Wśród czarnych/Polityczna ideologja murzynów i mulatów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Wśród czarnych
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Data wydania 1927
Druk Drukarnia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów — Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
POLITYCZNA IDEOLOGJA MURZYNÓW I MULATÓW.

Przecinając olbrzymie przestrzenie podzwrotnikowej Afryki, widząc wioski murzyńskie, tkwiące w dziewiczej dżungli, z trudem można uwierzyć w to, że już istnieje pewna ideologja polityczna wśród tubylców. A jednak ona istnieje!
Biali ludzie już od bardzo dawna wdzierają się do serca czarnego kontynentu i, doprawdy, do połowy XIX wieku dobrych wspomnień tu po sobie nie pozostawili. W Sierra-Leone i na wybrzeżu Kości Słoniowej Portugalczycy zrodzili mulatów, noszących nieraz najbardziej arystokratyczne nazwiska grandów portugalskich. We krwi mulatów zaszczepili oni zarazę luesu, gnębiącego obecnie czarną ludność.
Historja kolonizacji europejskiej nie posiada do połowy XIX wieku jasnych kart. Taki stan rzeczy już wytworzył nieufność tubylców do białych przybyszów.
Późniejsza cywilizacyjna praca Europejczyków zmniejszyła wrogi stosunek do nich ze strony tubylców. Stosunek ten naogół obecnie jest bierny, obojętny. Murzyni nie nienawidzą naprzykład Francuzów, nawet lubią ich, lecz już biali im nie imponują. Parowy pług, potężny wybuch dynamitu, błyskawicznie szybki samochód, pływające miasto-okręt, olbrzymi stalowy ptak-aeroplan — bardzo dobrze! lecz murzyn patrzy na to spokojnem okiem i mówi, podnosząc ramiona:
„C’est la manière des Blancs!“
Ta „manière“ jest dobra dla białych, lecz dla czarnych jest niczem. Czarni tubylcy są umierającymi ludźmi… Wrogi klimat Afryki, nielitościwe słońce, setki nieznanych nam drobnoustrojów, pożerających krew, wnętrzności i kości murzynów, trujące owady i gady, drapieżne zwierzęta, hufce złych i dobrych duchów, czarownicy — wszystko to od stuleci już znużyło czarnego człowieka.
On żyje dniem dzisiejszym, nie chce nawet myśleć o jutrze, bo ono przyniesie ze sobą nowe, być może jeszcze straszliwsze męki i udręki; czarny człowiek chce spokoju i wytchnienia, chociażby to miał być spokój śmierci, wytchnienie niebytu.
Czarni ludzie są ludźmi nocy i smutku, oni nigdy nie mieli słońca za swego boga, — bo jego zabójcze promienie niosą smutek przedśmiertny i tylko noc daje wytchnienie i trochę radości, nieco ponurej, zmysłowej i żywiołowej.
Z pogardą więc patrzą murzyni na nieustającą, kipiącą pracę białych ludzi, czepiających się życia, i z niechęcią, wyłącznie pod przymusem przybyszów zaczynają sami pracować nad polepszeniem swego własnego bytu — bytu, który jest dla nich męczeństwem.
Podług mnie murzyni źle się czują na kontynencie afrykańskim. Być może, że są oni też przybyszami z innych lądów. Z jakich? Może z tych, które zostały pochłonięte przez oceany — z Lemurji, z Atlantydy?
W świecie fauny afrykańskiej, a mianowicie na Zambezi i na Madagaskarze, zoologja wykryła emigrantów-zwierzęta; — dlaczego murzyni, tak zwani pierwotni „Negrito“, nie są przybyłemi z innych lądów odmianami rodzaju homo sapiens? Sami oni zapomnieli o swojem pochodzeniu — bo nie mają ani własnych legend ani specyficznie afrykańskiej mitologji, ani pokrewieństwa pomiędzy setkami afrykańskich narzeczy.
Jednakże z biegiem czasu murzyni zaczęli rozumieć, że planowa walka o byt może zwyciężyć wrogie potęgi natury; po tem zrozumieniu przyszła potrzeba zarobkowania, sezonowa emigracja do Europy, do sąsiednich kolonij angielskich i portugalskich, nareszcie — uświadomienie.
