Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Ósma/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Ósma
Rozdział Rozdział II
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Ósma
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ II.
Symplicyan opowiada mu, nawrócenie Wiktoryna wielkiego mowcy rzymskiego.

Poszedłem więc do Symplicyana, który przez udzielenie chrztu ś. był ojcem duchownym w ówczas biskupa Ambrożego, który go téż jako ojca prawdziwie miłował. Opowiedziałem mu cały labirynt moich błędów. Skorom mu napomknął, żem czytał niektóre dzieła platońskie na język łaciński przełożone przez Wiktoryna sławnego niegdy krasomówcę w Rzymie, który, jak mi mówiono, na łonie chrześciańskiéj religii żywota dokonał: winszował mi, żem nie wpadł na pisma innych filozofów, pełnych kłamstwa i omamienia, nauczycieli „podług elementów tego świata;“ ile że te księgi napomykają nam i prawie wszędzie zalecają Boga i Słowo jego. Potém, aby mnie do pokory Chrystusa, „zakrytéj przed mądremi, a objawionéj maluczkim “ skutecznie zachęcił, odświéżył sobie w pamięci wszystko o tymże Wiktorynie, którego on znał w czasie swojego w Rzymie pobytu w zażyłéj z nim będąc przyjaźni; co mi o nim opowiadał, tego nie zamilczę, gdyż to jest nieocenionéj twéj łaski dowodem. Wiktoryn, szanowny ten starzec tak wysoko uczony, i we wszystkich nadobnych umiejętnościach najbieglejszy, który tak wiele pism filozofów czytał, roztrząsał i wyjaśniał; mistrz tylu szlachetnych i oświeconych senatorów; któremu chwała jego nauczania, wysłużyła nader rzadką sławę w oczach obywateli miasta całego świata: wystawienie dlań posągu na rzymskim rynku; aż do schyłku wieku swojego czciciel bałwanów, ucześnik ofiar świętokrackich, którym wtedy wszyscy prawie rzymscy patrycyuszowie z nadętością cześć oddawali; a lud haniebnie był uniesiony hołdem ku ubóstwionym potworom: ku Izie i wszechrodnemu bogu, i Anubisowi szczekaczowi, którzy pewnego czasu broń przeciw Neptunowi, Wenerze i Minerwie podnieśli, a zostawszy zwyciężeni, Rzym zwycięzki czynił im błagalne ofiary. Tych tedy obrzydliwych bogów Wiktoryn przez wiele lat ziemsko–brzmiącemi usty szumnie obraniał; rzadki to nader dziw! że ten szanowny starzec nie wstydził się zostać uczniem Chrystusa, i jakby dziecięciem do przyjęcia źródła chrztu ś., skłonił on swoję głowę do jarzma pokory ś., a dumne swoje czoło pod obelżywość krzyża!
O Panie, Panie „któryś nakłonił niebios i zstąpiłeś, dotknąłeś gór, a dymem się zakłębiły[1];“ przez jakież to pobudki wemknąłeś się do téj duszy? Czytał on, jak mi mówił Symplicyan, Pismo ś. i wszystkie pisma chrześcian z wielką pilnością i głęboką rozwagą przeglądał i ściśle roztrząsał; mówił tedy do Symplicyana, nie jawnie ale skrycie i w szczéréj zażyłości: „wiédz o tém, że już chrześcianinem jestem.“ Odpowiedział mu jego przyjaciel: „dotąd nie uwierzę, ani cię pomiędzy chrześciany policzę, dopóki cię nie obaczę w kościele Chrystusowym.“ Rzekł mu z uśmiechem: „więcże to mury kościelne czynią chrześcian?“ I często powtarzał, że niezawodnie został chrześcianinem; ale mu Symplicyan to samo odpowiadał, i nawzajem ów uśmiech o murach kościelnych od niego słyszał. Wzdrygał się Wiktoryn obrazić swoich przyjaciół, dumnych czcicieli djabła, i mniemał że ich gniéw i nieprzyjaźń, ze szczytu babilońskiéj wyniosłości, jakby z wierzchołka cedrów Libanu, „których Pan jeszcze nie złamał[2]“ całym ciężarem na niego spadnie. Lecz, gdy coraz głębiéj zanurzał się w owém czytaniu, nabrał w niém odwagi i stałości, a lękając się „aby Chrystus nie zaprzał go się przed aniołami ś., jeżeliby on obawiał się wyznać Chrystusa przed ludźmi[3];“ uczuł się od razu winnym ciężkiego występku, jeźliby się sromał świętych tajemnic pokory Słowa twojego, kiedy się nie wstydził świętokrackich ofiar dumnych szatanów, które on dumny ich naślednik, sobie czynione przyjmował; wyzuł się z próżności sromania, a przywdział skromny wstyd prawdy; nagle i niespodzianie mówił Symplicyanowi; jak to opowiadał: „Pójdźmy do kościoła, chcę zostać chrześcianinem.“ Symplicyan nieopowiedzianą radością uniesiony, od razu z nim poszedł do zgromadzenia wiernych twoich. Skoro tylko został objaśniony pierwszemi zasadami o tajemnicach wiary ś., niebawnie potém zapisał swoje imie w poczet katechumenów, chcąc przez chrzest zostać odrodzonym, z podziwem całego Rzymu z wielką radością kościoła ś. Dumni roziskrzonémi wściekłością patrzyli oczyma na ten rzadki widok, złością oddychali, grzytali zębami i od szaleństwa więdnęli, ale ukorzony sługa twój, o Boże! ufność swoję w tobie Panie pokładał; i już więcéj „nie oglądał się na marność i na szaleństwa omylne[4].“
Kiedy nakoniec już nadeszła godzina, w któréj uczynić miał wyznanie wiary, które według pewnego układu wyrazów w pamięci zatrzymanych, z wyższego miejsca w obec zgromadzenia wiernego ludu w Rzymie odmawiać zwykli, którzy przystąpić mają do przyjęcia Chrztu ś.; mówił Symplicyan, że kapłani dozwolili Wiktorynowi to wyznanie odmówić prywatnie, według zwyczaju pozwolonego tym osobom, które w tak publicznéj uroczystości zawstydzenia obawiać się zdawały; ale on wolał w obliczu świętego zgromadzenia publicznie wyznać swoje zbawienie. Wszakże nie było dla niego zbawienia w sztuce wymowy, któréj w Rzymie nauczał, a jednak śmiało i publicznie ją wykładał. Jakże daleko mniéj obawiać się był powinien łagodnéj i pokornéj trzody twojéj, gdy miał jawnie wyznać słowo twoje, skoro nie lękał się tak wielu bezrozumnych swéj nauki słuchaczów.
Gdy na wyższe miejsce wystąpił, by wyznał wiarę świętą: imie jego wnet się rozeszło, wznieciło winszowny i radosny szmer pomiędzy wszystkiemi, którzy go znali. Ale komuż on w téj okolicy nie był znany? Zabrzmiała imie jego z ust wszystkich wspólną radością: Wiktoryn! Wiktoryn! Nagły zapał ich radości, ujrzawszy go, przerwał ich milczenie, a pragnienie słyszenia go, nagle ich uśmierzyło. Odmawiał skład prawdziwéj wiary z podziwiającą ufnością, wszyscy obecni porwać go chcieli i do serca swojego przytulić; wszyscy go téż przygarnęli rękoma miłości i uciechy.




Przypisy

  1. Ps. 143, 5.
  2. Ps. 28, 5.
  3. Łuk. 12. 8.
  4. Ps. 39, 5.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.