Trachinki (Sofokles, tłum. Morawski, 1916)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sofokles
Tytuł Trachinki
Pochodzenie Sofoklesa Tragedye
Wydawca Akademia Umiejętności
Data wydania 1916
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Kazimierz Morawski
Tytuł orygin. Τραχίνιαι
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron



Trachinki.

Tragedya przedstawia dramat rodzinny w domu Heraklesa, losy i zgon Dejaniry podczas wypraw słynnego jej małżonka, wreszcie ostatnie chwile samego bohatera. — Eurytos, król Oichalii na Eubei, miał pełną wdzięku córkę Iole na wydaniu. Kiedy Herakles do Oichalii zawitał, doznał on tam bardzo nieżyczliwego przyjęcia. Aby to pomścić, strącił więc syna Eurytosowego Ifitosa, kiedy tenże szukając uprowadzonych klaczy do Tirynsu się zabłąkał, z murów miejskich zdradną zasadzką w przepaście. Lecz Zeus wymierzył następnie za ten czyn podstępny na Heraklesa kaźń hańbiącą, zgrążając mordercę w służbę u kobiety, słynnej Omfali. Żona Heraklesa musi tymczasem uchodzić z Tirynsu na wygnanie do Trachis, w Tessalii. Po roku niewoli kobiecej zbiera następnie Herakles hufce wojenne i z nimi wyrusza na oblężenie Oichalii i pogrom Eurytosa. Gród ten pada rzeczywiście w gruzy, Eurytos zostaje zabitym, a Iole dostaje się w ręce zwycięscy. — Tymczasem Dejanira gubiła się w domysłach i marniała w tęsknocie, nie wiedząc niczego pewnego o losach swego małżonka, który już od piętnastu miesięcy bez wieści ją pozostawił. Wreszcie dochodzą pogłoski o jego tryumfie a pochód branek, wśród których znajduje się Iole, zapowiada blizkie pojawienie się samego Heraklesa. Tu się zaczyna tragedya. Dejanirze odsłania się wnet prawda, iż Iole nie jest branką pospolitą na niewolnicę przeznaczoną, lecz że zajęła i zdobyła serce jej męża. Aby więc klęskę od siebie odwrócić, zamierza Dejanira miłość męża na wszelki sposób sobie zabezpieczyć. Centaur Nessos, śmiertelnie niegdyś przez Heraklesa ugodzony, zwierzył jej tajemnie, iż krew z jego rany posłuży jej w razie potrzeby jako płyn czarowny na odzyskanie uczuć małżonka. Zawierzyła ona niestety tym słowom i z miłosnym zamiarem i nadzieją przesyła teraz szatę namaszczoną ową posoką Heraklesowi. Niebawem jednak zaczynają w Dejanirze straszne kiełkować wątpliwości, czy owa rada nie była czasem zdradą pomsty żądnego Nessosa, a po chwili powraca Hyllos, którego matka Dejanira wysłała do ojca na zwiady, ze straszną już i groźną wieścią, że Heraklesowi owa szata złowroga wżarła się w ciało i mąk okrutnych stała się przyczyną. Dejanira, typ łatwowiernej, lecz szczerze kochającej niewiasty, odbiera sobie wskutek tego życie wśród wybuchów rozpaczy. Na tem jednak sztuka się nie kończy. Albowiem podobnie jak w Ajaxie następuje teraz część druga, w której Herakles główną jest osobistością dramatu; męki jego i ostatnie chwile przed wstąpieniem na stos śmiertelny przedstawiono tu z realizmem i brutalnym weryzmem czynu i słowa, które nie koniecznie naszym uczuciom przypadną do smaku. Występuje tu bohater, pełen ludzkich instynktów, nie uświetniony jeszcze tą nadludzką aureolą, która go w późniejszej poezyi z bogami zrównała. Dziwi nas przedśmiertne zlecenie Heraklesa, aby syn Hyllos pojął Iole za żonę. Wygląda to na sztuczne „zaopatrzenie“, jakiego przykłady znajdujemy w utworach dramatycznych wszystkich wieków i narodów. Ale rys ten tłómaczy się po części dawną tradycyą, zmienioną w Trachinkach, że Herakles nie dla siebie, lecz dla swego syna o rękę Ioli się ubiegał. W ogóle zlały się w tragedyi Sofoklesa rozmaite motywy i różnorodne warstwy baśni na całość nie zupełnie wyrównaną. Wyrażono też przypuszczenie, że na ujęcie i rysy charakterów zarówno Heraklesa jak i Dejaniry w Trachinkach, wpłynął w pewnej mierze młodszy Sofoklesa rywal, Euripides, który w swym Heraklesie szalonym opisał niemniej brutalnie przedzgonne szały bohatera, a zawsze z lubością namiętności i obłędy serc kobiecych przedstawiał i piętnował zarazem na scenie. I dziwnymi nam się wydają u Sofoklesa szumne wywody przedśmiertne bohatera, z których wy słyszeć możemy przeddźwięki chwalb i deklamacyi, jakiemi w późniejszych czasach grzmiały szkoły retorów i sztuczną siłą obrzękłe Seneki tragedye.






Osoby dramatu.
DEJANIRA.
PIASTUNKA.
HYLLOS.
CHÓR NIEWIAST z TRACHINU.
POSŁANIEC.
LICHAS.
STARZEC.
HERAKLES.







DEJANIRA.

Od wieków zdanie między ludźmi chodzi,
Że życia człeka, zanim dojdzie kresu,
Ni złem, ni szczęsnem nazwać się nie godzi.
Lecz ja już, zanim wstąpię do Hadesu,
       5 Wiem, że mam żywot nieszczęsny i ciężki.
Bo jeszcze w domu ojczystym Ojneusa,
W Pleuronie będąc, przedślubnemi trwogi
Drżałam, jak żadna etolska dziewica,
Gdy mi się zlecał rwący Acheloos,
       10 Co w trzech postaciach mnie żądał u ojca,
Raz w kształcie byka, raz jako smok zwinny
I łyskający, raz z przodem bydlęcia
Na ludzkiem ciele, a z ciemnej mu brody
Sączyły wody źródlanej potoki.
       15 Więc, że gach taki mi przypadł w udziale,
Ciągle już śmierci pragnęłam nieszczęsna,
Zanimbym w takie pójść miała ja łoże. —
Lecz wreszcie stanął, a miły był oczom
Moim, syn Zeusa sławny i Alkmeny,
       20 Który puściwszy się z tamtym w zapasy
Stał mi się zbawcą; przebiegu zaś walki
Skreślić nie zdołam, bo nie znam; lecz mógłby
Człek, co śmiał starcia być widzem, to zrobić.
Bo ja siedziałam przejęta wskroś trwogą,

       25 By wdzięki mi nie przyniosły udręki;
Zeus zaś szermierczy kres szczęsny położył,
Jeśli on szczęsny. Toć godną uznana
Łoża Herakla, wciąż troskę po trosce
Żywię o niego się trwożąc; noc jedna
       30 Wpuszcza je, druga wypiera z kolei.
I przyszły dziatki, któremi się cieszył,
Jako ów rolnik dalekimi łany,
Z rzadka, wśród siewu i żniwa jedynie.
Takie to życie od domu do domu
       35 Wciąż męża gnało gdzieś w obce posługi;
A teraz, kiedy kres nastał tym znojom,
Największy z wszystkich mną włada niepokój.
Bo skoro zgnębił Ifita on siłę,
My jak wygnańcy żyjemy w Trachinie,
       40 W domu nam obcym, a nikt o tem nie wie,
Gdzie on się podział, lecz gorzkie zaiste
Smutki odchodząc zaszczepił mi w duszę,
I wiem ja tyle, że popadł on w kięski;
Bo czas niemały, lecz dziesięć miesięcy
       45 Nad innych pięć już zostawia bez wieści.
A cierpi wielce. Wszak takie mi pismo
Idąc przekazał; więc łaski ja boskiej
Wzywam, by źródłem nie było mi troski.

