Wierzba (Grudziński)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

WIERZBA.

W pustem polu, przy drodze,
Stoi wierzba sierota;
Wicher szarpie ją srodze,
Wierzba z jękiem się miota.
Łachman kurzu w dzień skwarny,
W zimie śniegu łachmany

Kryją szkielet jej czarny,
Długą walką stargany.

Wóz się zjawi ładowny —
Drzewa koło nie minie;
Przejdzie kramarz wędrowny —
Złamie gałęź wierzbinie.
Za owcami w dni letnie
Zdąży chłopiec pastuszy —
Łamie wierzbę na fletnie,
By grać na nich dla duszy.

A rzecz dziwna zaiste,
Jak gra fletnia wierzbowa!
Jakie tony ma czyste,
Jaki czar się w niej chowa...
Umie płakać sieroco,
Jak ptaszyna w niewoli,
Aż łzy w oczach migocą
I aż w sercu coś boli.

Dziwnaż wierzby tej siła...
To nie drzewo, lecz skała!
Tyle zim już przeżyła
I burz tyle przetrwała!...
Połamana, obdarta,
Druh i wróg ją wciąż gnębi —
Ona żyje uparta,
Kryje siłę gdzieś w głębi.

Z każdym rokiem i wiosną,
Wśród słonecznych promieni,
Znów gałęzie jej rosną,
Znów się wierzba zieleni.

I choć z wiosną jej nową
Nie ustaje niedola —
Nową fletnię wierzbową
Słyszą łąki i pola.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Grudziński.