Przejdź do zawartości

Wigilia samotnej kobiety/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Wigilia samotnej kobiety
Pochodzenie Nowości Illustrowane, 1907, nr 52
Redaktor Stanisław Lipiński
Data wyd. 1907
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


I.

— Więc paniutka do nas na wigilię nie raczy? Czy to możliwe?
Milczenie.
— Ale proszę, proszę się namyślić. Będziemy sami swoi, dzieci będą takie szczęśliwe. One tak paniutkę kochają...
— Naprawdę?
— Daję słowo.
Promienie słońca grają przez witraże jadalnej sali. Obie panie siedzą przy stole, na którym położono na prędce ładny, barwny obrusik. Dwa kieliszeczki, jak dwa tulipany, małe talerzyki, pod kloszykiem trochę sera, w ładnej terynce galareta z ryb — jakieś cukierki, słowem całe „drugie śniadanko“, podane szybko, usłużnie, zwinnie komuś, kto się spieszy.
Ola odsunęła się trochę od stołu, tonąc jakby w fałdach swego miękiego, białego szlafroka. Włosy związała niedbale w duży węzeł i tak siedziała garbiąc się trochę jak ta, której jest „wszystko jedno“, co o niej powiedzą. Mimo to — mimo pewnego zrezygnowanego zaniedbania, była jeszcze ładną w rozkwicie swych lat jesiennych, z piętnem jakiegoś delikatnego wdzięku w smutnych, szafirowych oczach. Była tak zwaną „separatką“ — po formie dla przyczyn, których ani ona, ani jej mąż określić teraz nie byli w stanie. Rozeszli się. Był mały skandalik w tym cichym mieszczańskim światku. I potem — wszystko ucichło. Ola mieszkała sama, na ustroniu, nie znając prawie nikogo. Lecz mimo jej woli ściągać zaczęły ku niej jakieś istoty, mające zapobiegliwość w oczach. — Ola patrzyła na nie jakby przez mgłę. Tylko dziś, w ten dzień wigilijny, w który nagle została sama, starała się rozproszyć tę mgłę. Siedząca naprzeciw niej kobieta, owinięta dostatnim szalem i ubrana z pewną zamożnością, mówiła słodko i miło. Starała się przynajmniej. Ola wsłuchiwała się w ten głos, czy nie znajdzie jakiegoś dźwięku, który ją poruszy. Była to właścicielka kamienicy, w której Ola mieszkała. Miała istotnie miłe dzieci. Ola usiłowała wmówić w siebie, że są nawet bardzo miłe. I prawie już zdecydowała się zejść tam na dół o porze uświęconej i usiąść przy ich stole.
— Byle nie sama! byle nie sama... dźwięczało jej w uszach jak litanią — zresztą... kto wie... może oni mnie naprawdę lubią.
Pani w szalu wstaje, zbiera fałdy, zbiera się cała — dyga — a zwłaszcza rzuca oczami dokoła. Ładne meble, ani słowa. W salonie zwłaszcza cenne jakieś starożytności, parawany, biurka. — Wszystko to musi być dużo warte.
— A więc... przyjdę! — mówi Ola, stojąc oparta o stół.
Pani w szalu bardzo rozpromieniona, dziękuje.
— Jacy radzi, jacy radzi będziemy... — powtarza zmierzając ku wyjściu — bardzo, bardzo. Pani jest nasze oczko w głowie. Bo...
Przystanęła. Zbiera szal, zbiera siebie.
Bo ludzie mówią... a pilnujcie pani Oli, a dogadzajcie jej... kto wie, czy o dzieciach waszych nie pomyśli.
Powiedziała, uśmiechnęła się i wyszła.
Zdawało się jej, że powiedziała coś bardzo ciepłego.
A od tego „ciepełka“ aż po Oli mróz przeszedł.
Zapisze?...
Zapisuje się przed śmiercią.
Więc ona tam za tym stołem będzie siedzieć trupem. Będzie miała tylko wartość trupa, który zapisał...
Nie.
Nie pójdzie tam!


∗                    ∗

W tej chwili wchodzi kucharka, troszkę z fryzurą na bakier.
— Więc jakże wielmożna pani? czy co się robi, czy będzie kto... już wszędzie zaczeni, u nas jeno nie.
Przez umysł Oli przechodzi rozpaczliwy wysiłek. Kogo zaprosić? Ci, których zna, mają swoich, lub są tacy, z którymi się niechętnie zasiądzie przy stole wigilijnym. Niema nikogo. Ani z kim zasiąść ani gdzie pójść. Sługa stoi przed nią pokornie zuchwała i świdruje ją wzrokiem. Ola czuje, że sługi jej nie lubią i pogardzają „bez to, że z mężem nie siedzi“. — Ale nie chce, aby z niej szydziły.
— Nie. Ja idę do znajomych! — mówi i sili się na obojętność — wy chciałyście obie iść do matki. Dostaniecie po piątce, wina i pójdę kupię wam bakalii... Tak.
Sądzi, że hojnością swoją przebłaga sługę. Lecz ta nic nie odpowiada. Wychodzi do kuchni i Ola mimowoli ze ściśniętem sercem słyszy, jak coś mruczy ze siostrą, która jest za pokojową.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.