PIASTUNKA.

O Dejaniro, ma pani, już często
       50 Widziałam ciebie w bezmiernej żałobie
I smutku nad tą Herakla wyprawą,
Lecz teraz, jeśli wolno niewolnicy
Pouczać panią, zwól mówić w tej sprawie.
Czemuż ty mając tak liczne potomstwo

       55 Nie ślesz nikogo w pogoni za mężem?
A głównie Hyllos mi w myśli, by zbadał,
Gdzie rodzic, jakich zażywa on losów. —
Toć on nadbiega sam właśnie do domu,
Więc, jeśli w porę służyłam ci mową,
       60 Możesz wyzyskać i chłopca i słowo.

DEJANIRA.

O dziecię, synu; wszak z ust pospolitych
Bywa, iż padnie myśl trafna; toć rzekła
Ta niewolnica szlachetne wręcz słowo.

HYLLOS.

Jakie? Niech znam je, jeśli znać się godzi.

DEJANIRA.

       65 Zwieszcza ci hańbę, gdybyś nie wyśledził,
Gdzie rodzic, który tak dawno się błąka.

HYLLOS.

Wiem ja to, jeśli posłuchom dać wiarę.

DEJANIRA.

Więc ty słyszałeś, synu, gdzie przebywa?

HYLLOS.

Podobno służył zeszłego on lata
       70 Jako pachołek lydyjskiej niewieście.

DEJANIRA.

Jeśli to przeniósł, snać wszystko przeniesie.

HYLLOS.

Lecz, jakom słyszał, zwolniony on z tego.

DEJANIRA.

Gdzieżby więc teraz żył albo i umarł?

HYLLOS.

Zwą na Eubei Eurytosa miasto,
       75 Że on je zwalcza, lub zwalczać zamierza.

DEJANIRA.

A czy wiesz, synu, że wróżby on pewne
Mnie o tym kraju odchodząc zostawił?

HYLLOS.

Jakież o matko? Bo rzecz mi nieznaną.

DEJANIRA.

Że albo kresu dokona tam życia,
       80 Lub znój przetrwawszy, już resztę dni swoich
W przyszłości pośród pogody przebędzie.
Więc, gdy on w takim przełomie, o synu,
Czyż go nie poprzesz? Toć razem zwyciężym,
Gdy on zwycięży, lub zginiem wraz z mężem.

HYLLOS.

       85 Więc ruszam matko; a gdybym znał przedtem
Wróżby tej słowa, ruszyłbym już dawniej,
Lecz zwykłe ojca szczęście i przewagi
Nie dały zbytnio o niego się troszczyć.
Teraz zaś świadom, niczego nie zniecham,
       90 By całą prawdę o sprawie tej posiąść.

DEJANIRA.

Więc idź o synu! Choć w późnej godzinie
Uszczkniesz wieść dobrą, to zysk cię nie minie.

CHÓR.

       93—140 O ty, którego noc gwiezdna w swym skonie
Rodzi i do snu wśród żarów układa,
Heliosie, wznoszę ku tobie me dłonie,

Zwieść mi, kto synem Alkmeny dziś włada,
O strojny w błyski, dziś pytam ja ciebie,
Czy ląd dwoisty, czy mórz kręte tonie?
O ty wszechwidny na niebie!

Bo Dejanira wśród złego powodzi,
Co raz wraz na nią uderzy,
Jako ptak tęskny zawodzi
I nigdy oczu od płaczów nie zdzierzy.
Lecz pomnąc, jak mąż po drogach się znoi,
Nęka się ciągle sieroctwem swych leży
I przyszłe klęski wciąż roi.

A jak na morzu, gdy wpadnie do głębi
Czy to Boreasz czy Notos z podmuchem,
Fala się kładzie, to skłębi,
Burzliwym wełniąc się ruchem,
Tak Kadmeidy, by kretyjskie morze,
Znój się raz zelży, raz wzmoże.
Ale dzielnego bóg wzdy nie opuści,
Od Hada zbroni czeluści.

Więc moje słowo nie śmiało, o pani,
I twoim mowom przygani,
I męstwa rzuci ci hasła,
By twa nadzieja nie zgasła.
Przecież wszechwładny ów pan nasz Kronida
Nie zwolnił ludzi od wszelkiej tęsknicy,
Lecz raz im smutku, raz uciech znów przyda,
Na modłę krętych zwrotów niedźwiedzicy.

I nocy gwiezdnej i szczęścia i mienia
Nikt ze śmiertelnych na zawsze nie zdzierzy,
Wszystko z kolei się zmienia,

Raz nam los smutek, raz radość wymierzy.
Niech ci to, pani, nadzieje wciąż nieci!
Któż widział Zeusa niepomnym swych dzieci?

DEJANIRA.

Przyszłaś tu, jak się wydaje, świadoma
Mojego smutku; a tego, co cierpię,
Nie zaznaj nigdy, boś dotąd bez troski.
Wszak młodość buja na swoim ugorze,
       145 I ani jej tam żar nieba nie spłoszy,
Ni burza, ani moc wichru nie zmoże,
Lecz życiem górnem oddycha w rozkoszy,
Aż gdy dziewicy powiedziano: żono
I pośród nocy pojawią się trwogi
       150 O męża, dzieci, szarpiące jej łono.
Więc, ktoś, co własne rozważy swe drogi,
Mógłby snać pojąć, czem ja tak zgnębiona.
Bo już nad wielu płakałam smutkami,
A jeden, dotąd stajony wnet zjawnię.
       155 Otóż Herakles, gdy dom swój opuszczał
Na swą ostatnią wyprawę, list stary
Zostawił, w którym wyraził swą wolę,
A nie zwykł dotąd nią ze mną się dzielić,
Gdy ruszał w pole, boć przecie wychodził
       160 Z myślą o czynie, nie zgonu przeczuciem.
Teraz zaś, jakby już zmarły, stanowił,
Co mym małżeńskim być miało udziałem,
Co synom z ziemi ojczystej przeznacza,
I czas określił z góry, iż jeżeli
       165 Rok i miesięcy trzy tu nie powróci,
Natenczas albo mu śmierć już przypadnie,
Albo przeszedłszy tę czasu granicę

W przyszłości życia zażyje pogody.
Tak, mówił, wyrok wydany przez bogów
       170 Co do Herakla spełniłby się trudów,
Jak o tem wieścił niegdyś dąb gaduła
W Dodonie, wróżąc przez parę gołębi;
A głosów prawda tych stwierdzić się musi
Teraz, bo już się wypełniły czasy.
       175 Przeto w śnie błogim ja zrywam się z łoża,
W lęku, o drogie, i w trwodze śmiertelnej,
Czy mi na zawsze porwany ten dzielny.

