Ustępy z poematu Wieśniak Jędrzeja Zbylitowskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Andrzej Zbylitowski
Tytuł Ustępy z poematu Wieśniak Jędrzeja Zbylitowskiego
Pochodzenie Niektóre poezye Andrzeja i Piotra Zbylitowskich
Data wydania 1860
Wydawnictwo Biblioteka polska
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Indeks stron
USTĘPY Z POEMATU „WIEŚNIAK“

przez Jędrzeja Zbylitowskiego,

wyjęte z dzieł Euzebiusza Słowackiego.




Początek „Wieśniaka“ jest malowidłem wiejskiego obrazu.

Siedząc na wysokim brzegu,
Kędy rzeka w bystrym biegu
Po twardym płynie kamieniu,
Rozmyślałem w chłodnym cieniu,
Twe rozkoszy, twe pożytki,
Uciechy i wczasy wszytki
Wsi wesoła!...


Dalej tak swe myśli tłómaczy:

Niech, kto chce, na dżdżu we zbroi
Całą noc na straży stoi;
Niechaj Tatary wojuje,
Do obronnych miast szturmuje,

I długie kruszy kopije,
Ostrą szablą rąbiąc szyje;
Z dział puszcza, z szańców kopanych,
Kule do baszt murowanych;
Niech w szarłat ubiera sługi,
Dla których się zawiódł w długi,
I nędzne kmiotki zastawił,
Aby sobie brożek sprawił,
I swoją ustroił żonę
W drogi telet i koronę.
Niech, kto chce, będzie uczony,
I w prawie dobrze ćwiczony;
Niechaj ma dostatek mowy,
Rzecz gładkiemi czyni słowy,
I subtelnie dysputuje,
I po świecie pielgrzymuje.
Ja, wsi, uczciwie w twej pieczy
Prowadzić będę swe rzeczy,
Chcąc spokojne mieć staranie,
I pobożne nabywanie.
Bodaj i to, co ma, zgubił,
Kto złą lichwę brać ulubił,
Albo życzy szkody komu,
Bodaj smutek miał w swym domu.
Jak żyw, mało dbam o złoto,
Wolę ciebie, wdzięczna cnoto,
Nad wszystkie skarby na świecie;
I póki mi prząść będziecie,
Parki, mojego żywota,
Ze mną zawżdy będzie cnota.
Bogactwa, zbiory łakome,
Wszystko to rzeczy znikome!
By człek miał i świat szeroki,
I złoto, któe wysoki
Pangeus tracyjski daje,
Wszystko to po nim zostaje!...


Pożytki wiejskiego życia tak poeta wylicza:

Zatem wszystko, wsi spokojna,
Da mi boska ręka hojna.

W tobie, z wysokiego nieba
Czego jedno będzie trzeba.
Tobie po lesiech szerokich,
I po pagórkach wysokich,
Chodzą woły utuczone,
W gęstą trawę rozpuszczone.
Tobie stada owiec białych
Po pastwiskach okazałych,
Z któych ty masz częste wełny
I pastewnik jagniąt pełny;
Nabiały także obfite
I pożytki rozmaite.
Młyn szumiący, rybne stawy
I z gajó częste potrawy.
Tobie miód pszczoły zbierają,
Tobie lasy obradzają,
Żołądź szerokie dąbrowy,
Tobie rodzi las bukowy,
W którym boginie przed laty
Mieszkały, i Faun kosmaty;
Tamże przezeń jasne zdroje
Leją zwykłe wody swoje,
Zkąd biorą zioła rozliczne
Wilgotność, jawory śliczne;
A zwierz leśny i domowy
Ma zawsze w nim żer gotowy.
Czasem leżę nad potokiem,
Pod klonem czasem szerokim;
Gdy gorące słońce grzeje,
Wietrzyk w cieniu chłodny wieje,
Pasterezki też tymczasem
Kwiatki rwą pod gęstym lasem,
Wieńce wiją malowane,
Różnym kwieciem przeplatane,
To różany, to bluszczowy
Kładą na swe piękne głowy;
Na co udatne Dryady
Z swym Sylwanem patrzą rady,
I Pomona urodziwa
Często się w gęstwie zakrywa,

Patrząc na ich śliczne skoki;
I Tytan z nieba wysoki,
Sam pogląda okiem mile
Na ich wdzięczne krotofile.


Opisawszy przyjemności wiosny, maluje zabawy i zatrudnienia lata, prace i uiszczone nadzieje w jesieni, a przystępuje do zimy:

Kiedy zima jasne wody
Odmieni w nietrwałe lody,
A śnieg spuści z nieba biały
Na lasy, góry i skały.


