Wojna chocimska/Pieśń X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Dzieła Krasickiego
Podtytuł Wojna chocimska
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PIEŚŃ X.


Chodkiewicz we śnie uniesiony od ducha Władysława Jagiellończyka do świątyń niebieskich, widzi z tych wysokości układ świata, i marność rzeczy ziemskich.


Już przeraźliwe grzmoty ustawały,
Wiatry już były nieco uciszone,
W blasku błyskawic wojska powracały,
Żołnierze w szańcach znalezli ochronę.
Wodzowie obóz lustrują i wały,
Czyli powodzią nie były skażone.
Smutny, zawiedzion w wspaniałej ochocie,
Zamknął się w swoim Chodkiewicz namiocie.

Stała mu w oczach ojczyzna stroskana,
Ojczyzna, której wiernie dopomagał.
Wiec rozrzewniony padłszy na kolana,
Ufnością w Bogu myśl troskliwą wzmagał.
Losów rozdawcę i zastępów Pana,
Pokornem czczeniem gdy wielbił i błagał,
Sen go powabny wdzięcznem czuciem zmorzył,
A taki widok oczom się otworzył.

Jakby na jawie przed zdziwionym stawa
Młodzieniec wdzięczny, przedziwnej urody.
Kto był, z wejrzenia kiedy nie uznawa,
Wziął go za rękę ów bohatyr młody:
«Masz w oczach twoich, rzecze, Władysława,
«Co bronił wiarę i kraju swobody:
«Co sławy chęcią ułudzony marną,
«W kwiecie młodości zabity pod Warną.

«Święty był zapał, który mnie wiódł w boje,
«Lecz gwałt przysięgi myśli prawe skaził;
«Nadeszło wkrótce ukaranie moje,
«Gdy mnie, i wojska niewierny poraził.
«Umieszczon jestem w wieczyste pokoje,
«Bom się dla wiary na zgubę naraził.
«Żem się dał uwieść, w życium skaran za to,
«A teraz wieczną cieszę się zapłatą.

«Pójdź, i oglądaj.» — Wtem znagła porwani
Lotem nieścigłym w tych miejscach stanęli,
Gdzie z ziemskich trosków i nędzy wybrani,
W porcie szczęśliwym słodko odpoczęli:
Zdrojem radości świętych napawani,
Pewnie spokojni i trwało weseli.
Zyskawszy synów światłości swobodę,
Boga i wieczność mają za nadgrodę.

«Wiele przybytków w domu wiecznej chwały,
«Rzekł duch: a wyrok skutkami się iści;
«Tu treść i wybór szczęścia doskonały,
«Tu zbiór najsłodszych pociech i korzyści;
«W tych miejscach osiadł poczet okazały.
«Co w życiu prawi, i od zbrodni czyści,
«Gdy pilnie ścisłych obowiązków strzegli,
«Za kraj i wiarę wspaniale polegli.

«Masz moc widzenia; Bóg ci to nadaje,
«Czegoby zmyślność twoja nie objęła.
«Patrz, jaki widok wspaniały powstaje,
«Jaka się światłość zewsząd rozpoczęła:
«Co jest przed tobą, patrz, jak się wydaje,
«Co jest pod tobą, patrz jakie są dzieła:
«Co wyżej i nam patrzyć na to marnie,
«Co nad tem jeszcze, to sam Bóg ogarnie.

«Patrz, jakim lotem dzielnie poruszone
«Kolej trzymając w swym biegu stateczną,
«W obrębach swoich gwiazdy umieszczone.
«Idą w krąg, w podłuż, lub drogą poprzeczną.
«Patrz jako dalej ledwo postrzeżone,
«W tej, co wy drogą nazywacie mleczną.
«Każda do swojej zmierzająca mety,
«Są niezliczone słońca i planety.

«Kunszt wasz przemyślny temu nie poradził,
«Czemu dostarczyć wzrok tępy nie zdoła:
«Co Bóg nad nami w niebiosach osadził,
«Widzicie posiać, jak świetna, wesoła.
«Słońc, planet, światów niezmierność zgromadził,
«Lecz wam ukryte ich zwroty i koła.
«Zmyślność co nadal rzeczy nie dościga.
«Widzi światełko mdłe, które się miga.

«Wszystkie ogółem, i każde osobne,
«Częścią są istną niezmiernego wątku:
«Każde do skutków właściwych sposobne,
«Na to zdziałane z samego początku,
«Ażeby wzajem wspaniałe, ozdobne,
«Do powszechnego zmierzały porządku,
«A jawnem piętnem rządu przedziwnego,
«Głosiły wielkość stworzyciela swego.

