Wrażenia z Ameryki/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wacław Sieroszewski
Tytuł Wrażenia z Ameryki
Data wydania 1931
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Rój“
Druk Sp. Akc. Zakł. Graf. „Drukarnia Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


AMERYKA PRZYSZŁYM RZYMEM.

— Aha, pan już drugi raz w Ameryce? Cóż, znajduje pan wielkie zmiany?
Oto pytanie, które stale słyszałem zarówno od rodaków, jak od Amerykanów.
Zewnętrznych zmian wiele nie zauważyłem. Przybyło trochę drapaczy nieba, zmieniły się dzielnice z niemieckich na polskie, z polskich na murzyńskie, powstały nowe fabryki, wybudowano dużo nowych, wspaniałych gmachów rządowych i stanowych. Za to zmiany wewnętrzne znalazłem ogromne; to co kiełkowało — wyrosło, co kryło się w podświadomości — ujawniło się i określiło.
Zaraz po wojnie czuło się w Ameryce jak gdyby dumę i radość młodego boksera z trafnie i skutecznie wymierzonego ciosu. Ani w gazetach, ani w przemówieniach „kongressmenów“, ani w nastrojach społeczeństwa nie było nic z zadumy męża stanu. Raczej lęk i zakłopotanie z osiągniętego w tak olbrzymich rozmiarach zwycięstwa... „Businessmeni“ z trwogą liczyli, czy aby nie stracą wyłożonych pieniędzy, czy zyski dosięgną skali ich marzeń. Matki i żony płakały po zabitych, ale żywi w dwójnasób cieszyli się z życia. Nagość królowała w teatrach, lecz w fabrykach już zaczynał się straszliwy kryzys. W ciągu paru miesięcy dwa miljony bezrobotnych wyrzucono na bruk. Posypały się bankructwa; obawiano się zjawisk podobnych do wywołanych w Europie przez inflację. Przedsiębiorczość kurczyła się i chowała rogi w ślimaczą skorupę. Obok rozpasanej wesołości szedł czarny cień rozpaczy i smutku...
Dziś wszystko to należy do przeszłości. Życie znów weszło w prawidłowe łożysko, przemysł pracuje z całą potęgą, dobrobyt rośnie w oczach, ludność gwałtownie zwiększa się pomimo wprowadzonych kontyngentów emigracji... Stany Zjednoczone mają już zgórą 120 miljonów mieszkańców. Organizacja jednak przemysłu i udoskonalenia techniczne wyprzedzają spożycie wewnętrznego rynku. Ameryka musi towary swe wywozić, inaczej one ją uduszą... Już dawno wyprzedziła w eksporcie Anglję, niegdyś przodowniczkę na tem polu; szachuje wciąż Niemcy, drugą zrzędu potęgę... Wywóz jej już przekracza 5 biljonów dolarów rocznie... Co będzie, jeżeli i tam na krańcach dosięgnie granic? Czy można zamknąć te tysiące fabryk, których potężne kominy zakrywają chmurą czarnego dymu pół Ameryki? Czy należy wstrzymać wynalazczość? Co stanie się z miljonami robotniczych rodzin pozbawionych nagle zarobku? Kapitał już teraz zaczyna się denerwować. Ogarnia go szalona gorączka giełdowej gry, lecz twarda rzeczywistość żelazną ręką zawraca go na zdrowe tory, zostawiając na placu niedawnych zapasów zmiażdżone miljardowe fortuny oraz wielotysięczne istnienia... Na twarzach mężów stanu coraz częściej pojawia się zaduma i troska... Nie mógł ich przezwyciężyć nawet w chwili przyjęcia naszej delegacji pogodny zazwyczaj Hoover. Szeptano, że to skutek niedawnych rozmów z angielskim premjerem... A przecież wizyta angielska była zwycięstwem Ameryki. Sprawy jednak, które się dziś ważą na szalach światowej polityki, są o wiele głębszej