Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy
| Dane tekstu | ||
| Autor | ||
| Tytuł | Uczelnia weterynaryjna w Warszawie, jej przeszłość, stan obecny i dalsze losy | |
| Data wyd. | 1924 | |
| Druk | J. B. Kondecki, Warszawa, Marszałkowska 53a | |
| Miejsce wyd. | Warszawa | |
| Źródło | Skany na Commons | |
| Inne | Pobierz jako: EPUB | |
| Uwagi | Odbitka z „Wiadomości Weterynaryjnych“ nr 45, 1924 | |
|
| ||
| Indeks stron | ||
Erę szkolnictwa weterynaryjnego w b. zaborze rosyjskim rozpoczyna rok 1816, w którym to roku utworzona była przy Uniwersytecie Warszawskim katedra weterynarji dla lekarzy medyków.
W roku 1824 powstaje w Marymoncie pod Warszawą pierwsza polska uczelnia weterynaryjna pod kierownictwem doktora medycyny Adama Rudnickiego. Szkoła ta słabo wyposażona przetrwała zaledwie kilka lat i zwinięta została ze względu na wojnę polsko-rosyjską 1830 roku.
Następne 10 lat kraj pozostaje bez uczelni.
Zarazy zwierzęce, silnie podówczas grasujące i przyczyniające ludności olbrzymie straty, zmuszają rząd do ponownego uruchomienia uczelni, celem stworzenia zastępu niezbędnych specjalistów. Powstaje zatem W 1840 roku Szkoła Weterynaryjna, którą wkrótce zreorganizowano (1846 r.), rozszerzając jej prawa i przywileje. W 1889 roku szkoła ta przekształcona zostaje na Instytut Weterynaryjny z prawami wyższych zakładów naukowych.
Uczelnia ta, nie bacząc na wysoce niewystarczające subwencje rządowe, gdyż otrzymywała zaledwie ⅓ tego, co przyznawano analogicznym zakładom w Rosji, w ciągu pierwszych 50 lat istnienia oddaje do usług społeczeństwa 376 dyplomowanych lekarzy weterynaryjnych, prawie wyłącznie polaków, którzy niosą swą wiedzę i pracę zawodową przeważnie do wszystkich części b. Kongresówki i na kresy.
Na czele uczelni warszawskiej stają przeważnie polacy, a więc Ostrowski, Lewandowski, Eichler, Seifman i Kozierowski, profesorami są też polacy: Cichocki, Wrześniowski (znany zoolog), Królikowski, Żurawski, Bogucki, Narkiewicz, Gajewski i inni, którzy wydają szereg cennych prac naukowych w języku polskim z dziedziny medycyny weterynaryjnej.
Drugi okres życia szkoły stanowią czasy Apuchtina, gdy kierownikami i profesorami byli zagorzali rusyfikatorzy.
W tym czasie Instytut i inne uczelnie warszawskie spotyka cios dotkliwy, gdyż prawo wstępu do tych uczelni uzyskują seminarzyści (uczniowie prawosławnych szkół duchownych), nie posiadający możności studjowania w innych uczelniach w Rosji.
W związku z masowym ich napływem, młodzież polska, nie mogąc pogodzić się z atmosferą, jaką przybysze z sobą wnieśli, zmuszona jest do wyjazdu na studja po za granice kraju do uczelni poza granicami b. Rosji lub do Dorpatu.
Część jednak młodzieży, ze względu na warunki materjalne, pozostaje nadal w Instytucie Warszawskim.
Poza temi warunkami ogólno-politycznemi, wpływającemi w wysokim stopniu ujemnie na rozwój uczelni ku pożytkowi kraju, rozkwit jej hamowany był brakiem odpowiednich własnych pomieszczeń. Uczelnia warszawska przez lat 60 z górą zmuszona była do tułaczki po najrozmaitszych lokalach prywatnych, nie przystosowanych do potrzeb naukowych zakładu.
