Wizerunki książąt i królów polskich/Zygmunt August

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wizerunki książąt i królów polskich
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk S. Orgelbranda Synowie
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Ksawery Pillati,
Czesław Borys Jankowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ZYGMUNT AUGUST.


Żywot Barbary był krótki. Rozwinęła się choroba straszna, nieuleczona, która po raz drugi króla osierociła.
XXVIII.
Zygmunt August.
Ur. 1-go sierpnia 1520. Zm. 7-go lipca 1570 r.
Kraszewski Wizerunki książąt i królów polskich ornament 14.png

S


Słusznie się u nas Zygmuntowska epoka złotą nazywa. Świetnością swoją przechodzi ona inne dziejów okresy, a może się pochlubić dwoma po sobie następującymi Zygmuntami, którzy, choć zgoła do siebie niepodobni, obaj wielkiemi odznaczyli się przymiotami, i naród ze czcią imiona ich wspomina.
Chociaż organizm Rzeczypospolitej taki, jaki się za ich dwu panowań wyrobił, wiele pozostawiał do życzenia, i jak sam więcej był idealnym niż praktycznym, tak też społeczeństwa idealnego wymagał, aby mógł działać pomyślnie, w każdym razie obaj Zygmuntowie wzięli go do serca, nie starali się o obalenie go, lecz owszem o uczynienie żywotnym. Poddali się koniecznościom jego, choć czuli, jak to wszystko siły wyczerpywało a utrudniało rządy.
Zygmunt I, jakkolwiek wychowany w chwili, gdy wykształcenia większego wymagano, nie był ani tak umysłowo rozwiniętym, ani tak żywym obdarzony duchem, jak syn jego. Powagi i rozwagi miał więcej, lecz nie widział tak bystro jak syn, co najlepiej dowodzi zupełne oddanie się domowi habsburskiemu od r. 1515, tak później drogo opłacone.
Zygmunt August wychowany był miękko, rozpieszczony, ale też umysł jego, zawczasu podbudzony, uczyniony wrażliwym, chciwym wiedzy, rozwinął się daleko dzielniej a wielostronniej niż ojcowski.
Z owej natury jagiellońskiej, silnej, barczystej, kościstej, łowieckiej, mało mu co pozostało, dobroduszność chyba pewna i serdeczność. Barków szerokich, dłoni silnych, postawy wyniosłej Aleksandra, Olbrachta i ojca nie odziedziczył, ale za to wdzięk i wykwintność matki.
Szlachcie polskiej, która chciała zawsze mieć króla wojownika, bo sama była rycerską ze krwi i w wojnie smakowała, młody pan ani się podobać, ani wiele obiecywać nie mógł. Prorokowano zawczasu, że miękkim będzie.
Orzechowski pisze w swej kronice: „Był za pilnością matki z dziecięcia uczony i w przyzwoitej dzieciom wyćwiczony nauce. Miał zaś wyśmienitego nauczyciela Jędrzeja z Sycylii, który go w tych ćwiczył naukach, jakim ów wiek był zdolny. Lecz zbałamucono czas sposobienia dowcipu Augustowi. Matka bowiem to dziecię pieszczenie chowała i nie snadno pozwoliła kiedy, ażeby od jej boku odchodził, chociaż już był i sporszy.“
Dodaje Orzechowski, iż to ludzi dużo raziło i zniechęcało, gdy i wielkim księciem litewskim i królem polskim ukoronowany, zawsze jeszcze wśród kobiet się wieszał. Szlachta o to, czasu wojny Kokoszej pode Lwowem, u ojca się upominała, aby go męzko chował, ale nic nie zyskała.
Na ostatek dano mu za ochmistrza Piotra Opalińskiego kasztelana gnieźnieńskiego, „którego ów — pisze Orzechowski — za nauczyciela mając, w poznaniu się na Rzeczypospolitej i przypatrzeniu się w obyczajach ludzkich, wielką nadzieję po sobie i ojcu i królestwu czynił.“
Wspomina Górnicki o tem, jak nareszcie z Janem Tarnowskim hetmanem koronnym, oraz Andrzejem z Górki, kasztelanem poznańskim, słano Augusta na wyprawę do Włoch. Król i królowa przeprowadzali go do Wieliczki, potem do Bochni, gdzie się z rodzicami pożegnał. Ale wszystko to spełzło na niczem.
