| Miejsce wyd. | Lwów, Poznań |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Die goldene Gans |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Pewien ojciec miał trzech synów, a najmłodszego zwano Głuptaskiem i pomiatano nim przy każdej sposobności. Pewnego dnia wyruszył najstarszy rąbać drwa w lesie, a matka dała mu na drogę doskonałej, słodkiej bułki i flaszkę wina, by nie cierpiał głodu, ni pragnienia. W lesie spotkał on małego staruszka, który go pozdrowił i rzekł:
— Daj mi kawałek bułki i łyk wina, bowiem jeść i pić mi się chce bardzo.
Ale mądrala odrzekł:
— Cóżby zostało dla mnie? Nie dam ci nic! Zabieraj się!
Nie zważając na staruszka ruszył dalej. Ale podczas rąbania skoczyła mu siekiera, raniąc rękę, tak że musiał wrócić i zaopatrzyć skaleczenie. Sprawił to właśnie ów staruszek...
Potem ruszył do lasu młodszy brat, a matka dała mu znowu na drogę bułkę i wino, jak tamtemu. Spotkał i on w lesie staruszka, gdy go zaś tenże poprosił o posiłek, odparł młodszy brat:
— To, cobym ci dał, musiałbym ująć sobie, przeto nie chcę. Wynoś się precz!
Kara nastąpiła bardzo rychło. Po kilku uderzeniach siekierą zaciął się w nogę tak mocno, że go musiano odnieść do domu.
Widząc to, rzekł Głuptasek:
— Pozwól mi ojcze iść do lasu rąbać drzewo!
— Cóż znowu? — odparł ojciec. — Bracia twoi rozsądni i wprawni pokaleczyli się, a tybyś Głuptasie miał podołać? Nie umiesz przecie nic a nic!
Głuptasek prosił jednak tak długo, aż ojciec pozwolił, mówiąc:
— Ano to rób, co chcesz! Nauczy cię to może rozumu!
Matka dała Głuptaskowi na drogę bułkę na wodzie, pieczoną w popiele i flaszkę kwaśnego piwa. W lesie napotkał on również dziwnego staruszka, który go poprosił o posiłek;
— Dobrze, — odparł Głuptasek — ale mam jeno lichą bułkę i kwaśne piwo. Jeśli ci to wystarczy, podzielimy się obaj.
Usiedli, a gdy Głuptasek dobył bułki, przemieniła się w doskonałe, słodkie pieczywo, zaś miast piwa znaleźli we flaszce wyśmienite wino.
Podjedli sobie, a potem rzekł staruszek:
— Jesteś miłosierny i dzielisz się z głodnym, przeto wynagrodzę cię. Tam oto stoi stare drzewo, zetnij je, a znajdziesz coś między korzeniami.
Rzekłszy to, pożegnał go staruszek i odszedł, zaś Głuptasek ściął drzewo i znalazł pośród korzeni gęś o złotych piórach. Zabrał ją i poszedł do gospody, gdzie miał nocować.
Gospodarz miał trzy córki. Zobaczywszy dziwną gęś, zapragnęły posiąść bodaj kilka złotych piór. Najstarsza rzekła sobie:
— Znajdzie się chyba sposobność wyrwania tych piór.
Gdy raz Głuptasek wyszedł, dziewczyna chwyciła gęś za skrzydło, ale natychmiast przyrosły jej palce, tak że nie mogła oderwać ręki.
Nadeszła rychło druga, młodsza, tą samą ożywiona chęcią, by posiąść parę złotych piór. Ale zaledwo dotknęła siostry, ręka jej tak przywarła, że jej nie mogła oderwać.
Zobaczywszy trzecią, najmłodszą, zaczęły obie wołać:
— Nie zbliżaj się, nie zbliżaj się do nas!
Najmłodsza nie zrozumiała jednak, czemu tak wołają siostry i sądząc, że czynią to przez zazdrość, rzekła sobie:
— I ja mogę sobie przecież wyrwać jedno bodaj piórko!
Ledwo atoli dotknęła sióstr, przyczepiła się zaraz do nich, tak że musiały spędzić przy gęsi całą noc.
Rankiem wziął Głuptasek swoją gęś i poszedł, nie zwracając uwagi na dziewczęta, biegnące za nim co sił.
