Wilk i siedm koźląt
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Wilk i siedm koźląt |
| Pochodzenie | Zaklęta królewna oraz inne bajki |
| Wydawca | Księgarnia Literacka |
| Data wyd. | między 1936 a 1939 |
| Druk | Drukarnia „Linolit“ |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Der Wolf und die sieben Geißlein |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Była sobie raz koza, miała siedmioro koźląt i kochała je bardzo. Pewnego dnia chciała iść do lasu po paszę, rzekła tedy koźlętom:
— Drogie dzieci, muszę odejść na czas pewien, strzeżcie się tedy wilka. Wielki ten drab zjadłby was z kośćmi. Ale poznacie go po chrapliwym głosie i czarnej sierści na nogach.
— Dobrze, droga mamo! — odparły koźlęta. — Idź spokojnie, już my się nie damy wilkowi.
Niedługo po tym zapukał ktoś do drzwi zagrody i przemówił:
— Drogie dzieci, otwórzcie, to ja, matka wasza, przynoszę wam jedzenie z lasu.
Koźlęta poznały wilka po chrapliwym głosie i odrzekły:
— Nie otworzymy ci. Ty jesteś wilk. Masz głos chrapliwy, a matka nasza beczy słodko.
Wilk poszedł do kramu, kupił duży kawał kredy i zjadł, by uczynić słodszym głos swój, potem wrócił do zagrody i przemówił:
— Drogie dzieci, otwórzcie, to ja, matka wasza, przynoszę wam jedzenie z lasu.
Wilk położył jednak niebacznie łapę na desce okiennej, a gdy koźlęta to zoczyły, odrzekły:
— Nie otworzymy ci. Ty jesteś wilk. Matka nasza nie ma czarnej sierści na nogach.
Wilk pobiegł do piekarza, i rzekł:
— Skaleczyłem się w łapę, posmaruj mi ją ciastem.
Potem pobiegł do młynarza i rzekł:
— Skaleczyłem się w łapę, obsyp mi ją mąką.
Młynarz przeczuwał, że wilk chce kogoś oszukać i zawahał się, ale wilk powiedział:
— Jeśli tego nie zrobisz, zjem cię. — Jak każdy człowiek bojący się wilka, pobielił mu młynarz nogi.
Wilk wrócił do zagrody i powiedział to samo, co przed tym, pokazał białe nogi, a koźlęta otworzyły mu, sądząc, że matka wraca z lasu.
Ujrzawszy wilka, przeraziły się bardzo i zaczęły uciekać. Jedno skoczyło pod stół, drugie do łóżka, trzecie w piec piekarski, czwarte do kuchni, piąte do szafy, szóste pod umywalnię, a siódme, najmniejsze schowało się do szafki zegaru. Ale wilk pożarł jedno po drugim, nie znalazłszy tylko siódmego, skrytego w zegarze. Potem obżarty, wytoczył się na łąkę i legł pod drzewem.
Niedługo wróciła koza z lasu i przeraziła się, ujrzawszy drzwi otwarte, meble poprzewracane, łóżko rozburzone i stłuczoną miednicę. Wołała dzieci po imieniu ale odpowiedziało jeno najmłodsze, skryte w skrzynce zegara.
Wydobyła je i dowiedziała się wszystkiego. Wyszła na pole, a koźlę pobiegło za nią.
Zastała na łące, pod drzewem wilka, który spał, chrapiąc głośno.
Patrzyła nań i ujrzała, że w brzuchu jego rusza się coś gwałtownie.
— Ach! — westchnęła. — Czyżby żyły jeszcze moje drogie dzieci, które potwór ten pochłonął.
Posłała prędko koźlę po nożyczki igły oraz nici do domu i rozcięła brzuch wilkowi. Im szerzej krajała, tym więcej koźląt wyskakiwało z wilczego brzucha. Żyły wszystkie, albowiem żarłoczny wilk nie pogryzł ich, ale połknął całe i nieuszkodzone.
Cóż to była za radość. Koźlęta skakały, całowały się i były wesołe, jak goście na weselu.
Ale matka powiedziała im:
— Idźcież teraz nad rzekę i naznoście wielkich kamieni, okrąglaków, gdyż muszę napełnić brzuch wilka, jak długo śpi.
Koźlęta naniosły, ile tylko mogły kamieni, a matka nadziała nimi wilka i zaszyła brzuch tak prędko, że nie zauważył niczego i nie ruszył się nawet.
Wilk wstał po długim czasie, wyspany doskonale, ponieważ zaś kamienie sprawiały mu wielkie pragnienie, poszedł do studni pić. Szedł, a kamienie uderzały o siebie, tak że zawołał:
— Cóż mi to trzeszczy w brzuchu?
Sprawa przeklęta.
To są kamienie, a nie koźlęta.
Doszedłszy do studni, nachylił się by się napić, ale ciężkie kamienie ciągnęły go na dół, tak żywo że wpadł i utonął.
Na ten widok zaczęły koźlęta podskakiwać, becząc wokoło studni i śpiewać:
— Nie ma już wilka! Nie ma już wilka!