„W drodze tej do Włoch — pisze nasz kronikarz — pamiętając ci dwaj senatorowie, kogo im w opiekę powierzono, mieli do tego królewicza, żeby o wszystkiem w ciągnieniu wiedział, sprawy i postępki wszystkie rycerskie miał przed oczyma, a bez wiadomości jego żeby się nic nie działo. Zaczem musiał ledwie nie każdego dnia niemały czas trawić, jako na sądziech, tak, że się gdy abo takie, abo owakie sprawy następowały, że i do utęsknienia królewiczowi przychodziło i do utyskiwania na niedobre zdrowie. Co komorni jego widząc, dali znać królowej, że panowie senatorowie małe baczenie mają na lata młode i słabe królewicza zdrowie, zamykając się z nim po kilka godzin zawżdy, i w ustawicznej pracy go mając, zaczem i do niedobrego zdrowia już przychodzi.“
Królowa swoim zwyczajem zaczęła wyrzekać, płakać, iż król syna swego jedynego wyprawił w drogę tak niebezpieczną, i stary król zwyciężony, z Glinian synowi powrócić kazał — co ludzie bardzo naganili.
Wówczas to stary wojak, rotmistrz Raczkowski, głośno począł narzekać: „Ten pan, gdy teraz, za lat młodych, strzelby nie słyszał, ludziom się w ordynku nie przypatrzył, szyku bitwy nie widział, już nigdy walecznym nie będzie!“
Taką była młodość Zygmunta Augusta. Nie wyrobiła ona w nim rycerza, bo nie miał do tego powołania, ale rozwinęła człowieka wczesnem życia doświadczeniem, może nawet tą niewolą u matki i walką z nią.
Temperament, krew czyniły Augusta, wychowanego wśród niewiast, bardzo na wdzięki ich czułym. Na dworze Bony nie zbywało mu na zręczności do łatwych miłostek, które pono po zaślubieniu Elżbiety jeszcze się przeciągnęły pod opieką matki, usiłującej w ten niegodny sposób syna od żony oderwać. Lękała się swój wpływ na syna utracić, a żonie go dać pozyskać. Mówiliśmy już zresztą o tem ożenieniu i nieszczęśliwym losie młodej pani, która tak przedwcześnie życie skończyła, właśnie gdy szczęścia się spodziewać mogła, bo się do niej Zygmunt przywiązał.
Pozostawiony sam w Wilnie, z żałobą w sercu, młody król szukał pociechy i znalazł ją łatwo — dziwnym trafem, tuż pod bokiem.
Ogrody zamku Niższego wileńskiego, pięknie na sposób włoski urządzone nad brzegiem rzeki, dla której ożywienia sprowadzono łabędzie, stykały się z ogrodami dworu Gasztoldowego, w którym z matką żyła młodziuchna wdowa Barbara Radziwiłłówna. Była to pani piękności wielkiej, z życiem już żałobą zatrutem, i jak wdowie serce Augusta pragnąca pociechy. Król był młodym i pięknym. Znajomość zawiązała się łatwo, miłość przyszła prędko, stosunki jak najściślejsze były jej następstwem — ale Radziwiłłowie, o cześć swą troskliwi, czuwali.
Prosili najprzód Zygmunta Augusta, aby u siostry ich nie bywał a sromu im nie czynił; potem, znalazłszy go u niej, do poślubienia zmusili. Król rozkochany łatwo im uległ, choć mógł obrachować zawczasu, jak straszny znajdzie opór przeciwko temu małżeństwu w matce, w ojcu i szlachcie polskiej, a nawet w Litwinach zazdrosnych o wywyższenie jednej rodziny nad inne.
Po księżniczce z cesarskiego domu, litewska kniaziówna, poddanka, wydawała się wprost niemożliwą. Doniesiono o tem do Krakowa, i Zygmunt August był powołany do tłómaczenia się.
„Przeto król stary — pisze cytowany już przedtem Górnicki — osobno na pokoju pytał o to syna, i żeby mu powiedział prawdę. Tam jako odpowiedział ojcu, nikt tego nie wie, lecz tak rozumieli ludzie, że się nie przyznał, albowiem po starcu nie znać było frasunku żadnego, który podobnoby się był pokazał gdyby się był syn przyznał, a najbardziej z tej miary, iż bez woli i rady do tego małżeństwa przystąpił.“
Zaledwie król stary życia dokonał, wnet tajemne dotąd małżeństwo ogłoszono, a Barbara jako żona królewska na zamek wzięta. Bona nie posiadała się z gniewu; nasadziła na syna swoich ludzi, którzy na sejmie do ostateczności przywiedli młodego króla, wyrzutami, błaganiem, naleganiem. Duchowieństwo gotowe było śluby rozwiązać; cały naród szlachecki brał grzech na siebie.
