Wdzięczność i Niewdzięczność

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Stanisław Jabłonowski
Tytuł Wdzięczność i Niewdzięczność
Rozdział Bajka o lwie i pasterzu
Pochodzenie Biernata z Lublina Ezop
Redaktor Ignacy Chrzanowski
Data wydania 1910
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI

Cały zbiór

Indeks stron
2. Wdzięczność i Niewdzięczność.

Wdzięczność, cnota tak rzadka, tak wspaniała.
W drodze Niewdzięcznoáć obrzydła potkała.
Mężnym umysłom wnet na nią powstanie:
„Bestyo — rzecze — i bogów skaranie!
„Jeszcze to żyjesz i świat to zarażasz?
Monstrum obrzydłe, oczy me urażasz!
„Jam już mniemała, że więcej nie żyjesz,
„A ty ludzkiemi zbrodniami bo tyjesz.
„Gdzieś przebywała? gdzie mieszkasz na świecie?“
Niewdzięczność zrazu zmięszała się przecie,
Ale, przyszedłszy, bezwstydna, do siebie:
„Większe ja — rzekła — mam państwo od ciebie:
„Porachujmy się, kto więcej poddanych
„Ma, to jest, wdzięcznych, czy mą pomazanych
„Zarazą ludzi? Lecz, żeś rodem z nieba,
„Ustąpić oraz wywieść ci się trzeba
„Naprzód o moim w świecie przebywaniu
„I teraźniejszym, jako chcesz, mieszkaniu.
„Rozumiałam ja, że się nie pożywię
„Między ludźmi, co żyją to poczciwie;
„Jakoż za dawnych wieków, w których żyli,
„Niewdzięcznością się straszliwie brzydzili.
„Dlatego, widząc, że ich nie ułudzi
„Moja zaraza, uciekłam od ludzi
„I poszłam w lasy i lwam okrutnego
„Wzięła za ucznia, wchodząc w serce jego,
„Mniemając, że lew do cnoty nadobny,
„To jest, wdzięczności, nie będzie sposobny;
„Lecz doświadczyłam niedługo przeciwnie:
„Wiesz, co się stało w starym Rzymie dziwnie?
„Niewolnik jeden służył panu złemu

„W Afryce, nie mógł nie wygodzić jemu:
„Od kijów srogich i gwałtownej mocy
„Z miasta, nieborak, uciekł ciemnej nocy
„I skrył sie w lasy, Alić lew okrutny
„Na trzech go łapach potyka i, smutny,
„Czwartą kalekę i skrwawioną nosi
„I niby człeka o ratunek prosi.
„Ośmialił się ów niewnlnik strwożony
„I srogą drzazgę z łapy skaleczonéj
„Kształtnie wyjmuje, krew zsiadłą wyciska;
„A lew mu do nóg i językiem pyska
„Liże mu nogi, do jamy prowadzi
„I jakby gadał, że mu nie zawadzi;
„Żywi go fruktem i mięso mu znosi;
„Zgoła niewolnik tak wdzięczność odnosi,
„Że z gospodarzem lwem żył czas niemały.
„Aż go i w lesie znalazl pan zuchwały:
„Gdy lwa nie było, pewnieby go bronił,
„Wzięto go z jamy, w którą się był schronił,
„Więzi go tedy. A z drugiej zaś strony,
„Lew ten był w sieci także ułowiony.
„Pan niewolnika do Rzymu odsyła
„I jakby śmierci wina jego była,
„Prosi, aby go lwom rozszarpać dano.
„Tym czasem i lwa także odesłano
„Na fest do Rzymu, kędy wystawiali
„W amfiteatrach i zjadać dawali
„Ludzie Rzymianie. Przed tą tedy huszczą,
„Gdy na biednego człeka lwa wypuszczą,
„Poznał lew swego zaraz dobrodzieja.
„Niespodziewana od Boga nadzieja!
„Co go miał porwać, przyskoczywszy w bliżę,

