Wśród czarnych/Fetyszyzm i totemizm w Afryce zachodniej

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ferdynand Ossendowski
Tytuł Wśród czarnych
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Data wydania 1927
Druk Drukarnia Zakładu Narodowego im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów — Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
FETYSZYZM I TOTEMIZM W AFRYCE ZACHODNIEJ.

Cały zachodni blok kontynentu afrykańskiego pod względem kultu religijnego podzielić należy na dwa duże odłamy.
Na pograniczu Sahary, a więc w Maurytanji, północnym Sudanie i w Nigerji francuskiej przeważa islam, na południe — fetyszyzm.
Ścisłej granicy pomiędzy prowincjami, których ludność uprawia pierwszy lub drugi z tych kultów, przeprowadzić się nie da, gdyż wśród muzułmanów można znaleźć wsie zaludnione przez fetyszystów, a na nawskróś fetyszystowskiem wybrzeżu Kości Słoniowej widzimy miasto Kong — twierdzę islamu.
Nauka proroka, ta religja moralności, niezawodnie robi postępy od północy na południe. Najlepszym przykładem tego służyć może Gwinea, gdzie wśród Sussu widzimy nieraz większość mahometańską, a szczep Peuhl-Fulah, zamieszkały w górach Futa-Dżalon, w 95 proc. jest wyznawcą islamu.
Jak już w swoich książkach „Płomienna Północ“ i „Pod tchnieniem samumu“[1] wskazywałem, islam afrykański jest w znacznym stopniu zdegenerowanym. Już pierwszy krzewiciel nauki Mahometa, jego uczeń Sidi-Okba, ogniem i mieczem krzewiący Koran na północy Afryki, w znacznym stopniu uległ wpływom bałwochwalców — Berberów. Modyfikacja islamu przy zetknięciu się jego wyznawców z fetyszystami szła coraz dalej, lecz nie głębiej, ponieważ wszystkie zmiany w nauce proroka są wyłącznie zewnętrzne, są naleciałościami, a czasem celowo dopuszczonemi innowacjami dla lepszej i szybszej asymilacji z psychiką czarnych adeptów.
Sądzę jednak, że specjalne studja nad islamem, stosowanym w Afryce, byłyby bardzo na czasie, gdyż odpowiedziałyby na ważne pytanie, czy islam przetrwał wieki i czy nie ulega już zmianom, które mogą go doprowadzić do upadku. Jeden tylko badacz, a mianowicie p. J. Brevier w swojej książce „Islamisme contre Naturisme“,[2] potrąca o tę kwestję, mówiąc o islamie sudańskim.
Zawdzięczając tej modyfikacji islamu afrykańskiego, nietolerancyjny Koran zupełnie spokojnie i przyjaźnie istnieje obok magicznych praktyk czarowników-fetyszystów, zmuszając tych nietylko zapomnieć o minionych krwawych czasach religijnych podbojów, dokonywanych przez czcicieli proroka, lecz nawet wstępować w ich szranki.
O afrykańskiej formie islamu pisałem dość obszernie w wyżej wspomnianych moich książkach, zawierających moje spostrzeżenia i badania z podróży r. 1924 przez Maroko, Algerję i Tunis; podczas wyprawy w roku 1925—26 zwróciłem szczególną uwagę na fetyszyzm i totemizm.
Murzyni, jak i wszystkie inne ludy, mają wrodzone, żywiołowe poczucie istnienia niewidzialnych, tajemniczych potęg, kierujących życiem i losami istot żyjących i całym światem. Mają oni też pojęcie, raczej przeczucie, że ze śmiercią materjalną nie kończy się życie człowieka lub innej żyjącej istoty, że dusza czy dusze ich żyją nadal w niewidzialnej formie, pomagając lub szkodząc ludziom; że mogą nareszcie istnieć reinkarnacje.
Tajemnicze potęgi przejawiały się lub wcielały w widzialne formy rodzącej lub nierodzącej ziemi, zbawczej ulewy, zabójczego żaru słońca, głębokich, silnych wirów i potworów rzek, niszczącego las i chaty wichru, łagodnego księżyca, przypływu i odpływu morza i t. p. Wszędzie i na każdym kroku murzyn spotykał ślady tych potęg, gubił się w ich mnogości i lęk go ogarniał. Do tych przerażających potęg przyłączyły się duchy zmarłych przodków i członków rodziny, rodu i szczepu.
