Wizerunki książąt i królów polskich/Stanisław Leszczyński

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wizerunki książąt i królów polskich
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk S. Orgelbranda Synowie
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Ksawery Pillati,
Czesław Borys Jankowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
STANISŁAW LESZCZYŃSKI.


Król wpadł w ogień; nim na ratunek przybieżono, straszliwie się popalił, bo rękę miał całkiem zwęgloną.
XXXVII.
Stanisław Leszczyński
Urodzony 23 paźdź. 1677. — Koronowany 4 paźdź. 1705. — Powtórnie obrany 12 września 1733. — Zrzekł się korony 1736. — Umarł 23 lutego 1766. r.
Kraszewski Wizerunki książąt i królów polskich ornament 14.png

N


Na tle czasów opłakanego zepsucia, jasna, piękna, spokojna, szlachetna postać króla filozofa-dobroczyńcy, zjawia się jakby przepowiednia epoki nowej, jako dowód, że nie wszystko strupieszało i zgniło.
Nie jest to „do szabli przypasany,“ z zawiesistym wąsem wódz i żołnierz, jak Jan III. Rycerskiego w nim niewiele, wojna jest mu prawie wstrętliwą, dobijanie się władzy kosztem krwi ohydnem; ale silniej do szpiku kości nauką chrześciańską przejętego człowieka trudno sobie wyobrazić nad Leszczyńskiego. Ta religijność rozumna stanowi cechę i piętno jego charakteru.
Niepospolite zdolności, wiele nauki, pogląd na rzeczy trafny, a często wiek swój wyprzedzający, łączą się w Stanisławie z zasadami chrześciańskiemi, których filozofia wieku poruszyć nie zdołała. Ceniony przez Voltaire’a, filozof dobroczynny szacuje w nim utalentowanego pisarza, ale człowieka nie lubi i niedowiarka odpycha. W Leszczyńskim wszystko wypływa z przejęcia się nauką Chrystusa i do niej odnosi. Dalekim jest od fanatyzmu, ale bezbożności nie cierpi. Rozumie to, że cały nowy świat wyrósł na podstawie prawd chrześciańskich, których naruszenie obaliłoby gmach cały i do barbarzyństwa pchnęło społeczność. Młodo bardzo rozpocząwszy czynne życie, Leszczyński rozwija się w niem, rośnie, nabiera sił, ale pozostaje do końca czem wyszedł z rodzicielskiego domu.
Historyk zarzucić mu może, iż z większą energią mógł się starać o utrzymanie na tronie, że nie dość wytrwale praw swych bronił. Stanisław, jak nigdy nie pożądał korony, którą mu Karol XII narzucił, gdy on ją pierwotnie Jakóbowi Sobieskiemu chciał oddać, — tak też przy niej kosztem wojny i ofiar utrzymywać się nie pragnął. Zmuszony stawał, ale rad się jej zrzekał.
Jest to pewnie najpiękniejszy, najczystszy charakter, jakim Polska w tym czasie pochlubić się może.
Potomek znakomitej rodziny, wychowany starannie, łączy w sobie Leszczyński z ogładą europejską czysto polski charakter o najpiękniejszych jego cechach. Głęboko poczuta, wiodąca do czynów religia, jest w nim nawet polską, taką, jaką wieki wyznawały.
Wszelako jest Leszczyński zarazem i reformatorem, któryby rad swą Polskę pogodzić z cywilizacyą zachodu i związać ją z ogólnem życiem Europy. Dla tego może Leszczyński ani się upiera przy wyłącznie narodowym stroju, ani bałwochwalczo widzi wszystko dobrem w budowie Rzeczypospolitej. Pragnie najprzód więcej dla niej światła niż dotąd było, czuje potrzebę reform, a dziwnie trafnie wady rządowego organizmu określa. Pomimo to jednak gwałtownej, radykalnej zmiany nie chce. W swoim Wolnym głosie obchodzi się z chorą Rzeczpospolitą tak, aby jej nie odjąć właściwego charakteru, czyniąc jednak żywotną. Poszanowanie przeszłości równie w nim wielkie jak pragnienie poprawy tego, co z czasem się wykrzywiło i zwichnęło. W reformatorze rozumnym jest Polak przywiązany do swobód swego kraju, a nadewszystko chrześcianin, który na religijnych zasadach wszystko opiera. W genezie tego charakteru i to także zdaje się coś stanowić, że ród Leszczyńskich przeszedł przez ogień reformy religijnej, i do katolicyzmu powrócił. Wszelki fanatyzm bezmyślny wygorzał, a wiara pozostała.