„Łasi się przed nim i nogi mu liże.
„A lud, kiedy się dowie, zadumiony,
„Woła, niewolnik by był uwolniony.
„Widząc ja wdzięczność tej srogiej bestyi,
„Jako ją widzisz z tej to historyi,
„Zarazem sobie lwi lud obmierziła
„I do ptastw rodu przenieść umyśliła.
„Orzeł, król ptaków, zdał mi się sposobną
„Być rezydencyą, nie kładąc podobną,
„By ptak drapieżny wdzięcznością się parał;
„Aleć mój orzeł, gdy się żywić starał,
„Wpadł w zastawione i dość mocne sidła,
„W których umatał i głowę i skrzydła.
„Panna, która to na orła patrzała,
„Jakąś kompasyą do niego zabrała,
„Mówiąc: „Żal mi cię, królu ptastw: sam, ptaku,
„Idź wolno z moich dziś rąk, nieboraku!
„I wywiązała z pęt onego orlica;
„Zaprawdę grzeczna ta była dziewica!
„Alić mój orzeł, wzbiwszy się do góry,
„Pierwszego ptaka, co porwał w pazury,
„Niesie do panny; jak ma sposób łatwy,
„Kaczki, jarząbki, gęsi, kuropatwy,
„Bez legawego psa ów orzeł łowi
„I pannie nosi: kto równego powié!
„Ale tu wdzięczność orła mnie przeciwna
„I tak prawdziwa, jako widzisz, dziwna,
„Znowu i z orła i z ptastw mię wypędza,
„Szukam ja tedy — mówi dalej jędza —
„Miejsca dla siebie, będąc pełna jadu,
„Swoje mieszkanie przenoszę do gadu
„I mieszkam w wężu. Już mię też stąd brudno

Wypędzić, myślę, Niewdzięczność, obłudno.
„Ale i tam mi pomieszkać nie dano:
„Człek z żoną, idąc w podróży swej rano,
„Potka gadzinę, w której ja mieszkała,
„I, choć gadzina. owa nie sykała,
„Ów człowiek kijem strasznie go uwali,
„Aż się zatoczył wąż i się obali.
„Żona aż nazbyt krzyknie miłosierna:
„Cóż ci gaducha ta winna mizerna!
„Oraz ją broni, zasłania od kija;
„Mąż też dni pokój i jej nie zabija.
„Wzięła zaś żona zemdlonego węża
„I puszcza wolno wolnego od męża.
„Niedługo, sobie gdy przed domem siadła,
„Owa gadzina, co z natury zjadła,
„Wdzięczna się czyni i klejnot niemały,
„Urwany kiedyś z szmaragdowej skały,
„Wziąwszy w pysk, swojej łaskawej przynosi
„Dobrodziejca go i jakby nań prosi.
„Ach! już też tego znieśćem nie umiała
„I mieszkać dłużejem zdesperowała
„Miedzy zwierzęty dzikiemi i które
„Mienić się zdały niewdzięczną naturę
„Zwierzęta, ptastwa, zaraźliwe gady,
„Gdy nie przyjmują niewdzięczności jady.
„Zatym się z żalu i ze złości wściekam,
„Wzbijam się w chmury i gospody czekam.
„Ta chmura czarna nad rolą wisiała,
„A jam też sobie zaraz pomyślała:
„Wnet złość uczynię na tę rolą ładnę,
„Z gradem, z piorunem, na szkodę wypadnę
„I pracowitym niewdzięczność rolnikom

„Wyrządzę, jak to miło jest szkodnikom.
„Wypadam tedy i z pioruny hukiem,
„Błyskawic, gradów i, co złego, plikiem;
„Lecz nicem całe nie sprawiła szkody,
„Owszem zalały grad deszczowe wody,
„Które gdy rolą już oschłą skropiły,
„Żyżniejszą jeszcze zaraz uczyniły.
„Widząc, żem skutku złości nie odniosła,
„I z chmur okropnych takżem się wyniosła.
„A kiedy długo szukam to gospody,
„Egzaminuję wszystko dla wygody,
„Ludzie natenczas jacy i jak żyli:
„Widzę, od starych że się odmienili,
„Że wszystkie żądze, grzechy, zawziętości,
„Zgoła, co złego, w sercu ludzkim gości;
„Zaczym pojęła, konkludując jeszcze,
„Że ja, Niewdzięczność, tamże się pomieszczę.
„Ledwomem w serce człowieka zajrzała,
„Aż mnie do złego żądza ukochała.
„Przyjął mię człowiak, od zwierząt wygnaną,
„I uczynił mię swą cnotą kochaną;
„A że zaś uznał inne niewdzięczności
„Być szpetne, tedy tytuł inszy złości
„Zwał polityką, i stąd politykiem
„Ten, kto szalbierzem jest i niewdzięcznikiem.
„Król, co poddanym swoim źle nagradza,
„Co wojny na nich niesłuszne sprowadza,
„Tryumfatorem wielkim się nazywa;
„Wielkim ministrem, co szpiegów zażywa,
„Do niewdzięczności co sługi przywodzi,
„Co szpiegi, zdrady i przekupy wodzi,
„Zgoła, takie mam ja państwu obszerne,

„Takie poddane ochoczo i wierne,
„Że twoja cnota nieznajoma prawie,
„A ja, Niewdzięczność, w szacunku i sławie.

J. S. Jabłonowski.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Stanisław Jabłonowski.