CHÓR.

Strzeż się złej wróżby; bo widzę, że kroczy
Z dobrem orędziem tu człek uwieńczony.

POSŁANIEC.

       180 O Dejaniro! ja pierwszy z posłańców
Troski cię zbawię: wiedz, że syn Alkmeny
Żyje, zwycięża i walk pierwociny
Przywiedzie bogom tej ziemi wnet w darze.

DEJANIRA.

Cóż za wiadomość mi niesiesz, o starcze?

POSŁANIEC.

       185 Iż twój małżonek wielce ukochany
Wkrótce tu stanie w potędze zwycięstwa.

DEJANIRA.

Któż obcy, albo krajowiec to zwieścił?

POSŁANIEC.

Ot na bydlęcem to błoniu ogłaszał
Lichas ów herold; a ja rzecz słyszawszy,

       190 Wnet się porwałem, bym pierwszy to doniósł
I coś od ciebie i wdzięczność twą zyskał.

DEJANIRA.

Przecz Lichas z dobrą nie przybył sam wieścią?

POSŁANIEC.

Jemu samemu tu stanąć nie łacno,
Bo lud malijski otoczył go kołem
       195 I bada, tak, że mu ruszyć się trudno.
Każdy bo chciałby usłyszeć, co pragnie,
I nie popuści aż uszy nasyci.
Więc poniewoli, lecz innym on gwoli
Tam został; zresztą wnet stanie przed tobą.

DEJANIRA.

       200 Zeusie, co w Ojcie bezżęte masz błonie,
Niech za pociechę, choć późną, się skłonię.
Wznieście niewiasty też dzięki gorące
W domu i w polu, iż mimo nadziei
Wieści radosnej dziś weszło mi słońce.

CHÓR.

       205—224 Pieśnią wesela niech zabrzmią te mury,
Niech krasawica poczyna,
A wnet młodzieńców zawtórzą jej chóry,
Sławiące moc Apollina,
Boga obrońcy, o pięknym kołczanie.
Złączcie się razem w pochwalnym peanie,
Śpiewnym peanie dziewice
Na Artemidę Apolla siostrzycę
Tę Ortygijską, łowczą, strojną w żary;
Sławcie też nimfy, co dzierżą te jary.

Rwę się do tańca, z radością flet słyszę,
Panie, jam tobie oddany,
Bluszcz oto sprawił, że szałem ja dyszę,
Bakchijskie wznowił on tany.
O! o! o boski Peanie!
Paś, o ty droga niewiasto, twe oczy
Chwałą, co żywcem tu kroczy.

DEJANIRA.

       225 Widzę to, drogie, nie uszedł czujności
Oczu mych widok takiego pochodu.
Naprzód pozdrowię herolda, co późno
Stanął tu, byle przynosił mi zdrowie.

LICHAS.

Sczęsny nasz powrót i szczęsne witanie
       230 Po szczęsnym znoju; mężowi, co zdzierży
Zwycięstwo, dobre się słowo należy.

DEJANIRA.

O ty najmilszy; wraz, co najpierw pragnę
Usłyszeć, powiedz, czy Herakles żyje.

LICHAS.

Jam go zostawił przy pełnej tam sile,
       235 Życiu i chwale i pełnem też zdrowiu.

DEJANIRA.

Gdzie, wśród rodaków czy też barbarzyńców?

LICHAS.

Jest brzeg Eubei, na którym wydziela
Ziemię i płody dla Zeusa z Kenaion.

DEJANIRA.

Ślub mu czy wróżby zleciły ofiarę?

LICHAS.

       240 Ślubem się związał, gdy miasto zdobywał
Tych oto niewiast, co stoją przed tobą.

DEJANIRA.

A one skąd są i czyje poddane?
Toć chyba słusznie wzbudzają mą litość.

LICHAS.

Gród Eurytosa zdobywszy, je zabrał
       245 Na swoją własność i ofiarę bogom.

DEJANIRA.

Czyż pod tem miastem te czasy bezmierne
I niezliczalne przepędził on dzionki?

LICHAS.

Nie, lecz sam zeznał, że czasu najwięcej
Nie jak człek wolny wśród Lydów zostawał,
       250 Lecz jak pachołek; sam Zeus miał w tem rękę.
Przeto niech rzecz ta cię zbytnio nie mierzi.
Więc barbarzyńskiej sprzedany Omfali,
Rok u niej przebył, jako sam wyznaje,
A tak go wielce zraniła ta hańba,
       255 Iż sam tę sobie nałożył przysięgę,
Że sprawcę, który go zgrążył w tę nędzę,
Z dziećmi i żoną w niewolę pogrąży.
I nie zapomniał on ślubu; lecz kiedy
Był się oczyścił, zebrawszy wraz hufce
       260 Pod Eurytosa gród podszedł; a twierdził,
Że jego hańby ten sprawcą jedynie;
Bo ten, gdy Herakl w dom jego zawitał,
Ufając dawnym stosunkom rodzinnym,
Zraził go mową i dumą złośliwą,

       265 Głosząc, że chociaż łuk dzierży niechybny,
W zawodach jego ustąpiłby synom,
Że mową swoją zdradza niewolnika
I pójdzie w jarzmo; a gdy Herakl wreszcie
Ucztą się schmielił, wyrzucił go z domu.
       270 Więc Herakl gniewny, gdy Ifitos stanął
U wzgórz Tiryntu, szukając swych klaczy
A raz tu wzrokiem, raz myślą tam gonił,
Strącił go nagle z wyniosłej w dół skały.
Co mszcząc na sprawcy wszech rodzic i władca,
       275 Zeus olimpijski w niewolę go zgrążył
I ścierpieć nie chciał, że Herakl podstępem
Tego jednego zgładził wśród śmiertelnych.
Bo gdyby go był bez zdrady pokonał,
Byłby Zeus uznał to słuszne zwycięstwo.
       280 Lecz zbrodni przecież nie schwalą bogowie. —
Zaś ci, co złemi unieśli się mowy,
Wszyscy w Hadesu zmieszkali ostępach,
A gród w niewoli. I oto te dziewki
Po szczęsnem życiu strącone do nędzy
       285 Ku tobie idą. Bo tak był to zlecił
Pan nasz, a wierny ja sługa to spełniam.
On więc, gdy tylko Zeusowi ofiary
W dzięk za opiekę i zdobycz tę złoży,
Przyjdzie niebawem; toć z całej powieści
       290 Najmilej ta wieść twe ucho popieści.

CHÓR.

O pani, radość wyraźna ci świta
Z tego widoku i słów zasłyszanych.

DEJANIRA.

