Wizerunki książąt i królów polskich/Bolesław Krzywousty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wizerunki książąt i królów polskich
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk S. Orgelbranda Synowie
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator Ksawery Pillati,
Czesław Borys Jankowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
BOLESŁAW KRZYWOUSTY.


W kronice Galla żywot rycerski Bolesława rozpoczyna się bajecznie, walką z dzikiemi zwierzęty, z której mężne chłopię zawsze zwycięzko wychodzi.
VII.
Bolesław Krzywousty
1102. — 1139.
Kraszewski Wizerunki książąt i królów polskich ornament 14.png

D


Dziecię cudu, potomek u Boga uproszony, któremu wielkie imię Bolesławów na chrzcie dano, od małego w dzieciństwie skrzywienia ust noszący swe nazwisko (nadawano takie naówczas wszystkim ) — wskrzesza w istocie czasy Bolesławów, przodków swych, i w odrodzonej Polsce panuje bohatersko, potężnie a sławnie.
Przedewszystkiem jest to rycerz i wojownik.
Los, który dosyć mu szczęścił w życiu, dał też dziejopisa, mającego potomności podać wielkie jego czyny, nie z kronikarską oschłością, ale z poetycznym zapałem, z gorącością i natchnieniem wyśpiewane.
Imię Gallusa, nierozdzielne jest od Krzywoustego, którego wysławiała pierwsza pisana księga dziejów polskich, która doszła do nas ułamkowo, a jest sama przez się pomnikiem tak oryginalnym, tak w swym rodzaju znakomitym, iż, gdyby nie była ważną jako świadectwo historyczne, jużby jako utwór pisarski zachowała swą cenę.
Gallus wprawdzie jest bohatera swego apologistą, wielbicielem i poetą, więc nie sposób go zawsze brać za słowo i do ścisłej za nie odpowiedzialności pociągać. Fantazya gra tu ważną rolę, ale przez wieńce i kwiaty poezyi rzeczywistość przeziera.
Kronika jego prawieby się poematem nazwać mogła, a przez łacinę jej średniowieczną ludowy język, pieśń gminna, mowa prostaczków przebrzmiewa.
Być może, iż główne dane kroniki godzą się z tem, co akta i pomniki z tej epoki przywodzą, ale my w Gallusie raczej ogólnego dziejów zarysu, ich charakteru, niż dat ściśle oznaczonych i określeń dokładnych szukać powinniśmy. Śpiewa on więcej niż opowiada.
Jeżeli cudzoziemcem był — co słowa jego o „niedarmo jedzonym chlebie polskim“ zdają się dowodzić, — musiał przynajmniej wprzódy, nim powrócił nad Tyber (o którym wspomina), żyć tak długo w Polsce, tak wiele tu z ludem obcować (co było powołaniem duchownego), iż wszystko aż do pieśni jego i kroju powieści sobie przyswoił. Co większa, — umiłował on ten kraj, który opisuje, jakby własną ojczyznę:
„Polska ku najzimniejszej położona strefie — powiada on — jest północną częścią Słowiańszczyzny. Ma na wschód Ruś, na południe Węgry, między południem a zachodem Morawy, na zachód Czechy, Dacyę i Sasów, narody pobratymcze.
„Ze strony zaś północnego morza graniczy z trzema najzuchwalszemi narodami barbarzyńskich pogan: — Selencyą, Pomorzem i Prusami, z któremi książę polski, usiłujący ich do wiary nawrócić, zawsze walczy, lecz ani orężem kaznodziejów serca ich od niedowiarstwa oderwać, ani tego jaszczurczego gadu, niczem wyplenić niepodobna. Nieraz wprawdzie naczelnicy ich, pokonani przez księcia polskiego, chrztem się wykupiali, ale pokrzepiwszy siły, porzucają wiarę i nową chrześcianom wojnę gotują.
„Za nimi, na łonie morza, są inne jeszcze barbarzyńsko-pogańskie hordy i wyspy niezamieszkane, wiecznie zasypane śniegiem i zamarzłe.
„Sklawonia, na różne części podzielona i urządzona przez Sarmatów, Getami zwanych, do Dacyi i Saksonii się rozciąga. Od Tracyi, obejmując Pannonię (przez Hunnów czyli Ungrów opanowaną), rozkłada się po Karyntyę i Bawaryę. Na południe, począwszy, od Epiru, brzegiem morza Adryatyckiego zamyka w sobie Dalmacyę, Chorwatów i Istryę. Od Włoch oddziela ją rąb morza Adryatyckiego, gdzie Wenecya i Aquilea położone.
