Wesołe dni (zbiór)/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Wesołe dni
Wydawca Wydawnictwo Polskie R. Wegnera
Data wydania 1945
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

WESOŁE DNI
NAPISAŁ JÓZEF BIRKENMAJER

760/18
WYDAWNICTWO POLSKIE R. WEGNERA
POZNAŃ

Pomocnica mamusi.

Ola pilna i nie lubi,
Gdy ktoś zbija bąki, —
Sprząta, szyje, czasem pierze,
Chętnie chodzi po sprawunki.

Nigdy na nic się nie skrzywi,
Zawsze chętna, uśmiechnięta,
Wciąż pomaga mamie w pracy
W dni powszednie i we święta.

Ola i do nauk szkolnych
Zawsze garnie się z ochoty
Jest i zacną koleżanką —
Słowem — ma charakter złoty.

Patrzcie — jest dziś przy straganie,
Dokąd przyszła po zakupy,
Po ogórki, pomidory,
Po pietruszkę też do zupy.

Kupi pewnie i kapustę,
Marchew, trochę i jabłuszek,
A gdy starczy jej pieniążków,
Kupi mamie i kwiatuszek.

Będzie dużo do dźwigania,
Ale Jędruś nieść pomoże...
Dobre dzieci, miłe dzieci,
Co za radość, o mój Boże!


Fabryka samolotów.

Nasza gromadka, chłopaki żwawe
Co nigdy się nie nudzą.
Zaraz wymyślą jakaś zabawę,
Gdy tylko ze snu się zbudzą!

Na dzień dzisiejszy plan już jest gotów,
Jakaż zabawa wspaniała!
Będzie wytwórnia tu samolotów,
Stanie fabryka tu cała!

Nie brak do pracy chłopcom ochoty,
W rękach robota się pali.
Pyszne, mocne będą samoloty,
Chociaż z drzewa — nie ze stali.

Zapał do pracy panuje szczery,
Majstrują śmigła i skrzydła.
W ruch idą młotki, piłki, siekiery,
Śruby, kadłuby, spoidła.

Jeden samolot całkiem już gotów,
Aparat piękny i dobry!
Rwie się poprostu do górnych lotów.
Nazwać musimy go „Chrobry“!

Andrzej przykręca, Marek piłuje,
Ewunia pomóc też rada,
Każdy, jak może dzielnie pracuje,
Cała się trudzi gromada.

Słowem robota kipi i wre
W nowej fabryce R. W. D.


Wytwórnia filmowa.

Andrzej z Ewunią byli raz w kinie,
Gdzie Szirlejka mała grała —
(Szirlejka? Wiecie! Na świat cały słynie.)
Więc bardzo się im podobała.
Pięknie tańczyła, ładnie śpiewała
Ta aktoreczka mała.

Ewunia też chce aktorką zostać,
Bo to jest bardzo przyjemnie.
Mówi: „Do filmu dobrą mam postać!
Artystka będzie ze mnie!“
I prosi brata ze słodką miną:
„Andrzejku, urządźmy kino!“

Andrzejek zawsze dobrym jest bratem,
Przyjemność sprawić chce Ewie,
Wiec już rozmyśla nad aparatem,
Jak z tego wybrnąć? — nie wie.
Wreszcie na pomysł wpada ciekawy:
„Od czego młynek do kawy!“

Przy aparacie reżyser staje;
Wszystko do zdjęć gotowe.
Ostrą komendę głośno podaje:
„Uśmiech! Przechylić głowę!
Więcej swobody! Większe przejęcie!
Uwaga! Zaczynam zdjęcie!“


Dzielna ogrodniczka.

Czy widzicie śliczny ogród
Na obrazku tam na prawo?
Jak trawniki i kwietniki
Ktoś podlewa pilnie, żwawo?

I ten domek i werandę,
I te konwię przy lalusi?
Tak to wszystko jest królestwo
Małej, dzielnej, dobrej Zosi.

Co za świeżość, co za czystość,
Jaki wszędzie ład, porządek,
Aż się błyszczy biały piasek
Przy trawnikach, w koło grządek.

Ale bo też — trza wam wiedzieć —
Nasza mała dzielna Zosia
Ogrodniczka to wzorowa
I wzorowa też gosposia.

Ogród bowiem to przyjemność,
No i chluba jej największa.
Już od rana w nim pracuje,
Pielęgnuje go, upiększa.

Zaczem sami mi przyznacie,
Przyzna chyba każde dziecię.
Że takiego ogródeczka
Szukać z lampą w całym świecie.


Wesołe dni.

Tam na pierwszą spojrzyj stronę,
Na książeczki tej okładkę,
Ujrzysz obraz-malowanie,
Rozbawioną, hej, gromadkę.

Na murawie, na zielonej,
Pod kwitnącą tam jabłonią,
Pełno śmiechu, pisku, krzyku —
Dzieci bawią się i gonią.

Trójka bardzo to wesoła:
Daruś, Jolka i Maruszka.
A wśród nich czy poznajecie
Zawadiakę psa Smyczuszka?

Patrzcie, teraz znów pląsają.
Podskakują ładnie w koło —
No i Smyczuś między nimi
Poszczekuje wciąż wesoło.