Wreszcie siłą wypadków, gdy państwa ościenne, zagrożone nawałem chorób zakaźnych, zamknęły na czas dłuższy granice swoje dla handlu bydłem, rząd rosyjski zmuszony był zaopiekować się organizacją służby weterynaryjnej w b. Królestwie, a przedewszystkiem stworzyć na zachodzie imperjum wzorową uczelnię. W roku 1898 Rada Państwowa zatwierdziła kredyt w sumie 220 tys. rubli na budowę gmachów dla Instytutu Weterynaryjnego w Warszawie. Plac w Grochowie około 5 morgów był kupiony od magistratu i już w r. 1901 stanął tam kompleks 6 dużych gmachów, dostosowanych do potrzeb uczelni weterynaryjnej. Wszystkie gmachy skanalizowano, zaopatrzono w wodę, gaz i inne urządzenia.
Kliniki i poszczególne pracownie naukowe wyposażone zostały w bogaty inwentarz. Pozostałe do dnia dzisiejszego bogate zbiory patologo-anatomiczne, anatomiczne, cenna bibljoteka i inne pomoce naukowe, uchronione od ewakuacji w 1915 r. i rozgrabienia, stanowią dzisiaj kolosalną wartość gotówkową i naukową, pomimo iż wiele rzeczy jak mikroskopy i inne cenne aparaty i przyrządy laboratoryjne zostały bądź wywiezione do Rosji, bądź rozgrabione. Straty z tego powodu poniesione dosięgają sumy około 50.000 rubli zł.
Wspominany wyżej kompleks zabudowań stanowią następujące budynki:
1. Gmach główny dwupiętrowy o powierzchni 964 m. kw. posiada 45 sal i pokoi o wysokich oknach, szerokich korytarzach i marmurowych schodach; mieści w sobie zakłady przedmiotów teoretycznych, laboratorjum chemiczne, muzeum patologo-anatomiczne, bibljotekę, dyrekcję, kancelarję i inne ubikacje.

2. Zakład anatomji opisowej — gmach jednopiętrowy o powierzchni zewnętrznej 316 m. kw. zawiera na parterze prozektorjum dla 60 studentów, oraz pracownię prozektora i zbiory szkieletów; na piętrze zaś prześliczną salę wykładową urządzoną amfiteatralnie, oraz muzeum anatomiczne i pracownię profesora.


4. Klinika chirurgiczna — gmach parterowy o powierzchni 810 m. kw. zawiera kliniczną stajnię na 14 koni, obszerną salę operacyjną, oświetloną z dwóch stron dużemi oknami i z góry szklaną antresolą, oraz salę dla małych zwierząt, salę wykładową, pracownię dla profesora i pokój dla stróża.

5. Klinika chorób wewnętrznych — gmach[2] parterowy o powierzchni 810 m. kw. zawiera kliniczną stajnię o 9 szerokich boksach, obszerną salę-maneż, tak samo oświetlone jak klin. chirurgiczna, salę dla małych zwierząt, pracownię dla profesora i studentów, poczekalnię, oraz pokój dla stróża i kuchnię dla psów.
6. Kuźnia i dom mieszkalny. Kuźnia stanowi lokal parterowy z salą i paleniskiem. Domek mieszkalny piętrowy, w którym są mieszkania dla asystentów klinicznych, dla zarządzającego gmachami, oraz dla podkuwacza i dwuch stróżów.

7. Macerownia stanowi mały budynek o 2 pokojach sporządzony dla maceracji trupów i wygotowywania szkieletów, oraz dla spalania zwłok zwierzęcych.
8. Śpichlerz dla węgla i przedmiotów gospodarczych.