Wtedy zjawiła się potrzeba ujęcia tych wszystkich potęg razem, wciśnięcia ich w granice widzialne, a więc mniej niebezpieczne. Inne pogańskie ludy stworzyły sobie z gliny, drzewa i metalu — bogów, murzyni — fetysze.
Fetysz, wbrew opinji niektórych badaczy, był i zostaje zawsze przedmiotem, mającym formę człowieka lub innej żyjącej istoty, niezależnie od tego, czy ten przedmiot jest wytworem rąk człowieka, czy też dziwacznej formy naturalnym kamieniem, kawałkiem drzewa, splotem gałęzi, korzeniem etc.
Przecież pospolity obecnie w Chinach jako środek leczniczy korzeń dżeń-szeng (Panacea genseng) jest uważany jako fetysz; takim fetyszem pozostaje do naszych czasów zielony nefryt, o ile znajduje się w nim czarna plama, konturami swemi przypominająca kształty smoka; kwiat lotosu był fetyszem hinduskim, bo przypominał formą swoją słońce.
Każdy fetysz mieści w sobie ducha pewnej tajemniczej potęgi lub duchy przodków.
We wsiach szczepu Lobi, zamieszkałego na pograniczu kolonji Wysokiej Wolty, wybrzeża Kości Słoniowej i Złotego Brzegu, widziałem przed domem czarownika trzy fetysze w postaci stożkowatych, czarnych słupów z namalowanemi białą farbą plamami zamiast oczu, ust i nosa. Jeden z tych fetyszów był duchem chorób, drugi — wody, padającej z chmur, trzeci — Sorokaté, duchem potęgi rozrodczej i śmierć niosącej.
Posiadam w zbiorach swoich bardzo stare fetysze, pochodzące z Gwinei z XVI stulecia, ulepione z gliny i mączki laterytowej; są to całkowite „prymitywy“, bardzo podobne do prac „najnowszych“ rzeźbiarzy, poszukujących piękna prawdy w psychice ludzi jaskiniowych; mam wreszcie współczesne „gri-gri“, czyli fetysze, rzeźbione z drzewa, a wszystkie mają kształty ludzkie, w których odróżnić nawet można płeć ducha tej lub owej potęgi.
Przedmioty, otoczone religijną czcią, lecz nie posiadające ludzkich kształtów, nie są fetyszami. Są to amulety, czyli „porte-bonheurs“, którym czarownicy, stosując zaklęcia i tajemnicze, magiczne praktyki, nadali siłę dopomagania ich właścicielom i opieki nad nimi, ponieważ niektóre pomocnicze duchy wielkich potęg lub cienie przodków towarzyszą im zawsze i wszędzie.
Twierdzenie, że dla murzynów materjalny fetysz jest bóstwem, stanowi zasadniczy błąd. Prawda, że niektórzy z murzynów nic poza swoim drewnianym lub kamiennym fetyszem nie widzą, lecz czyż w cywilizowanej Europie nie można znaleźć takich wyjątków wśród ludzi religijnych, dla których cudowny obraz jest Bogiem? Lecz w zasadzie święty obraz, krucyfiks, złoty posąg Jowisza, gliniany fetysz gwinejskiego Sussu lub leśnego Baga, są przedmiotami, wytwarzającemi sugestję w kierunku myśli o Bogu i zagłębieniu się w Nim.
Wszystkie te przedmioty kultu są materjalnemi czynnikami hipnotyzmu religijnego, a w tym sensie murzyn niczem się nie różni od Żyda, padającego na twarz przed arką przymierza, zamkniętą w „świętem świętych“, ani od chrześcijanina, czołgającego się na kolanach do źródła Matki Boskiej w Lourdes.
Czyż nie posiadali swoich fetyszów Żydzi w epoce proroków? Były to „terafimy“, istniejące jeszcze za czasów króla Dawida, a o nich i o amuletach mówi się w Genesis XXXV, 24.