Zygmunt August pozostał niewzruszonym. Miał naówczas sposobność wyrzec to piękne słowo, które dzieje zapisały: „Co się stało, odstać się nie ma. A wam przystało nie o to mnie prosić, iżbym żonie wiarę złamał, lecz o to, iżbym ją każdemu człowiekowi na świecie zachował. Milszą mi wiara moja, niż wszystkie na świecie królestwa.“
Stałość ta szlachetna zwyciężyła. Bona była pokonana. Ukoronowano Barbarę. Ale żywot jej był krótki jak Elżbiety. Rozwinęła się choroba straszna, nieuleczona, która po raz drugi króla osierociła.
Były to czasy, w których wyszukane subtelne trucizny grały wielką we Włoszech rolę, a wierzono w czary, uroki i zaklęcia. Padło więc podejrzenie na Bonę, iż do zgonu drugiej synowej tak samo się przyczyniła, jak ją o zgładzenie pierwszej pomawiano. Z listów Zygmunta Augusta widać, że nie był dalekim od dania temu wiary.
Reszta życia jego zatruta została nie samą tylko żałobą, tak nieutuloną a bolesną, iż do zgonu z serca jej zrzucić nie mógł, ale i najstraszniejszą odrazą a wstrętem do własnej matki. Syn, który się od swej rodzicielki obawiał trucizny!! — możeż być co okropniejszego i umysł a serce straszliwszym pokrywającego kirem!
Zatrzymamy się tutaj z dalszem kreśleniem życia Zygmunta Augusta, by choć pobieżnie rzucić okiem na wypadki, które zaszły w ciągu tego panowania, odbijając się na umyśle i czynach króla.
Życie prywatne, w którem zaledwie kilka chwil pogodniejszych świeci, niknie wśród nieustannych trosk i niepokojów o sprawy publiczne. Niezrażony trudnościami i niepowodzeniami, król zdaje się przeciwnościami potęgować miłość i ofiarność dla kraju.
W szeregu królów, po których następuje, Zygmunt August jest niewątpliwie najwykształceńszy, najpotężniejszy umysłem; pojmuje jasno i trzeźwo wszystkie warunki rządzenia w danem położeniu.
Raz poprzysiągłszy ustawy, które szlachcie nadawały siłę tak przeważną, głos tak stanowczy, Zygmunt August nie myśli ani ich łamać, ani wymijać i obchodzić. Przyjmuje co innym zapewniono, ale przy reszcie praw swych królewskich obstaje twardo i wytrwale. Gdy prymas mu się odgraża, iż w razie odwołania sejmu, on sam go zwoła, król wprost odpowiada stanowczo: że tego nie dopuści.
Rwącej się zuchwale szlachcie nietylko zostawia swobodę słowa zupełną, ale wyzywa, aby każdy mówił co myśli, choćby to najprzykrzejszem dla króla być miało.
Najpierwszem jego staraniem jest spisać i uporządkować prawa, a królestwo w ład wprowadzić, rząd zaś uczynić nie dorywczym, ale prawidłowo i moralnie działającym.
Do tego zmierza wszelkiemi drogami i środkami, nie szczędząc ofiar ze swej strony.
Dla ułatwienia połączenia ostatecznego, wiekuistego, nierozerwalnego dwóch połów państwa — wielkiego dzieła, które przez lat dwieście niemal przygotowywane, dotąd dokonane nie było — gotów jest zrzec się swych praw dziedzicznych do Litwy. Z uszczuplonych dochodów swoich, czwartą część oddaje ochotnie na potrzeby kraju. Nigdzie i nigdy nie obstaje przy własnym interesie, ale przy myśli własnej, stale skierowanej do nadania państwu spójności i siły.
Na sejmie, aby szlachty nie razić, gdy ojciec zasiadał w purpurze, on wdziewa litewski szaraczek... Wrzawliwa szlachta i nienasyceni pankowie mogą „dojutrkiem“ go przezywać, jak później jego siostrzeńca; mogą zarzucać mu majestat i powagę, któremi jeszcze odsuwa się im zbyt wysoko: samolubstwa mu zadać nie mogą.
