Wspólny front
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Wspólny front |
| Pochodzenie | Ząb czasu |
| Wydawca | Towarzystwo Wydawnicze „Rój” |
| Data wyd. | [1931] |
| Druk | Zakłady Wyd.-Druk. „Praca” |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Gabinet dzisiejszego lekarza, współczesna klinika przypominają coraz bardziej pracownię fizyczną. Tablice rozdziałowe, szpule, kable... Niema prawie nowszego przyrządu, któregoby terapja nie wypożyczyła na krótszy albo dłuższy przeciąg czasu od zamożnych sąsiadów. Każde wielkie odkrycie fizyczne rozlega się bardzo mocnem echem wśród białych sal szpitalnych. Rury Roentgena znalazły zastosowanie nietylko w chirurgji, służą nietylko do prześwietlania, ale od wielu lat odgrywają poważną rolę przy leczeniu przeróżnych nowotworów, służą do naświetlań, stworzyły nowy dział w sztuce lekarskiej — radjoterapję. I właśnie najnowsze, najpotężniejsze przyrządy tego rodzaju, ostatnie „przeboje“ techniki roentgenowskiej — potężne rury próżniowe Coolidge’a — oddano natychmiast lekarzom, bo dla ich celów niezbędne były „najtwardsze“, najbardziej przenikliwe promienie X. Pierwsze, z niebywałym trudem zdobyte, porcje promiennego radu już w kilka lat po wiekopomnem odkryciu debjutowały w medycynie, miasto Londyn dla pierwszego grama tej cennej substancji zbudowało wielki instytut radowy, a genjalny William Ramsay, fizyk i chemik, którego miałem zaszczyt poznać ongiś w Londynie, pokazywał mi już przed wojną ciekawy aparat własnego pomysłu: w szklanej pompce próżniowej wino nasycało się emanacją i tem winem tonicznem wielki uczony próbował ratować nadwątlone siły własnej żony.
Zresztą — ledwie nauczyliśmy się topić oporny kwarc w łuku elektrycznym i fabrykować mozolnie t. zw. szkło kwarcowe, a już lampy rtęciowe zawędrowały do sanatorjów i dobroczynne „sztuczne słońca“ jęły zabijać ciemnemi promieniami bakterje, prostować rachityczne kości, przywracać rumieńce, goić schorzałe płuca. Ledwie poznaliśmy prądy wysokiego napięcia i wysokiej częstotliwości — już fenomenalne szpule Tesli pojawiły się w gabinetach medycznych, by sztucznemi piorunami prażyć różne dolegliwości. Każdy triumf fizyki był wielkiem świętem w medycynie: nowa optyka, elektrony, pierwiastki promieniotwórcze, fale elektryczne tworzyły nowe wielkie rozdziały w dziejach wiedzy lekarskiej. Okazało się np., że cienki drucik platynowy, przez który przepływają dobrze dziś znane, szybko-zmienne fale radjowe jest... świetnym, idealnym nożem chirurgicznym, przecina błyskawicznie tkanki, nie szarpie, nic wywołuje zbytecznego krwawienia.
Rzecz ciekawa: najbardziej abstrakcyjne, trudne, niezupełnie jeszcze popularne i dostępne teorje nauki ścisłej, pchają naprzód prastary kunszt eskulapów. Ktoby przypuścił np., że głośna w ostatnich latach teorja kwantów znakomitego Maksa Plancka będzie miała wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, zmieni nasz jadłospis codzienny, albo przynajmniej wartość odżywczą niektórych produktów. A jednak... W Ameryce, w laboratorjum specjalnem uniwersytetu w Cincinnati pracuje od dłuższego czasu młody uczony, profesor George Sperti. Wiadomo było już dawniej, że mleko można sterylizować światłem, promieniami ultrafioletowemi. Cóż — kiedy przy tej okazji poczciwe mleko nabiera jakiegoś smaku aptecznego... Fizyk Sperti (przypomina mi się — przepraszam za „autoreklamę“ i samochwalstwo — moja powieść fantastyczna „Dług honorowy“) zastosował wyniki badań teoretycznych, znalazł takie fale w świetle niewidzialnem, które mają dość energji, by wymordować złe bakterje, ale nie mają dość siły, by wywołać jakieś spustoszenia niepożądane i — odkaża mleko, wytwarza w niem „miękkiemi“ promieniami X dobroczynną witaminę D, a jednocześnie świeże mleko pozostaje smacznem, świeżem mlekiem — bez śladu „zabiegów naukowych“. Fizyk z Cincinnati ma już całą stertę patentów, szuka dalej właściwych metod odżywiania.