Stanisław był synem Rafała wojewody poznańskiego, generała wielkopolskiego, i Anny Katarzyny Jabłonowskiej, córki hetmana. Przyszedł na świat dnia 20 października 1677 roku, we Lwowie. Stary ród Leszczyńskich miał swe gniazdo w Lesznie, w Wielkopolsce. Ojciec był znakomicie wykształcony, a wychowanie synowi dał jak najstaranniejsze. Ojciec i dziad hetman wpłynęli na pierwotne wyrobienie się młodzieńca, który w dzieciństwie już wielką słodyczą charakteru się odznaczał. Wziął ją zapewne po matce. Po ukończeniu pierwiastkowego wychowania w kraju, wysłano go za granicę. Zaledwie wróciwszy, rozpoczął zaraz życie czynne.
Mając lat dwadzieścia jeden, zaślubił młodziuchną, ośmnastoletnią Katarzynę Opalińską. Spowinowacony z Sobieskimi, z początku stronę ich podczas elekcyi trzymał; gdy ci wszakże stracili wszelką nadzieję pozyskania korony, poszedł za Augustem II. Wziął zaraz potem podczaszowstwo koronne.
Wojna z Karolem XII, odżywiając nadzieje Sobieskich, skłoniła go do przejścia na stronę Szweda.
Późniejsi wielcy przyjaciele, Karol XII i Stanisław, spotkali się raz pierwszy w Heilsbergu, dokąd Leszczyński, jako wojewoda poznański, dla układów był wysłany. Zetknięcie się to, pierwsza rozmowa już stanowiły o przyszłości. Otwarty i szlachetny charakter młodego wojewody, rycerskiemu, surowych zasad Karolowi przypadł do serca. Powierzchowność sama, łagodność, szczerość ujęły niecierpiącego obłudy Szweda. Otwartość, z jaką Leszczyński mówił o sprawach kraju, uczyniła na królu takie wrażenie, iż od razu oświadczył mu się z gorącą i stałą przyjaźnią. Wojewoda przemówił naówczas za Sobieskimi. Przybył Aleksander powołany przez Karola XII, ale korony z krzywdą brata starszego przyjąć nie chciał. Szwed potrzebował do tronu kandydata i z tą żywością a stanowczością, jaka mu była właściwą, wybrał w myśli Leszczyńskiego.
Jak Karol XII to co raz postanowił, przyprowadzał do skutku, uczą dzieje.
Po drugiem widzeniu się z Leszczyńskim postanowienie stało się niewzruszonem. Rozgłos powszechny jak najlepiej świadczył za wybranym na króla. Obwołano bezkrólewie. Dla Karola XII trzeba było Sasa zrzucić z tronu, chociaż miał stronnictwo silne i reszty sił dość znaczne. Ale Karolowi XII nic się oprzeć nie zdołało. Nie pomógł opór, groźby, ani intrygi prymasa.
Po ogłoszeniu bezkrólewia, chociaż o Conti’m przebąkiwano, a z Piastów o hetmanie Lubomirskim i Sapieże — imię Leszczyńskiego, o którym wiedziano, iż Karol XII mu sprzyjał, — było na ustach wielu.
Wojewoda poznański opierał się z razu staraniom wprowadzeniu siebie na tron. Zgodził się wreszcie na wybór w myśli zachowania korony dla Jakóba Sobieskiego, lecz żądał wolnej elekcyi.
