Ulicą i drogą/Ulica

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Ulica
Pochodzenie Na klawiszach miejskiego bruku
Data wydania 1928
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ULICA


 
Zwężona dwoma brzegami okienic,
Jakgdyby mętna rzeka wśród stromego jaru,
Pomyka fala ludzka, niosąc echa gwaru,
Wir strojów różnobarwnych, złote iskry źrenic...

Idę z tą falą, — bez myśli i celu, —
Prosto — gdzie mnie prowadzi trotuaru kresa.
Mijam lub gonię ludzi nieznajomych wielu —
Oni gonią zabawę albo interesa.
 
W dziurawym płaszczu mknie studencik cichy...
Biegnie chłopak z gazetą, krzyczy co ma siły;
Z chudą małżonką kroczy urzędnik otyły...
Błyszczą broszki, dekolty, oficerskie szychy...

Świątynia, złote rozwarłszy wierzeje,
Wieżą, jak długim palcem, wskazuje ku niebu...
Śpiew jakiś z głębi słychać: ślubu czy pogrzebu?...
Dzwon smutno głową kiwa na te ludzkie dzieje...

A oto kolos państwowego banku:
Wielka brama w nim skrzypi, niby w ciągłej czkawce:
Tam naprzemian wychodzą, wchodzą bez ustanku
Śledzienni, zżółkli cielca złotego wyznawce.

Do sklepów dążą muskane strojnisie:
Piją woń i kolory, jak w kwiatach owady...
Dalej sterczy dom chwiejny, jak pijak, i blady —
Szpital albo przytułek — tak wydaje mi się...

Z fabryk dym płynie, jak ofiara Abla...
Ich właściciel się cieszy dóbr ziemskich przyrostem,
A biedny Kain kradnie i sypia pod mostem...
Na zakręcie majaczy sylwetka konstabla...

1919





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.