Wspomnienia z mego życia/XVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Werner Siemens
Tytuł Wspomnienia z mego życia
Redaktor Franciszek Juliusz Granowski
Wydawca Franciszek Juliusz Granowski
Data wydania 1904
Druk Aleksander Tad. Jezierski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz M. S.
Tytuł orygin. Lebenserinnerungen
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron



Działalność moja autorska wogóle nie jest niczem więcej, jak przedstawieniem moich naukowych i technicznych robót, albo opisaniem konstruowanych przezemnie przyrządów. Często też musiałem odpowiadać na napaści i zarzuty, czynione wprost lub ubocznie mojej firmie, albo też i mnie samemu. Było to koniecznem, tembardziej, że jedyną reklamą, używaną przez moją firmę, były jej roboty. Nieuzasadnione napaści nie mogły pozostać bez odpowiedzi; te zaś dawałem najczęściej w formie odwoływania się do prawa prasowego, ponieważ pisma i gazety zwykle sympatyzują z tymi, którzy systematycznie przysyłają im intratne anonse.
Nieraz już miałem sposobność wytykać i piętnować wprost samobójczy, niepatryotyczny i niedogodny zwyczaj moich rodaków, polegający na tem, żeby najlepsze wytwory przemysłu niemieckiego puszczać w obieg jako francuskie, angielskie i amerykańskie. Trudno rozstrzygnąć, czy wina ciąży na niemieckiej publiczności, czy na przemysłowcach; w każdym razie jest to skutek przesądów pierwszej i krótkowzroczności drugich, którzy tylko bezpośredni, chwilowy swój zysk mają na oku. Jakże silnie rozwinięte jest np. u Anglików przekonanie o wyższości własnych wyrobów nad wszystkiemi obcemi. Przekonałem się o tem, gdy pewnego razu przypatrywałem się razem z moim bratem Wilhelmem jak wyładowywali okręt, który po raz pierwszy przywiózł do Londynu lód z portów norweskich. Lód wspaniały, wyrąbany w równych sześcianach układano na brzegu i mnóstwo nabywców przyglądało mu się z zajęciem. Brat mój wdał się w rozmowę z jednym z nich i zaczął lód wychwalać. Interlokutor jego, majster rzeźniczy herkulesowej postawy, odrzekł: „O yes, it looks very well, but it has not the englisch nature.” A więc nawet lód angielski musi być zimniejszy od innych! To uprzedzenie do wyrobów angielskich, które ma każdy Anglik i które ma zawsze stanowczy wpływ na jego wybór, podnieca dumę i ambicyę każdego angielskiego rzemieślnika i każdego fabrykanta, gdy chodzi o jego wyrób i sprawia, że uprzedzenie najczęściej bywa słuszne.
Z popularnych moich publikacyi wymienię tu jeszcze dwa odczyty: pierwszy z r. 1879 „Die Elektricität im Dienste des Lebens” i drugi z r. 1886 „Das naturwissenschaftliche Zeitalter.
W pierwszym przedstawiłem ówczesne stanowisko elektrotechniki, dołączając uwagi o słusznie spodziewanych jej postępach, które głównie ztąd wynikają, że elektryczność przy pomocy maszyn dynamo-elektrycznych nawet dużą pracę wykonywać będzie, gdy tymczasem dotąd stawała się użyteczną przez szybkość ruchu: przenosiła wiadomości i sygnały, wydawała rozkazy, a wykonanie ciężkiej pracy pozostawiała innym siłom przyrody.
Odczyt „O wieku nauk przyrodniczych”, wygłoszony na pierwszem posiedzeniu „Stowarzyszenia przyrodników i lekarzy” w r. 1886 w Berlinie, poruszał kwestyę zmiany stosunków społecznych wskutek coraz większego opanowania sił przyrody przez człowieka. Dowodziłem, że technika, oparta na naukowych podstawach, przyczynia się do ulżenia człowiekowi w ciężkiej pracy, nałożonej na niego przez naturę w celu utrzymania jego życia; że zarówno potrzeby, jak i przyjemności życia mogą być zaspakajane z coraz mniejszym nakładem pracy, że stają się tańsze, a zatem i przystępniejsze dla ogółu, że podział pracy i nieuniknione obniżenie stopy procentowej zniesie przewagę wielkich fabryk nad pracą jednostki; że tem samem praktyczne cele społecznej demokracyi mogą być osiągnięte bez gwałtownych przewrotów, li tylko przez nieprzerwany postęp nauk przyrodniczych. Starałem się także dowieść, że uprawianie i uprzystępnienie nauk przyrodniczych nie odwiedzie ludzkości od dążeń i celów idealnych, przeciwnie, doprowadzi ludzi do pokornego uwielbienia ducha mądrości, napełniającej wszechświat, a tem samem uszlachetni ich i udoskonali. Uważałem za pożyteczne właśnie na tem miejscu zrobić publiczne wyznanie moich przekonań, albowiem jedna tylko wiara niezachwiana w błogie skutki rozwoju nauk przyrodniczych zwalczyć może fanatyczne napaści, ze wszystkich stron zagrażające wszechświatowej kulturze.