natury niż drobiazg „morskiego rozbrojenia“. Coraz częściej przed oczami myślących Amerykanów staje zorza nowej epoki, która może zwiastować im albo słoneczny dzień niezwykłego rozkwitu i potęgi, albo łunę straszliwego pożaru... Czuje się to w uwagach dziennikarskich artykułów, w pracach „magazines“ i nawet w poważnych książkach... Są to jednak dotychczas urywkowe i niejasne myśli, wypowiadane nieśmiało i półgębkiem... Zato posuwa się raźno inna przygotowawcza robota i mówi się o niej zupełnie otwarcie. Powtarza się głośno ideje, wypowiedziane ośmdziesiąt lat temu przez Daniela Webstera a wcielane w życie przez Lincolna[1]. Stany Zjednoczone, aby panować nad tak obszernem terytorjum, muszą mieszaninę sfederowanych prowincyj i narodów zamienić w „państwo“. I czynią to one z nieubłaganą konsekwencją, a ostatniemi czasy nawet z pewnym pośpiechem. Ograniczenie emigracji, wywołane zresztą obawą przed zbyt szybkiem przeludnieniem, ogromnie wzmocniło proces asymilacyjny; prawo wprowadzające język angielski nawet do szkół prywatnych — po polsku, niemiecku lub włosku wykładane są jedynie tam specjalne przedmioty — proces ten pogłębił. Standaryzacja życia, prowadzona energicznie we wszystkich kierunkach i dająca ogromną ekonomję energji, narzuca te same obyczaje od Atlantyku do Pacyfiku. Wszystko amerykanizuje się w oczach nieledwie; różnice rasowe i plemienne cofają się wstydliwie wgłąb serc... Rozmach życia, pogoda charakterów, wielki powszechny dostatek, wygoda, zdrowotność, dostępność oświaty, szacunek dla osobistych wartości człowieka — pociągają młode dusze obcoplemienne z niepowstrzymaną siłą... Wzrastające poczucie potęgi Państwa udziela się obywatelom... „Jestem Amerykaninem“ wymawia się obecnie z tą samą dumą, co niegdyś „Civis Romanus“. I nawet cel podobny zaczyna uświęcać w oczach świata zarysowującą się hegemonję Ameryki: pokój świata „pax universa“, jaki dawał skłóconym narodom starożytności oręż Rzymu. Dziś go niesie poprzez Oceany techniczna przewaga Stanów Zjednoczonych... Dawny Rzym posyłał w tym celu żelazne legjony, spółczesna Ameryka posyła dolary[2], ale skutek ten sam... Nie pomoże Europie poczucie kulturalnej wyższości; wszakże Grecy uważali Rzymian za barbarzyńców, a jednak, jak tego dowodzi historja, zmuszeni byli znosić ich jarzmo. Rzymianom potrzebny był pokój i praworządność ówczesnego świata, aby Rzym miał co jeść i w co się odziewać. Ameryce potrzebny jest pokój, aby świat mógł spożywać wytwory ich przemysłu i wzamian wysyłać z nadwyżką daninę swej pracy. Nadwyżka ta stale zamieniać się będzie na coraz większy przepych życia...
Czy skończy się to upadkiem jak w Rzymie? Być może, ale to są rzeczy dalekie...
Dziś ciekawym dla nas objawem jest żywiołowe dążenie zarówno tłumów jak i mężów stanu Ameryki do zabezpieczenia światowego spokoju. Tu zbiegają się interesy Ameryki i Polski.
Rzeczą polityków jest związać tożsamość celów mocnym węzłem realnych wpływów i interesów.

KONIEC.

Przypisy

  1. Patrz ciekawą książkę Allana L. Bensona „Daniel Webster“. New-York, Cosmopolitan Book Corporation.
  2. Dług Europy Ameryce wynosi obecnie zgórą 14 miljardów dolarów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wacław Sieroszewski.