W rozmowie z prymasem, gdy Karol XII wspomniał o Leszczyńskim, Radziejowski uznał go za zbyt młodego.
— Nie jest młodszy ode mnie — odparł Szwed.
Można już było przewidzieć skutki rady, która brzmiała rozkazem.
Na Woli przytomność Szwedów wywołała protestacyę, ale mimo to okrzyknięto Leszczyńskiego królem. Prymasa zastępował biskup poznański.
Po elekcyi trwał opór, posypały się manifesta, prymas koronować nie chciał, hetman litewski nie uznawał elekta. Ale miał Szwedów za sobą.
August nie pozostał bezczynnym, mógł nawet chwilowo tryumfować po wzięciu Warszawy. Ale Karol XII z Leszczyńskim nadbiegli ze Lwowa i Sasów zmusili do ucieczki. Przeniósł się do Saksonii teatr wojny, — aż skończył ją haniebny traktat w Altranstädzie.
Leszczyński ciągle towarzyszył królowi szwedzkiemu.
Zrzekł się August korony i Stanisław mógł teraz sądzić, że spokojnie panować będzie. Niestety! zwycięzki Karol chciał się pomścić na carze Piotrze za pomoc Sasom dawaną, i poszedł pod Półtawę.
Po klęsce półtawskiej August II natychmiast złamał umowę altranstedzką i wkroczył do Polski.
Prorocze były słowa listu Augusta do Leszczyńskiego, w których życzył lepszego, niż sam miał, szczęścia w Polsce. Nie doznał go Stanisław, około którego zbyt szczupła garstka wiernych się skupiła. Nie z nią się było utrzymać.
Należy to mieć na względzie, że Leszczyński z przyrodzenia wcale wojownikiem nie był, i pomimo przyjaźni dla Karola XII, gorącości jego, zuchwalstwa, rycerskości nie przejął.
Rossya znowu przychodziła w pomoc Sasowi.
Utrzymanie się Stanisława było niemożliwe, Leszczyński musiał uchodzić do Szczecina. Skłaniał się do zrzeczenia się praw swych na Sasa, ale bez zezwolenia Karola XII uczynić tego nie mógł. Wysłany do Benderu Śmigielski przywiózł tylko rozkaz trzymania się w Polsce.
Sam potem Stanisław przedarł się do Karola XII i wyjednał u niego zezwolenie abdykacyi. Szwedzki król wyznaczył mu tymczasowo na miejsce pobytu niemiecką swą posiadłość w księztwie Dwu Mostów. Niechętnie tam przyjęty, Leszczyński cierpliwie dalszych wypadków oczekiwał. Szwed miał nadzieję odciągnąć cara Piotra od związku z Augustem.
Groziło więc Sasowi, że go Leszczyński znowu zepchnie z tronu. Przewrotny i zuchwały Flemming, a tak jak pan jego nieprzebierający w środkach, uknuł naówczas zamiar pochwycenia zdradą Leszczyńskiego, tak, jak schwycił wprzód Sobieskich. Nie wahał się zgoła, chociaż przy tem Stanisław mógł postradać życie. Awanturnicy opłaceni przez Flemminga, bez wątpienia za wiedzą i przyzwoleniem Augusta, zasadzili się na Leszczyńskiego, gdy jechał do kościoła w Graventhalu. Szczęściem oznajmiono mu o tem za wczasu, tak, że spiskowych na gorącym uczynku pochwycić się udało. Okazała się naówczas cała wielkość duszy Stanisława a nikczemność jego przeciwnika. Skazanych na śmierć winowajców nietylko ułaskawił, lecz uwalniając ich, na drogę pieniędzmi opatrzył.
Powtórnie potem Flemming czyhał na życie Leszczyńskiego, próbując go otruć w tytuniu, który on namiętnie palić lubił; wszelako i ten zamach odkryto i zniweczono.
Tymczasem bohaterski Karol XII poległ pod Friederichshallem.