Idealną Rzeczpospolitą chce po sobie Zygmunt August zostawić — pracuje na to, lecz życia mu nie starczy... Ostateczne połączenie Polski i Litwy, zlanie się ich w jednolite państwo jest jakby jego życia zadaniem, celem, myślą główną. A myliłby się, ktoby sądził, że dzieło przychodziło łatwo, wspólnem życiem dwóch narodów od czasów Jagiełły przysposobione. Przeciwnie aż do Lublina odzywają się pragnienia samoistności w Litwinach, a na pieczęcie łzy padają.
Nie mogąc zostawić po sobie Rzeczypospolitej innego spadku, chciał jej nadać prawa i urządzenia, na którychby w przewidywanych chwilach niebezpieczeństwa oprzeć się mogła.
Trzecie małżeństwo Zygmunta Augusta z Katarzyną mantuańską, rodzoną siostrą pierwszej jego żony, jest smutnym zawodem i nieszczęśliwą próbą nowego życia.
W parę lat po niem, Bona zniechęcona, zobojętniała dla dzieci własnych, zapowiedziała wyjazd z kraju za granicę. Wywiozła z niego skarby ogromne, oszukując do ostatniej chwili, rzucając córki zbolałe, osierocone, niewyposażone.
Wszystko to spadło na nieszczęśliwego króla, który straty i upokorzenia rodziny i kraju odboleć musiał.
Tymczasem sam stan umysłów w Polsce rodził nowe trudności w rządzeniu. Reforma religijna w społeczeństwie do wszelkiej oppozycyi usposobionem, nowostek chciwem, przyjęła się z dziwną łatwością. Szerzyła się groźnie.
Zaznaczmy, składając hołd prawdzie, że pierwsze zaszczepienie herezyi i najgorliwsze jej rozszerzanie, winien był kraj nie średniemu stanowi i tłumom, jak gdzieindziej, ale możnym panom, arystokracyi. Na czele stoją imiona Radziwiłłów, Zborowskich, Górków, Myszkowskich, Ostrorogów, Łaskich. Szlachta szła za ich przykładem dosyć opieszale, a lud się wcale nie garnął.
Reforma stała się u nas chwilowo modą, miała ponętę jakiegoś ideału, postępu, nowości wiele obiecującej; wprawiała w gorączkę i budziła życie; nie badano jej skutków i doniosłości. Jak wszędzie, tak i u nas, reforma nie sądziła sama, aby tak daleko zajść mogła, aby się rozbratem zupełnym z kościołem skończyła. Żądano poprawy, oczyszczenia; nie zamierzano rozłomu.
Pierwsi apostołowie nowości dostali się aż na dwór, do Bony, pod bok króla, odziani jeszcze suknią duchowną. Członkowie wyższego duchowieństwa, może połechtani nadzieją kościoła narodowego, którymby sami rządzili, okazywali skłonność do przyjęcia nowostek, pobłażali pierwiastkowemu ich szerzeniu się.
Sam król uczył się, rozpatrywał, słuchał, dopuszczał do siebie reformatorów, którzy ująć go się starali, ale trwał przy starej wierze, i wprędce zajął stanowisko neutralne, tolerujące, jakie panującemu przystało. Nawet w chwili najbardziej stanowczej dla niego, gdy szło o rozwód z żoną, z którą żyć nie mógł, a od której uwolniłaby go była zmiana wyznania — widzimy go trwającego w wierze i wierności kościołowi. Reformatorowie łudzili się pobłażliwością jego, pokładali w nim nadzieje, i zawiedli się na nich.
Kronikarze, którzy na prywatne życie Zygmunta Augusta, zwłaszcza kilku lat ostatnich, zwracają wyłącznie uwagę i sądzą go z niewielu rysów pojedynczych — za surowi są dla niego. Miał on słabości ludzkie, spotęgowane przy końcu życia, gdy, jak Kazimierza Wielkiego, trapiła go myśl, że po sobie nie zostawi potomka, że na nim dynastya Jagiellońska, tak jak na Kazimierzu ród Piastów, się skończy. Podobieństwo to do Kazimierza jest uderzające. Tez same trwogi, uczucia i toż same rzucanie się w niepewne miłostki, dla nadziei potomka.
Niestety! losy nieubłagane.
