Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Siódma/Rozdział I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Siódma
Rozdział Rozdział I
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Siódma
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ I.
Nie mógł sobie inaczéj wyobrazić Boga, tylko jak Istotę nieskończone rozciągłą.

Już zamarł występny i haniebny piérwszy mój wiek młodzieńczy; przeszedłem więc do wieku dojrzałéj młodości; im starszy wiekiem, tym haniebniéj błądziłem rozumem, nie mogąc sobie wyobrazić innéj istoty, jedynie taką, jaka naszemi oczyma widzianą być może. Od tego czasu, w którym otwierać zacząłem mój umysł dla prawdziwéj mądrości, nie wyobrażałem, cię sobie już więcéj mój Boże w ludzkiéj postaci; chroniłem się zawsze nadal tego błędu, który, jak to z pociechą widziałem, potępiony był wiarą duchownéj matki naszéj katolickiego kościoła twojego. W jaki atoli inny sposób miałem cię sobie wystawić? tegom nie wiedział; usiłowałem jako człowiek, i tak nikczemny! wyobrazić cię sobie: najwyższym, jedynym i prawdziwym Bogiem. Wierzyłem wszystkiemi méj istoty siłami, że jesteś nieskazitelny, nienaruszony i niezmienny; aczkolwiek nie wiedziałem jak i dla czego, widziałem jednak jasno i z pewnością, że przedmiot skażeniu uległy niższym jest daleko od nieskazitelnego, zaczém niewątpliwie przekładałem przedmiot nienaruszony nad ulegający zgwałceniu, a nieodmienny nad przedmiot zmianie podpadający.
Serce moje walczyło gwałtownie przeciw tym wszystkim méj myśli zjawiskom: usiłowałem jedném uderzeniem rozproszyć ten brzęczący rój nieczystych wyobrażeń, które wźrok méj myśli zamraczały, a zaledwie co oddalony powracał znowu nagle i niespodzianie z większym jeszcze naciskiem kłębiąc się w około, ślepił moje oczy; i chociażem się sprzeciwiał próżnemu wyobrażeniu ciebie pod ludzkiego ciała postacią, nie zdołałem jednak oswobodzić się z przeobrażeń, wystawiając cię sobie jakoby istotę jakąś cielesną, przenikającą swoim wpływem ten świat, po całéj jego przestrzeni, a poza światem po nieskończoności rozlaną; tak niemniéj sądziłem o nieskazitelném, nienaruszoném i nieodmienném, com nad skazitelne, gwałtowi uległe i odmienne przekładał. Każda istota którą pozbawiałem rozciągłości, nicością wydawała się w moim umyśle, i zupełną nicością, ani nawet takiém próżném miejscem, jakie po sobie każde uniesione ciało zostawia. Bo zawsze zostanie rozciągłość miejsca, chociaż wypróżniona z ciała: bądź materyalnego bądź niebieskiego, zostanie miejsce próżne jakoby nicość rozciągła. Takim natłokiem wy obrażeń przepełnione mając myśli serca mojego, sam sobie zasłaniałem własne moje oczy tém mniemaniem, że to wszystko, czegom nie uważał w stanie rozciągłości, lub rozlania: skupienia albo rozdęcia, jest zupełną nicością. Po jakich bowiem postaciach przechodzić zwykły moje oczy, po takich niemniéj pojęciach i myśl moja przechodziła; nie uważałem nawet że to wewnętrzne méj myśli natężenie, którém sobie tworzyłem te same obrazy, w niczém do nich nie było podobne: a to samo natężenie nie mogłoby ich sobie wyobrażać, gdyby nie było jakąś wielką rzeczą. Tak więc wyobrażałem cię sobie Boże, o życie życia mojego! niezmiernie wielkim, wszystkie ciała całéj kuli ziemskiéj przenikającym, a oprócz niéj po całéj nieskończonéj przestrzeni bez zakresu rozlanym, tak, że ziemia i niebo i wszystkie stworzenia posiadają cię w sobie, w tobie się kończą, ale ty sam jeden nigdzie się nie kończysz. A jako ciało rozciągłego powietrza nad powierzchnią ziemi, oprzeć się światłu słonecznemu nie może; które przechodzi je i przenika, chociaż go nie rozdziera ani przedziela, ale całe napełnia; tak równie mniemałem, że nie tylko ciało nieba, powietrza, morza, ale i ziemi przechodzisz; że niemniéj przenikliwe jest w największych i najmniejszych swoich częściach dla wpływu twéj obecności, która jakby subtelne tchnienie miesza się do wewnętrznego i zewnętrznego ruchu wszelkiego stworzenia twojego.
Taki był mój domysł, bom wtedy myśleć inaczéj nie umiał, co było grubym błędem. Podług takiego rozumowania przypuścić wypadało: że większa część ziemi większą ciebie, a mniejsza mniejszą część obejmuje; twoja więc obecność byłaby podzielną w ten sposób: żeby jéj się więcéj mieściło w ciele słonia niżeli wróbla, o tyle, o ile ciało piérwszego ogromniejsze jest od drugiego; tak przeto podziały twéj istoty do nierówności ciał, stósowaćby się musiały. Ty jednak nie jesteś takim; aleś jeszcze wtedy nie oświecił moich ciemności.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.