„Ziemia ta polska, lubo bardzo leśna, obfitsza jednak nad inne w złoto, srebro, chleb, mięso, ryby i miody.
„Lubo wielu wyżej wymienionemi chrześciańskiemi i pogańskiemi narodami otoczona, często od wszystkich razem lub pojedynczo napadana, nigdy jednakże przez nikogo zawojowaną nie była.
„Powietrze tu zdrowe, ziemia żyzna, lasy miododajne, wody rybne, wojacy mężni, rolnicy pracowici, konie wytrwałe, woły robocze, krowy mleczne, owce wełniste.” —
Po takim obrazie Polski, Gallus rozpoczyna opowiadanie swe o Bolesławie.
Z tego, co w nim znajdujemy, co wiemy zkądinąd o ojcu Bolesława, o dworze jego i stosunkach, — wnosić należy, iż Bolesław bardzo młodo do rycerskiego powołania kształcić się musiał, wedle zachodniego obyczaju. Wspominane tu są i obrzędy rycerskie, i pasowanie, i oręże, a zbroje takie, jakiemi się naówczas w całej Europie posługiwano. Za tem idzie, że dwór i wojsko, szczególniej półki dworskie, musiały być ćwiczone i uzbrajane na sposób zachodni. Sam też Bolesław tak się wychowywał, jak inni książęta tamtych czasów w Niemczech i krajach cywilizowanych. Przyswajano sobie chętnie co wyższość dawało w wojnach, z poganami prowadzonych.
Pobożność ojca, przewaga, jaką miało duchowieństwo, od dzieciństwa uczyniły go pobożnym, chrześcianinem gorliwym, posłuszném dziecięciem kościoła, równie jak mężnym rycerzem.
Powolność jego w ciągu całego życia okazywana panom duchownym, uczyniła go im tak miłym, iż ówcześni pisarze duchowni wszystkie jego czynności starali się w świetle jasném wystawiać i na dobre tłómaczyć.
Dziecię cudu, zesłanie św. Idziego, jest też ulubieńcem kościoła, bohaterem jego bez skazy. Przebacza mu się wszystko, wysławia go stale, bo był najpowolniejszym sługą.
W kronice Galla żywot rycerski Bolesława rozpoczyna się od lat dziecięcych, bajecznie — walką z dzikiemi zwierzęty, z której mężne chłopię zawsze zwycięzko wychodzi.
Niedorosłego chwytają rozruchy domowe, stronnictwa z sobą walczące, jako narzędzie, jako wodza, którego na czoło wysadzają. Życie poczyna Bolesław, dojrzeć nie mając czasu. Porwany wirem, nie ma już chwili spoczynku.
Na wyrobienie charakteru panującego musiało to wpływ wywrzeć niemały. Wybitnemi cechami bohatera są: nieukształcone, ślepe, porywcze, ufne w siebie męztwo, a zarazem pobożność wielka. Obok tego, ile razy wymagają główne sprawy kraju utrzymania ładu i karności, zapewnienia władzy posłuchu, widzimy go surowym aż do niemiłosierdzia. Pokuta, jaką odprawił po śmierci brata warchoła, który pokoju mu nie dając, ani rządzić nie umiał, ani się chciał zrzec władzy, ani słowa dotrzymywał — pokonywa wątpliwości, iż istotnie z rozkazu Bolesława ów brat śmiercią był ukarany.
W owych czasach nie było to ani dziwnem, ani bezprzykładnem. Postępowanie Zbigniewa usprawiedliwiało surowość. Pomimo to, pobożny Bolesław, surową pokutą, pielgrzymką, postami, ofiarami kościołom przebłagiwał Boga za krew przelaną, w czém mu duchowieństwo dopomagało. Wspólnie budowano most między zbrodnią a przebaczeniem na wysokościach.
Dzieje wypraw Bolesława na Pomorze, wojen jego, zwycięzkiej walki z cesarzem Henrykiem V., w kronice Galla są bardzo obrazowo i poetycznie odmalowane. Kronikarz wspomina o pieśniach wojennych, i daje ich łacińskie przekłady, tak napiętnowane charakterem ludowym, że wątpić nie można, iż z ust ludu je pochwycił.