Jakżebym słusznie, o męża tych czynach

Słysząc chwalebnych, się cieszyć nie miała?
       295 Radość ma musi wtórować tej sławne.
A jednak czepi się w tych, co rozważni,
Troska szczęsnego, by kiedyś nie upadł.
Toż wielka litość mnie zbiera, o drogie,
Gdy patrzę na te biedaczki bezdomne,
       300 Co się w obczyźnie tułają bez ojców,
A pewnie z wolnych rodziców zrodzone
Dziś pożywają chleb gorzki niewoli.
Zeusie obrończy, niech nigdy nie ujrzę,
Byś tak na moje nastąpił potomstwo,
       305 Niechbym ja tego nie dożyła ciosu!
Taką bo troską tych widok mnie przejął. —
O ty nieszczęsna, chcę wiedzieć, czem jesteś,
Panną czy matką, bo co do wyglądu
Dziewką się zdajesz, a z rodu przedniego.
       310 Lichasie, komuż porwano tę brankę,
Któż jest jej matką i któż jej rodzicem?
Mów, bo z litością tem większą nań patrzę,
Że widzę w twarzy tej jednej rozpacze.

LICHAS.

Cóż wiem? na cóż ty mnie badasz? być może,
       315 Że tam zrodzona nie z podłych rodziców.

DEJANIRA.

Czyż królów córą, czyż nie Eurytosa?

LICHAS.

Nie wiem, bom głębiej nie badał tej rzeczy.

DEJANIRA.

Aniś jej nazwy nie słyszał od innych?

LICHAS.

Bynajmniej; służbę spełniałem w milczeniu.

DEJANIRA.

       320 Więc daj ty sama wiadomość o sobie,
Bo przecie źle jest nie wiedzieć, kim jesteś.

LICHAS.

Toć ona takoż, jak w uprzednim czasie.
Ust nie roztworzy, bo dotąd nie chciała
Większem ni mniejszem odezwać się słowem.
       325 Lecz ciągle jęcząc nad jarzmem niewoli
Łzy tylko leje, od kiedy ojczyznę
Wietrzną rzuciła; los srogi zaiste
Spotkał ją, ale znajduje współczucie.

DEJANIRA.

Puśćcie ją tedy, niech idzie do domu,
       330 Jak tego pragnie, bo przecie ja nie chcę
By się jej żałość zdwoiła przezemnie.
Dość jej ma ona; a idźmy do wnętrza
Już wszyscy, byś ty podążył, gdzieć pilno,
A ja bym w domu wszystko opatrzyła.

POSŁANIEC.

       335 Lecz naprzód zostań tu chwilkę i bez tych
Dowiedz się, kogo tam puszczasz do domu,
I zwiedz się o tem, co słyszeć ci trzeba,
Bo ja o wszystkiem zdać mogę ci sprawę.

DEJANIRA.

Cóż to? dlaczegoś zastąpił mi drogę?

POSŁANIEC.

       340 Stój i posłuchaj. Bom na wiatr nie gadał
Przedtem i teraz nic na wiatr nie powiem.

DEJANIRA.

Czyż więc napowrót zwołamy tych z domu,
Czy chcesz li do mnie i do tych przemówić?

POSŁANIEC.

Do ciebie i tych, a tamtym daj spokój.

DEJANIRA.

       345 Toż oni poszli; więc mów, co zamierzasz.

POSŁANIEC.

Ten człek, co tobie rzecz właśnie przedkładał,
Mijał się z prawdą i albo on teraz
Prawdzie uchybił, lub przedtem siał fałsze.

DEJANIRA.

Co mówisz? Myśl mi twą wyjaw dokładnie,
       350 Bo coś powiedział, nie było mi jasnem.

POSŁANIEC.

Jam tedy słyszał, jako człek ten mówił
Przy wielu świadkach, że dla tej dziewoi
Herakles właśnie Eurytosa zwalczał
I tę wieżystą Oichalię, że Eros
       355 Jedyny z bogów go popchnął do czynu,
A nie ta służba u Lydów, Omfali,
Ani mordercze Ifita strącenie,
Co przekręcając człek ten inak twierdzi.
Toć Herakl, gdy nie przekonał rodzica,
       360 By mu dał córkę swą na nałożnicę,
Drobny znalazłszy wnet zarzut i powód,
Na kraj ten rusza, którym, jak ów mówił,
Eurytos władnął, i wraz tam zabija
Księcia, jej ojca i miasto wyburza.

       365 I teraz, jako to widzisz, do domu
Wraca, śląc tutaj ją z jakimś zamiarem,
Nie na niewolę; nie przypuść ty tego.
Tego nie zrządzi mąż, który pożąda.
Więc zamyśliłem ja wszystko ci zwieścić,
       370 Cokolwiek, pani, słyszałem z ust człeka,
A to wraz ze mną słyszało porównie
Wielu z zebranych wonczas Trachińczyków,
Że świadczyć mogą. Jeśli toć niemiłem,
Przykro mi będzie, lecz prawdę zjawniłem.

DEJANIRA.

       375 O ja nieszczęsna! gdzież los mnie znów strącił,
Jakąż ukrytą przyjęłam pod dachy
Zatratę! Więc tej nie zbrakło imienia,
Jak się zaklinał człek, co ją prowadził!

POSŁANIEC.

Dostojną ona z oblicza i rodu,
       380 I Eurytosa się córą być szczyci,
I zwie się Iolą; człek tamten o rodzie
Jej nie wspominał, bo snać go nie śledził.

CHÓR.

Choćby nie wszyscy źli sczeźli, niech padnie
Ten, co niegodną rzecz uknuł tak zdradnie.

DEJANIRA.

       385 Cóż czynić, drogie? Bo we mnie te słowa,
Które tu padły, jak grom ugodziły.

CHÓR.

Tamtego badaj, boć powie on prawdę,
Jeślibyś gwałtem naparła człowieka.

DEJANIRA.

Pójdę doń; rada twa wcale rozumna.

POSŁANIEC.

       390 A ja mam czekać? lub cóżbym miał sprawić?

DEJANIRA.

Czekaj, bo człek ten sam zjawia się z domu,
Chociaż ja dotąd nie słałam po niego.

LICHAS.

Cóż więc mam donieść Heraklowi, pani,
Bo widzisz, że już doń odejść zamierzam?

DEJANIRA.

       395 Jakoż ty nagle, przyszedłszy tak późno,
Zrywasz się, zanim wznowimy rozmowy!

LICHAS.

Chceszli ty jeszcze mnie badać, to służę.

DEJANIRA.

Lecz czy ty prawdę wprost wyznasz mi szczerą?

LICHAS.

Wielki Zeus niechaj przyświadczy mym słowom.

DEJANIRA.

       400 Kim więc niewiasta, którąś tu sprowadził?

LICHAS.

A cóż cię skłania do tego pytania?

DEJANIRA.

Odrzeknij śmiało, jeżeliś przy zmysłach!

LICHAS.

Z Eubei ona. Lecz nie znam jej rodu.

POSŁANIEC.

Ty, patrz mi w oczy! Bacz, przed kim ty mówisz.

LICHAS.