Przez cały ciąg panowania Zygmunta Augusta groza wojny z Moskwą, rozejmy z nią, naostatek zajęcie Połocka, choć pomszczone, zatruwały królowi pracę około wewnętrznego urządzenia kraju i prawodawstwa. Wzięcie Połocka, jak utrzymują, żałobnem obiciem komnat swoich do końca życia odbolewał i oblewał łzami. Widział już z tej strony niebezpieczeństwo tem groźniejsze, że potęga władcy moskiewskiego, cała w jednej dłoni, wzmacniała się jedynowładztwem, gdy w Polsce instytucye republikańskie czyniły ją do czynu na zewnątrz leniwą.
Przygotowania do unii były długie i mozolne. Zdawały się dokonanemi, gdy zjazd do Lublina zwołano; ale przybywszy tam Litwa, sporzyła jeszcze, skarżyła się, opłakiwała swą dolę i upośledzenie. Potrzeba było nadzwyczajnych wysiłków, aby opór przełamać.
Słowa króla, natchnione miłością obu narodów, zwyciężyły nareszcie. Zaręczał swej Litwie, iż ku mocniejszemu zachowaniu wspólnego obu narodów dobra, ku pomnożeniu wspólnej braterskiej miłości to czynił. „Ufajcie sobie nawzajem — mówił, — bo z ufnością tem większa miłość i zgoda rość między wami będzie. A my, gdybyśmy znali, aby to niosło jednym czy drugim jakieś obelżenie albo zniewolenie, nigdybyśmy do tego nie wiedli, bo dobrze to znamy, żeśmy obojemu państwu jednakowo powinni.“
Przyłączenie Inflant, akt unii, spisanie praw, ofiara kwarty, rozejm z Moskwą, zabezpieczenie się od Turcyi i Tatarów, rozumna i ostudzająca tolerancya, która prześladowaniem nie rozdmuchiwała różnowierstwa, — są dziełami Zygmunta Augusta i jego polityki, niehałaśliwej, niechlubiącej się doraźnemi tryumfy, ale wytrwałej i rozumnej.
Zdobycze cywilizacyjne tego panowania są olbrzymie. Rozkwitnięcie języka, podniesienie go w kościele, w prawodawstwie, w szkołach, w społeczeństwie, na stanowisko mu należne; zastąpienie nim czeszczyzny, łaciny i niemczyzny; mnogie dzieła sztuki, któremi Polska pochlubić się mogła; ogólny polor społeczeństwa, obyczajów; zbogacenie się, wzrost stanu średniego, spolszczenie miast, — wszystko to za panowania Zygmunta Augusta, pod jego wpływem się dokonało. Nadając szlachectwo magistratom miast głównych, dając im prawo wysyłania posłów na sejmy, król usiłował podnieść stan mieszczański. Spotkał opór nieprzełamany w szlachcie, ale prawo nadane utrzymało się w zasadzie, choć w praktyce owoców nie wydało.
Wprawdzie razem z postępem ogólnym i wciskającą się cywilizacyą zachodnią, starodawna prostota polska znikać zaczęła; narzekali na to wszyscy; zbytek i wykwintne nad stan życie wchodziły w obyczaj; — ale działo się to szczególniej w stolicach i w ich pobliżu. Dalsze prowincye pozostały przy dawnym życia trybie.
Ostatnie dwa lata panowania Zygmunta Augusta, gdy i śmierć Zapolyi, i utracona nadzieja potomka płci męzkiej, odebrały mu wszelką energię i ochotę do życia, są już obrazem smutnej tylko, rozpaczliwej jakiejś, chorobliwej tęsknicy.
Wieszają się przy nim chciwe a drapieżne miłośnice jedne po drugich... Zajączkowską wykradają dla niego ze dworu siostry Anny, oburzonej tym bezwstydem. Przypominająca mu z twarzy Barbarę, Giżanka opanowuje króla; obok niej ulatuje mnóstwo innych „sokołów,“ mieniając się u łoża schorzałego, znękanego pana. Lekarze, czarownice, baby, astrologowie, oblegają słabego na ciele i na umyśle; najniepoczciwsi pochlebcy wyzyskują ostatki namiętności i marzeń.
Z niepokonanym smutkiem, który ciążył nad ostatniemi latami życia, osamotniony, bo sióstr nawet nie widywał prawie, poróżniwszy się z Anną z powodu Zajączkowskiej — zmarł Zygmunt August w Knyszynie, d. 7-go lipca 1572 roku, zdala od wiernych rad, od zacniejszych ludzi, otoczony tylko złowrogiemi „sokołami“ i ich przyjaciołmi, czyhającymi na śmierć, aby rozerwać i pochwycić, co tylko przywłaszczyć się dało.


