Tukaj albo próby przyjaźni

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Pani Twardowska Tukaj albo próby przyjaźni • Poezye Adama Mickiewicza. T. 1. (1899) • Ballady i romanse • Adam Mickiewicz Lilie
Pani Twardowska Tukaj albo próby przyjaźni
Poezye Adama Mickiewicza. T. 1. (1899)
Ballady i romanse
Adam Mickiewicz
Lilie

(We czterech częściach).




I.
»Ja umieram. — Ja nie płaczę.
I wy chciejcie ulżyć sobie;
Prędzej, poźniej, legniem w grobie,
Nie wrócą na świat rozpacze.
»Byłem panem mnogich włości,
Sławny potęgą i zbiorem;
Zamki me stały otworem
Dla przyjaciół i dla gości,
O potęgo! o człowieku!
Wielkie zamki, wielkie imię,
Wielkie nic! Wielkość, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku!

»Gdy za mądrości widziadłem
Goniąc, zbiegam kraje cudze,
Gdy wzrok nad księgami trudzę,
Skarbnice nauk posiadłem:
O nauki! o człowieku!
Wielka mądrość, wielkie imię,
Wielkie nic! Rozum, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku!
»Strzegłem ustaw świętej wiary
W ducha i serca prostocie;
Hojnie nagradzałem cnocie,
Kościołom niosłem ofiary:
O pobożności! człowieku![1]
Święta wiaro, święte imię,
Święte nic! Cnoto, czczy dymie!
Ja umieram w kwiecie wieku.
»Twórco, jakże igrasz srodze!
Kiedy mi dasz wiek niedługi,
Coż, że mi dasz wierne sługi?
Czemże za wierność nagrodzę?
Dasz kochankę kochankowi:
Śmierć truje ślubów słodycze.
I tylu przyjaciół liczę!
Bądźcie zdrowi, bądźcie zdrowi!«

Tak na domowników ręku
Tukaj, pośród skarg i jęku,
Pożegnawszy świat na wieki,
Gasnące zamknął powieki.

Wtem grom łamie szczyty dachu,
Zadrżały zamkowe ściany,
Jakowyś starzec nieznany,
Wlatuje na środek gmachu.
Siwy włos okrył mu skronie,
Twarz marszczkami rozorana,

Broda długa za kolana,
Na kosturze wsparte dłonie.
»Tukaju!« Porwał z pościeli,
I wraz za sobą iść każe;
Już wierzchne sale minęli,
Minęli wały i straże.
Idą — ciemno, deszczyk kropi:
A srebrzysta twarz miesiąca,
To grubawe mgły roztrąca,
To się znowu we mgle topi.
Idą ponad trzęskie kępy,
Mijają bagna, głębinie,
Hnilicy[2] ciemnej ostępy,
Kołdyczewa[3] nurty sinie,
Gdzie puszcza zarosła wkoło,
Spodem czarna, zwierzchu płowa,
Żwirami nasute czoło
Wynosi góra Żarnowa[4],
Tam szli. Starzec kląkł na grobie,
Rozwarł usta, okiem błysnął,
Podniosł w górę ręce obie,
Trzykroć krzyknął, trzykroć świsnął.
»Tukaju, patrz, oto ścieżka!
Za ścieżką chatka na bagnie,
W chatce mędrzec Polel mieszka:
Mędrzec mędrca wspomódz pragnie.
Znana twa nauka, cnota;
Znam, że Bóg węzły lubemi,
Przywiązawszy cię do ziemi,
Długiego nie da żywota.
Ale rzucaj przestrach płony,
Mych sposobów uznaj dzielność;
Żyj dla sług, przyjaciół, żony,
Lata, wieki, nieśmiertelność.

Ja pierwszy ziemskiemu oku,
Śmiem do niej pokazać drogę;
Lecz podług ustaw wyroku,
Dwom tylko pokazać mogę.
Wybierz drugiego człowieka,
Człowieka doznanej wiary,
Któremubyś w każdej probie
Tak zaufał, jak sam sobie.
Trafisz — nieśmiertelność czeka!
Chybisz — śmierć i wieczne kary!«

»Starcze! twe zjawienia wieszcze
Ciemna zasłona powleka,
Powiedz...« — »Powiadam ci jeszcze:
Wybierz drugiego człowieka.
Radź się twej głowy i serca:
Idzie o ciało i duszę!
Wierny, albo przeniewierca,
Nieśmiertelność, lub katusze!...
Czy mógłbyś się zwierzyć słudze?«