       405 Przed Dejanirą, co moją władczynią,
Ojneusa córą i żoną Herakla,
Jeśli ułudą nie zaszły mi oczy.

POSŁANIEC.

Tego się chciałem dowiedzieć. Więc mienisz
Tę swoją panią?

LICHAS.

Zapewne, bo słusznem.

POSŁANIEC.

       410 Na jakąż karę więc sobie zasłużysz,
Gdy wobec pani postąpisz nieprawie?

LICHAS.

Skąd ja nieprawym? I po cóż te sztuczki?

POSŁANIEC.

Nie ja, ty ciągle nadrabiasz tu sztuką.

LICHAS.

Odejdę. Przecież nie głupim cię słuchać.

POSŁANIEC.

       415 Nie, póki słówka spętany nie rzekniesz.

LICHAS.

Gadaj do woli. Snać z ciebie gaduła.

POSŁANIEC.

Brankę tę, którąś sprowadził do domu,
Znałeś ty chyba?

LICHAS.

Jużci. Lecz cóż pytasz?

POSŁANIEC.

Czyś nie rzekł, nimeś tu udał głupiego,
       420 Że to Iole, Eurytosa córa?

LICHAS.

Przed kim tom mówił? skąd zjawi się człowiek,
Świadcząc, że słyszał rzecz taką z ust moich?

POSŁANIEC.

Poświadczy wielu; wśród tłumu w Trachinie
Z ust twoich wielu słyszało te słowa.

LICHAS.

Tak!
       425 Rzekłem, żem słyszał. A nie jest tem samem,
Coś li przypuścić, a twierdzić stanowczo.

POSŁANIEC.

Cóżeś przypuszczał? czyś raczej nie przysiągł,
Że tę na żonę dla Herakla wiedziesz?

LICHAS.

Jemu za żonę!? Na bogi, o pani,
       430 Racz mi powiedzieć, kto jest ten przybłęda.

POSŁANIEC.

Ten, co od ciebie usłyszał, że miasto
Ze żądzy ku tej padło, że Lydyjka
Go nie zburzyła, lecz nowa ta miłość.

LICHAS.

Precz z tym człowiekiem! bo z głupim niechętnie
       435 Mąż, co rozsądny, w rozprawy się zada.

DEJANIRA.

Na tego Zeusa, co z Ojty wierzchołków
Zsyła nam gromy, nie ukryj mi prawdy!
Bo nie przemówisz do marnej niewiasty,
Której by uszło, że męże nie zwykli
       440 W jednem na długi czas wytrwać uczuciu.
Przecież człek, coby z Erosem na pięście
Poszedł w zapasy, nie miałby rozumu.
Bo on bogami, jak zechce, zawładnie
I mną; czyż ujdzie mu która niewiasta?
       445 Więc, gdybym męża, co tknięty tym szałem,
Mego ganiła, lub ową podwikę,
Co nic szpetnego i żadnej mi krzywdy
Nie wyrządziła, szał ze mnie by mówił.
Więc tak nie będzie; lecz jeśli cię wprawił
       450 Tamten do kłamstwa, złąś posiadł naukę.
A jeśliś sam się do rzeczy zaprawił,
To chcąc być celnym, bezczelnym się wydasz.
Powiedz więc prawdę mi całą; bo shańbi
Wolnego znamię, gdy rzeknę, że kłamie.
       455 A prawdę ukryć i tak się nie uda;
Toć wielu, którymś to zwieścił, rzecz zdradzi.
Jeśli zaś nie śmiesz, to próżno się trwożysz,
Bo nie wiadomość, ta właśnie mi przykrą;
A cóż strasznego to wiedzieć? czyż Herakl
       460 Nie miał w przeszłości już sporo kochanek?
A z tych ja przecie żadnej nie zelżyłam,
Ani skarciłam; tej również nie pomszczę,
Choćby topniała z miłości, bo przecież
Litość odczułam ją widząc, że krasa
       465 Życie jej zmogła, że wbrew swojej woli
Na kraj swój gruzy ściągnęła nieszczęsna

I srom; lecz to już niech będzie jak będzie!
Tobie zaś radzę, byś sztuki twe zużył
Na innych, mnie zaś li prawdą usłużył.

CHÓR.

       470 Dobrej tej rady usłuchaj, a z czasem
Schwalisz tę panią i zyskasz me dzięki.

LICHAS.

Więc droga księżno, skoro rzecz mi jasną,
Że ludzkie sprawy po ludzku ty sądzisz,
Całą wręcz prawdę wyznam, nie zataję.
       475 Bo tak rzecz stoi, jak tamten zeznawał.
Żądza ku dziewce tej straszna owładła
Kiedyś Heraklem i z jej to przyczyny
Legła Ojchalia w zniszczeniu i gruzach.
A, że i tamtej wysłuchać trza strony,
       480 On sam nie kazał zaprzeczać, kryć zdarzeń,
Lecz ja o pani, strwożony, by serca
Twego nie zranić mojemi mowami,
Zbłądziłem, jeśli za błąd to poczytasz.
Więc skoroś całą posiadła już prawdę,
       485 W imię tej waszej wzajemnej miłości
Znoś tę niewiastę i niechby te słowa,
Któreś wyrzekła, stwierdziły się czynem,
Bo mąż twój w każdej potrzebie zwycięski
Doznał w rozprawie z tej miłością klęski.

DEJANIRA.

       490 Toć przecie ja tak zamierzyłam działać
I nie powiększyć zwleczonej choroby
Walką z bogami. Lecz idźmy do domu,
Bym ci zwierzyła me ustne zlecenia

I dary, które tych darów dorosną;
       495 Boć próżno wracać nie będzie przystojnem
Temu, co przybył z orszakiem tak strojnym.

CHÓR.

       497—530 Moc potężna Cyprydy ziem i nieba sięga,
Bogów zmilczę, Kronidę jak podeszła ona,
Jak ciemnego Hadesa jej zmogła potęga
I ziemiotrząscę zmogła Poseidona,
Lecz powiem, jako o tej pani łoże
Siłacz z siłaczem się zmoże.

Pierwszym moc rzeki, w kształt, rogi i siły
Byka się przybrał, Acheloos; drugi
To z Teb Bakchosa syn Zeusa przybyły,
Dierży łuk, oszczep i brzemię maczugi.
I wkrótce obaj wystąpili w szranki,
Walcząc o zdobycz kochanki.
A opiekunka łóż w środku Cypryda
Baczy, kto tęższym się wyda.

I był tam rąk i łuków szczęk
I rogów powiązanych wraz,
Ten czołem bódł, ten chwytał w pas
A z piersi szedł im jęk.
Urocza dziewka zaś siadłszy na górze
Miłosny wzrok swój wytęża
I trwożnie czeka na męża.
— Żem była widzem, uczuciom jej wtórzę. —
W oku, o które się toczą zapasy,
Litości łzy jej migocą,
Potem od matki, za góry, za lasy
Jałówką poszła sierocą.

DEJANIRA.