9. Dom 1½ piętrowy dla zwierząt doświadczalnych i dla pracowni bakterjologicznej rozpoznawczej.
Ponieważ kwestja drugiej uczelni weterynaryjnej w Polsce nie jest ostatecznie załatwiona i zapoczątkowane studjum weterynaryjne przy Uniwersytecie Warszawskim zgoła nie jest otoczone taką opieką, jakiejby istota rzeczy wymagała — należy sobie zdać wyraźnie sprawę z potrzeb Państwa pod tym względem i dążyć do oznaczonego przez te potrzeby celu.
Potrzebę drugiej uczelni w Polsce jaknajbardziej obiektywnie oświetla, pod kątem widzenia stosunków panujących na zachodzie, poniższe zestawienie:
Stosunek liczbowy lekarzy weterynaryjnych do powierzchni i zwierzostanu Rzeczypospolitej Polskiej i Państw innych.
| ||||
| Państwa | Rok | Ilość lekarzy weterynaryj- nych |
Na jednego lekarza weteryna- ryjnego wypada | |
| Kilometrów kw powierzchni |
Ogółem zwierz. (koni, bydła, owiec i świń) | |||
| Szwajcarja | 1907 | 553 | 75 | 3.314 |
| Niemcy | „ | 5430 | 100 | 5.828 |
| Francja | „ | 3615 | 148 | 5.874 |
| Anglja | „ | 2751 | 114 | 6.416 |
| Austrja | „ | 1358 | 221 | 9.521 |
| Polska | 1921 | 1.040 | 371 | 17.735 |
Tabela powyższa przemawia za siebie, ilustrując ubóstwo Polski pod względem posiadanych sił lekarsko-weterynaryjnych.
Na jednego lekarza weterynaryjnego w Polsce przypada z górą trzykrotnie więcej zwierząt niźli na jego niemieckiego kolegę, przy terenie przytem prawie że czterokrotnie większym. W stosunku do Szwajcarji różnica wystąpi jeszcze wyraźniej, gdyż szwajcar opiekuje się mniej niż ⅕ ilości zwierząt, przypadających na polskiego lekarza weterynaryjnego i pracuje na terenie pięciokrotnie mniejszym.
Dane dotyczące państw obcych w zestawieniu tem odnoszą się do 1907 r. i zostały porównane ze stanem Polski w 1921 r. Powojenne dane z zachodu (niestety wyczerpujących danych nie posiadamy pod ręką), w porównaniu ze stanem Polski w 1921 r., jeszcze bardziej przemawiałyby na niekorzyść ostatniej.
Otóż ten brak u nas lekarzy weterynaryjnych, hamuje i hamować będzie rozwój źródeł naturalnych bogactwa narodowego, a więc rolnictwa i hodowli, a zwłaszcza ostatniej. Przy ustawicznym braku sił fachowych, czyż może być mowa o planowej akcji tłumienia chorób zakaźnych, bezustannie grożących hodowli naszej od wschodu?
Akcja zwalczania księgosusza w 1920 r. wymownym była tego wyrazem, gdy własnym szczupłym personelem weterynaryjnym nie byliśmy w stanie opanować klęski i trzeba było prosić o pomoc zagranicę.
Dzisiaj, przy tępieniu gnębiącej nasz kraj zarazy płucnej, brak specjalistów jest jedną z poważniejszych przyczyn, nie pozwalających na szybkie posunięcia w tej akcji. A każda godzina opóźnienia w zakończeniu walki przynosi krajowi wielkie straty, gdyż tępimy bydło, za które skarb ze swej szkatuły płacić jest zmuszony.
Tyle co do obecnych braków ilościowych w personelu weterynaryjnym, a teraz słów parę co do horoskopów na przyszłość.
W Polsce mamy 1040 lekarzy weterynaryjnych.
Na tą ilość składa się:
| 383 | wychowańców | Akademji Lwowskiej | |
| 39 | „ | uczelni | Wiedeńskiej, |
| 166 | „ | „ | Niemieckich, |
| 452 | „ | „ | rosyjskich. |
Akademja Lwowska pokryła zatem 37% ogólnej ilości, uczelnie zaś b. państw zaborczych dostarczyły nam 63% wszystkich lekarzy obecnie znajdujących się w Państwie.