Ale spokojne przypatrywanie się postępom techniki przyrodniczej nie jest jeszcze wystarczającem; niezbędnem jest popieranie tego postępu. Niemcy w każdym razie dużo zrobiły w tym kierunku, podnosząc tak wysoko nauczanie przyrodnicze i techniczne; dowodem tego doskonałe urządzenia i środki pomocnicze przy uniwersytetach i politechnikach. Mimo to dawał się czuć brak organizacyi specyalnej dla popierania badań naukowych, mających na celu rozszerzenie zakresu naszej wiedzy przyrodniczej, od której i postęp techniczny zależy.
W Prusach już przed laty poznano konieczność stworzenia instytutu dla popierania techniki naukowej, a mianowicie mechaniki ścisłej. Wysadzono komisyę, do której i ja należałem, i ta wypracowała plan takiego instytutu, który miał być przyłączony do budującej się właśnie politechniki w Charlottenburgu. Ale to nie rozwiązywało zadania i nie przecinało kwestyi popierania badań czysto naukowych.
Już w czasie konferencyj paryzkich, obradujących nad ustanowieniem międzynarodowych miar elektrycznych, okazała się stanowcza potrzeba instytutu, poświęconego nie nauczaniu, lecz wyłącznie badaniom naukowo-przyrodniczym. W całych Niemczech nie było zakładu, gdzieby można wykonać trudne bardzo prace nad absolutną jednostką oporu Weber’a. Laboratorya uniwersyteckie są i być powinny urządzone w celach nauczania. Uczeni niemieccy posługiwali się niemi wprawdzie do badań naukowych w chwilach wolnych od pracy profesorskiej i w ten sposób niejedną znakomitą pracę wykonali. Ale do pracy i doświadczeń na wielką skalę nie mieli ani dosyć czasu, ani miejsca, ani urządzeń stosownych. Moja propozycya, ażeby, oprócz projektowanego instytutu dla naukowego popierania techniki, utworzyć drugi, mający wyłącznie służyć do badań przyrodniczych, została wprawdzie bardzo sympatycznie przyjętą, ale w obecnych okolicznościach uznano ją za niemożliwą do wykonania. Nie było stosownego i dosyć rozległego pomieszczenia, ani też można się było spodziewać, ażeby rząd wyasygnował poważną sumę na urządzenie i dalsze utrzymanie instytutu.
W testamencie moim przeznaczyłem znaczną sumę, która miała być użytą na popieranie badań przyrodniczych; ale gdyby mi przeznaczone było jeszcze dłuższe życie, straciłoby się dużo drogiego czasu, a co więcej, nie możnaby już w przyszłości połączyć instytutu dla badań naukowych z zatwierdzonym i budującym się już instytutem dla badań naukowo technicznych.
Dlatego też postanowiłem nie czekać mojej śmierci i wystąpiłem do rządu z następującą propozycyą: Ofiarowałem wielki, zastosowany do celu plac, albo potrzebny kapitał na wzniesienie instytutu państwowego, poświęconego badaniom przyrodniczym, jeżeli rząd poniesie koszta budowy i dalszego utrzymania. Rząd przyjął moją propozycyę, a parlament potwierdził postanowienie rządu. Taki był początek instytutu fizykalno-technicznego w Charlottenburgu, który pod kierunkiem najznakomitszego fizyka naszych czasów, Helmholtz’a, stał się jednym z pierwszych przybytków wiedzy przyrodniczej w Niemczech.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Werner von Siemens i tłumacza: anonimowy.