Skreśliliśmy pobieżnie rys żywota Zygmunta Augusta. Dla bliższego poznania obyczajów jego, i wrażenia, jakie na obcych wywierał, przytaczamy jeszcze świadectwa współczesnych.
W sprawozdaniu z podróży po Polsce Lippoman tak pisze o nim: „Ojciec jego był to król niepospolitych przymiotów, niemałej do dzieł rycerskich ochoty. Ale syn lubiący spokojność ani razu jeszcze w pole nie wyszedł, co osłabiło ducha wojennego szlachty, która dawniej ćwiczyła się nieprzerwanie w rycerskiem rzemieśle po województwach, gotowa zawsze zebrać się pod dowództwem króla w liczbie stu tysięcy koni samej jazdy polskiej. Teraz odwykła od oręża, zalega pola, i zamiast bronić państwa i złączonych z niem krajów, oddaje się czytaniu książek heretyckich.“
Niechętny królowi nuncyusz dodaje: „Polacy nie mają dla niego ani posłuszeństwa, ani uszanowania, mówią źle o nim publicznie, o co on bynajmniej nie dba. Dobra koronne rozdane lub zastawione, żadnego mu prawie nie przynoszą dochodu, tak, że na utrzymanie swoje pożyczać musi.“
O osobie i dworze więcej szczegółów z roku 1560 zapisuje biskup Kamerynu: „Król trzyma na stajni dwa tysiące koni, z których sześćset widziałem, reszta była po wsiach na paszy, równie jak źrebce i stadnina. Widziałem także dwadzieścia zbroi królewskich, z których cztery przedziwnej roboty, mianowicie jedna z piękną rzeźbą i wysadzanemi srebrnemi figurami, wyrażającemi wszystkie odniesione przez przodków zwycięztwa, kosztowała sześć tysięcy skudów. Na innych są różne zwycięztwa.
„Król ubiera się po prostu, ale ma wszelkiego rodzaju ubiory: węgierskie, włoskie, złotogłowowe, jedwabne, letnie i zimowe podszyte sobolami, wilkami, rysiami, czarnemi lisami, wartujące przeszło ośmdziesiąt tysięcy skudów złotych. Lubi niezmiernie klejnoty, i jednego dnia pokazywał mi je potajemnie, kryje się bowiem z niemi przed Polakami, nie chcąc, by wiedzieli, że wydał ogromne summy na ich zakupienie. Ma w swoim pokoju stół od ściany do ściany, na którym stoi szesnaście pudełek na dwie piędzi długości, półtorej szerokości, napełnionych klejnotami. Cztery z nich, wartości dwóchkroć sto tysięcy skudów, przysłała mu matka z Neapolu; cztery inne sam król kupił za pięćkroć pięćdziesiąt tysięcy skudów złotych, między któremi znajduje się rubin Karola V, wartujący ośmdziesiąt tysięcy skudów złotych, tudzież jego medal dyamentowy wielkości „Agnus Dei,“ mający z jednej strony orła z herbem Hiszpanii, z drugiej dwie kolumny, z napisem: Plus ultra. Oprócz tego mnóstwo rubinów, szmaragdów ostrych i kwadratowych. W ośmiu pozostałych były rzeczy starożytne, między innemi czapka pełna rubinów, szmaragdów i dyamentów wartości trzechkroć sto tysięcy skudów złotych. Słowem widziałem tyle klejnotów, ile w jednem miejscu zgromadzonych znaleźć nie spodziewałem się, z któremi weneckie, papiezkie, które także widziałem, nie mogą iść w porównanie.
„Oprócz srebra używanego przez króla i królową, jest w skarbie piętnaście tysięcy funtów srebra pozłacanego (vermeil), którego nikt nie używa. Tu należą zegary wielkości człowieka z figurami, organy i inne narzędzia, świat ze wszystkiemi znakami niebieskiemi, miednice, naczynia ze wszelkiego rodzaju zwierzętami ziemskiemi i morskiemi. Zresztą czasze złocone, które dają biskupi, wojewodowie, kasztelany, starostowie i inni urzędnicy, gdy są mianowani przez króla. Nakoniec trzydzieści siodeł i rzędów na konie tak bogatych, iż niepodobna widzieć nigdzie indziej bogatszych. Niektóre są ze szczerego złota i srebra, co nie zadziwia bynajmniej, wiedząc, że należą do takiego króla, ale zarazem są arcydziełami sztuki. Temuby nikt nie uwierzył, kto tego nie widział. Pokazywano mi potem ubiory dla dwudziestu paziów ze złotemi łańcuchy, z których każdy wart był ośmset dukatów węgierskich, i wiele innych rzadkich i kosztownych rzeczy, które za długo byłoby wyliczać.
