Ukochany Roland
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Ukochany Roland |
| Pochodzenie | Baba Jaga oraz inne bajki |
| Wydawca | Księgarnia Literacka |
| Data wyd. | [1930] |
| Druk | Drukarnia P. Brzeziński |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Der liebste Roland |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Żyła raz pewna kobieta, istna czarownica. Miała córkę własną, brzydką i złą, którą kochała, oraz piękną i dobrą pasierbicę, której znosić nie mogła. Zdarzyło się, że biedna sierota dostała od kogoś piękny fartuszek. Fartuszka tego pozazdrościła jej brzydka córka macochy.
— Zaczekaj trochę, dziecko, — rzekła jej czarownica — dostaniesz ten fartuszek niedługo. Ta nieznośna pasierbica oddawna zasłużyła na śmierć, to też dziś, w nocy, gdy zaśnie, odrąbię jej głowę siekierą. Postaraj się tylko lec od ściany, ją zaś wypchnij na sam kraj łóżka.
Biedna dziewczyna usłyszała na szczęście te słowa, gdyż stała opodal w kącie. Przez cały dzień nie pozwolono jej wyjść za próg, wieczór zaś musiała lec skraju, by siostra przyrodnia spała od ściany. Ale w nocy posunęła zręcznie córkę macochy przed siebie, a sama zajęła jej miejsce. Późną nocą przyszła cichaczem czarownica. W jednej ręce miała wyostrzoną siekierę, drugą zaś zmacała, czy kto leży z brzega. Potem ścisnęła siekierę oburącz i odrąbała głowę własnej córce.
Uczyniwszy to poszła, a sierota wstała co prędzej, pobiegła do domu ukochanego Rolanda swego, zapukała, gdy zaś wyszedł, rzekła mu:
— Drogi Rolandzie, musimy uciekać. Macocha chciała mnie zabić, ale uśmierciła córkę własną. Gdy zobaczy o świcie, co się stało, zginę niezawodnie.
— Radzę ci, — powiedział Roland — zabierz jej przed tym różdżkę czarodziejską, gdyż inaczej dogoni nas napewno.
Dziewczyna wzięła różdżkę, potem zaś upuściła kroplę krwi przy łóżku z głowy zabitej, w kuchni i na schodach i w końcu uciekła z ukochanym swoim.
Czarownica wstała wczas rano i zawołała córki, chcąc jej dać fartuszek, ale córka nie dała odpowiedzi.
— Gdzie jesteś? — spytała.
— Tutaj jestem! Zamiatam schody! — odrzekła kropla krwi.
Czarownica wyjrzała na schody, ale nie zobaczyła nikogo, spytała znowu:
— Gdzie jesteś?
— Jestem w kuchni, grzeję się! — odparła druga kropla. Czarownica nie zastała w kuchni nikogo i spytała po raz trzeci, a trzecia kropla odparła: — Leżę w łóżku i śpię!
Czarownica wpadła w rozpacz, znalazłszy w łóżku zwłoki córki swojej, której sama odrąbała głowę.
W gniewie wielkim spojrzała oknem, ponieważ zaś przez okno to było widać cały świat, zobaczyła pasierbicę, uciekającą ze swym ukochanym Rolandem.
— Nie umkniecie mi! — krzyknęła, chociaż byli już oddaleni o spory kawał drogi. Wdziała zaraz tysiącmilowe buty swoje, w których idąc, za każdym krokiem przebywała całe mile. To też choć uciekali co sił, dognała ich wreszcie.
Gdy dziewczyna zauważyła, że nadchodzi, przemieniła za pomocą różdżki czarodziejskiej swego Rolanda w jezioro, a siebie w kaczkę na wodzie. Czarownica stanęła na brzegu i rzucała okruszyny chleba do wody, by przywabić kaczkę. Ale kaczka pływała z dala, a czarownica musiała wieczorem wracać do domu nie sprawiwszy niczego. Uciekający przybrali zaraz zwyczajną swą postać i szli przez całą noc aż do świtania. Gdy słońce wzeszło, przemieniła się dziewczyna w piękny kwiat w żywopłocie, zaś Rolanda w skrzypka. Niedługo nadeszła czarownica i spytała:
— Drogi skrzypku, wszakże mogę sobie zerwać ten piękny kwiat?
