Drożyna wśród szarych płotów, cicha i długa, jak wieczór.
W powietrzu podwójny zapach: lipca i gorzkich mleczów.
Serce, jak mała dziecina, wciąż samo sobie się żali.
Błąka się blady księżyc wśród słodkiej czerwieni malin.
Jak mała kreska w zeszycie, widnieje w oddali strumień.
Na drzewach wierszy zielonych szukam i znaleźć nie umiem.
Chce się być w klasie podwstępnej, mieć małe pudełko kredek,
Malować lila kolorem bobo, skarpetki, rezedę...