Wenecya

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cezar Levi
Tytuł Wenecya
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Janina Łozińska
Źródło Skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
WENECYA.
(Z CEZARA LEVI.[1])

Jak zjawisko jakieś złudne,
Istna morza ta królowa,
Z fal powodzi, pyszna wschodzi,
A w błękicie skroń swą chowa;
Bizantyńskie gmachy cudne,
Na klasycznej wzrosłe ziemi,
Tu wdziękami lśnią wschodniemi.

Jej kościoły i wieżyce,
Jej pałaców płaskie dachy
Strojne w spiże. Złote krzyże
I jej kopuł srebrne blachy
Odzwierciedla lagun lice;
A jej stopy marmurowe
Myje ze czcią morze płowe.

Słońca złocą ją promienie,
Mrok, w objęciu swem namiętném.

W tajemnicze i zwodnicze,
A z urokiem jakimś smętnym.
W zagadkowe stroi cienie;
Morze zdala ku niej wzdycha,
A królowa mówi z cicha:

„Czemu nocą przy gwiazd blasku,
Przy księżyca świetle drżącém,
Rzucasz łoże, lube morze,
Mnie zostawiasz w świecie śpiącym
Samą... aż do jutrzni brzasku?
Gdzież to fala cię uniosła?“
Milczy fala, milczą wiosła.

„Pomnę, jak dawnemi czasy,
Nad powierzchnią twoją szklistą
Wciąż piosenki — brzmiały dźwięki...
Wszystko w dal umknęło mglistą,
W przeszłość, tę, tak pełną krasy,
I w świetności strojną czary,
Gdyś książęce niósł mi dary!“

„Pod me stopy tron tyś rzucił,
Skroń koroną mi ozdobił; —
W długie lata — panią świata,
Adrjatyku! tyś mnie zrobił.

Dzisiaj wołam, byś mi wrócił
Swe pieszczoty, świetność dawną,
W dziejach taką wielką, sławną,

Adryjatyk odpowiada
Tym jej skargom, tym jej żalom
Jej westchnieniu, w wiatru tchnieniu,
Jej szemrzącym lagun falom:
„Piękna moja, biada, biada!“
I w dalekiej od niej stronie
Głos ten tęskny niknie, tonie.

„Sławie twej zawistne rzeki,[2]
Chciwie się do lagun garną
W wód twych zdroje. Trud mój, znoje,
Wszelka walka moja marną!
Cofam, cofam się na wieki,
A gdzie dzisiaj są topiele,
Zwolna, luba! grób ci ścielę!“

Tam, gdzie lew skrzydlaty leży,
Gdzie dziś tłumy gwarnie krążą
Pod kolumny, gdzie tum dumny,

Gdzie arkady gmachy wiążą,
Głośnem echem głos ten bieży:
„Nikt że nie ma siły tyle,
Aby wydrzeć cię mogile?!...“
Janina Łozińska.




Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Nie udało się jednoznacznie ustalić tożsamości autora. Być może jest to utwór Davida Levi (1816–1898) lub Cesare Augusto Levi (1856–1927).
  2. Brenta i inne rzeki, wpadające do lagun, grożą im zamuleniem.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: Janina Łozińska.