W Saskim Ogrodzie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł W Saskim Ogrodzie
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom I To i owo
Data wydania 1935
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
W SASKIM OGRODZIE.

Przy bramie.

PESYMISTA I. Gdyby mię zapytano, czem naprawdę jest Saski Ogród? odpowiedziałbym, że jest to kurnik w kurniku!
PESYMISTA II. Nazwijże go lepiej cielętnikiem, boć tu podobno najwięcej wypijają krowiego mleka.
PROWINCJONALISTA. Ciekawy jestem, poco wybudowali altankę z sodową wodą, kiedy jest tak dobra studzienna.
WARSZAWIAK. Tak, zapewne!... możeby i wystarczyła studnia, gdyby nie to, że mamy dwie partje.
PROWINCJONALISTA. Niezupełnie rozumiem...
WARSZAWIAK. Widzisz, jest to tak, że klasycy i konserwatyści piją wodę studzienną, dla progresystów zaś i romantyków potrzebna sodowa.

W ogrodzie.

(Grupa I). PANNA (w zielonej sukni). Budzę pana!
ELEGANT. W kolorze?...
PANNA. W zielonym!...
ELEGANT. Tylko lubię... ale nie mogę powiedzieć, ażebym kochał nad życie.
PANNA. Spodziewałam się, że pan lubisz... trawę!
ELEGANT. Ja myślałem, że pani mówisz o swej sukni.
PANNA. Fe! przecież sukni zjeść nie można!
(Grupa II). PODLOTEK. Według mnie mężczyzna najlepiej wygląda w ułańskim mundurze i dlatego przepadam za ułanami!
KAWALER. Będziesz więc pani miała ułana.
PODLOTEK. Ach! czy być może?... i jakimże to sposobem?
KAWALER. Kupię go dla pani u Lessera!
(Grupa III). LWICA. Jakiż to brutal ten jegomość!...
BLAGIER. Przebóg! cóż się stało?
LWICA. Przeszedł koło mnie tak blisko, że omało mi sukni nie oberwał!
BLAGIER. Nędznik! jaka szkoda, żem nie uważał... byłbym go na pojedynek wyzwał!
LWICA. Nie wiedziałam, żeś pan tak energiczny!
BLAGIER. Byłby to już drugi pojedynek dla płci pięknej!
LWICA. No, proszę?...
BLAGIER. Kiedym mieszkał u mojego dziadka w Mordotłukach, jakiś awanturnik obraził moją znajomą pannę, Filomenę Dyndalską...
LWICA. I cóż?...
BLAGIER. Wyzwałem go na pistolety!
LWICA. I jakżeż się skończyło?
BLAGIER. Nadzwyczaj zabawnie!... W dzień bitwy pojechałem na plac, wziąwszy kilka funtów prochu i dwie kopy jaj...
LWICA. To szczególne!
BLAGIER. Następnie, czekając na mego przeciwnika, bawiłem się strzelaniem do jaj w powietrzu... Gdym w ten sposób wystrzelał już kopę, przyjechał mój przeciwnik i widząc, co się święci, prosił mnie o przebaczenie.
LWICA. A pan?...
BLAGIER. Ja zaś rzekłem: nie, mój panie!... taka zniewaga krwi wymaga... Musimy się bić!
LWICA. A on?...
BLAGIER. Strzelił do mnie 10 razy i chybił.
LWICA. A pan?...
BLAGIER. Ja strzeliłem raz, zdjąłem mu z nosa wielką brodawkę, która go ogromnie szpeciła i rzekłem: mam zwyczaj dobrze robić nawet moim nieprzyjaciołom!
LWICA. Nie wiedziałam, że pan tak dobrze strzela!
BLAGIER. Toż samo mówiła mi panna Filomena Dyndalska, z którą byłem u mego dziadka w Mordotłukach... no! i otrzymała ode mnie nauczkę!
LWICA. Opowiedz pan...
BLAGIER. Pewnego dnia zjechało do nas liczne sąsiedztwo, złożone z zapalonych strzelców. Każdy opowiadał przykłady swej celności...
LWICA. Czelności?...
BLAGIER. Celności... i ja też. Gdy mi panna Filomena zaprzeczyła, zrobiliśmy zakład i wyszli wszyscy na pole dla sprawdzenia.
LWICA. No, i cóż?...
BLAGIER. Strzeliłem 101 razy i na ścianie chlewka wypisałem kulami: Filomeno, kocham cię!...
LWICA. Zadziwiasz mnie pan tak, że aż chcę go prosić, abyś mi w tej oto strzelnicy dał dowody swojej zręczności!
BLAGIER. Kiedy... bo... tam muszą mieć bardzo liche pistolety.
LWICA. Przeciwnie... wyborne!...
BLAGIER. Przytem... godzina jest niewłaściwa...
LWICA. Owszem, najwłaściwsza. Teraz właśnie arystokracja strzela... No, chodźmyż, mój panie!
BLAGIER. Od rana... musiały się już pistolety ogromnie zanieczyścić...
LWICA. No, nie lękaj się pan, znajdziemy na to sposób!
BLAGIER. Zresztą, muszę się pani przyznać, że po ostatniej chorobie... a mianowicie po tyfusie... zupełnie straciłem rękę i prawdopodobnie ani razu nie trafię!
LWICA. Ach! już rozumiem!... Więc to zapewne podczas gorączki tyfusowej odbyłeś pan ów sławny pojedynek i wypisałeś kulami imię jakiejś panny Filomeny.
BLAGIER. O nie, pani... Fakta te rzeczywiście miały miejsce, kiedym był u mego dziadka w Mordotłukach!



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.