Podczas gdy w domu, me drogie, ten obcy
Z temi brankami na odchodnem gada,
Skrycie ja tutaj wykradłam się do was,
By wam powiedzieć, com zmyślnie sprawiła
       535 I by wraz z wami opłakać mą klęskę.
Bo dziewkę, może nie dziewkę, lecz żonę
Przyjęłam tutaj, jak żeglarz ładunek,
Zgubny dla serca mojego nabytek.
Więc dwie on teraz na jednem posłaniu
       540 Może uścisnąć. I takie nagrody
Herakl ten wiernym, uczciwym przezemnie
Nazwany, śle mi za długą straż domu,
A ja się gniewać na niego nie zdołam,
Boć on w tę często popadał chorobę;
       545 Lecz jakaż z nią by zdołała niewiasta
Współmieszkać, dzielić to samo z nią łoże?
Toć widzę, że jej uroda w rozkwicie,
A moja więdnie; tam cieszy się oko
Wonią i kwiatem, tę mnie chętnie pominie.
       550 Więc ja się trwożę, by Herakl małżonkiem
Nie zwał się moim, tej młodszej zaś mężem.
Lecz już mówiłam, że gniew nie przystoi
Roztropnej żonie; a jakie snać leki
Na złe znalazłam, to wnet wam przedstawię.
       555 Miałam ja skryty w miedzianej gdzieś czarze
Dar, którym stary mnie niegdyś obdarzył
Dzikal, bo dał mi go Nessos kosmaty,
Kiedy przeszyty śmiertelnie już konał,
Ów, który ludzi za płacą przez głębie
       560 Rzeki Euena przenosił, ni wioseł
Sprawnych, ni żagli nie mając w użyciu.

Ten mnie, gdym świeżo rozstawszy się z ojcem
Szła za Heraklem w młodocianej krasie,
Uniósł na barkach, a w środku mnie brodu
       565 Lubieżnie musnął; jam wtedy krzyknęła,
A syn Zeusowy się zwrócił i z ręki
Pierzastą strzałę wypuścił; przez piersi
Ta weszła w płuca; a dzikal konając
Tak rzekł mi: córo starego Ojneusa,
       570 Mój znój ci, jeśli posłuchasz, się przyda,
Bo cię ostatnią przeniosłem z śmiertelnych.
Jeżeli krew ty stężałą ran moich
Z miejsca pozbierasz, gdzie hydra lernejska
Czarną swą ropą zwilżyła te strzały,
       575 To zdzierżysz środek czarowny na serce
Twego Herakla, iż nadal nie będzie
Żadnej nad ciebie miłował kobiety.
To więc zważywszy, o drogie — bo w skrzyni
Po jego śmierci zawarłam to skrzętnie, —
       580 Strój ten krwią maszczę, przydawszy co jeszcze
Żyjąc ów zlecił. Więc to już gotowem.
Złych sztuk zaś nigdy niech zdolną nie będę,
Ni je posiędę, bo wstręty me budzą.
Lecz jeśli tamtej pomięszam rachuby
       585 Miłosnym płynem, a tego zdobędę,
To na cóż bym tej ulękła się próby?
Może stąd dla mnie korzyści wypłyną,
Jeśli się łudzę, to zniecham ja czynu.

CHÓR.

Jeżeli tylko masz ufność w tej sprawie,
       590 Sądzim, że dobrze obmyślasz twe plany.

DEJANIRA.

O tyle ufam, że mam to mniemanie,
Lecz żadne skutku nie stwierdziły próby.

CHÓR.

Wiedzy trza czynom, bo choćbyś mniemała,
Pewności zbraknie, co z doświadczeń płynie.

DEJANIRA.

       595 Wnet zyskam pewność; bo widzę już tego
Przy drzwiach, a stąd on pospieszy niebawem,
Lecz proszę milczeć; bo przecież w ukryciu,
Choćbyś źle począł, to ujdziesz shańbienia.

LICHAS.

Cóż czynić? rzeknij mi Ojneusa córo,
       600 Bom tu już zbytnio przeciągnął mój pobyt.

DEJANIRA.

Lecz ja tu właśnie działałam Lichasie,
Gdyś ty we wnętrzu z brankami rozprawiał,
Abyś mógł zabrać tę powłóczną szatę
Za dań mej ręki dla cnego małżonka,
       605 A dawszy rzekł mu, by żaden śmiertelny
Przed nim nie wdziewał jej na swoje ciało,
Aby jej przedtem słońce nie widziało,
Ni ostęp święty, ni płomień ogniska,
Aż on z nią w całej pokaże się chwale
       610 Ludziom i bogom w święto bykorzezi.
Tak ślubowałam, iż kiedy zobaczę,
Albo posłyszę, że wraca, to składnie
Strój ten przyprawię i bogom ukażę
Nowego w nowym ofiarnika stroju;
       615 A znak ten weźmiesz, który na pieczęci

Łacno mąż pozna i uzna niebawem.
Więc idź i pilnie strzeż tego zlecenia,
A nie rób, czego robić nie przystoi,
Bo tak i jego wdzięczności i mojej
       620 Dosięgniesz, przez co zapłata się zdwoi.

LICHAS.

Toć, gdy Hermesa uprawiam ja sztukę
Wiernie, i ciebie w niczem nie zawiodę,
A tłumok tak, jak tu dzierżę, dostawię
I słowa twoje powtórzę sumiennie.

DEJANIRA.

       625 Już ruszaj; boś się już zwiedział dokładnie,
Jak w naszym domu złożyły się sprawy.

LICHAS.

Wiem to i powiem, że wszystko w porządku.

DEJANIRA.

Widziałeś przecie również, jak tę brankę
Ja sama tutaj przyjęłam uprzejmie.

LICHAS.

       630 Toć, aż mi serce zadrgało w radości.

DEJANIRA.

Cóż byś rzekł jeszcze? lecz już się ogromnie
Trwożę, iż wspomnisz o mojej tęsknocie,
Zanim się dowiesz, czy on tęskni po mnie.

CHÓR.

       634—662 O wy, co ciepłych źródeł grań wysoką
I Ojty dzikie obsiedliście skały
I nad Malijską mieszkacie zatoką

I na wybrzeżu dziewy złotostrzałej,
Kędy zdążają na radę Helleni,
Która pylijską się mieni.

Fletu głos ostry wnet zabrzmi nad wami,
A będzie jako bożej liry granie,
I nie zapłacze znów jękiem i łzami.
Bo Zeusa możny syn zaraz tu stanie
A z plonem bujnym dzielności swej żniwa
Do nas przybywa.

Zaginął gdzieś nam w rozłące on srogiej
I rok na morzach w ciemnej poniewierce
Zanikł bez śladu, skąd żonie tej drogiej
W serdecznym żalu pękało już serce.
Lecz teraz Ares wśród burzy i boju
Wyzwolił twarde dni znoju.

Niechby przyniosły, o niechby przyniosły
Lotnemi tutaj okręta go wiosły,
Niechby tu stanął i z wyspy ustąpił,
Gdzie bogom ofiar nie skąpił,
Czarem zmaszczone na zawsze wdział szaty,
Jak zlecił zwierz ów kosmaty.

DEJANIRA.

Jakże się troskam, niewiasty, że stało
To się nie w porę, co właśnie zrobiłam.