Francuzi wysilają się w zakresie szkolnictwa w swoich afrykańskich kolonjach i już stworzyli kadry tubylców, którzy przeszli szkoły powszechne, profesjonalne, lekarskie, weterynaryjne i t. d., a to przyniosło też uświadomienie, analizę, krytykę i pewien światopogląd.
Z Francji murzyni wynieśli przekonanie o potędze cywilizacji i o tem, że nie tak trudno w rezultacie dojść do cywilizacji białych, a więc — murzyni mogą stać się społeczeństwem cywilizowanem, a wtedy…
— Myślę, że za jakie 25—50 lat murzyni zażądają od nas, abyśmy opuścili zagarnięte przez nas, a należące do nich obszary ziemi afrykańskiej — mówił mi w jednej z kolonij wybitny administrator francuski.
Z posiadłości angielskich murzyni wynieśli nienawiść do wszystkich białych bez różnicy. Przyczyna tego kryje się w surowym systemie administracyjnym, stosowanym przez Anglików w kolonjach.
Prawda, że takich uświadomionych murzynów naliczyć można nie więcej od 2—3 proc. na całą ludność, lecz jeżeli podług statystyki jedna książka jest czynnikiem kulturalnym wśród 50 osób, to myślę, że jeden uświadomiony murzyn staje się czynnikiem agitacyjnym co najmniej dla tysiąca współobywateli.
Jeżeli do tego dodamy, że część murzynów, szczególnie ze szczepów osiadłych w Sahelu lub w graniczących z nim obwodach, jest muzułmanami i że do nich napływa przez Saharę i z Maurytanji propaganda panislamizmu, — wtedy łatwo zrozumieć, że panislamizm, nieraz zmieniający się w ruch antyeuropejski, w znacznym stopniu wpływa na polityczną orjentację i ideologję murzyńskiego środowiska.
Jeszcze jednym czynnikiem jest wolnościowa propaganda, idąca od murzyńskich polityków ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i z niezależnej, aczkolwiek anegdotycznej tymczasem, republiki murzyńskiej — Liberji.
Jakaż jest naogół polityczna psychologja murzynów zwiedzonej przez moją ekspedycję części Afryki?
Warstwy rolników, rybaków i myśliwych, żyjących w dżungli, pozostają zupełnie obojętnymi dla białych, których jeszcze teraz w tem lub owem miejscu nigdy nie widziano, jak to mi się zdarzyło raz skonstatować w obwodzie Bauflé.
Jednak po miastach i portach, jak Dakar, Konakra, Grand-Bassam, Porto-Novo, Abidżan, Bamako, Kurussa, Sikasso, Uagadugu i inne, już się utworzyły warstwy uświadomionych murzynów, marzących o zdobyciu dorobku cywilizacji współczesnej i niezależności, do jakiej dążą ich północni sąsiedzi — młodo-algerczycy i młodo-tunizjanie.
W mieście Dakar, wśród Senegalczyków, którzy uczestniczyli w wielkiej wojnie i którzy dali największy procent murzynów wykształconych w szkołach na wyspie Gorèe, już się zauważyć daje bardzo energiczny ruch, czasem zatrważający władze miejscowe.
Umiejętnie prowadzona agitacja, z zastosowaniem wpływów czarowników-fetyszystów, tajnych związków mistycznych i dawnych rodów panujących może wstrząsnąć całem środowiskiem murzyńskiem i pchnąć je na drogę walki o niezależność.
Czy intelekt murzyński będzie w tym momencie historycznym dostatecznie przygotowany do ujęcia we własne ręce steru życia czarnej rasy, czy będzie tylko tragicznym wysiłkiem do osiągnięcia wymarzonej wolności i rządzenia się własnemi siłami — pokaże niedaleka już przyszłość.
Konkretyzując swoje spostrzeżenia, mogę zaznaczyć, że tymczasem białym kolonizatorom na terenie Afryki bezpośrednie niebezpieczeństwo nie grozi, jednak, wobec istniejącej już w pewnych odłamach ludności murzyńskiej ideologji wolnościowej, należy o tem pamiętać i być do niej przygotowanymi w ten sposób, aby nie popełnić błędów przeciwko zasadom sprawiedliwości i godności rasy cywilizowanej, co mogłoby wywołać niepotrzebny i straszliwy przelew krwi.