W swoich zbiorach posiadam fetysza gwinejskiego, kształtami przypominającego syryjskie posągi boga Hadad. Może przywędrował tu z konkwistadorami kartagińskimi, bo skąd miałby ten murzyński fetysz brodę, wąsy, profil semicki i kołpak Hadada? A może jest to przybysz z Egiptu, bo głowa tego dziwnego fetysza przypomina głowy babilońskich kapłanów z rzeźby w Nimrud-Kelah, gdzie wznoszą się ruiny pałacu Asurnarsirpala. Inny znowu fetysz z drzewa ma kształty zbliżone do egipskich bogów Ra lub Tota.
Czy są to wpływy, które szły niegdyś z północy i północo-wschodu Afryki, a wtedy dowodziłyby treści, utajonej w fetyszach murzyńskich, lub są zrodzone wyobraźnią czarnych tubylców?
Zawdzięczając uprzejmości p. Haumand, syna znanego profesora Sorbony, miałem sposobność rozmawiania ze starcami i czarownikami szczepu Lobi w obwodzie Gaua.
Chodziło mi o to, aby ustalić religijną ideologję murzynów. Po długich staraniach udało się nam wyjaśnić następującą koncepcję murzynów.
Istnieje wielka potęga, tak bardzo daleka od ziemi, że nie widzi ona ludzkości i nie słyszy modłów i dziękczynnych hołdów. Ludzie w ten sposób zostaliby bez Boga, a więc owa daleka potęga część swego ducha zesłała na ziemię i rozproszyła tę część wszędzie. Te wszystkie bóstwa, — to fetysze, niewidzialne istoty — dobre lub złe, w zależności od życia i czynów murzyna. Te fetysze czasem są widziane przez czarowników, którzy robią potem na ich cześć fetysze-figury i w nich osiedla się wtedy fetysz niewidzialny lub część jego ducha.
To samo z cieniami przodków, których czarownicy mogą związać z fetyszem materjalnym, stanowiącym relikwję rodu — fetysz rodzinny, jak naprzykład fetysz dynastji Moro-Naba ze szczepu Mossi, której panujący przedstawiciel jest już 34-ym władcą dynastji królów i kapłanów.
Fetysze-przedmioty najczęściej posiadają straszliwy wyraz oblicza lub gestu. Robi się to dlatego, aby w „strachu bożym“ trzymać ludzkość. Jest to to samo, co widzimy w wizerunkach bóstw chińskich i lamaickich w Mongolji i Tybecie.
W niektórych fetyszach występuje wyraźnie element zoolatryczny — mieszanina kształtów ludzkich ze zwierzęcemi. Antylopa, krokodyl, pantera, bawół, hiena, kaczka, marabut, Mycteria abyssinica i inne zwierzęta i ptaki figurują na takich fetyszach.
Są to już fetysze totemiczne, skąd jeden krok do czystego totemizmu, czyli wiary w to, iż wszystkie istoty żywe są połączone węzłem pokrewieństwa, gdyż są dziećmi jednej wspólnej matki — ziemi, najbliższej, widzialnej potęgi.
Pewne szczepy wywodzą swój ród od zwierząt, które są ich znakiem — totem. Zwierzęcia tego się nie zabija i nie zjada, z osobami jednakiego znaku nie zawiera się związków małżeńskich.
Polowałem na pograniczu Sahelu w Sudanie z murzynem Bambara, który nigdy nie chciał prowadzić mnie na hipopotamy, gdyż to był jego „totem“. Znak totemicznego zwierza murzyni tatuują na swem ciele wtedy, gdy poddawani są rytualnej operacji obrzezania.
Zoolatrja znana była w głębokiej starożytności w assyro-babilońskim i egipskim kulcie, a znaki totemiczne noszą na ciele amerykańscy Indjanie, Polinezyjczycy i niektóre szczepy malajskie. Zdaje się, że starożytni Skandynawowie i Germanie posiadali też swoje totemy — niedźwiedzia, byka, orła, wilka, sępa i konia.
Pod tym względem więc ideologja murzyńska niczem się nie różni od ideologij innych ras i ludów, lecz przetrwała do naszych czasów w swojej pierwotnej formie. Być może, postęp tylko w tem jest widzialny, że murzyni już odróżniają fetysza od amuletu, ponieważ nawet w ich mowie te przedmioty mają inne nazwy. Naprzykład w języku Haussa fetysz brzmi — „tsafi“, amulet zaś — „lajá“.