Nie należy do nas szczegółowy opis tych wypraw nieustannie ponawianych, które rozszerzały Polski granice, zdobywały ziemie, chrześciaństwo szczepiły. Niektóre jednak z nich są tak ciekawym wizerunkiem wieku, że je dla kolorytu za Gallusem powtarzamy.
Oto współczesny opis szturmu, który cesarscy przypuszczają do Głogowa: „Widząc cesarz, iż stałości miasta nie przełamie i nie dostanie go, usadził się siłą i orężem go dobywać, innemi środkami nie mogąc pozyskać. Tłuką więc zamek ze wszech stron; niezmierny wrzask w obu zastępach powstaje. Niemcy biją o mury, Polacy ich bronią; z obojej strony ogromne z rusztowań rzucają pociski. Skrzypią kusze, lecą w powietrze bełty i strzały, przebijają tarcze, rozcinają pancerze, łupią przyłbice, wywracają się zabici, ustępują ranni, a zdrowi ich miejsce zajmują. Niemcy naciągają kusze, Polacy machiny i kusze sposobią; Niemcy strzały puszczają, Polacy bełty i strzały rzucają. Niemcy z proc ciskają kamienie, Polacy młyńskie głazy z ostrokołami spuszczają. Niemcy pod zasłoną belek podkopać usiłują mury; Polacy żarzewie i wrzątek nieustannie miotają. Niemcy tarany żelazne pod wieże przyciągają; Polacy krągi stalą nabijane obalają. Wspinają się oblegający po drabinach; Polacy ich na widły chwytają i w powietrzu zawieszonych trzymają.“
Z tych opisów walk i pochodów Bolesława w Gallusie, widać dowodnie, że wojsko jego było starannie ćwiczone, dobrze uzbrojone, — że się dzieliło na pułki, jazdę lżejszą i ciężką, wśród której dworskie oddziały się odznaczały. Piechota też występuje już jak za czasów Chrobrego, tarczami okryta.
Sam Bolesław walczy z innymi jak prosty żołnierz, cały zakuty w żelazo, i powraca nieraz ze zbroją tak potłuczoną i pogiętą, że ciało od niej sińcami i ranami okryte. Rycerskim obyczajem, żelazna rękawica króla posłana poddającemu się miastu, służy za znak przebaczenia.
Jak Chrobrego miecz Szczerbcem, tak Bolesława ulubiony ma osobne nazwisko, zowie się Żurawkiem. W rządzie krajem mniej jest samoistny niż na wojnie; otacza go rada, przeważnie z duchownych złożona, bez której nic nie poczyna. Świeccy panowie mniej są widoczni i o czynnym ich udziale mało mamy wzmianek, gdy duchowieństwa władza równoważy albo przeważa królewską.
Na spotkanie apostoła, król-rycerz występuje boso; biskupi w sądzie pierwsze miejsca zajmują, głos ich jest stanowczy. Ulubieńcem też ich Bolesław, rycerz chrześciański.
Piękna to ze wszech miar postać, okryta blaskiem, dziecię swojego wieku i kraju, poświęcające wszystko dla zdobycia imienia Chrystusowego rycerza. Pogarda śmierci, męztwo nieustraszone, zapał w nim nieostygający nigdy. Z pieśnią pobożną na ustach, z małą garścią rzuca się na tłumy; wiara w siłę modlitwy i cud boży daje mu zwycięztwa. Niebezpieczeństwo pociąga go i nęci. Czuje się przeznaczonym do tego boju, pewnym pogromu pogan.
Wojna z cesarzem Henrykiem V., jak ją Gallus opisuje, dowodzi, że Bolesław nie tylko był żołnierzem dzielnym, ale i wodzem rozumnym. Nie stawi czoła sile przemagającéj; wpuszcza obce zastępy w głębiny kraju; czuwa zdala, nigdzie nie staczając bitwy, napada z boków, zasadza się na ogłodzonych i wycieńczonych. Nie widzą go nigdzie, a czują ciągle nad sobą. Zwycięztwo przychodzi prawie bez walki, prostą strategią pierwszych czasów, przypominającą wpuszczenie wojsk francuzkich w krainy północne.