Ach, wesoło dni im płyną
Na wolności, na swobodzie,
W czas wakacji, w dni beztroskie,
W ślicznym na wsi tym ogrodzie.

Zawsze szczerze uśmiechnięte,
Zawsze zgodne, ustępliwe,
Zawsze dobre, kochające,
Miłe zawsze, więc szczęśliwe.


Cztery pory roku.

Każda u nas pora roku —
Lato, jesień, zima, wiosna —
Każda dużo ma uroku,
Każda piękna i radosna.

Weźmy lato: — pełne słońca
Daje uciech nam do końca,
Moc wycieczek w góry, lasy,
Najpiękniejsze to wywczasy.

No a jesień, — jeśliś zuchem,
Puszczaj wiatrak mocnym ruchem —
Gdy wysoko smok ten leci,
To się śmieją wszystkie dzieci.

Zimą — świat się w śniegu nurza —
Więc z sankami pędź na wzgórza,
Wnet radości ci przybędzie
W jeździe na dół w wartkim pędzie.

Albo śliczna polska wiosna
Tak upojna, tak radosna —
Pierwsze kwiatki zakwitają
I słowiki nam śpiewają...

Tak, tak, każda pora roku:
Lato, jesień, zima, wiosna —
Każda dużo ma uroku,
Każda piękna i radosna.


W kąpielisku.

Spójrzcie w lewo — ruch tam wielki
Dużo wody, wszędzie woda —
Ach, w upalne, skwarne lato
Wymarzona to ochłoda.

Ślicznie kwitnie tam zabawa,
Ileż śmiechu, pisku, krzyku!
Ileż wrzawy i radości!
Bo też dzieci tu bez liku.

Każde bawi się w swój sposób:
Irka-dama nogi moczy
Głową skoczył ktoś do wody,
Wnet Ewunia za nim wskoczy.

Andrzej z pieskiem na kajaku
Zręcznie wiosłem manewruje,
Zbyszek z kółkiem ratunkowym
Po mistrzowsku fale pruje.

Romek trzyma się deszczułki
I wesoło w wodzie płechce,
Aż się żabka wychyliła
I z zdziwienia głośno rechce.

A w pobliżu jest wysepka,
Wypoczywać tam paradnie. —
Ach, wierzajcie, żyć nad wodą,
Zdrowo jest i bardzo, bardzo ładnie!


Zosine gospodarstwo.

Choć jest mała nasza Zosia
Dzielnie się do pracy bierze
Bardzo dobra z niej gosposia,
Sama sprząta, sama pierze.

Cały dzień się żwawo krząta
O wszystkim zawsze pamięta.
I w kurniku także sprząta,
Wszystkie lubią ją zwierzęta.

Gołąbeczkom sypnie grochu,
Zieleniny da owieczce,
Małym kotkom znów potrochu
Leje mleka na miseczce.

A i Burek dostał kości —
Ale pęka wprost z zazdrości,
Bo się w głowie mu nie mieści,
Ze tak Zosia kotka pieści.

A ileż to było krzyku,
Gdy ujrzały ją kurczęta!
Odwiedziła je w kurniku,
O nich zawsze też pamięta.

A króliki, te uszate
Dostały marchewki trochę
I świeżutką też sałatę.
Wszyscy bardzo chwalą Zochę.

O, bo nasza mała Zosia
Bardzo dzielna to gosposia!


Zawody narciarskie.

Śnieg zasypał ziemię całą,
Okrył ja pierzynką miekką.
Hejże, chłopcy, naprzód, śmiało,
Hejże, na mróz marsz bez lęku!

My się mrozu nie boimy,
Chociaż z mrozem to nie żarty.
Lecz się dobrze uzbroimy,
Każdy do nóg przypnie narty.

Wielkie będą dziś zawody,
Toż to rzecz nie byle jaka!
Mistrz narciarski miast nagrody
Dostanie medal z buraka!

Stasio żywo z miejsca rusza
Za nim Kazio mknie bez strachu.
„Nie zgub, Kaziu, kapelusza!“
„Trzymajże się mocno, Stachu!“

Dobre rady nie pomogą,
Nie pomoże ostrzeżenie.
Staś, choć równą pędził drogą,
Siadł i trochę stłukł siedzenie.

Ten wypadek, to nic złego,
Tego chłopcy się nie boją,
Czapka się odnajdzie w śniegu,
A siniaki wnet się zgoją!


Maciuś artysta.

Kto tu siedzi? Co on robi?
Ach, to Maciuś jest, artysta.
Farbką płótno on pędzluje
Jak artysta — oczywista!

Najpierw kredką robi szkice,
To z modelu, albo z głowy,
Potem pędzlem szastu-prastu,
I już obraz jest gotowy.

A że Maciuś farb ma sporo
Na stoliku, na palecie,
Więc maluje bez ustanku
Jak to łatwo odgadniecie.

Czasem tylko rybki łowi,
Lecz poza tym nie próżnuje,
Jeno dzień w dzień, przez dzień cały
Wciąż rysuje i maluje.

Do biegania i zabawy
Mało zdradza on ochoty,
A najchętniej zawsze spieszy
Do malarskiej swej roboty.

Jeśli nadal takim będzie
— To jest sprawa oczywista —
Wnet z Maciusia będzie wielki
Najsławniejszy nasz artysta.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.