— Naturalnie! — odparł. — Zagram nawet pani do tego.
Weszła w ciernisty żywopłot, gdyż wiedziała, kto jest tym kwiatem, a skrzypek zagrał. Czarownica zaczęła zaraz tańczyć, gdyż była to nuta czarodziejska i tańczyła wbrew woli swej, pośród cierni, które jej poszarpały odzież i ciało, tak że niedługo zmarła z upływu krwi.
Kiedy zostali ocaleni, rzekł Roland do ukochanej dziewczyny:
— Teraz pójdę do ojca przysposobić wszystko do naszego wesela.
— Ja zaczekam tu, — odparła — a dla niepoznaki przemienię się w czerwoną skałę.
Roland odszedł, a dziewczyna została w szczerym polu, zamieniona w skałę. Roland wpadł jednak, będąc w domu, w, ręce innej dziewczyny i zapomniał o pierwszej, ona zaś czekała. Gdy jej się w końcu sprzykrzyło być ciągle skałą, przybrała postać kwiatu.
— Ktoś może nastąpi na mnie i zadepce! — pomyślała, chcąc umrzeć.
Zdarzyło się jednak, że na tym polu pasł pasterz owce. Widząc piękny kwiat, zerwał go i włożył do szkatułki. Od tego czasu cuda zaczęły się dziać w domu pasterza. Gdy wstał rano, cała robota już była wykonana, izba zamieciona, stoły i ławy czyste, ogień płonął na kominie, a wody ktoś nanosił. W południe zastawał stół nakryty i doskonałe jadło czekało nań. Pasterz nie mógł tego wszystkiego zrozumieć, gdyż w chatce swej nie widywał nigdy nikogo. Dobrze mu z tym było, ale bał się też potrosze, tedy poszedł do pewnej starej kobiety i spytał o radę.
— Są w tym czary! — powiedziała mu. — Zbudź się o świcie i uważaj pilnie, czy się co nie rusza w domu. Gdy spostrzeżesz, narzuć zaraz na to białą chustkę, cokolwiekby było. Wtedy czar ustanie.
Pasterz uczynił wszystko wedle polecenia i ujrzał nazajutrz o świcie jak się otwiera szkatułka i wychodzi z niej kwiat. Zarzucił prędko chustkę i zaraz Kwiat przemienił się w dziewczynę, która wyznała, że od pewnego już czasu zawiaduje domem jego i opowiedziała mu życie swoje. Pasterz spytał, czy go chce za męża, ale ona wołała pozostać wierną ukochanemu Rolandowi, chociaż ją porzucił. Obiecała jednak, że nie odejdzie, ale będzie dalej prowadziła gospodarstwo pasterzowi.
Niezadługo rozgłoszono po całym kraju o bliskim ślubie Rolanda, na który, jak to było w zwyczaju, zejść się miały wszystkie dziewczęta, by śpiewać ku czci młodej pary. Biedaczka zasmuciła się bardzo i omal jej serce nie pękło, nie chciała też iść, ale inne zabrały ją ze sobą przemocą. Dziewczęta śpiewały jedna po drugiej, a opuszczona chowała się za nie, gdy jednak przyszła na nią kolej, musiała zaśpiewać.
Roland skoczył żywo z wspaniałego fotelu, na którym siedział obok narzeczonej i zawołał:
— Znam ten głos! To ona, moja prawdziwa ukochana! Nie trzeba mi innej żony!
Wszystko, o czym zapomniał, przyszło mu nagle do głowy, a serce zabiło znowu w piersiach jak dawniej. Wierna dziewczyna zaślubiła swego Rolanda i skończyły się dla niej dni smutku i niedoli.