Wieczór Trzech Króli (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wieczór Trzech Króli, lub co chcecie
Podtytuł Przedmowa
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom XI
Data wydania 1895
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
WIECZÓR TRZECH KRÓLI, LUB CO CHCECIE.

W

Wieczór Trzech Króli, dwunasta noc po Bożem Narodzeniu, obchodzonym był w Niemczech i Anglii wesołością, ucztami, wyborem jednodniowego, fantastycznego króla i jego dworu. Był to wieczór zabawnych przemian, a takie właśnie metamorfozy osobliwe są komedyi treścią. Jest to — co sobie chcecie — dziwactwo, jakby dla zabawy tego wieczora napisane, w którem zbyt ściśle dochodzić nie trzeba ani miejsca, gdzie się to dzieje, ani osób, które tu wchodzą. Są to istoty wieczora czy nocy dwunastej, w chwili wesołego szału zrodzone, a jutro o blasku dnia mające się w promieniach słońca rozpłynąć.

Jakaś historyjka, zbudowana na niezmiernem podobieństwie dwojga bliźniąt, brata i siostry, służy za osnowę Szekspirowi, który zawsze z najdziwaczniejszego podania, dotknięciem czarodziejskiej różczki, tworzy cały światek, żywy, świeży, że choć w niego po dniu uwierzyć trudno, mieszkaćby się w nim pragnęło...
Pod urokiem jego słowa skłonniśmy nawet przyjąć za dobre i prawdziwe, co inaczej zdałoby się niemożliwem.
W tym światku wesołej nocy Trzech Króli, niema ani jednej postaci, jednego charakteru, mogącego obudzić odrazę, niektóre śmiech budzą i politowanie, żaden wstrętu. W żadnej może komedyi Szekspira niema tyle wdzięku, świeżości, wesołość nie jest tak młoda i zdrowa, w żadnej, stworzony przez niego świat nie ma rysów tak sympatycznych i szlachetnych. Poeta wyrzekł się prawie cieniów, ani jeden czarny charakter nie miesza się tu i nie psuje jasnej harmonii, wesołej kartki mięsopustnej. Ta noc dwunasta, to już mięsopustu początek i wszystkich szałów, jakie on z sobą prowadził.
Nic wdzięczniejszego nad ten szereg figur, wywołanych przez poetę, bo nawet realizm komicznych żywiołów wcale nie razi, nie odbija zbyt ostro, zlewa się tonami pośrednimi z drugą połową poetyczną, idealną. Nic zbyt rubasznego i gminnego nie weszło do tego obrazka.
Wiola i Sebastyan, siostra i brat, bliźnięta... mimowoli znowu na pamięć nam przywodzą, że pierworodne dzieci poety były to Judyth i Hamnet, bliźnięta jak one... Podanie o owym bracie i siostrze, tak do siebie podobnych, jak Menechmy Plauta, jest znowu włoskiego pochodzenia.
Do Włoch, handlowych, artystycznych, pełnych życia, które ściągały zewsząd chciwych i ciekawych ludzi, zbiegały się też podania i historye z całej ziemi. Stosunki Wenecyi, Genui i miast portowych włoskich ze Wschodem, wiodły tu razem ludzi i powieści, a życie bujne, wrzawliwe, potrzebowało się wyrażać nietylko czynem, ale od czynów jeszcze fantastyczniejszem słowem. Nigdzie wschodnie podanie nie rozkwitło też świetniej, niż we Włoszech i Hiszpanii, krajach obu, w których fantazya wschodnia kolonizowała się, aby na tym gruncie, pod tem niebem, rozrastała się i kwitła na nowo. Tysiąc nocy, przemieniały się tu w powieści Bokkacyusza, Bandello’na, Fiorentino’a i tylu innych, a jak zasadzone pomarańcze zdawały się autochtonami, tak zasiane legendy można było wziąć za miejscowe. Treść tego dramatu, bardzo grubymi narzuconą rysami, daje też Włoch. Math. Bandello (Novelle. Part. 1. nov. 36), jako zdarzenie prawdziwe.
Miało to być w roku 1527, w czasie zdobycia i łupieży Rzymu przez Niemców i Hiszpanów, pod hetmaństwem księcia de Bourbon. Wśród zaburzenia tego, bogaty kupiec z Chiese, niejaki Ambrogio Nani, z dwojgiem dzieci wzięty był w niewolę. Syn się nazywał Paolo, córka Nicuola, a były tak do siebie podobne, że je odróżnić przychodziło z trudnością. Ambrogio wymknąć się zdołał. Paolo wzięty przez jakiegoś Niemca, zawieziony był do Neapolu i zniknął z oczu. Nicuola, którą dwóch Hiszpanów pochwyciło, została przez ojca wykupioną i wróciła z nim do rodzinnego miasta Chiese. Tu pokochała młodzieńca imieniem Lattanzio Puccini, który żenić się z nią przyrzekał. Pisywali do siebie za pośrednictwem usłużnej mamki, gdy nagle Ambrogio zmuszony został za pilnemi interesami jechać do Rzymu i córkę zabrał z sobą. Tymczasem po wyjeździe Nicuoli, Lattanzio w innej się zakochał, w zalotnej Catelli Lanzetti.