Gdybyśmy stanęli na gruncie wystarczalności dla kraju uczelni Lwowskiej — to 37% obecnego stanu lekarzy weterynaryjnych byłoby zafiksowane dla kraju, a to dzięki odświeżaniu ilości tej przez młodzież otrzymującą rok rocznie dyplomy w tej Akademji.
Narzuca się jednak w danym wypadku proste pytanie: w jaki sposób ubytek naturalny owych 63% lekarzy będzie pokrywany, wobec tego, że uczelnie zaborcze w dalszym ciągu wychowańców swych dostarczać nie będą?
I tutaj występuje w całej pełni niezmierna aktualność sprawy drugiej uczelni weterynaryjnej w Polsce.
O ile uczelnia ta jaknajrychlej w pełny bieg puszczona nie będzie, obecne ustosunkowanie się sił weterynaryjnych w kraju pójdzie w kierunku wstecznym, gdyż nie mamy źródła, któreby odświeżać mogło owe szczuplejące z dnia na dzień kadry wychowańców b. uczelni zaborczych, kadry stanowiące ⅔ wszystkich lekarzy weterynaryjnych w Polsce.
Otóż studjum weterynaryjne przy uniwersytecie warszawskim już istnieje jako zawiązek uczelni.
Studjum to posiada wyżej opisane gmachy, pozostałe po b. instytucie, stanowiące pierwszorzędną wartość dla uczelni weterynaryjnej, jako specjalnie na ten cel wybudowane. Gmachy te co do powierzchni poszczególnych zakładów, obliczone są na 300 studentów.
Dziś już 4 gmachy są zremontowane, dziesięć pracowni naukowych i klinicznych zostały uruchomione i zaopatrzone, jak dotychczas, w najniezbędniejsze utensylja.
Uczelnia w nich mieszcząca się dać może rocznie krajowi od 50—70 lekarzy weterynaryjnych, jako uzupełnienie owych 63% lekarzy weterynaryjnych, którzy ukończyli uczelnie b. państw zaborczych.
Powstaje obecnie pytanie czy posiadamy dostateczną ilość sił profesorskich dla uruchomienia uczelni i postawienia jej na należytym poziomie.
Tutaj stwierdzić należy, że jeśli chodzi o jednostki, które już postarały się o formalne stwierdzenie przez odpowiednie ciała ich kwalifikacji, to takich jednostek posiadamy niewiele.
Mamy jednak tęgie siły intelektualne, które, mając wysoką wiedzę i wszelkie dane aby uczyć innych, z całego szeregu względów dotąd nie spełniły formalności, ogólnie zresztą przyjętych i koniecznych przy wyborze drogi naukowej.
Otóż należałoby tym cennym jednostkom dać możność pracy w obranym kierunku, nie bacząc na pewne formalne przeszkody.
W danym wypadku wskazane byłoby pójść za przykładem Czechów, którzy znalazłszy się przed podobnym problemem, powołali najzdolniejszych z pośród swych specjalistów-praktyków i uczelnię weterynaryjną uruchomili.
Nie przesądzając sprawy czy uczelnia weterynaryjna w Warszawie przyjmie kształty Wydziału Uniwersyteckiego, czy też będzie samodzielną Akademją, konieczność dalszego rozwoju obecnego studjum Weterynaryjnego należy uznać za niezaprzeczoną.
Pełny rozwój tej uczelni nie będzie nawet „doganianiem“ zagranicy co do ilościowego wyposażania w siły weterynaryjne, lecz pozwoli zaledwie na utrzymanie się na obecnym poziomie, nie dopuszczając do cofania się wstecz i do nieuchronnego znalezienia się w obliczu braku odpowiednich specjalistów w Państwie.