Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Trzecia/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Trzecia
Rozdział Rozdział II.
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Trzecia
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ II.
O widowiskach teatralnych.

Zajmowały mnie z upodobaniem teatralne widowiska, które wystawiały mi obraz méj nędzy i dolegliwości, i rozdmuchiwały zarzewie mojego ognia. Ale czém się dzieje, że tam człowiek chce ubolewać i łzawém okiem patrzéć na żałosne i tragiczne przygody, których on sam cierpiećby nie chciał? A jednak widz chętnie ponosi pochodzącą z nich boleść, która się u niego w roskosz przeradza. Czémże to jest, jeżeli nie obłąkaniem rozumu politowania godném? Albowiem tém żywiéj się nad niemi rozczulamy im mniéj jesteśmy z téj namiętności uleczeni; nasze tedy cierpienie nieszczęściem, a politowanie nad innemi, miłosierdziem zowiemy. Ale jakiéjże litości godne są sceniczne wymysły? Czyliż, tam słuchacza ku ratunkowi powołują? nie zapewne; jest on jedynie do rozczulania się wezwany, i tém więcéj aktora sceny uwielbia, im żywiéj nad nią boleje. A jeżeli wystawienie ludzkich nieszczęść, dawnych, albo zmyślonych. żadnego ubolewania w widzu nie obudza, wtedy nagania aktorowi, i z pogardą sceny odchodzi znudzony. Jeżeli go rozczula, pozostaje bacznie uważając, i łzy roni z radością. Jeżeli prawie każdy człowiek cieszyć się pragnie, zkądże pochodzi ta miłość łez i boleści? Czyliż uciecha, która nędzy unika, znajduje się w politowaniu? Lecz, jeśli politowanie jest szczére, bez rozczulenia być nie może, z téj jedynie przyczyny jesteśmy boleści miłośnikami.
Przyjaźń zapewne jest źródłem téj skłonności; ale dokąd idzie i płynie? gdzież się ten zdrój wyléwa? Do strumienia wrzącéj smoły, do rozpalonego i straszliwego odmętu czarnych roskoszy, tam wpada, weń zamienia się i własnym ruchem się mięsza, od klaru niebieskiego czystéj miłości odwrócony i w przepaść spadający. Czyliż przeto gardzić się należy litością? Bynajmniéj; więc boleść niekiedy może być miłości przedmiotem. Chroń się jednak nieczystości o duszo moja! pod opieką Boga mojego, Boga ojców naszych, chwalebnego i wywyższonego po wszystkie wieki, chroń się nie czystości! bo i teraz skłonny jestem do politowania. Wtedy na teatrze wspólnie cieszyłem się z kochankami, kiedy się im udało zadość uczynić ich występnéj żądzy, lubo to było zmyśleniem i udawaniem na grze widzialni, ale gdy jaka smutna przygoda rozdzielała te osoby jedne od drugiéj, rozczulałem się, jakby żałosném politowaniem. Miałem jednak upodobanie w tém podwójném rozczulaniu. W czasie zaś obecnym bardziéj się lituję nad używającym uciechy w występku, aniżeli nad urojoném acz bolesném cierpieniem, wynikłém z utraty i zniszczenia zagubnéj roskoszy i nędznéj szczęśliwości. Ta litość zapewne jest rzetelniejsza, ale pochodząca z niéj boleść nie sprawia sercu przyjemności, lubo ten dowodzi swego przywiązania, kto nad utrapieniem nieszczęśliwego boleje, jeżeli jednak szczérze jest bratniém politowaniem rozczulony, wolałby raczéj nie mieć politowania przedmiotu. Byłoby to przeciwne prawu natury, aby dobra wola pragnęła nieszczęścia: jakoby prawdziwie i szczérze miłosierny, pragnął widzieć nieszczęśliwych, nad któremiby okazał swoję litość i miłosierdzie.
Więc niektóra żałość jest nienaganna, żadnéj jednak kochać nie można. Ale to jedynie tobie Panie Boże jest właściwe, acz kochasz dusze nieskończenie czystszą miłością niźli my, i nieskazitelnie litujesz się: że nie jesteś żadną boleścią dotknięty. I któryż człowiek jest do tego zdolny? Lecz ja nieszczęsny lubiłem wtedy rozczulać się, i umyślnie szukałem powodu litości, ile że z pomiędzy cudzych i zmyślonych nieszczęśliwości tańcem okazywanych, ta akcya szarlatana bardziéj mi się nad inne podobała, i żywiéj mnie rozczulała, która mi więcéj łez z oczu wycisnąć była zdolna. Jakiż dziw, że jako nieszczęśliwa owca od trzody twojéj daleko zbłąkana, niecierpiąca twéj strażnicy, haniebnym trądem byłem oszpecony. I z tąd to roziskrzała się zapalona miłość owych politowań, które jednak nie donikały gruntu serca mojego. Nie byłbym pewnie miłośnikiem cierpienia tego, com lubił widzieć, ale żem chciał, aby te powieści i udawania draźliwie łechtały moje ciało, które właśnie jakby po drapaniu go jadem zaprawionym paznogciem, niebawnie wznosiły w niém rozognioną nabrzmiałość litości, przemieniając ją w otokę i straszliwe owéj boleści ropienie. Takie było moje życie, i byłoż ono życiem? o mój Boże!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.