Wtenczas, mówi poeta, jak miło jest słuchać myśliwskiej trąby, i głosu ogarów zwierza ścigających po kniei:

A jeśli gwałtowne mrozy
Będą i zima się sroży,
W ciepłej izbie przy kominie
Siedzę, dokąd ono minie;
Księgi rozliczne czytając,
Na lutni podczas brząkając
Pieśni, tańce rozmaite,
Albo rzeczy znamienite
Czytam z poetó przesławnych
Co się działo czasów dawnych:
Jak Jazon do Kolchu płynął,
I męstwem przeważnem słynął,
Gdy złotą owcę smokowi
I córkę uniósł królowi.
Jak Piramus nieszczęśliwy,
Swój wyjąwszy miecz właściwy,
Przebił białe piersi swoje
I ty, piękna Tyzbe, swoje.


Od poetó przechodzi do dziejopisów:

Władysław Łokietek grzeczny
Zaś po nim obran waleczny;

Mężny odpór wszystkim dawał
I bitwy częste wygrawał;
Krzyżaki nieraz pogromił
I pychę onych uskromił.
Syna po sobie zostawił,
Którego w cnoty swe wprawił,
Kazimierza walecznego,
Od spraw znacznych nazwanego
Wielkim, który tę koronę
Wziąwszy pod swoję obronę,
Ozdobił skarby wielkiemi,
I ochędostwy takiemi.
On prawa nadał, wolności
Rycerstwu za ich dzielności,
On miast tak wiele zbudował
I kościoły pomurował,
I zamków siła obronnych
Dla nieprzyjaciół postronnych.


Skończywszy ten ustęp historyczny, poeta jeszcze raz bierze pęzel dla odmalowania piękności wiejskich obrazów; opisuje przysmaki swojego stołu, swoje odpoczynki, i nakoniec zwraca mowę do Nimfy, celu życzeń i miłości swojej.

Teraz miła, której moje
Serce dało hołdy swoje,
Nimfo słowieńska wstydliwa,
Nade wszystkie urodziwa,
Nie gardź moją wsią ubogą,
Nawiedź twoją piękną nogą
Gęste lasy, śliczne sady;
Będąć ściany moje rady,
I dom z drzewa budowany,
I mój chłodnik przeplatany.
Półmisków nie mam bogatych:
Śliw a kasztanów kosmatych
Włożę przed osobę twoję,
A przytem wszystką chęć moję.

Orzechy, jabłka, jagody,
I lipienie z bystrej wody.
Melon słodki, grono wina,
Leśne rydze i malina,
Gruszki, brzoskwinie ogrodne,
Mleko świeże, piwo chłodne,
I co jedno wieś uboga
Rodzi, Amarylli droga!
Tem czcić będę usta twoje,
I uderzę w struny moje.
Nie gardź chłodnikiem chrościanym,
Gęstą lipą przyodzianym,
Pościelić nie mam kosztownych,
Ni ziółek prze cię wydwornych.
Namiot, gałązki lipowe,
Albo liście jaworowe.
Materac, trawa zielona,
Wonnym kwieciem ozdobiona.
W takich piękna Enona,
W frygijskich lesiech wsławiona,
Pod drzewy odpoczywała,
W chróścianej budzie legałą,
Nic się tego nie wstydziła,
Choć boginią leśną była.
Idy wierzch wdzięcznej wysoki
I Xantus pomni głęboki,
Jakie tam rozkoszy miałą,
Choć w budownych nie siadała
Pałacach, jedno w chróśćianym
Chłodniku, lipą odzianym.


Poeta przyrzeka swej Nimfie stateczność, której oddalenie ani żadne nie zachwieją przypadki.

Bym jechał i w cudze strony,
Lub gdzie Murzyn opalony,
Lub gdzie mieszka Persa srogi,
Gdzie Charybda czyni trwogi,
I bym pod moskiewskie grody
Jechał, i północne wody

Koń mój pił z Dzisny głębokiej,
Albo bym też po szerokiej
Dunaja wodzie żeglował,
I delfiny upatrował
Na morzu, w łodzi ciosanej;
Choćbym też w skale schowanej
Sybille lochy nawiedził,
I świat wszystek wkoło zjeździł;
Zawszebym tęsknił po tobie,
I narzekał w sercu sobie:
Gdzieś teraz, ma Nimfo droga,
Tak mi cię fortuna sroga
W te kraje jechać zajrzała,
I tobie służyć nie dała.
By były wasze wnętrzności,
Twarde Alpy, pierwej kości
Me pożarły, albo w swoje
Kloto wrzuciła pokoje,
Niźlim tu jechał w te strony,
Z mą najmilszą rozłączony.


To małe poema, które przyjemnością i miłą prostotą swych opisów usprawiedliwia tak dobrze dany mu tytuł „Wieśniak“, zakończone jest tym pięknym obrazem wieczora, który autora wzywa do spoczynku.

Już ćmy gęste nocy wstają,
Konie się bystre wpuszczają
Słoneczne w głębokie morze:
Już wieczorne widać zorze,
A ja jeszcze śpiewam sobie,
I, ucieszna Nimfo, tobie.
Zamknę i lutnią i oczy,
Póki noc czarna krąg toczy.
Bóg was żegnaj głośne strony,
Sen mię wzywa ulubionony.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Andrzej Zbylitowski.