Z tego, co wiemy o wychowaniu Bolesława i stosunkach jego z Niemcami, o jego obyczajach rycerskich, można wnosić, że dwór i przyboczna drużyna jego z żywiołów zachodnich po części się składać musiała. Byli to instruktorowie, a że i duchowieństwo wyższe przeważnie się z cudzoziemców składało, wpływ ich musiał być znaczny. Szczęściem wpływ ten nie mógł interesom kraju być szkodliwym, gdyż duchowni byli sługami jednego powszechnego kościoła, a niemieccy nawet księża w polskim kraju o sprawie narodowości swej myśleć nie mogli i interes panującego popierać musieli.
Wpływ ten idei zachodnich na Polskę potwierdza i testament Krzywoustego, wedle form i obyczaju cudzoziemskiego uczyniony. Rycerskie zapasy, turnieje podobne do tych, które się w Niemczech uroczyście odbywały, obrząd rycerskiego pasowania wspomina Gallus w kronice. Wzmianki o uzbrojeniu, o hełmach, pancerzach, drzewach, tarczach, mieczach, podziale wojska, niesionych przed półkami chorągwiach, o trąbach i bębnach, rozkładaniu obozów, modlitwie przed bitwą do Najśw. Panny (w której „Bogarodzicy“ domyślać się należy), wskazują, ze rycerstwo za owych czasów było niepospolicie zorganizowane.
Machiny oblężnicze, środki obrony miast dorównywały tym, jakiemi się gdzieindziej posługiwano.
Z innych wzmianek domyślać się godzi, że niektóre kunszta i rękodzieła stały w Polsce na takim samym stopniu co za granicą. Ofiary do kościoła św. Idziego składające się z odlewów złotych, figury dziecięcia i kielicha, złota ręka Żelisława, wizerunek ojca na blasze złotej, który Bolesław na piersiach miał nosić, każą przypuszczać, że na złotnikach nie zbywało. Wprawdzie pomniki kunsztu, które gdzieindziej się uchowały z tej epoki, niewielką mają wartość; lecz były to pierwociny. Bogactwy niemałemi sławiła się Polska za tego panowania. Dostarczały ich łupy wojenne. Król szczodrze wynagradza i obdarza zasłużonych sukniami ze złotogłowiu, z bławatów, futrami, naczyniem złotem i t. p.
Za tego panowania, pod wpływem wojen, osiedlania brańców w nich zajętych, nadań klasztorom, kolonizacyi, którą zakonnicy popierali, rozdawnictwa ziemi rycerstwu i t. p., stosunki ludności krajowej znacznie się zmienić musiały. Poczęły się kształtować na nowo i przybierać pewne formy, z których przyszłość miała organizm społeczny wyrobić. Lecz z trudnością się tu coś daje oznaczyć prócz głównych jego zarysów. Nic tu jeszcze nie stężało. Stan był embryonalny, rzecz niedokończona i niepochwytna. W składzie tej przyszłej społeczności polskiej oznaczyć się dają wyraźniej: duchowieństwo, panowie króla otaczający, rycerstwo, kmiecie, osadnicy wolni i niewolni, brańcy i koloniści przybysze. Pewnych praw i przywilejów nie mieli oni jeszcze; obyczaj stanowił wszystko. Władza panującego i duchowieństwa stoją po nad tym światem i są wszechmogącemi czynnikami; reszta tuli się pod opiekę i ulega posłuszna. Świeccy możnowładcy samoistnego znaczenia nie mają; rosną łaską pańską i jej służą, Są to urzędnicy króla, nad którymi on jeden ma nieograniczoną władzę, i gdy mu stawią opór, karze surowo.
Ostatnie lata panowania Krzywoustego, wplątanego swym duchem rycerskim w wojny niebezpieczne, zagrożonego połączonemi siłami Węgrów i Niemców, — smutne zatruły wypadki. Musiał uledz. Wszelako, gdy się zjawił w Merseburgu i Hildeshejmie, poszanowano w nim rycerską jego sławę, przyjmując go ze czcią wielką.
Pięciu synów z dwóch żon zostawił po sobie Krzywousty, a liczne to potomstwo skłoniło go do podzielenia państwa na cztery dzielnice, po nad któremi, w myśl jego, z najwyższą władzą stać musiał ten, któremu dzielnica krakowska przeznaczona była.
Podział ten państwa jako prostego dziedzictwa i własności, dowodzi, że władza panującego niczem naówczas ograniczoną nie była, ze państwo uważano jako własność osobistą.