Księztwo Dwu Mostów nie mogło już być schronieniem dla Stanisława. Nie mając się gdzie schronić, wyzuty ze wszystkiego, bo majętności jego w Polsce zabrano, udał się pod opiekę króla Francuzów Ludwika XV. Ten pozwolił mu osiąść w Alzacyi, w Wissemburgu. Działo się to w r. 1720. Tam ubogi, opuszczony od swoich, zamieszkał Leszczyński z rodziną, poświęcając się wychowaniu jedynej już pozostałej mu córki Maryi. Spokój ducha i rezygnacya chrześciańska towarzyszyły mu na tem wygnaniu. Przyjęcie gościnne tułacza wywołało protestacyę Augusta II, na którą z dumą szlachetną odpowiedział król Francyi.
Wszyscy, którzy się naówczas zbliżali do Leszczyńskiego, mieli dla niego poszanowanie i żywe współczucie. Z większą godnością i pokojem losu przeciwnego znosić nie było można. Znajomość z kardynałem de Rohau, zajęcie, jakie wygnaniec obudzał w Wersalu, fantazya wreszcie młodego króla dokonały prawdziwego cudu.
Ludwik XV, pierwszy monarcha chrześciański, który miał do wyboru wszystkie największych rodów królewskich dziedziczki, a świeżo odmówił ożenienia się z infantką hiszpańską — zgłosił się o rękę córki króla wygnańca.
Było to szczęście nadzwyczajne, bajeczne, które biedna, pobożna, cnotliwa Polka gorzkiemi łzami później opłakać musiała.
Niepodobna było odmówić. Leszczyński stał się teściem króla Francyi. Mieszkał najpierw przy córce w Wersalu, Chambordzie lub Meudonie.
Tu go znalazła wiadomość o zgonie Augusta II. Naówczas Ludwik XV zapragnął mu tron polski przywrócić. Nie zbyt ochotnie po raz wtóry sięgał po berło Stanisław. Poddał się woli Ludwika XV i przebrany za kupca udał się do Polski.
Witano go radośnie w Warszawie, gdy się tu niespodzianie ukazał. Elekcya na dzień 12 września zwołana zdawała się zapowiadać ogólną zgodę — ale car Piotr popierał syna Augusta, a z Francyi przyrzeczone nie przychodziły posiłki. Zagrożony Leszczyński znowu musiał uchodzić, a powtórna elekcya wyniosła na tron Augusta III.
Stanisław schronił się był do Gdańska, który wojska rossyjskie i saskie obległy. Wkrótce i ztamtąd ucieczką ratować się musiał z największem niebezpieczeństwem i trudnościami dokonaną. Opisał ją w liście do córki.
Słabe stronnictwo popierało króla wygnańca. W r. 1736 musiał po raz drugi zrzec się korony.
Pozostawiono mu tytuł królewski, tudzież dożywocie na księztwach Lotaryngii i Baru, z których Ludwik XV zapewnił dwa miliony dochodu.
Na resztę więc życia osiadł Leszczyński w Lunevillu, poświęcając się cały temu krajowi, którego rząd był mu powierzony.
Od r. 1736 do 1766, więc przez całe niemal lat trzydzieści, rządził Lotaryngią i tu sobie pozyskał zaszczytne nazwisko „Dobroczynnego filozofa.“ Nie potrzebując się troszczyć ani o zabezpieczenie księztw swych na zewnątrz, bo nad tem czuwała Francya, ani o finanse, bo dochód miał zabezpieczony, — cały się mógł poświęcić ulepszeniom administracyjnym, urządzeniu sądownictwa, zakładaniu szkół, schronień dla ubogich i wszelkiego rodzaju instytucyj dobroczynnych. Całe swe życie w to włożył. Płynęło ono istotnie tak szczęśliwie i swobodnie, jakby Opatrzność chciała wynagrodzić Stanisławowi wszystko, co wycierpiał wprzódy. Mógł się zajmować czytaniem, pisaniem dzieł w polskim i francuzkim języku, a nadewszystko czuwać nad dobrobytem Lotaryngii.