Po sześciu miesiącach, powróciwszy Nicuola, dowiedziała się o zdradzie i niewierności jego. Napróżno starała się go sobie napowrót pozyskać, Lattanzio pozostał wiernym Catelli. Ambrogio, w drugą podróż jadąc, córki nie zabrał z sobą, ale ją zostawił w Chiese, w klasztorze. Reguła, widać, nie była ostra, jak w klasztorach Bokkacyusza, bo młodzież uczęszczała tam dla zabawy. Jednego dnia Lattanzio znalazł się tam także, a Nicuola ciekawa, podsłuchując go, dowiedziała się, że mu paź, chłopak ulubiony uszedł i że nie miał sługi. Przebrawszy się po męsku, pobiegła, wpraszając się na służbę do niego, pod imieniem Romula. Lattanzio, nie poznawszy jej, polubił i z listami posyłał do kochanki. Catella więcej nad pana pokochała sługę, a miłość ta gwałtowna tak się objawiła napastliwie, że przebrana Nicuola musiała uciekać, aby się nie zdradzić. Wróciła do pana smutna, opowiadając mu, że się jej nie powiodło poselstwo. Ale powracając spostrzegła razem ojca, wracającego właśnie z podróży, i szybko zrzuciwszy ubranie, pobiegła do niego. Dawny pan pazia, Lattanzio, niespokojny o chłopca, który mu uszedł, pogonił za nim do mamki, gdzie się przebierała, i tu odkryło się, że Nicuola była Romulem.
Poruszony tem Lattanzio, padł jej do nóg i wrócił do dawnej dla niej miłości.
Tymczasem w mniemanym paziu zakochana zapalczywie Catella, czekała na przyrzeczony powrót jego, gdy patrzącej z balkonu, nasunął się na oczy brat, zupełnie do siostry przebranej podobny.
Catella wzięła go za Romula, ściągnęła do siebie i zdumionego wielce, już nie wypuściła, aż nazajutrz... Później wyjaśniły się dopiero rzeczy i dwie pary sczęśliwie pobrać się mogły.
Nowela ta Bandello’na tak się podobała powszechnie, że ją przerobiono dla teatru. Niccolo Secchi zrobił z niej Gl’Ingagni, grane w Medyolanie przed królem Filipem II w r. 1557, a Curio Gonzaga drugą komedyę, drukowaną w r. 1592. W Hiszpanii Lope de Rueda przerobił ją na sajnetę Enganos.
Na francuski język z małemi zmianami tłomaczył nowelę Belleforest (63 Histoire tragique). W roku 1581 Anglik Barnaby Rich, włączył ją, zupełnie przekształciwszy, do swej kompilacyi: Riche his Farwell to Militarie profession etc. Rich, którego użył Szekspir, przeniósł teatr powieści do Grecyi byzanckiej. Występuje w niej Silla, córka księcia cypryjskiego, goniąca za księciem Apolloniuszem konstantynopolskim. Przezwawszy się Sylwiem, wchodzi ona w jego usługi. Tak samo jak Nicuolę, Apolloniusz posyła ją do Juliny, która równie gwałtowną i napastliwą miłość ku niej powzięła. Fałszywy Sylwio uchodzi, a zjawia się prawdziwy, tegoż imienia, brat jej; Julina zaprasza go do siebie, czemu on wcale się nie broni i zostaje u niej. Zrana jednak, lękając się wykrycia oczywistej omyłki, znika z jej domu. Julina skarży się na zwodziciela, rzecz się rozgłasza, Apolloniusz gniewa się na pazia i wtrąca go do więzienia. Julina idzie prosić za im, przyznając się do blizkiego stosunku. Ale w tem, odkrywa się, że obwiniony i uwięziony jest kobietą. Apolloniusz, tknięty jej przywiązaniem i pościęceniem, żeni się z nią, a Julina rozpacza, póki odgłos wypadku nie sprowadził do niej prawdziwego Sylwia.
W obu opowiadaniach postacie są zaledwie narysowane ogólnymi rysy, bez oznaczenia charakterów. Jednej tylko Catelli — Juliny zbyt gwałtowna namiętność, dobitniej ją odcechowuje.