CHÓR.

       665 Cóż tobie w myśli, Ojneusa ty córo?

DEJANIRA.

Nie wiem, lecz trwoga mnie nęka, czy klęski
Wielkiej nie sprawię wbrew pięknej nadziei.

CHÓR.

Czyć w myśli dary Heraldowi słane?

DEJANIRA.

Tak jest i nigdy ja nagłych zbyt działań
       670 Bym nie zlecała, gdy sprawa niejasną.

CHÓR.

Poucz, gdy możesz, cóż ciebie tak trwoży?

DEJANIRA.

Coś się zdarzyło, co, gdy wam opowiem,
Dziwem się wyda, niewiasty, niezwykłym.
Bo owczej wełny kłębek, którym właśnie
       675 Szatę tę białą, świąteczną maściłam,
Zanikł, choć nic go w domu nie zniszczyło,
Lecz sam przez siebie doszczętnie się strawił
I w proch się rozpadł; a byś znała wszystko,
Jak się to stało, wydłużę mą mowę.
       680 Ja ze słów, które mi centaur, zraniony
W bok gorzką strzałą, wyszeptał przed zgonem
Nic nie zroniłam, lecz wbiłam je w pamięć,
Jak w miedź tablicy się pisma znak ryje;
Jak więc rzeczono, tak wszystko zrobiłam,
       685 By krew tę ustrzedz w ukryciu od żarów,
Przed wszelkim ciepła ochronić promieniem,
Nimbym cośkolwiek zwilżyła tą ropą.
Więc tak zrobiłam; gdy działać mi przyszło,
W domu zmaściłam ukrytym zakątku
       690 Wełny kłęb, z runa mej owcy uszczknięty,
Potem złożyłam i skryłam przed słońcem
W skrzynce ja dar ów, jakeście widziały.
Lecz później od was odszedłszy wnet ujrzę
Rzecz niesłychaną i trudną do wiary,

       695 Bo zwitek wełny, którym strój maściłam,
Rzuciłam potem na stronę, gdzie błyski
Słońca go doszły, a skoro się zagrzał,
W nic się rozpada, rozpyla na ziemi,
Tak niemal, jako się widzi przy pile
       700 Luźne trociny, gdy drzewa rzną drwale.
Tak to leżało na garści, a z miejsca,
Gdzie rzecz widniała, wykipia wraz piana,
Jako moszcz tłusty, który byś w jesieni
Z bakchijskich jagód wylewał na ziemię.
       705 Więc nie wiem biedna, co sądzić mam o tem,
A widzę jako spełniłam rzecz straszną.
Bo skąd i za co ów zwierz w chwili zgonu
Dobrzeby świadczył tej, za którą ginął?
O nie! lecz pomścić chcąc swego mordercę
       710 Mnie on omamił; co później niestety,
Gdy to już próżnem, dopiero przejrzałam.
Bo ja go sama, jeśli myśl nie kłamie,
Ja go nieszczęsna zabiję, powalę.
Toż ja o strzale, co jego przeszyła,
       715 Wiem, że zraniła i boga, Chirona,
Że pada od niej zwierz wszelki. Więc jakby
W strzale krwią czarnej, co siała już mordy,
I ten nie znalazł zatraty? Nie wątpię.
Wiem zaś stanowczo, że jeśli on zginie,
       720 Ja wraz z nim umrę w tej samej godzinie,
Bo żyć w niesławie tej przecie nie łacno,
Któraby chciała uchodzić za zacną.

CHÓR.

W sprawach tak groźnych człek musi się trwożyć,
Lecz źle nadzieję przed wynikiem morzyć.

DEJANIRA.

       725 Kiedyś źle począł, już trudno nadzieję
Żywić, co w duszę otuchy coś wleje.

CHÓR.

Lecz gdy wbrew woli ktoś spełnił złe czyny,
Snać wielkich gniewów nie wznieci przez winy.

DEJANIRA.

Mówić tak zdoła, kto nie brał udziału
       730 W złem, lecz się żadną nie splamił zakałą.

CHÓR.

Lepiej, byś dalszej zniechała już zwady,
Chyba co rzekniesz do syna; bo widzę
Tego, co ruszył za ojcem na zwiady.

HYLLOS.

Matko! z trzech wybrać dziś jedno ci trzeba,
       735 Albo, byś zmarła, lub żyjąc tu dalej,
Byś matką była innemu, lub z nieba
By ci bogowie myśl lepszą zesłali.

DEJANIRA.

O synu, cóż ci tak we mnie wstręt budzi?

HYLLOS.

Wiedz ty, żeś męża, a mego rodzica
       740 Dnia dzisiejszego twą ręką zabiła.

DEJANIRA.

O biada! jakież zwiastujesz mi słowo?

HYLLOS.

Takie, co odstać się nigdy nie zdoła,
Bo któżby umiał odrobić, co zaszło?

DEJANIRA.

Cóż mówisz synu? Któż przyniósł wieść taką,
       745 Że mnie o czyny ty winisz tak wstrętne?

HYLLOS.

Sam oglądałem tę klęskę rodzica
Na oczy, nie zaś poznałem z posłuchu.

DEJANIRA.

Gdzieżeś go spotkał i gdzie z nim przestawał?

HYLLOS.

Jeśli chcesz wiedzieć, to wszystko rzec trzeba.
       750 On więc zdobywszy gród słynny Euryta,
Zwycięstwa wiodąc oznaki i łupy
Przybił do brzegu nadmorskiej Eubei,
Do wzgórz Kenajskich, gdzie ojcu Zeusowi
Gaj i ołtarze z wdzięczności poświęca.
       755 Tam go ujrzałem z radosną tęsknotą.
Kiedy zaś rzezać chciał liczne ofiary,
Zjawił się Lichas, ów herold domowy,
Dar twój przynosząc, tę szatę złowrogą.
Wdziawszy ją tedy, jak tyżeś zleciła,
       760 Zabija byków bezbłędnych dwanaście,
Wybór wśród łupów, bo przywiózł on razem
Aż setkę bydląt pospołem zmięszanych.
I naprzód, biedny, w poczuciu błogości
Zdobną radując się szatą, wzniósł modły.
       765 Lecz kiedy z świętych tych ofiar wybuchnął
Żar krwawy, sosny żywicą sycony,
Pot zlał mu ciało, a szata wnet cała
W boki się wgryzła, przylgnęła by siłą
Mistrza do członków; wraz w kościach łamania