Szczególną przywiązując wagę do wychowania młodzieży, gdyż utrzymywał słusznie, że zwichnięte powołania są przyczyną wiela złego, Leszczyński zajmował się założoną przez siebie akademią, szkołami i szkółkami, nauką medycyny, naostatek kształceniem ze szczególną troskliwością młodzieży z Polski napływającej. Polacy, młodzież serdecznie i gościnnie przyjmowana, żyli w Lunevillu, a dwie kompanie kadetów składały się z nich wyłącznie. Dwór Stanisława był liczny, królewski, a w potrzebie świetny i okazały, ale zarazem cichy, a powszedniego czasu skromny.
Sława dobroczynnego króla filozofa ściągała do Lunevillu nietylko Polaków, lecz i Francuzów, oraz wielu cudzoziemców; Voltaire, pani du Chatelet, rozmaitego znaczenia i wagi literaci, poeci, uczeni, artyści cisnęli się do tego pokojowego zakątka.
Duch ówczesnego społeczeństwa francuzkiego, już poczynający się emancypować z pod wszelkich praw religijnych i społecznych form przyjętych — nie mógł bardzo przypadać do smaku Leszczyńskiemu, który pobożnym był i do religii wielką przywiązywał wagę. Cierpiał jednak i tolerował poetów dowcipnisiów i narzucające się mu literatki.
Pobyt w Lunevillu miał urok wielki w istocie. Gościnność uprzejma, stół wykwintny, doskonała muzyka, rozmowa ożywiona i swobodna, przystępność królewskiego majestatu — miały siłę pociągającą, której oprzeć się było trudno. Natłok bywał taki, iż nareszcie musiano pewną rozciągnąć kontrolę nad stołami królewskiemi, które czasem napływowi gości starczyć nie mogły.
Ruch ten i mnóztwo przybywających nie przeszkadzały Leszczyńskiemu prowadzić życia pracowitego. Z anielską łagodnością i cierpliwością obchodził się z natrętami, ze dworem swym i służbą. Część dnia spędzał zwykle zamknięty w swoim pokoju z papierami i książkami. Lubił potem obchodzić okolice, rozmawiać z ludem, zwiedzać zakłady, które powołał do życia, wchodzić w szczegóły ich zarządu i zajęć. Polował rzadko, czasami grywał w szachy, niekiedy zajmował się muzyką, którą wielce lubił, naostatek i malarstwem, gdyż zostały po nim olejne portrety i pastele.
Miłośnictwo nauk i sztuki, stosunki króla z wersalskim dworem, dobroć jego dla literatów i artystów potrzebujących pomocy, poparcia i opieki, były zachętą do zbiegania się na dwór lunewilski.
W tem życiu pracy, rozmyślania, modlitwy, jedyną boleścią dla ojca było patrzeć na los córki i rozpasanie Ludwika XV. Dotknęła go później śmierć Delfina, wnuka, do którego był przywiązany gorąco, i wielkie na nim pokładał nadzieje.
Boleść własna, pod koniec jego życia, zdawała się go czulszym jeszcze czynić na wszelkie ludzkie cierpienia. Sypał obfite jałmużny przez ręce córki, czynił zapisy na szpitale, więzienia i ubogich. Wszystko to szło z tych dwu milionów, które starczyły na dwór, na gościnność królewską i codzienne dobre uczynki.
Pobożność króla zwiększała się z wiekiem: pisał modlitwy, uczęszczał do kościołów, dawał przykład poszanowania wiary, która była w nim nie czczym ascetyzmem, ale żywym czynem. Posty obchodził po polsku: ściśle i surowo. W Wielkim tygodniu, po wieczerzy Wielkiego czwartku, starym obyczajem nie brał niczego do ust aż do rezurrekcyi.
Voltaire, który po cichu szydził z króla chrześcianina, nie mógł jednak odmówić cnotom jego sprawiedliwości i należnego hołdu. Przyjaźń Fryderyka lepiej zapewne przypadała filozofowi fernejskiemu do jego usposobienia, jednakże powadze cnoty nie mógł uznania zaprzeczyć.
