W kwestii smaku raz jeszcze

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


W kwestii smaku raz jeszcze • Wiersz • Jarosław Lipszyc
W kwestii smaku raz jeszcze
Wiersz
Jarosław Lipszyc


to rzeczywiście nie było nic wielkiego
po narkozie został nam lekki szum w głowie ale było już po wszystkim

wyniesiono meble nie wolno się uderzyć
na blado zaladzono ścierką czysty kontuar czyste konto
wypuszczono wszystkich
pusto i nie wiadomo co się stało z niektórymi słowami
wielki post.

mówili mi używając po prostu prostackich argumentów
nic nie pamiętasz
nie wiesz jak to było
skojarzenie z zatłoczonym tramwajem było oczywiste

Kanaan błyszczał aluminium plastikowymi koszami na śmieci zawsze świeżo wyszorowanymi posadzkami z lastryko
kremy odmładzające upiękniły nawet tych wydawałoby się straconych dla świata
coś było nie tak w sposób na tyle oczywisty że nikt nie chciał w to uwierzyć

poszukiwaliśmy odpowiednich metafor chcieliśmy oddać się strukturom meandrów myślowych wyprowadzić myśl do celi consensusu
nie dano
bułka zgwałcona siekanym kotletem
dziwny aż królewską purpurą napój o słodyczy szampana

nauczyliśmy się wiele wiemy że da się wyliczyć
wylizać do czysta z większości znanych chorób że
są tacy co rozumieją zależności że
należy się pogodzić zapłacić że nie należy
nie wolno się ruszać żeby istnieć
nie trzeba myśleć wiemy że prawda
umarła że pojęcia da się wykluczyć zapić zabić

nauczyliśmy się że różnice stanowisk są nieistotne nieistniejące a duch jest
umiemy też odróżniać opisywać i klasyfikować niewielkie drgnienia w wyrazie lekkie różnice w tembrze głosu czy kształcie zdania złożonego
niejasna jest istota tych różnic ale przecież tego też wkrótce się dowiemy.

zrozumieliśmy że sprawa jakości jest w naszych poszukiwaniach kluczowa ale włosy na łydkach zmarszczki czerwone ręce stoją na pozycji straconej
słowo zostało zdradzone obnażone zaprowadzone na krzesło elektryczne jedynym upadkiem był zakaz palenia w więzieniach publicznych
spisek milczenia był totalny

wierzyliśmy że są lasy nie do wydepilowania nasza uwaga skupiła się więc na budowaniu coraz doskonalszych systemów luster połączonych ale poziom natężenia dźwięku był na wyjściu ciągle ten sam tak jakby Negew ciągnął się od morza do morza
zmieniliśmy więc metodę ze skalpelami w rękach śledziliśmy drogę ładunku elektrycznego po pajęczynie ciała po jej odsłonięciu ujrzeliśmy jądro piękną złotą kulę pulsującą pod poszewką z atłasu

rozum i wiara zamarły w nas
kiedy otrzepywaliśmy się ze złotego pyłu mieliśmy bardzo głupie miny

dawno kiedy oswajaliśmy chrom żeby wąskie blachy nie kaleczyły nas w ręce żeby srebrzysta szklistość oczu nie rozpłynęła się w gładki beton
chrom zardzewiał i wszystko poszło na marne
oczy płynęły

mówili nam wiele rzeczy
kiedy stłukła się ostatnia butelka po mleku litr jak tysiąc poranków
oniemieli
oni my wszyscy



Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję i/lub modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.
Kopia tekstu licencji umieszczona została pod hasłem GFDL. Dostepne jest również jej polskie tłumaczenie.

Informacje o pochodzeniu tekstu możesz znaleźć w dyskusji tego tekstu.