Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Pierwsza/Rozdział XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Piérwsza
Rozdział Rozdział XIII.
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Pierwsza
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ XIII.
Zbyt przywiązywał się do bajek poetycznych.

Z jakiego powodu miałem wstręt do nauki greckiego języka, którego uczono mnie, gdym jeszcze był małém pacholęciem, do tego czasu nie pojmuję zupełnie. Polubiłem bardzo język łaciński, ale nie ten, którego uczą początkowi nauczyciele, lecz tak nazwani grammatycy, którzy literaturę wykładają; bo te początkowe zasady, gdzie uczą czytać, pisać i liczyć, niemniéj były dla mnie uciążliwe i nudne jak wszystkie greckie nauki. Ale z kądże ten niesmak pochodził, jeżeli nie z grzéchu i próżności życia? „ponieważ ciałem byłem i wiatrem idącym a niewracającym się[1].“ Lepsze zapewne, bo bespieczniejsze, były te początkowe nauki, które usposobiły mnie, i przyniosły ten pożytek, że czytam co pod moje oczy podpadnie, i piszę co sobie życzę, aniżeli owe, w których uczyłem się o błędnych tułactwach niewiem jakiego Eneasza, zapomniawszy o moich własnych błędach, i płakałem śmierci Dydony, iż się z miłości zabiła; kiedy niestety! ani łzy z oczu moich nie uroniłem nad śmiercią rozproszonego życia mojego i gdym nieszczęśliwy oddalał się od ciebie mój Boże, jedyne życie moje. I czyliż mogła być większa dla nieszczęśliwego niedola, gdy nad sobą samym nie litował się, płacząc nad śmiercią Dydony, którą sobie z miłości ku Eneaszowi zadała, a nie płakał nad własną śmiercią, którą z utraty twéj miłości ponosił? Boże światłości serca mojego i chlebie dla ust wewnętrznych méj duszy, siło użyźniająca mój rozum, jedyny zawiązku méj myśli, nie kochałem cię, i tobie się przeniewierzyłem, a moje przeniewierstwo zewsząd słyszało głos: „Śmiało, śmiało[2],“ „bo miłość tego świata jest wiarołomném przeniewierzeniem się w miłości ku tobie[3].“ A słowa: „Śmiało, śmiało“ oznaczają zawstydzenie, gdy człowiek nie ma tak dobrych obyczajów, jakie mają drudzy. Nie rozrzewniałem się nad moją własną nędzą, lecz płakałem zgasłéj Dydony „która przez ostrze miecza oddała się ostatniemu życia kresowi[4],“ ja podobnie zamiast tobie, oddawałem się ostatnim twoim stworzeniom, a jako ziemia wracałem do ziemi; a gdyby mi było zabronione czytanie tych wypadków, byłbym żałował żem tego nie czytał nad czém bolałem. Takie jest omamienie rozumu, iż te brednie uchodziły za wyższą literaturę i pożyteczniejsze nauki, niżeli owe, które mnie czytać i pisać nauczyły.
Ale teraz mój Boże niech się w méj duszy odezwie głos niemylnéj twéj prawdy i powié mi: nie tak jest, nie tak zaiste, pożyteczniejsze bez porównania są owe nauki początkowe. Bo gotów jestem raczéj wypuścić z pamięci błędne wędrówki i przygody Eneasza, oraz podobne brednie, aniżeli naukę czytania i pisania. Wiszą wprawdzie zasłony[5] u progów szkół grammatycznych, lecz one nie tak wzniosłość tajemnicy, jako raczej próżność błędu osłaniają. Niechże już nie wołają więcéj na mnie owi nierozumni nauczyciele, których nie lękam się w téj szczęśliwej chwili, w któréj wyznaję tobie mój Boże wszystkie myśli według zapragnienia méj duszy, i z upodobaniem strofuję nieprawe i błędne drogi przeszłego życia mojego, abym zamiłował proste drogi twoje, niech nie powstają na mnie owi sprzedawcy grammatycznych nauk, albo ich zakupnicy, bo jeżeli ich się zapytam: czyli to prawda, co poeta mówi: że Eneasz niegdyś przybył do Kartaginy? nieuczeni odpowiedzą, że nie wiemy; uczeńsi zaś zupełnie temu zaprzeczają. Lecz jeżeli zapytam się, któremi głoskami pisze się imie Eneasza, wszyscy, którzy czytać umieją odpowiedzą mi prawdę: że według tego układu i prawidła, jakie pomiędzy sobą ludzie w pisaniu tych znaków zatwierdzili. Jeżeli się daléj zapytam, które zapomnienie większą przyniosłoby dla życia ludzkiego niedogodność i szkodę: czy, gdybyśmy zabaczyli czytać i pisać, czyli téż owych rymotworczych wymysłów, któż na to nie odpowié od razu? każdy, ktokolwiek zdrowy rozum posiada. Grzeszyłem więc, małém będąc pacholęciem, kiedym te próżności z upodobaniem wyżéj oceniał nad rzeczy pożyteczne, albo raczéj nie nawidziłem rzeczy użytecznych, a kochałem próżne. Rachuba zaś: jeden a jeden są dwa, dwa a dwa są cztéry, przykrém była dla mnie brzmieniem; ale ulubioném mój próżności widowiskiem, był koń drewniany, ustrojony rynsztunkiem i zbrojnymi żołnierzami; pożar Troji i cień Kreuzy (żony Eneasza).




Przypisy

  1. Ps. 77, 39.
  2. Ps. 34, 21.
  3. List ś. Jakóba 4, 4.
  4. Wirgil. Enejda 6.
  5. Każda sztuka nadobna i nauka miała w starożytności właściwe sobie godło; takiém niemniéj godłem literatury, była zasłona, którą zawieszano przy wejściu do szkoły grammatyki.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.