W ciągu tych lat mnogie dzieła napisał Leszczyński. Najważniejszem z nich dla nas jest Głos wolny. Są to pomysły reform, które za niezbędne dla przyszłości Polski uznawał. (Wyborną ocenę tej pracy wydał Al. Rembowski, p. t. Stanisław Leszczyński jako statysta, Warszawa, 1879 r.)
W dziele tem daje się poznać umysł niepospolicie obdarzony, przenikliwość wielka, umiarkowanie i spokój nadzwyczajne. Sąd zdrowy we wszystkiem, nigdzie roznamiętnienia. Stanisław nic burzyć w Polsce, nic wywracać nie chciał, pragnął naprawiać i rząd sprężysty, jakiego ona potrzebowała, możliwym uczynić.
Jako próba poglądów jego, służyć mogą następne wyjątki z przedmowy:
„Organizacya kraju naszego — pisze — stary to gmach; mole propria ruit, a im ozdobniejszy, tembardziej potrzebuje reparacyi. Przysłowie to za niemylne uchodzi, że Polska nierządem stoi; zgoła najlepsze do ratunku sposoby stają się daremne tam, gdzie kto we własnej nawet zgubie wolność swoją zakłada. (Swobodę też naszą nazywa: Summa libertas, etiam perire volentibus — Najwyższa swoboda, nawet ginąć tym, co chcą, dozwalająca).
„Poszliśmy na owego chorego, który dufając mocy natury i temperamentu swego, nie uważa śmiertelnej choroby, która mu śmiercią grozi, brzydzi się tem co go uzdrowić może, dla wstrętu, który ma do przykrych smakowi lekarstw. Jesteśmy naostatek jak siła takich, którzy w starych gmachach mieszkają, choć z oczywistem niebezpieczeństwem, że ich przywalić mogą.
„Przyznać należy, iż nasi antecessorowie, pierwsi fundatorowie państwa, najważniejsze założyli fundamenta in justo equilibrio (w sprawiedliwej równowadze) między powagą majestatu i władzą praw a prerogatyw wolności, tą intencyą, aby królowie powagą majestatu utrzymywali wolność; z drugiej strony, aby wolność per rigorem prawa hamowała ambicyę królów..... A cóż za skutek tej zbawiennej symetryi? Ten, że majestat pasuje się ustawicznie z wolnością, aby ją zgubić, a wolność z majestatem, aby zrzuciła z siebie to jarzmo, którego słusznie się boi — i z tych to incompatibilitas monarchici et democratici status. Początek zaś tego, że ani majestat, ani wolność nie mają należnej formy dla bezpieczeństwa swego.“
Kończy przedmowę temi słowy:
„Niechże sam Bóg wszechmocny będzie architektem tego budynku, którego zalecam reparacyę; niech nad naszym chaosem te wszechmocne słowa wymówi: Fiat lux, jak przy stworzeniu świata, — a wtenczas oczy się nam otworzą nad naszą ruiną i potrzebą reparacyi, tak, aby się insze narody z niej budowały, widząc trwałość, wspaniałość i regularitatem naszego budynku. Niechaj pobożność, sprawiedliwość, jedność, męztwo, miłość ojczyzny w nim sobie bezpieczne mieszkanie założy. Niech będzie nieprzystępny nieprzyjaciołom, a nam i potomkom naszym ojczystym domem.“
Przebrzmiał ten głos jak wołającego na puszczy, jak skarga Jeremiaszowa.
Przyznają wszyscy Leszczyńskiemu w tem dziele często wiek wyprzedzające pojęcia, nadzwyczajne umiarkowanie i trzeźwość poglądów, rozum doświadczeniem, myśleniem, czytaniem dojrzały.
Oprócz Głosu wolnego Leszczyński ułożył Pismo Święte wierszem polskim i wspaniale je w Nancy dał drukować (1761). Pozostało też po nim wiele rękopisów francuzkich i polskich, których część wydano.