Na drodze spotkał ich proboszcz i widząc dziwne widowisko, powiedział:
— Wstydźcie się, dziewczęta! Któż widział, by trzy naraz biegły za jednym chłopcem, tak natarczywie!
Rzekłszy to, chwycił najmłodszą, chcąc ją odciągnąć, ale zaraz przywarła mu ręka i musiał biec z tyłu za wszystkimi.
Niedługo nadszedł kościelny i spytał, zdziwiony wielce, że ksiądz biegnie za dziewczętami:
— Dokądże to tak spieszno księdzu dobrodziejowi? Proszę pamiętać, że dziś mamy chrzest dziecka!
Podbiegł doń, chwycił go za rękaw, ale już nie mógł oderwać ręki.
Biegli teraz w pięcioro, aż napotkali dwu chłopów, wracających z pola. Proboszcz i kościelny zaczęli prosić, by ich uwolnili, ale obaj chłopi przylgnęli także do kościelnego i wszyscy siedmioro dążyli wbrew woli za Głuptaskiem, który sobie z tego nic nie robił.
Doszli nakoniec do wielkiego miasta. Panował tam król potężny, a miał córkę tak poważną, że nikt jej nie mógł pobudzić do śmiechu. Toteż król ogłosił, że ten zostanie mężem królewny, kto ją rozśmieszy. Wyglądając oknem, zobaczyła ona dziwny orszak i zaczęła się tak śmiać, że nikt jej nie mógł uspokoić.
Wobec tego Głuptasek zażądał, by mu ją dano za żonę.
Ale królowi nie w smak był taki zięć, przeto zaczął się wykręcać i stawiać warunki. Powiedział, że zanim da pozwolenie, starający się o rękę jego córki musi wpierw przyprowadzić człowieka, zdolnego wypić całą piwnicę wina.
Głuptasek pomyślał o staruszku, który mógłby mu pomóc w tej biedzie i wyszedł z miasta. Gdy stanął w miejscu, gdzie ściął owo stare drzewo, zobaczył jakiegoś człowieka, bardzo zasmuconego.
— Czegóż się tak martwisz? — spytał.
— Pragnienie mnie strasznie pali! — odpowiedział. — Wypiłem właśnie beczkę wina, ale to jakby kropla na rozżarzonej blasze!
— Poradzę ja na to! — rzekł Głuptasek, zabrał go i zaprowadził do królewskiej piwnicy, gdzie spragniony zaczął tak pić beczkę po beczce, że zanim minął dzień, wszystkie były puste.
Głuptasek zażądał królewny, ale król odrzekł, że nie odda córki człowiekowi, którego wszyscy zwą głupim, dopóki mu nie sprowadzi kogoś, ktoby zjadł całą górę chleba.
Nie wiele myśląc, ruszył znów Głuptasek do lasu. Zobaczył tam człowieka wielce smutnego, który ściągał sobie brzuch rzemieniem.
— Cóż ci to? — spytał.
— Jestem strasznie głodny! — odparł ów człowiek. — Zjadłem cały piec podpłomyków, ale cóż to jest? Żołądek mój pusty i muszę go ściągać rzemieniem, gdyż boli mnie strasznie.
Głuptasek zaprowadził zgłodniałego do miasta, a król kazał zwieść mąkę z całego państwa i wypiec ogromną górę chleba. Zgłodniały stanął przed nią i zanim jeszcze chleb ostygł, zjadł wszystko, do okruszynki.
Rozgniewany król, powiedział:
— Musisz zbudować okręt, któryby pływał równie dobrze po ziemi, jak po wodzie. Jeśli przypłyniesz takim okrętem, dostaniesz królewnę za żonę.
Głuptasek ruszył znowu do lasu i spotkał owego staruszka, z którym podzielił się jedzeniem.
— Jadłem i piłem z twych zapasów, przeto dam ci także ten okręt w nagrodę, że jesteś miłosierny.
Staruszek dał Głuptaskowi okręt pływający po lądzie i morzu, a gdy to król zobaczył, nie mógł mu dłużej odmawiać córki.
Odbyło się wesele, a po śmierci króla Głuptasek objął rządy państwa i żył długo i szczęśliwie z małżonką swoją.