Wujcio

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł „Wujcio“
Pochodzenie Najwyższy lot
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegner
Data wydania 1935
Drukarz Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


WUJCIO“.

Gdy Austrja rozpoczęła wojnę z Rosją, a w Polsce zakordonowej rozległ się głos brygadjera Piłsudskiego, wzywającego młodzież do tworzenia legjonów polskich, na odzew ten natychmiast stawił się Bolesław Henclewski.
Koledzy i znajomi pytali młodego legjonistę:
— Cóż tak za Niemcami obstajesz? Chcesz bronić Habsburgów i Hohenzollernów?
Młody, ale zawsze poważny Bolesław odpowiadał:
— Nie Niemców idę bronić, ale wierzę i czuję, że ta wojna wskrzesi Polskę. Ojczyzna powinna mieć gotową i wyćwiczoną armję. Dlatego idę.
I poszedł. Walczył sumiennie i wkrótce został plutonowym. Wtedy właśnie stało się nieszczęście. W jednej potyczce Henclewski wziął do niewoli kilku rannych rosyjskich żołnierzy. W sztabie okazało się, że wszyscy są Polakami. Zeznali, że rosyjski sztab przeciwko legjonom wysłał pułki, złożone przeważnie z Polaków, chcąc bratobójczą walką i nienawiścią zatruć serca Polaków, legjony zdemoralizować, podburzyć i skłonić do poddawania się i zdrady.
Henclewski przez parę dni chodził, jak struty.
Żołnierze z jego plutonu, patrząc na niego, pytali się wzajemnie:
— Co się stało „Wujciowi“?
Nazywano go „wujciem“ z powodu poważnego charakteru i gderliwości.
„Wujcio“ jednak nic nie mówił, a stawał się coraz posępniejszy, chudszy i bledszy.
Nareszcie stawił się w sztabie swego 4-go pułku i prosił o zameldowanie go dowódcy.
Pułkownik, znając osobiście inteligentnego, odważnego i poważnego plutonowego, przyjął go natychmiast.
— Panie pułkowniku! — rzekł, prostując się Henclewski. — Proszę o przydzielenie mnie do sztabu.
— Co się stało? — spytał zdziwiony dowódca. — Taki zdolny bojowy podoficer do sztabu? Masz dwa medale i porzucasz pułk?
— Tak jest, panie pułkowniku! — odparł Henclewski. — Nie mogę tymczasem pozostać w linji...
— Ale dlaczego? Wytłumacz!
— Panie pułkowniku! Od paru dni chodzę, jak błędny. Przecież my zabijamy naszych braci! Rosyjskie pułki, które mamy przed sobą, złożone są z samych Polaków. Onegdaj wziąłem do niewoli rodaków i słyszałem ich zeznania w sztabie. Od tej chwili nie mogę strzelać do nieprzyjacielskich szańców, bo wciąż myślę, że godzę w pierś Polaka, może nawet jakiego bliskiego krewnego! Taki żołnierz, jakim jestem obecnie, — na nic! W sztabie mogę być pożyteczny, a gdy nas przerzucą na inny front lub Rosjanie wprowadzą na nasz odcinek inne pułki — natychmiast powrócę.
Pułkownik głęboko zamyślił się, nic nie odrzekł, ale przydzielił Bolesława Henclewskiego do biura wywiadowczego.
„Wujcio“ dowiedział się, że nieprzyjacielskie pułki składają się z Rosjan, Ukraińców i Tatarów i tegoż dnia powrócił do swego plutonu z taką miną i takiem gderaniem, jakby przed godziną dopiero go opuścił.
5 sierpnia 1916-go roku wypadł atak.
Szeregowi nie poznali swego plutonowego. Zwykle spokojny i zrównoważony, odważny, lecz nie zapalający się i nie unoszący zbytnio, tym razem kipiał cały z niecierpliwości i gniewu, mówiąc gderliwym głosem:
— Już ja wam, psie juchy, pokażę jak Polaków na Polaków posyłać! Ja wam zapłacę za naszą krew i za moją mękę!
Podczas ataku, żołnierze widzieli „Wujcia“, jak szalał w pierwszym szeregu, kolbą rozbijając łby i prując brzuchy bagnetem. Już trąbka zagrała, aby zatrzymano się w zdobytych szańcach, a „Wujcio“ gonił jeszcze i tłukł bez pamięci Moskali.
I zapłacił „psim juchom“ za to, że Polaków na Polaków posyłali!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.