„W każdej sztuce król ma biegłych mistrzów: do klejnotów i rzeźby na nich Jakóba z Werony; do lania dział kilku Francuzów, Wenecyanina do snycerstwa, Węgra biegłego lutnistę, Prospera Annelerego Neapolitańczyka do ujeżdżania koni, i tak następnie do każdego kunsztu.
„Tym wszystkim pozwala żyć, jak się każdemu podoba, bo jest tak dobry i łaskawy, iż nie chciałby nikomu sprawić najmniejszej przykrości. Życzyłbym tylko, aby w materyi religijnej był nieco surowszy. Spowiada się wprawdzie co rok, codzień chodzi na mszę, każdego święta słucha kazania, śpiewa donośnym głosem w kościele ze śpiewami etc.“
Jeden z tych włoskich gości, którzy najlepsze po sobie zostawili relacye o Polsce XVI w., opat Rugierri, tak kreśli obraz charakteru i życia Zygmunta Augusta: „Zygmunt August jest miernego wzrostu, szczupły bardzo i chudy, czarno zarasta, ma brodę rzadką, płeć śniadą (wszystkich prawie Jagiellonów) i nie zdaje się być bardzo silnej, ale raczej delikatnej konstytucyi; dla tego nie może wytrzymać wielkich trudów i niewczasów życia, Często cierpi na podagrę.
„W sposobie życia trzyma się ciągle jednostajnego trybu w każdej porze roku, ale różnego zupełnie od powszechnie przyjętego przez innych ludzi. I tak: w zimie wstaje na pięć godzin przededniem, je obiad w nocy, wieczerzę we dnie, idzie spać w parę godzin po zachodzie słońca. W lecie wstaje o siódmej, je obiad o jedenastej, wieczerzę o dwudziestej, idzie do łóżka o dwudziestej trzeciej. Jada bardzo mało, pije bardzo często, tak, iż zaledwie siądzie do stołu, już pić zaczyna. Ale używa małych kieliszków i wina węgierskiego bardzo mocnego bez wody. Nie pije zaś piwa nigdy, jak inni Polacy. Jada ciągle sam jeden, wyjąwszy na polowaniu, na weselach, ucztach i innych wesołych zgromadzeniach.
„Lubił bardzo dawniej jeździć konno i polować; lecz teraz (1568 r., było to na lat sześć przed śmiercią) wiek i podagra pozbawiły go tej przyjemności.
„W religii nie widać, aby się w czem oddalił od świętego kościoła rzymskiego, chociaż życzyćby należało, aby był gorliwszym o służbę Boga i zbawienie swych ludów. Ułożenie jego jest bardzo miłe i ujmujące, charakter daleki od surowości, ale jest stałym i niezachwianym w swych zdaniach i postanowieniach. Mówi nietylko po polsku, ale po łacinie, po włosku i po niemiecku. Każdym z tych języków gładko się tłómaczy. Nie jest jednak w mówieniu bardzo obfity, lecz skryty, ostrożny i niedowierzający. W negocyacyi okazuje niepospolite zdolności, lecz w odpowiedziach swych wyraża się tak dwuznacznie, że w każdym razie może im nadać przeciwne znaczenie i łatwo pojąć, że ma na celu nie odejmować nigdy nadziei tym, z którymi ma do czynienia. Gdyby był człowiekiem prywatnym, miałby daleko większe upodobanie w rozmyślaniu lub przyjemnościach życia, w których umysł więcej odpoczywa, niż pracuje.“


Wizerunki Zygmunta Augusta są bardzo liczne.
Na pomniku w katedrze krakowskiej, wystawiony jest razem z ojcem; cała postać leżąca we zbroi. Sztychowany wiele razy (F. Dietrich).
Współczesny portret w galeryi willanowskiej, w lekkiej zbroi, przypisywany S. Zadlerowi(?).
Popiersie woskowe kolorowane w Kunstkamerze w Berlinie.
Portret w Wiedniu w zbiorze Ambrazyjskim (N. 177).
Wizerunek dawniej znajdujący się w Sybilli w Puławach.
