Warszawa (Hej! Dźwignęło się słońce...)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Lucjan Szenwald
Tytuł Warszawa
Pochodzenie Utwory poetyckie
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Książka”
Data wydania 1946
Druk Zakłady Graficzne „Książka”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Warszawa


Hej! Dźwignęło się słońce, rozwaliło chmury
i miażdży gniewną stopą blade tarcze dachów;
zadygotał pod ciosem wąż oślepłych ulic,
samochody frunęły w panicznym przestrachu.

Parowozy pędzące srebrną perspektywą
stanęły, w lśniące zęby zwalone kułakiem,
wykrzywiły się gwizdem, garścią jasnych rakiet,
i padły zionąc ogniem i opokę ryjąc.

Pierwszy to raz potoków słonecznych ulewa
kuła trotuar z siłą żelaznego młota,
dźwigała w chmury niby elektryczny lewar,
i toczyła, kręciła jak motor ze złota.

Zgnębione, płaskie nosy balkonów bezradnych
ustąpiły pokornie z powietrznej kolumny.
Szyby wklęsły w głąb komnat i na meble spadły,
wparte słupem ogromnym, płomienistym, szumnym.

Zawrotne leje kręcił żar w spalonym gruncie.
nasypywał je ludźmi niby much flotyllą,
przywalał niby głazem, miotał złote uncje
i przegryzał, potężnych kłów zjeżając milion.

Pada zgniecione miasto płaską taflą ulic,
płaszczony, rozpłatany sunie domów kontur.

Materia w sztywnych brylach gniewnie lawiruje
i ściele się pokotem w płytkich spadach gontów.

O, Wisło, wryj się falą w rozpalone piaski,
rozlej się po muskułach i po tętnic supłach.
O, zalej, zniszcz stolicy wizerunek płaski
i pokaż mi Warszawę piękną i wypukłą!

Skamander, 1925 r.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Lucjan Szenwald.