Wizerunki książąt i królów polskich/Kazimierz Sprawiedliwy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wizerunki książąt i królów polskich
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk S. Orgelbranda Synowie
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Ksawery Pillati,
Czesław Borys Jankowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
KAZIMIERZ SPRAWIEDLIWY.


Kazimierz po wychyleniu kubka, w którym domyślano się później zadanej mu przez zazdrosną kobietę trucizny, nagle żyć przestał.
XI.
Kazimierz Sprawiedliwy
1178 — 1194.
Kraszewski Wizerunki książąt i królów polskich ornament 14.png

K


Kazimierz, charakterem swym, obyczajami, całem panowaniem stanowi zupełną sprzeczność, antytezę brata Mieszka.
Nie pragnie on władzy; broni się przeciwko narzucającym mu ją; oddaną bierze nieśmiało, samoistnie jej używać się waha, ulega duchowieństwu, pobłaża możnym.
Umiarkowanie, powolność, życie swobodne i wesołe są w jego charakterze. Najmłodszy syn Salomei, wykształceniem przechodzi swych braci; przypomina Krzyżowca Henryka, który walczył o odzyskanie grobu Pańskiego.
Wojak, myśliwy, miłośnik niewiast, nieprzebierający w towarzystwie, jest zarazem wielkim mądrości miłośnikiem. Kocha się w rozmowach uczonych, w obcowaniu z ludźmi rozumnymi i oczytanymi; pobożny, rad śpiewa w kościele i sam sobie na organach przygrywa. Duchowieństwo nie ma mu nic do zarzucenia, krom owej do niewiast słabości, której, jak utrzymują, paść miał nawet ofiarą.
Sympatyczna to i piękna postać, którą później rysami twarzy i powierzchownością, równie jak temperamentem miał przypominać Kazimierz Wielki.
Pierwszym głośnym czynem Kazimierza, któremu piękne imię Sprawiedliwego zawdzięcza, było zwołanie zjazdu do Łęczycy, na którym ośmiu biskupów, kilku książąt i rycerstwo zasiadło. Uchwały tego zjazdu, jak się łatwo dorozumieć można, głównie na celu miały uchować jednych od samowoli drugich, oraz dobro duchownych.
Odwiecznym było zwyczajem polskim, że rycerstwo w pochodach, w podróżach, posłańcy królewscy i urzędnicy, po drodze żyli kosztem mieszkańców, podwodami ich, końmi i osobami się posługiwali.
Cierpieli na tem wieśniacy; nie wyjęte też były od tych ciężarów dobra duchownych, a przynajmniej przywilejów ich nie szanowano. Rozciągnięto więc opiekę nad ludem, by jednocześnie zabezpieczyć majętności kościelne.
Pod klątwą na przyszłość nie miało być wolno panującemu zawładnąć dobrami biskupiemi po śmierci posiadacza, nim następca był mianowany.
Uchwały zjazdu w Łęczycy, groźbą klątwy poparte, wskazują kto głównym był ich twórcą i komu służyć miały. Biskupi, pamiętni zawsze ducha Stanisława ze Szczepanowa, występowali jako obrońcy ludu, jako tarcza przeciwko samowoli króla i jego urzędników.
W zamian za tę powolność, zakreślającą granicę władzy panującego, otrzymał Kazimierz imię Sprawiedliwego.
Powolność też, z charakterem swym zgodną, okazał również dla rodziny wygnanego brata Mieszka. Nie widać w nim żądzy panowania, ani pragnienia zwiększenia posiadłości; zdaje się, jakby ciągle nie czuł się bezpiecznym na przywłaszczonym tronie, choć z Rzymu wyjednano mu potwierdzenie praw jego.
Sprawy na Rusi, ułatwiające Kazimierzowi czynne wmieszanie się do nich i otrzymanie pewnego rodzaju zwierzchnictwa nad księztwami przywróconemi prawym dziedzicom, — wywołały wojnę w skutkach szczęśliwą, ale rycerstwu niemiłą, bo pomne jeszcze było, jak drogo okupiło podboje Bolesławów.
