Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Czwarta/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Czwarta
Rozdział Rozdział III.
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Czwarta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ III.
O jego zbyteczném zamiłowaniu w astrologii.

Nie przestawałem przeto radzić się owych gwiazdowieszczych zwodzicielów, których matematykami zowią, że nie zdawali się prawie żadnéj czynić ofiary, ani téż nie udawali się z modłami do duchów o przepowiednie przyszlości; ale chrześcijańska i prawdziwa pobożność słusznie naukę ich odrzuca i potępia. „Ponieważ, dobrze jest wyznawać tobie Panie [1], i do ciebie mówić: zmiłuj się nade mną, uzdrów duszę moję, bom zgrzészył tobie [2].” Ani się téż godzi nadużywać odpuszczenia twojego aż do wolności grzészenia, ale w pamięci bacznie chować należy przestrogę Zbawiciela: „Otoś się stał zdrowym już nie grzész , abyć się co gorszego nie stało [3].” Całe to zbawienne przykazanie przemazać usiłują, którzy nauczają: że nieuchronna przyczyna grzészenia z nieba na ciebie „”człowiecze” spływa; Wenera, Saturn, Mars są tego przykładem; chciano więc uniewinnić człowieka, owo ciało i krew i dumną zgliniznę! chciano całą winę rzucić na Twórcę niebios, który gwiazd obrotami włada. I któż jest nim, jeżeli nie ty nasz potężny Boże, słodyczy nieprzeczérpana i źródło sprawiedliwości, „który oddajesz każdemu według czynów jego [4], a sercem skruszoném i ukorzoném nie pogardzasz [5].”
W owym czasie poznałem w Kartaginie męża z bystrym dowcipem, gruntownie uczonego i sławnego w sztuce lekarskiéj, który jako prokunsuI, lecz niejako lekarz, swojemi rękoma włożył ów zwycięski wienice poetyckich zapasów na moję niezdrową głowę. Tyś Panie sam sobie zostawił téj choroby uleczenie, „bo ty pysznym się sprzeciwiasz, a pokornym łaskę dawasz [6].” Ale czyliż i przez tego starca przestawaleś mi być pomocnym, skoroś jego ręką nie przestał leczyć moję schorzałą duszę? Wszedłem albowiem w zażyłość z nim, jego więc rozmowy, bez ozdobnych i szumnych wyrazów, ale uprzejme i poważne z bystrości jego umysłu płynące, uczyniły mnie jego częstym i uważnym słuchaczem. Skoro tyIko wyrozumiał z mojéj z nim rozmowy, żem zbytecznie przywiązał się do dzieł gwiazdowieszczych: życzliwie i po ojcowsku doradzał mi, abym tego zaniechał, i daremnie tym bredniom nie poświęcał starania i pracy użytecznym rzeczom potrzebnéj. Mówił nareszcie, że i on w piérwszych latach swego wieku przykładał się z zapałem do tych nauk, tak dalece, że tém rzemiosłem mniemał prowadzić sposób życia swojego; a jeżeli nie trudno zrozumiał Hippokratesa , byłby snadniéj daleko i owe nauki pojął, i nie dla innéj przyczyny porzucił je, a sztukę lekarską wyżéj ocenił i onéj się oddał, jedynie, że w nich dostrzegł widocznego fałszu i błędów; ani mu jego uczciwość i rzetelność dozwalały, by zwodzeniem ludzi, środki życia swojego zaopatrzał. Ale ty, powiedział mi, nauczaniem retoryki, życie przystojnie utrzymać możesz, jedynie dobrowolną ciekawością, lecz nie z potrzeby życia do tych bredni przywiązujesz się; i możesz mi z pewnością zawierzyć, żem tę lichą umiejętność, dla tego tak doskonale zgruntował, abym sobie z niéj saméj wyżywienie moje zapewnił. Pytałem go, czém się dzieje, że bardzo wiele przepowiedni uiszczają się? ile zdołał, rozwiązał moje zagadnienie: iż to sile trafu, po całéj naturze rozlanéj przypisać należy. Jeżeli przypadkiem jakiego poety, mówił daléj, otworzysz dzieło, jego śpiéwy przeczytasz w daleko innéj myśli od téj, jaką je natchnął, i bardzo często dziwną zgodność z twoją myślą postrzeżesz; zdumiewać się nie należy przeto, że dusza ludzka wyższém przeczuciem poruszona, nie wiedząc co się w niéj dzieje, trafem, lecz nie nauką, wydaje niekiedy głos, którym stan i czyny drugiéj duszy zgaduje.
Owoż to jest, czego nauczyłem się od niego, albo raczéj od ciebie Panie przez niego; ty więc odcieniłeś w mej pamięci piérwsze rysy mojego zamysłu, który być miał przewodnią moich badań w przyszłości. W ów czas, ani on, ani mój ulubiony Nebrydyusz, bardzo dobry, przezorny, i z szlachetném uczuciem młodzieniec, pełen pogardy ku téj wieszczej sztuce, nie zdołali mnie przekonać zupełnie, abym ją porzucił; ponieważ więcéj polegałem na powadze jéj pisarzy, a nie znalazłem jeszcze wcale pewnego dowodu, jakiegom szukał, któryby mnie jasno przekonał, że traf, lub wypadek, lecz nie rachuba obrotów niebieskich, stanowił prawdę przepowiedni.




Przypisy

  1. Ps. 91, 2.
  2. Ps. 40, 5.
  3. Jan. 5, 14.
  4. Mat. 16, 27.
  5. Ps. 50, 19.
  6. Jak. 4, 6.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.