Doczekał się Leszczyński wstąpienia na tron Poniatowskiego, z którego ojcem był w przyjaźni.
W r. 1766, chociaż ośmdziesięcioletni, zdrów był jeszcze, otyły tylko nieco. Jednego dnia, stał przy kominku, paląc fajkę; wtem zapalił się na nim szlafrok, a chcąc go zgasić, król wpadł w ogień; nim na ratunek przybieżono, straszliwie się popaliwszy, bo rękę miał całkiem zwęgloną i cały bok w ranach — w boleściach życia dokonał w Lunevillu d. 23 lutego.
Nieopisany żal towarzyszył mu do grobu.
Dziwne losy, żywot dramatyczny, charakter nieskazitelny, zdolności umysłowe — czynią go jednym z najulubieńszych mężów XVIII wieku. Postawiony naprzeciw Augusta II i III na tle wieków i obyczajów, jaśnieje blaskiem ideału. Zaprawdę poezya, chcąc stworzyć typ mogący zająć i obudzić współczucie, nie mogłaby wymyślić nic piękniejszego, bardziej urozmaiconego i sympatyczniejszego nad żywot jego. Od poznania się z Karolem XII do wydania córki za Ludwika XV — co za szereg wypadków, jakie tło różnobarwne, ile i jakich postaci do koła!
Leszczyński do zgonu zachował dla Karola XII i charakteru jego cześć, na którą w istocie szwedzki król bohater zasługiwał. Zachował się dotąd w Szwecyi oryginalny portret Leszczyńskiego, zupełnie tak przyodzianego, jak się zwykle nosił Karol XII — w długich bótach, granatowej kurtce opiętej, podpasanej skórzanym pendentem, z rękawicami łosiowemi, z mieczem nieodstępnym u boku. Dał się tak malować Stanisław dla przyjaźni i czci Karola.
Portrety Leszczyńskiego są liczne, a niektóre z nich bardzo piękne. Między innemi obojga królestwa przez Van Loa, wielekroć sztychowany.
Medalów z popiersiami jest dosyć w Raczyńskim. W Sybilli puławskiej były dwa portrety miniaturowe.
Posąg w Nancy w r. 1831 wykonał Jaquot.
Grobowiec w Nancy, w kościele Notre Dame de Secours (z 1710 roku, podobno Girardon’a).
O mozaikowym portrecie, wykonanym w Rzymie, pisze l’abbé Richard (1768), iż był bardzo podobny i nie kosztował więcej nad 1,200 franków.
W zbiorze hr. Mieroszewskiego popiersia obojga królestwa na bukszpanie rzeźbione.
Sztychowali: Cars, Colin, L. A. Fryderyk Busch, Besoet, J. C. Hoffner, Friedrich A., D. Klein, N. de l’Armessin, Strachowski, Lewicki, Bause, Blaisot, Haid J. J., Girardet, Cochin fils, Desrochers S.
Ucieczkę z Gdańska sztychował Daniel Chodowiecki.

Z rodziny Leszczyńskich, Bogusława sztychował J. Falek; Jana wojewodę poznańskiego, Bloemaert, Lerch; Wacława i Andrzeja, J. Falck; Andrzeja, W. Hondius.
Wacława zm. 1666 r., Andrzeja z 1687, grobowce w Łowiczu. Inny w kościele N. M. P. w Toruniu.
Królowej Maryi Leszczyńskiej portrety malowali: Besvet, J. Sysang, Tardieu, Babet, Roy, N. de l’Armessin, Dupin, Petit, J. Cheveau, J. Daullé.
La famille du Roy Louis XV chez Radignes.
Piękny wizerunek w negliżu przez Nattier’a, inny Tocque’a.
W opactwie St-Dénis popiersie jakoby Maryi Leszczyńskiej jest wstawione dowolnie; wyobraża nie ją, ale żonę snycerza J. G. Moitte’a.

(Ciekawa aqua-forte Colin’a wyobraża króla w codziennem jego ubraniu, z fajką stojącego przy kominku.)

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.