Podział Polski wskazuje granice jej i obszary. Władysławowi, synowi najstarszemu ze Zbisławy, z najwyższą władzą nad braćmi, przekazał Bolesław stolicę krakowską, ziemie przylegające i Szlązk; Bolesławowi Mazowsze; Mieczysławowi Polskę Wielką, właściwą, starą, oraz Gniezno, Poznań, Kalisz, i Pomorze; Henrykowi Sandomierskie. Kazimierz najmłodszy nie otrzymał żadnego działu; a na zapytanie co mu się ma dostać? miał Krzywousty odpowiedzieć: — „Azaż nie wiecie, że między czterema kołami wóz jest, a na nim siedzenie?“ — Odpowiedź ta jednak, później zapewne wymyślona, nie logicznąby była, bo wóz ów i siedzenie Władysławowi się dostały.
Testamentowi Krzywoustego słusznie bardzo historycy najsmutniejsze przyznają następstwa: — podział kraju i jego osłabienie. Sprawiedliwym jednak być należy i uznać, że Bolesław następstw tych przewidzieć nie mógł, bo zwierzchnią władzę uważał za węzeł, który miał całość jednoczyć. Nie przypuszczał kraju rozdzielonym, ale czterech mu dawał wodzów, pod jednym naczelnym.
Niewątpliwie duchowieństwo obce, które tak wielki wpływ miało za tego panowania, było też czynném w sprawie testamentu; podział ten wypadł po jego myśli i na jego korzyść. Łatwiej było biskupom władzę swą i przewagę utrzymać pod wielu słabszymi książęty, niż pod jednym silnym, którego potęga groźną stać się mogła.
Takim się nam w całem życiu swem pokazuje król ten pobożny, rycerz niezwyciężony i niestrudzony, uległy syn kościoła, szczodry i wspaniały monarcha, w sprawach wojennych surowy — niemający ani gwałtownych namiętności swoich imienników, ani może ich geniuszu i energii, ale będący w owych czasach ideałem rycerza Chrystusowego.
Kadłubek, pisząc o nim, wysławiając jego męztwo, przytacza powieść o zbiegłym z pola bitwy rycerzu, któremu król posłał trzy podarki: kądziel, wrzeciono i skórkę zajęczą. „Co on zrozumiawszy — dodaje kronikarz, — we własnej kaplicy na sznurze u dzwonu się powiesił.“ Był to nieszczęśliwy Wszebor. Natomiast rolnika, który królowi podał konia i ocalił w bitwie, król uwolnił od poddaństwa i wyniósł do stanu rycerskiego. Kończy, mówiąc o nim Kadłubek, ze zwykłą sobie przesadą: „Zebrawszy wszystko razem o Bolesławie, posłuchaj: był to drugi Aleksander, drugi Kato, drugi Tulliusz; nie mniejszy od Alcyda, lecz większy Achilles od samego Achilla!“
W kronikach znajdujemy go niewielu rysami odmalowanym: „Był wzrostu średniego, powiadają o nim, greckiej płci, usta miał trochę zakrzywione od wrzodu i przez to go zwano Krzywoustym.“ Tę „grecką płeć“ tłumaczy Sarnicki, w „Księgach hetmańskich,“ pisząc o Stefanie Batorym: „Był płci snadnej (śniadej), co zową grecką płcią, jak i dzisiejszy pan.“
Wspominaliśmy już to podanie, że przez życie całe wizerunek ojca na piersiach nosił, o czem pięknie się wyraża Birkowski, w kazaniu „O obrazach“ (1629, str. 78): „Bolesław czwarty, król polski, zwykł był ojca swojego obraz na blasze złotej na szyi miewać i jawnie nosić, a ilekroć coś wielkiego poczynał, całował go i mawiał: — Boże uchowaj, ojcze, abym co niegodnego imienia twego i cnoty uczynił. — I takim ościeniem pobudzał siebie samego do cnót ojczystych.“
Na starych drzeworytach wyobrażany bywa we zbroi, z tarczą i siekierą w dłoni, suknię ma na pętlice spiętą, ale drzeworyt różnie był używany i pod imieniem innych królów.
Z historyi Krzywoustego mało artystów korzystało, chociaż wiek ten już w źródła do studyów obfituje. Bitwę pod Wrocławiem malował M. Stachowicz (wydana staraniem Sołtyka), dwie sceny z życia; J. Peszka.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.