Tukaj nic nie odpowiada;
Bo któż zgadnie myśli cudze?
Bo zbyt częsta w sługach zdrada.
»Może kochance, lub żonie?«
»Tak...« wtem uciął, patrzy smutnie;
»Tak« rzecze, i znowu utnie.
Myśli, sam się z sobą biedzi,
»Tak jest, kochance... tak, żonie!«
I wierzy i strach nań pada,
I wątpi, i wstydem płonie;
Myśli, sam się z sobą biedzi;
Umyślił, już w odpowiedzi,
Już... i nic nie odpowiada.
»Umrzyj więc! ty śmiałeś żądać?
Daj pokój żądaniom dzikim!

Ty nie masz ufności w nikim,
Wartoż dłużej świat oglądać?«
On myśli... »Nikogoż z wiela?
Sługi, żony, przyjaciela?«
On myśli... Tu, w mgnieniu oka,
Czerni się niebios sklepienie,
Słychać grzmienie, ziemi drżenie,
Kipią bagna, lasy gorą,
Niknie w płomieniach opoka,
I doliny i jezioro.
Śród gromów świstu i szczęku,
Czy to zły duch, czy moc boża,
Tukaj znalazł się śród łoża,
Na swych domowników ręku.
Głos tylko zagrzmiał zdaleka:
»Niemasz drugiego człowieka,
Któremubyś w każdej probie
Tak zaufał, jak sam sobie«.

II.
»Ja mam, ja mam przyjaciela!«
Konający Tukaj woła.
Wraz uchodzi bladość z czoła,
Iskrą zdrowia oko strzela;
Tukaj, wydarty mogile,
Wstaje, dziwią się doktory;
Wstaje, chodzi o swej sile,
Jakby nigdy nie był chory.
A wtem na poduszce z boku,
Ujrzy z wolej skóry karty,
Gdzie tajemnice wyroku
Przeklęte spisały czarty.
Tukaj z ciekawością chwyta,
Siada, podparł się, i czyta:

»Kiedy miesiąc na młodziku,
Idź na górę do gaiku,
Znajdziesz kamień, z pod kamienia
Białego urwij korzenia.
Kiedy będziesz blizki śmierci,
Każ ciało posiec na ćwierci,
W wodzie zgotować korzonki,
Pocięte namaścić członki:
Znowu się duch z ciałem zrośnie,
W młodocianej wstaniesz wiosnie,
I możesz skutkiem tych leków
Umierać, wstawać, wiek wieków«.

Dalej tam były przestrogi:
Jak siekać głowę, jak nogi:
W jakiej wodzie smażyć trunek,
Po jakiej brać zioła szczypcie,
Ale w końcu w post-skrypcie,
Taki dodano warunek:

»Jeśli użyty ktoś drugi,
Do namaszczalnej posługi,
Zwiedzion przez nasze fortele,
Innemu pokaże ziele,
Lub w oznaczonej godzinie,
Twego ciała nie namaści;
Wtenczas skutek zioła zginie,
Wtenczas piekło czeka waści.
Jeśli na to się ośmielisz,
Dla znaku, że zaszła zgoda,
Nasz poseł Mefistofelisz,
Do wymiany traktat poda.
Ostrzegliśmy o fortelach,
Strzeż się; potem próżny kweres.
Dan w Erebie[5], w szabas rano;
Własną ręką podpisano:

Tak ma stać się: Lucyferes,
A za zgodność: Hadramelach«[6].

Tukaj trochę się zagniewał,
Warunku się nie spodziewał.
Brodę na ręku podpiera,
Potarł czoło, skrzywił nosa,
Na kontrakt spojrzał z ukosa:
Tabaczki dwa razy zażył,
To na ziemię spuszcza oczy,
To po stolowaniu toczy.
Wziął pergamin, w ręku zważył;
Znowu nań zezem poziera,
Znowu czytał i odczytał,
Znowu zważył, znowu zmierzył,
Kułakiem o stół uderzył,
Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał,
Ręce nad czoło zakłada,
Skoczył raptem i w zapędzie
Machnął ręką: »Niech tak będzie!«
Znowu umilkł, znowu siada,
Znowu myśli, znowu wstaje,
Znowu chodzi, znowu siada.
Niech go za to nikt nie łaje,
Bo z dyabłami rzecz nie lada.