«Wszystko z wyroków wypada istotnych,
«Nic przypadkowym nie zdarza się losem.
«Ten dźwięk, co słyszysz, kręgów bystrolotnych,
«Czy w górę idą, czy w dół, czy ukosem,
«Różnemi siły wzruszonych i zwrotnych:
«Pieśń to stworzenia, co dzielnym odgłosem
«Wielbiąc majestat dobroci i mocy,
«Dzień dniu obwieszcza, noc podaje nocy.

«W niezmiernym innych umieszczony tłoku,
«Ten okrąg mały pomiędzy gwiazdami,
«Ten punkt, co ledwo dostrzedz można oku,
«Wpół objaśniony, wpół skryty cieniami:
«Twoje siedlisko z bożego wyroku,
«Ziemia pomiędzy swemi planetami,
«Co na podwójnej zawieszona osi,
«Dziennym się zwrotem waży i unosi.

«Patrz, jak w ustawnym niby kołowrocie
«Od słońca jasność bierze i utraca:
«Xiężyc ją ściga, a w powszechnym locie,
«I z nią, i w sobie coraz się obraca.
«Bladawą jasność gdy mieni w obrocie,
«Ziemi się światłem słonecznem wypłaca;
«Tego krąg, wpośród innych wzruszeń stały,
«Z siebie blask puszcza i żywne upały.

«Stąd wasza plenność owoców i żniwa,
«Stąd i powietrza stanowne odmiany,
«Wiosna odnawia, gdy wdzięcznie przybywa,
«Lato plon kłosów niesie pożądany:
«Owoców bujność w jesieni dojrzéwa,
«Zima, czas ziemi na spoczynek dany;
«Upał się chłodem; deszcz suszą przeplata;
«Tak idą wasze miesiące i lata.

«Patrz bliżej w okrąg, co go ziemią zwiecie,
«I żebyś dojrzał, spuszczaj oczy nisko;
«Coś powabnego widzisz w twoim świecie,
«Stąd patrząc, podłe to jest widowisko.
«Nie trwałe, co wy dobrem mianujecie:
«I choć wam szczęście zaśklni czasem blisko,
«Droga do niego zbyt przykra, zbyt trwożna,
«Jeśli szczęśliwym na świecie być można.

«Na dwie się części rodzaj ludzi dzieli,
«Zda się, iż losu różnego doznają:
«Jedni stroskani, a drudzy weseli,
«Ci wszystko dzierżą, tamci nic nie mają.
«Upokorzeni jedni, drudzy śmieli,
«Ci rozkazują, a tamci słuchają.
«Ztem wszystkiem chociaż pozór nie jednaki,
«Nędzne są wasze króle i żebraki.

«Mędrzec i prostak, bogacz i ubogi,
«Równe są przemian zdradliwych igrzyska,
«Męczy je rozpacz, zazdrość i ból srogi,
«Tych zbytek, tamtych potrzeba uciska;
«Niepewność wznieca bojaźni i trwogi.
«Zgoła bierz, jak chcesz; zdaleka, czy zbliska,
«Czylito krótkie, czy długie dni pędzą;
«Zewsząd świat smutkiem, boleścią i nędzą.

«Krótki jest zamiar życia w waszym świecie,
«Krótki, bo życie jest tylko przeprawą;
«Czy starców, czyli młodzież w wieku kwiecie,
«Równie dotyka śmiertelności prawo.
«Czemuż opuszczać wygnania nie chcecie?
«A obietnicę gdy macie łaskawą;
«Szczęściem mianujcie boleści i blizny,
«Co was z wygnania wiodą do ojczyzny.

«Tu jest; bo godna duszy nieśmiertelnej.
«Tu zmierzaj, a gardź znikłemi pieszczoty,
«Gardź znikomością chwały skazitelnej,
«Do tej skłoń serce, co pochodzi z cnoty.
«Na zamach mężny ręki twojej dzielnej
«Padnie niewierny. Lecz zysk twej ochoty
«Niech cię nie wznosi: twą słabość poznawaj;
«Bóg zwycięztw dawca, jemu chwałę dawaj.

«Na to mnie zesłał, byś myśli stroskane
«Widokiem jego dzieł wielkich ukoił;
«Widzisz przybytki chwały pożądane,
«Czas, byś już myśli smutne uspokoił.
«Patrz, oto miejsce tobie zgotowane:
«Chwal Pana, co cię łaskawie przyswoił,
«Wkrótce tu będziesz». Zniknął widok chwały,
Padł na kolana Chodkiewicz struchlały.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.