Winckelmann

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Winckelmann
Pochodzenie Poeta i świat
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1932
Druk „Monolit“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tomik jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
WINCKELMANN.

Pod arkadami, gdzie mnie namydlono
pianą, goryczą migdałów pachnącą
świeżych, — gdy balwierz pod godłem, brzęczącem
w wietrze, co jodem zalatywał z portu,
wecował brzytwę spłaszczoną i tępą:
wieczór dogasał wśród lamp mlecznych zdala,
jak puls przestrzeni drgał, albo jak wargi
jaskrawe, jadem karminu barwione,
wpół-rozchylone śpiewem ku powiewom,
które muskały żagle rudziejące
na burej fali; wśród gnijącej woni
melonów, rozłożonych i otwartych
na ślizkich brukach, szedłem krok za krokiem
ku wylotowi uliczki: ku molo.

Tam przekreślały kadłuby okrętów
lśniących perspektyw trójkąt rdzewiejący,
czarne na srebrze sinem; tam syreny,
krwawe i piękne, niby płeć rozwarta,
wabiły; suche w łachmanach żebraczki
i chłopcy, twarze kryjący zbyt białe
pod murem domostw, z których płaty tynku,
jak strupy, opadały, — jakby cienie
tu ocierały się o mnie. — Wybiegłem!

Na mokrym brzegu kamiennym wysmukli,
o zwisających dłoniach marynarze

mijali się niedbale stopą lekką,
jak oswojone bestje, swym tanecznym,
sprężonym i drapieżnym krokiem. — Otoś nadszedł.

Wspomniałem cię w tem mieście strasznie cichem,
gdzie, by zaczerpnąć oddechu Hellady,
stanąłeś na wybrzeżu niegościnnem,
w czarnym i rudym Tryjeście, — spokojny!
Piękna szukałeś tu, co cię zabiło,
jako z posągu fałd sztylet rozbłysły,
celnie ostrzony, płaski, niezawodny
puginał! Jak los własny, tak mi-ś blizki!
W bezksiężycową noc dłonią znużoną
nieco papiery odgarnąłeś z stołu
bardzo prostego (gdy przystań smagała
bora wyjąca, zdmuchująca gwiazdy):
wtedy żałobni, biali cię dopadli
młodzieńcy, których zapragnąłeś wskrzesić,
i zbiry.

Tak już zostałeś. Z głową odrzuconą,
bez jednej kropli krwi — w gwiazdy zwróconą,
chmurne i wietrzne, — zastygłą i białą,
jak nieśmiertelny marmur.


Michałowi Choromańskiemu





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.