Korzystano z oddalenia się Kazimierza, aby Mieszkowi do Krakowa utorować drogę; ale surowy i straszny pan, którego duchowieństwo się obawiało, utrzymać się tam nie zdołał.
Za panowania Kazimierza urosły w siły znaczniejsze rodziny ziemian rycerzy, którymi biskupi się posługiwali. Dzieliły się już rody możne na obozy: jedni trzymali z Mieszkiem, z Kazimierzem drudzy. Ostatni jednak do zgonu utrzymał się na Krakowie.
Pobożny pan przed zgonem miał tę pociechę, że mu z Rzymu wyjednano relikwie św. Floryana, który odtąd stał się Polski patronem. Z wielką uroczystością sprowadzono je do Krakowa, a nazajutrz po dniu tym pamiętnym, przyjmując swych gości, Kazimierz po wychyleniu kubka, w którym domyślano się później zadanej mu przez zazdrosną kobietę trucizny — nagle żyć przestał. Stało się to właśnie w chwili, gdy obyczajem swoim, z uczonymi księżmi o nieśmiertelności duszy rozprawiał.
O św. Floryanie rycerzu głosi legenda, że gdy Gedeon, biskup krakowski, przyjaciel papieża Lucyusza, wszedł do katakumb, aby wybrać sobie relikwie, które miał zabrać do Polski, zapytał na głos żartobliwie: ktoby z nim chciał jechać? — Naówczas dał się słyszeć głos z grobu męczennika Floryana, — i ten głos wybór jego spowodował.
Po Kazimierzu Sprawiedliwym, z żony Rusinki, dwaj synowie pozostali: Leszek od włosów Białym nazwany, oraz Konrad, oba małoletni.
Wizerunku króla tego szukać należy w kronice Kadłubka, która z natchnienia króla i za jego rozkazem pisana była. Jest ona najlepszem świadectwem ducha czasu, który ją wydał, a daje nam wyobrażenie i próbę owych rozpraw i rozmów, w których król się lubował. Wprawdzie kronikarz wielbi pana swojego, widzi w nim same cnoty, lecz Kazimierz istotnie odznaczał się niemi, i był na swój czas znakomitą postacią. Kadłubek, długo potem za wzór wytwornego stylu uchodzący, stylista kunsztowny, wyszukany w wyrażeniach, ubiegający się za subtelnościami — więcej jest artystą usiłującym zadanie swe jak najprędzej i najdelikatniej obrobić, wygładzić, ubarwić, niż utworzyć poważną księgę dziejową. Styl jego pełny ozdób, kwiatków i dzierzgań, obfitujący w porównania i obrazki, świetny, błyskotliwy, jaskrawy, przypomina często ornamentacye rękopismów owych wieków, w których więcej jest fantazyi i wdzięku, niż prawdy i naturalności. Na prostocie i szerokości mu zbywa.
Patos, retoryka, dowcipowanie, są głównym celem pisarza, który całkiem w smaku swojego wieku rozprawia, amplifikuje i gotów jest wypadki dla barwy poświęcić. Kronikarz z taką swobodą odtwarza postacie wieków odległych, jak dzisiejsi romansopisarze. Niektóre też ze scen przez niego opisanych zdają się jakby z powieści ludowej wzięte.
Nie godzi się mu odmówić w wielu ustępach kroniki siły twórczej dramatyczności, szczególniej w obrazie rządów Mieszka Starego, które odwzorowuje z niepospolitym talentem, jak gdyby sam był ich świadkiem.
Dziwić się zresztą nie możemy rozmiłowaniu kronikarza w królu Kazimierzu, łagodnym, marzącym, filozofującym, śpiewającym, pobożnym, nawet z jego słabostkami czysto polskiemi: zamiłowaniem biesiad, krewkością i dobrodusznością. Kazimierz był jednym z tych ludzi, którzy starają się o miłość, potrzebują jej do życia i łatwo pozyskują.