Czasem niepozorne, drobne zdarzenie w laboratorjum jest jak błyskawica, która nagle ukazuje nowe i niezbadane tereny w kraju sąsiednim, otwiera perspektywy dalekie. Niedawno inżynierowie z towarzystwa General Electric spostrzegli rzecz dziwaczną: krótkie, mocne fale elektryczne, z któremi robią doświadczenia, wprawiają ich w jakiś stan podniecenia, podwyższają wyraźnie temperaturę ciała, wywołują gorączkę. Panowie Whitney i Page — chociaż technicy, nie lekarze — nie przeszli nad tym faktem do porządku dziennego. Przypomniało im się w porę, że medycyna nieraz stosuje różne środki „na poty“, że gorączka jest często samoobroną organizmu i postanowili stworzyć rodzaj „elektrycznego rumianku“, czy jak to nazwać właściwiej... — Dwie rury katodowe, kondensatory, kilka zwojów drutu — pacjent w pobliżu tej stacyjki nadawczej dostaje lekkiej febry, która w wielu wypadkach klinicznych może być zbawienna. Efekt wywołujemy elektrycznie — bez pigułek, proszków i niestrawnych obrzydliwości aptekarskich. Pan Whitney zresztą ma zamiary jeszcze dalsze: Dlaczego ogrzewamy mieszkanie, mury, sufit, podłogę, zamiast ogrzewać... lokatora? — mówi. — Technika jutrzejsza wyrzuci na szmelc piece i kaloryfery, będzie dostarczała z centrali ciepło falami wprost, loco odbiorca.
Związek między wiedzą o naszym własnym organizmie i dostojnemi naukami ścisłemi jest dziś już tak jasny, że wpłynął nawet na metody notorycznych wydrwigroszów i blagierów. Pod Wiedniem ordynuje od dłuższego czasu niejaki Zeileis, cudotwórca, znachor, znawca tajemnic indyjskich. Otóż nawet ten człowiek zamyka swoich naiwnych klientów w pokoju, zastawionym aparatami elektrycznemi, nawet on stawia diagnozę, przykładając choremu do czoła rurkę, t. zw. geisslerowską...
Jakiś głęboko zakorzeniony i bardzo rozpowszechniony zabobon kazał ludziom dotąd wierzyć, że istnieją nauki abstrakcyjne, oderwane od życia, że istnieją zwłaszcza teorje w wiedzy przyrodniczej, które nas ani grzeją, ani ziębią. Ruszaliśmy ramionami na widok długich formuł matematycznych, pukaliśmy — ironicznie — palcami w czoło, gdy nam kto wspomniał o zawiłych, trudnych twierdzeniach, o kłopotach, łamigłówkach i paradoksach współczesnej fizyki... I nagle... dowiadujemy się ze zgrozą, że „kwanty“ teoretyka Plancka przyczyniają się do ratowania rachitycznych dzieci, a fale elektromagnetyczne Maxwella-Hertza pomagają w trudnych operacjach chirurgicznych!..
Nauka ma jeden, wspólny front. Zwycięstwo na najdalszym odcinku posuwa naprzód całą linję bojową. Najbardziej „abstrakcyjna“ zdobycz odbija się na naszem zdrowiu, życiu, dobrobycie... Aforyzm „grau ist jede Theorie“, już dawno rozminął się z prawdą.