Życie, barwę, nadał legendzie Szekspir, stwarzając śliczną Wiolę, Oliwię i oryginalny dwór wielkiej pani. Wszystkie rażące, ostre rysy oryginalnej powieści, starte są, złagodzone, w miejscu ich, z niewypowiedzianym wdziękiem rozwija się akcya. Catella — Julina, jej namiętność w opowiadaniu włoskiem przykre czyni wrażenie, tu przedstawia się jako pieszczone dziecię arystokratycznej rodziny, znękane sieroctwem, znudzone życiem samotnem, szukające pociechy w miłości i związku wedle serca. Oliwii miłość równie żywa, jest sytuacyą jej usprawiedliwioną. Żyjąc w towarzystwie takiego kuzyna i takiego przyjaciela jego, mając takiego marszałka dworu, można w końcu zapragnąć innego świata i ludzi i będąc swobodną, wybrać sobie młode serce do pary. Niektórzy krytycy pytają, dlaczego młodego, miłego i zakochanego w niej księcia nie chce Oliwia? Nam się to w jej położeniu i charakterze zdaje bardzo naturalnem: ceni swoją swobodę. Podnosząc ku sobie tego wyrostka, zostaje panią jak była, biorąc księcia, musiałaby mu być podległą i stosować się do jego woli.
Oliwia, jako wielka pani, nawykła do rozkazywania, wzrosła w swobodzie, jest trochę samowolną i fantastyczną, ale nawet w miłości tej zachowuje miarę i przyzwoitość. Prześliczną jest Wiola, charakterystyczną złośliwa Marya, która wkońcu wydaje się za pijaka Tobiasza; doskonały typ żwawej subretki, która wie, że sobie da radę ze starym mężem. Marya służy za kontrast przy innych typach niewieścich; idzie jej o to, aby wyszła przez kuzyna pani w świat ten wyższy, na którym świetnie wystąpić potrafi. Tobiasz jest dla niej narzędziem tylko. Przypomina on nam mimowolnie Falstaffa, nacechowany i odmalowany mistrzowsko; lecz rysy tu delikatniejsze i kuzyn pani nie spadł jeszcze tak nizko. Towarzysz jego wyborny także, przypomni nam w Otellu Roderiga. Pajac, clown, mniej oryginalny, jak Pulcinello we włoskich komedyach, musiał być błaznem podobnym do innych i wyindywidualizowany być nie mógł. Malwolio — co za typ nieoszacowany zarozumiałości, poszanowania dla siebie, i głupkowatego purytanizmu!
Na jednym egzemplarzu Szekspira w British Museum, wydania in fol. roku 1632, które było własnością Karola I (ofiarowany bibliotece przez Jerzego IV), król Karol nienawidzący purytanów, zmazał własnoręcznie tytuł: Twelfth Night or what you will, i napisał: Malvolio.
Dla niego ten typ nienawistny „the devil a puritan“ był głównym w sztuce.
Purytanie naówczas rzucali klątwę na literaturę i teatra; na wszystkie zwyczaje i instytucye, z ich utopią chrześcijańsko-żydowską niezgadzające się. Karol przeczuwał w nich niebezpiecznych wrogów. Z oburzeniem pisali o teatrze w broszurze „The anatomy of abuses“ 1595 roku. Philip Stubbes mówi o romansach i powieściach i wyraża się: „romanse wynalazł Belzebuth, pisze je Lucyper, upoważnia druk Pluton, drukuje Cerber, a sprzedają i roznoszą po świecie Furye.“ Inny tegoż rodzaju pamflecista Stephen Gosson, nawrócony z pisarza dramatycznego na purytanina, w roku 1597, napisał „Szkołę nadużyć, zawierającą (sic) przyjemne besztanie poetów, komedyantów, błaznów i wszelkiego innego robactwa rzeczypospolitej“.
Wracając od Malwolia do innych osób wchodzących do komedyi, podnieść jeszcze należy charakter Antonia, który przypomina imiennika swojego w Kupcu weneckim.
Ściśle oznaczyć trudno, kiedy komedya ta była napisaną, Meres jej nie wspomina. Wystawiona była w roku 1602 w lutym, na Gromniczną, w Middle Temple w Londynie, w czasie jakiejś uroczystości prawników. John Mannigham pisze o niej w dzienniku swym: „Na naszą uroczystość mieliśmy teatralną sztukę: Wieczór Trzech Króli, czyli Co sobie chcecie, nazwaną. Bardzo podobna do Komedyi omyłek, albo do Menechmów Plautus’a, ale najpodobniejsza do włoskiej komedyi Inganni. Doskonały figiel, gdy w marszałka dworu wmawiają, że jego pani, wdowa (?) hrabina, w nim się zakochała; naśladują niby list od tej damy w którym stoi, co się jej w nim najlepiej podoba, przypisując mu, jak się ma obchodzić, ubrać, śmiać i t. p. A gdy on to wykonywa, dają jej do zrozumienia, że zwaryował itd“.
W całej komedyi to go jakoś najmocniej zajęło. Sytuacye komiczne, zawsze dla ogółu najzrozumialszemi bywają... pieprzno a słono dawać mu potrzeba. Godna uwagi, że sądy współczesnych o poecie, mało co nad ten poziom wychodzą, trzeba było lat kilkuset, aby piękności zawarte w dziełach w całym zajaśniały blasku.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.