Kadłubek uwielbienie swe wypowiada w ogólnych wyrazach, bliżej nie określając charakterystyki; tam tylko, gdzie mówi o wyborze Kazimierza, przywodząc to, co skłoniło do powołania go na tron, kilka rysów dobitniejszych przytacza. Tu opowiada o wypadku ze Stanisławem Konarskim, z którym gdy Kazimierz grał w kości, ten uniosłszy się i pokłóciwszy z nim, policzek mu wymierzył. Zamiast srogiego ukarania, którego się mógł spodziewać, otrzymał przebaczenie, bo książę samemu sobie całą winę przypisał.
Wypadek ten dowodzi, ze niedarmo później zarzucano Kazimierzowi skłonność do ucztowania i zabawiania się w poufałem towarzystwie, — skłonność, z której Kadłubek stara się go oczyścić. Chwali go ze szczodrobliwości, prostoty obyczajów, z łatwego obcowania z ludźmi, z którego pomocą lepiej się ich uczył poznawać.
„Dobry król — mówi dalej — woli, aby go kochano, aniżeli się obawiano, ponieważ i rój pszczół idzie za swą królową nie z obawy, ale z miłości. Zatem dla pozyskania sobie serc, wedle trybu biesiadowania wszystkim wspólnego, w porze właściwej, przyzwoite lubi biesiady. A to tylko do tyla, póki one w opilstwo nie przechodzą. Owszem zawsze się stara być na umyśle trzeźwym.
„Wiecie, jaki go otacza orszak uczonych ludzi, których wstrzemięźliwość i nauka mało komu znaną nie jest. Z tymi on się przechadza, rozważając przykłady Ojców świętych, czyny sławnych mężów, czasem grywając na organach i śpiewając, zastanawia się nad słodyczą niebiańskiej muzyki, czasem się ćwiczy w badaniach religijnych, rozbierając wielostronnie pytania i popiera je najdobitniejszemi dowodami, jako najbieglejszy badacz rzeczy subtelnych. Gdyby ktokolwiek nieprzyjazny oskarżył go i twierdził, ze Kazimierz lubi opilstwo i żyje w towarzystwie opojów, dla czegoż nie ma dodać i tego zarzutu: że żyje w towarzystwie ludzi rozumnych?“
Wszystkie strony jasne pięknego charakteru Kazimierza starannie Kadłubek uwydatnia. Szczególniej sławi jego wspaniałomyślność w przebaczaniu win, okazaną synowi Mieszka, Leszkowi i innym nieprzyjaciołom. Uczucie mściwe jest mu zupełnie obcem.
Śmierć nagłą króla w takich słowach opowiada:
„Miał król ten zwyczaj, iż zawsze uroczyście obchodził święta patronów. — Przeto dzień św. Floryana na modlitwie, nabożeństwie i dziękczynieniu cały przepędził. Nazajutrz wyprawił ucztę dla książąt, namiestników i pierwszych królestwa panów. Na biesiadzie tej wielka panowała wesołość. Powodem radości było najprzód zwycięztwo nad nieprzyjaciołmi odniesione, potem po tylu niebezpieczeństwach wojennych zdrowie czerstwe samego króla, potrzecie jego własne i przyjaciół bezpieczeństwo, poczwarte z powodu stosunków i pomyślnych czasów wielkie zaspokojenie. Do tego się przyłączyła, nad wszystkie rozkosz słodsza, dobrego króla uprzejmość i ochota wszystkim podwajająca wesele. Zakończeniem tej wielkiej radości, był — niestety! — ciężki smutek. Żałoba zniweczyła wesele i w swoje jarzmo je wprzęgła. Gdy wszyscy się tak wspólnie radowali, król — ta jedyna i najpierwsza gwiazda państwa — właśnie w chwili, gdy niektóre pytania o zbawieniu duszy kapłanom zadawał, wychyliwszy mały kubek, na ziemię padł i umarł.“ —
Żal po zgonie Kazimierza wymownemi słowy maluje Kadłubek.

Z tego czasu jest pomnik starożytny w Sandomierzu, grobowy kamień Adelaidy, córki Kazimierza. Była ona założycielką klasztoru PP. Dominikanek, w którym życiu zakonnemu się poświęciwszy, zmarła w r. 1260.
separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.