Liczne i piękne popiersia na medalach. (U Raczyńskiego. — Z ojcem razem, we zbroi, młody. Strój hiszpański, łańcuch na szyi, kreza. — J. M. Patavinus 1532.)
Z brodą, w koronie i zbroi: „Deus in virtute tua.“ 1547.
Popiersie z brodą, głowa odkryta. Dominik Venetus, 1548.
Dwa podobne, we zbroi. 1565.
We zbroi, z brodą, bez korony. 1562. St. K.
Jovis Sacer. 1564.
W czapce: „Sub umbra alarum tuarum.“ 1568.
Inny z napisem: „Durum patientia frango.“ 1571.
Inny jeszcze z napisem: „Dum spiritus es.“
Twarze na wszystkich jednego typu.
Drzeworyty i ryciny: W kronice Miechowity, 1521, młodziuchny, z papugą. Drzeworyt półarkuszowy, w czapce futrzanej, przy „Confessio Catholicae fidei Christianae.“ Moguncya, 1557. Z boku pod herbem H. S., może oznaczać Hans Severina, którego późniejsze roboty są w Biblii prazkiej, 1570. Tenże sam w Kromerze. „De origine et rebus gestis Polonorum.“ Bazylea, Oporinus, 1568.
Sztych piękny Virgiliusza Solisa.
— Inny w „Chronica sive historia Poloniae compendiosa descriptio.“ Bazylea, 1571.
Rycina z podpisem: „Augusti Regis Sigismundi en ora Poloni postremi stirpis Rex Jagello tuae.“
W Biblii Scharffenberga, 1561, z podpisem: „Aetatis XXXXI.“
Na tytule statutu Herburta, 1570.
Na odwrocie zaś portret w czapce futrzanej, otoczonej herbami. Dwie figury skrzydlate, jedna z kielichem, druga z dziećmi („Wiarą i miłosierdziem państwa stoją),“ trzymają koronę. Podpis Ⓢ
Na pierwszej literze Herburt ofiarujący Statut królowi.
Na tytule dzieła: „Via Ener.“ Bruneta, 1548.
Symbol Zygm. Augusta u Neugebauera, 1619: Orzeł z palmą w dziobie, do koła cztery pioruny: „Jovis sacer.“


Wizerunki Jagiellonek u Przezdzieckiego.
— Bona, z miniatury w Puławach.
— Elżbieta rakuska, miniatura olejna Łukasza Cranacha. Inny portret w Gołuchowie.
— Barbara Radziwiłłówna z galleryi Radziwiłłów w Nieświeżu. Ten sam przy Pamiętnikach Balińskiego.
W zbiorze Lejbowicza.
— Przy Barbarze Felińskiego sztych z miniatury pugilaresu Zygmunta Augusta.
Inny portret w zbiorze Ossolińskich, i w Huszlewie u ks. Jeremiego Woronieckiego.
— Anna Jagiellonka, z miniatury Łukasza Cranacha. Przezdziecki twierdzi słusznie, że wizerunek w kaplicy Jagiellońskiej w Krakowie, fałszywie podpisany, jest w istocie portretem Bony.
— Zofia Jagiellonka, księżna brandeburska, z miniatury współczesnej, w muzeum gotajskiem.
Inny przytacza Przezdziecki, olejny, z podpisem: „Aus Königlichem Stamm Polen,“ 1503. Na drzewie, kapelusz ma okrągły z piórami; w zbiorze następcy tronu pruskiego.
— Jadwiga Jagiellonka, margr. brandeburska, miniatura współczesna, w zbiorze ksks. Czartoryskich, ofiarowana przez Niemcewicza.
Inny u Działyńskich w Gołuchowie.
— Izabella królowa węgierska, z oryginału Cranacha, w stroju wdowim.
— Zofia księżna brunświcka, w młodym wieku, miniatura Cranacha.
Posąg na grobie jej w kościele w Wolfenbütterze.
— Katarzyna Jagiellonka, żona Jana III króla szwedzkiego, portret w Skoklosterze w Szwecyi. Inny, w młodym wieku, miniatura Cranacha.
Nagrobek w kościele w Upsali.
— Elżbieta rakuska, miniatura L. Cranacha.
— Katarzyna rakuska, obraz olejny Cranacha. Inny w zbiorze akademii krakowskiej, ofiarowany przez Józefa Sierakowskiego, z podpisem: „Spilenberger fecit.“ (1549-1552?). Sztychował Tepplar.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.