W tej kwestji powinno nastąpić porozumienie pomiędzy wszystkiemi państwami kolonjalnemi, zaniechanie konkurencyjnej polityki i jątrzenia czarnych ludów w interesach poszczególnych państw, jak to widzimy na północy Afryki lub w Indjach.
Ściśle związana jest z ideologją polityczną murzynów kwestja mulatów.
Niezawodnie, że na skutek barbarzyńskiego postępowania konkwistadorów i kolonizatorów europejskich minionych wieków, we krwi wszystkich ras murzyńskich znaleźć można spory procent pierwiastków białej rasy, lecz ta metyzacja, na skutek dalszego krzyżowania się mulatów z murzynami, obecnie stała się prawie niedostrzegalna i nawet nie przechowała się w tradycjach rodów murzyńskich. Natomiast metyzacja z czasów nowszych wytworzyła cały odłam mulatów o odrębnej a zasługującej na uwagę psychice.
Już wspominałem o mulatach murzyńsko-portugalskich z wybrzeża Kości Słoniowej, lecz mulaci w coraz większej ilości zjawiają się obecnie w kolonjach francuskich, angielskich i innych.
Niemal utartym zwyczajem stał się konkubinat nieżonatych urzędników, kolonistów i kupców europejskich z czarnemi kobietami. Dzieci, zrodzone z tych związków czasowych, krócej lub dłużej trwających, są zwykle porzucani przez ojców z chwilą odjazdu ich do Europy albo zmiany kolonji dla służby państwowej lub interesów materjalnych. Dzieci-mulaci nie są zbyt dobrze widziane we wsiach murzyńskich, szczególnie z chwilą, gdy sowicie wynagrodzona przez czasowego męża kobieta murzyńska znajduje sobie czarnego męża.
Władze kolonjalne zmuszone były do roztoczenia opieki nad bezdomnemi dziećmi-mulatami, wychowania ich i ściągania do szkół, skąd one miały wyjść jako rzemieślnicy, felczerzy, pracownicy biurowi, lekarze, agronomi, technicy, akuszerki, nauczyciele, nauczycielki i t. d.
Istotnie, wszędzie w kolonjalnych biurach rządowych, widziałem mulatów-urzędników i oficjalistów niższych stopni. Zrzadka dochodzą oni do wyższych szczebli hierarchji biurokratycznej, lecz władze centralne nie popierają tego z przyczyn, które będą niżej wyjaśnione.
Wykształceni mulaci, wchodząc do środowiska europejskiego, stają przed dylematem nie do rozwiązania.
Murzyńskie społeczeństwo nie ma do nich ani sympatji, ani zaufania; biali uważają ich za istoty niższe, mają do nich uprzedzenia fizjologiczne, tradycyjne i socjalne. Wcześniej czy później mulaci przychodzą do przekonania, że są oni moralnymi parjasami, a wtedy zaczyna się dramat w ich życiu.
Pogardzając niższymi od siebie murzynami i nie chcąc powrócić do ich środowiska, mulaci zaczynają ich nienawidzieć, znęcać się nad nimi i prześladować. Administracja kolonjalna zauważyła już oddawna, że mulat-urzędnik, a szczególnie jeśli ma bezpośrednią władzę nad murzynami, staje się najbardziej surowym, bezwzględnym człowiekiem, nieraz wprost gnębicielem, co w kilku kantonach spowodowało znaczne zaostrzenie stosunków pomiędzy czarną ludnością a władzami kolonjalnemi.
Mulaci są, z zupełnie zrozumiałego powodu, wrogo usposobieni do białych i gotowi są szkodzić im wszędzie, gdzie tylko sięgają ich wpływy.
Naturalnie, że taki element w pewnych okolicznościach może zaważyć na stosunkach pomiędzy białymi przybyszami i czarnymi tubylcami, a w agitacji antyeuropejskiej mulaci odegrać mogą ważną rolę.
Przedsiębiorczy biały człowiek, pełen nienawiści mulat-parjas i bierny tymczasem, lecz już budzący się do życia murzyn, — oni rozstrzygać będą spór ostateczny o wrogą dla ludzkości, lecz bogatą ziemię czarnego lądu.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.