Nosicielami tradycji i kultu fetyszów są czarownicy i tajne stowarzyszenia mistyczne.
Czarownicy dzielą się na dwie kategorje. Pierwszą stanowią pojedyncze jednostki, nie związane pomiędzy sobą wspólnotą interesów; drugą — czarownicy, uznani przez ogół; jest to już kasta magów, wtajemniczonych pośredników pomiędzy fetyszami a ludźmi. Tacy czarownicy niezawodnie posiadają wiedzę hipnotyzerów i mają nieograniczony wpływ na swoich rodaków, będąc ich doradcami, obrońcami i kierownikami ich życia. Na tym przykładzie najwyraźniej dowieść można genetycznego związku pomiędzy czarownikiem, kapłanem, a władcą i królem, co z taką erudycją analizuje prof. J. G. Fraser w „The golden Bough“, London 1900 r. Osobiście widziałem taką skalę ewolucyjną w Afryce zachodniej.
Czarownicy Gouro na wybrzeżu Kości Słoniowej (obwód Baouflé-Sinfra) są doradcami murzynów tego szczepu i kapłanami ziemi i dżungli; czarownicy Lobi są prawdziwymi władcami poszczególnych miejscowości prowincji Gaua; Moro-Naba zaś, przeszedłszy w różnych okresów panowania swojej dynastji ewolucyjne etapy czarownika i kapłana, jest obecnie królem i najwyższym kapłanem szczepu Mossi.
W życiu codziennem czarownik nie nosi rzucających się w oczy zewnętrznych oznak swojego zawodu, wyłączając chyba nadmiernie dużą ilość amuletów. Podczas ceremonij publicznych lub przy spełnianiu swoich czynności czarownik wdziewa specjalne ubranie, nieraz maskę, uzbraja się w czarowne atrybuty swej magicznej potęgi — laskę, miotełkę, wachlarz etc.
Podług wierzeń murzynów, czarownik może zmienić ludzkie kształty i stać się panterą, hieną, lwem, psem lub ptakiem, pomagać lub szkodzić ludziom; może przybierać formę niewidzialną, a wtedy spotyka się w dżungli lub na bagnistych brzegach rzek z fetyszami i otrzymuje od nich wtajemniczenie i objawienie. Słowo czarownika jest rozkazem i niejedna zbrodnia zostaje popełniona przez murzynów, spełniających wolę swoich magów.
Niższemi stopniami wtajemniczenia czarowników są „nihion“, „keniedala“, „bara“, „woro“ i „workos“. Wszystkie te nazwy, brzmiące inaczej w różnych narzeczach murzyńskich, oznaczają tych czarowników, którzy zapomocą warstwy piasku i laski magicznej objaśniają „rzeczy ukryte“ w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.
Za nimi w porządku degradacji idą „nenisso“ lub „nenso“, czyli fabrykanci fetyszów — bożków i amuletów.
Obok, a nieraz nawet wyżej od czarowników, są postawione tajne stowarzyszenia mistyczne, noszące w różnych językach murzyńskich nazwy — dus, dokos, mamadiombo, simo, namo i uango. Takie czarne „loże masońskie“ można odnaleźć w każdym szczepie murzyńskim Afryki zachodniej.
„Dus“ noszą różne zastraszające maski, płaszcze z naszytemi na nich pękami włosów lub konopi, kołpaki, zakończone śpiczastym kawałkiem pomalowanego na czerwono drzewa lub dzióbem ptasim.
„Dus“ są kapłanami, stróżami moralności i prawa obyczajowego, wychowawcami młodzieży, religijnymi tancerzami i kontrolerami czynności czarowników, którzy nieraz giną z ręki „dus“ w wypadku, gdy nadużywają swojej potęgi i władzy. Najczęściej „dus“ są kapłanami najbliższego z najpotężniejszych bóstw — Ziemi i jej córy — Dżungli.
Podług moich spostrzeżeń „dus“ są ewolucyjnym etapem czarowników i dlatego zajmują względem nich wyraźnie wrogie lub przynajmniej krytyczne stanowisko.




Przypisy

  1. Poznań, Wydawnictwo Polskie, 1926 r.
  2. Paris. Editions Ernest Leroux 1923 r.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ferdynand Ossendowski.