Myśli: albo wieczne życie,
Albo wiecznie dyabłu dusza.
Nic nie mówi, myśli skrycie,
Tylko troche wargą rusza.

Nadszedł już czas odpowiedzi.
Tukaj oddala się z tłumu,
I do pracowni rozumu
Zamknąwszy się, jeden siedzi,

I tam swój traktat raz jeszcze,
Nim stępel przyjęcia zyska,
W surowej uwagi kleszcze
Bierze i porządnie ściska.
Tam myśl rozmaita ścieka
W jedne podobieństwa tygle;
Tam jedną myśl niedościgle
Różnicy nożykiem sieka;
Sieka, topi, nakształt wosku,
Aż wycisnął ekstrakt wniosku.
Obejrzawszy wniosek ściśle,
Tak rzekł po długim namyśle:
»Jakieżkolwiek to fortele,
O których słyszałem z góry,
Czy ich niewiele, czy wiele,
Trojakiej będą natury.
Chcąc kogo przywieść do zdrady,
Trzeba siły, albo rady;
Albo podarunkiem skusić,
Albo strwożyć, albo zmusić.
Toż samo krótszemi słowy,
Będzie syllogizm[7] takowy:
Trojaka do zguby droga —
Ciekawość, łakomstwo, trwoga.
Więc kto w tym trojakim względzie
Twardej nie ulegnie probie,
Takiemu już można będzie
Ufać, jak samemu sobie«.

Tukaj, kontent z wynalazku,
Szuka atramentu, piasku,
Idzie kreślić pismo grzechu,
Ale idzie bez pośpiechu.
Już ciemno, pisać niewcześnie.
W atramencie jakieś pleśnie;

Dwie świece musiał zapalać,
I dwa kałamarze nalać.
Coś mu zabolało w łokciu;
Wziął pióro, na piórze włosek,
I bardzo spisany nosek:
Otrząsł, przyciął na paznogciu.
Po długim względzie, rozględzie,
Wreszcie pisze: niech tak będzie.
Chciał dołożyć i nazwisko:
Lecz nim pierwsze »T« napisał,
Myślał pół godziny blizko,
Głową i piórem kołysał,
I nic więcej nie napisał;
Tylko do pierwszej litery
Dodał małe kropki.... cztery.

Gdy już napisano widzi,
Jeszcze patrzy, jeszcze bada;
Niechaj z tego nikt nie szydzi,
Bo z dyabłami rzecz nie lada.

Lecz jakże się musiał zdumieć,
Gdy głoska B, w słowie będzie,
Zaczęła brzęczeć i szumieć,
I wzdymać wszystkie krawędzie.
Kręci się, beczy, podrasta,
Jak na drożdżach kawał ciasta;
Dolna litery połowa,
Wykurcza się w brzuch i żebra,
U zwierzchniej wypukła głowa,
Nakształt ogromnego cebra.
Szyjka jak u osy wązka,
Nosik orła, bródka kozła,
A z jednej go strony końska,
Z drugiej kurza łapka wiozła;

Pogląda okiem wołowem,
Skrzydła nakształt młyńskich wioseł...
Był to dyabeł jednem słowem,
Był to Mefistofel poseł.

Jeszcze Tukaj nie mógł wiedzieć,
Czy żegnać, czy prosić siedzieć,
Kiedy przyskoczył zuchwalec,
Porwał za maleńki palec,
Zasadził nożyk pod skórką
I umoczył we krwi piórko;
Piórko wścibił, ścisnął w ręku,
Ręką wodzi pomaleńku,
Gdy już u, k, a, j, minął,
Zrobiło się całkiem Tukaj.
Dyabeł świsnął, czmychnął, zginął...
Terazże z nim ładu szukaj![8]


Przypisy

  1. Za te bluźnierstwa znajdzie czytelnik ukaranie w następnych balladach.
  2. Hnilica — rzeczka w powiecie nowogrodzkim.
  3. Kołdyczew — nazwisko jeziora.
  4. Góra Żarnowa w Zaosiu.
  5. Ereb — świat podziemny, tu znaczy piekło.
  6. Hadramelach albo Adrammelech — jedna z licznych nazw szatana.
  7. Syllogizm jest to nazwa pewnej formy rozumowania, złożonej z trzech zdań.
  8. Mickiewicz nie napisał dalszych dwu części »Tukaja«; zrobił to za niego Antoni Edward Odyniec i pomieścił w zbiorze swoich Poezyj.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.