       770 Przyszły szarpiące, a potem by żmiji
Wrogiej i krwawej jad trawić go począł.
Na nieszczęsnego więc krzyknął Lichasa,
Który twych czynów był zgoła niewinnym,
Z czyją to zdradą on przyniósł tę szatę.
       775 A ten zaś trwożny, niczego nieświadom,
Twym to zwał darem, boś ty go przesłała.
Gdy ten to słyszy, a kurcz mu straszliwy
Pierś właśnie ścisnął, za nogę wnet chwyta,
Gdzie koło kostki związane są ścięgna,
       780 I rzuca człekiem o skałę nadbrzeżną,
Tak iż wśród włosów wypryska mózg biały
I krew przez czaszki wytryska szczeliny.
Więc z piersi wszystkich jęk głośny się dobył
Nad tego bólem i zgonem tamtego
       785 I nikt wręcz nie śmiał przystąpić do męża,
Bo raz na ziemię się rzucał, raz w górę,
Krzycząc i jęcząc; a echem wtórzyły
Lokryjskie skały i wzgórza Eubei.
A gdy mdlał prawie po ziemi włóczony
       790 Bólem i piersi zrywając jękami,
Klnąc łoże twoje, nieszczęsnej, co było
Dlań klęsk podłożem, klął śluby Ojneusa,
Skąd nań spłynęły przekleństwa żywota,
Wreszcie wśród myśli zmięszania wzrok błędny
       795 Wzniósł i wraz dostrzegł wśród ludzi zebrania
Mnie płaczącego; więc tak on zawołał:
O synu, zbliż się, nie mijaj mej klęski,
Choćbyś miał społem z mą śmiercią śmierć znaleść,
Lecz stąd mnie zabierz i zanieś w ostępy,
       800 Gdzieby nie dojrzał mnie nikt ze śmiertelnych.
Jeśli masz litość, to uwieź co prędzej

Mnie z tego kraju, niech tutaj nie ginę.
Gdy on to zlecił, złożywszy na łodzi,
Ledwieśmy do tej przybili z nim ziemi,
       805 Gdyż wił się w kurczach; więc męża niebawem
Żywym ujrzycie, lub zmarłym przed chwilą. —
To więc twe myśli i czyny spełniły,
Matko, na ojcu, co niechby pomściły
Dika z Erinyą! Czyż słusznie się modlę?
       810 Słusznie, boś słuszność zdeptała ty podle,
Zabiwszy męża, któremu w przyszłości
Nikt nie dorówna w sile i dzielności.

CHÓR.

Cóż milcząc idziesz? Czyż nie wiesz, że z ciszy
Każdy stwierdzenie tej winy wysłyszy?

HYLLOS.

       815 Dajcie jej odejść; niech wiatry zatoczą
W dal ją życzliwą, gdzie zniknie mi z oczu.
Cóż nazwy matki znaczyłaby chwała
W tej, co przeciwnie, jak matka, działała?
Niech idzie rada, a los, który ściele
       820 Mojemu ojcu, jej padnie w udziele.

CHÓR.

       821—862 Ot, patrzcie dziewy, jak prędko się w ciało
Starej wyroczni to słowo przybrało,
Które wieściło, że miesiąc gdy zbieży
Roków dwanaście, to kres się wymierzy
Synowi Zeusa wśród znojów łańcucha.
Błogości powiew dziś dmucha.
Bo jakże, gdy się powieki już zwarły,
W znojnej by służbie się znoił ten zmarły?

Kiedy zdradliwa krwawiącą osłoną
Centaura siła rozrania mu łono,
A jad go żre swą posoką,
Co śmierci dzieckiem, a w bystrym tkwił smoku,
Czyż nowe słońce już błyśnie mu chwałą,
Gdy hydra wpiła się w ciało,
I czarnym kudłem ów zwierz uwłosiony
Krwawe, podstępne zatopił weń szpony?

O co ta biedna nietrwożna,
Widząc, że grożą domowi jej zdrady
Z tych nowych ślubów, i sama, czem można,
Los chce zażegnać i obcej porady
W podszepcie, szuka złowieszczym.
Więc snać się teraz od jęków zanosi,
Więc snać obfitym łez deszczem
Oblicze swoje wciąż rosi.
A przeznaczenie kroczące jej wieści
Długie i ciężkie boleści.

Łez się zerwały strumienie,
Bo taka padła choroba nań sroga,
Że nigdy dotąd podobne cierpienie
Nie przyszło jemu od wroga.
Czarny oszczepie, o bądźże przeklęty,
Któryś tę dziewkę wiódł szybkim pochodem,
Górnym Ojchalii zawładnąwszy grodem,
Ostrza przemocą zajętej.
A pewnem, że to, choć pomoc swą skryła,
Milcząc Cypryda sprawiła.

PÓŁCHÓR.

Czy ja się mylę, czy słyszę, że właśnie

Jakieś tu jęki zabrzmiały we wnętrzu?
       865 Czyż słusznie mówię?

PÓŁCHÓR.

O! niewątpliwem, że ktoś tam boleśnie
W domu zawodzi; nowego coś zaszło.

PÓŁCHÓR.

Patrz, jako chmurna i z czołem zmarszczonem
Stara ta ku nam się zbliża z orędziem.

PIASTUNKA.

       870 Dziewki, nie małych klęsk dla nas zaiste
Dar Heraklowi słany był posiewem.

CHÓR.

Cóż znów się stało, co wieścisz nam stara?

PIASTUNKA.

Że Dejanira, ni stopą nie drgnąwszy,
Ostatnią poszła już ze wszystkich drogą.

CHÓR.

       875 Chyba nie na śmierć?

PIASTUNKA.

Słyszałaś już wszystko.

CHÓR.

Cóż, więc umarła?

PIASTUNKA.

Tak, słysz to powtórnie.

CHÓR.

Biada! o biada! lecz jakim sposobem?

PIASTUNKA.

Strasznym zaiste.

CHÓR.

Lecz powiedz nam przecie,
Jakoż zginęła?

PIASTUNKA.

Zabiła się sama.

CHÓR.

       880—886 Jakiż gniew, albo też obłęd to sprawił,
By chwycić ostrze w swe dłonie
I zgon ponowić po zgonie?

PIASTUNKA.

Cięciem ta miecza zginęła bolesnem.

CHÓR.

I ty widziałaś, bezmyślna, tę zbrodnię?

PIASTUNKA.

Widziałam, bom ja w pobliżu niej stała.

CHÓR.

       890 Jakże się stało, o jakże, mów zaraz.

PIASTUNKA.

Sama na swoje targnęła się życie.

CHÓR.

Cóż znowu mówisz?

PIASTUNKA.

Co szczerą jest prawdą.

CHÓR.

       893—895 Ściągnęła, nowa ta dziewka, ściągnęła

Groźnej Erinyi przekleństwa i gromy
Na nasze domy!

PIASTUNKA.

O nazbyt ciężkie! A gdybyś ty świadkiem
Była tej śmierci, jęczałabyś ciężej.

CHÓR.

I na to targła kobieca się ręka?

PIASTUNKA.

Zbyt śmiało. Słuchaj i wnet to potwierdzisz.
       900 Bo kiedy sama wstąpiła do wnętrza
I widzi, jak syn w podwórzu słał nosze,
Aby wyjść znowu na ojca przyjęcie,
Skryła się w głębi, by nikt jej nie widział
I ku ołtarzom runąwszy zajękła,
       905 Iż pustką staną, imała się płacząc
Sprzętów, co dotąd służyły nieszczęsnej.
A tak po całym błąkając się domu,
Skoro z czeladzi spotkała twarz drogą,
Widok ten z oczu wnet łzy jej wycisnął,
       910 Sama zaś głośno stękała nad klęską
I nad bezdzietnem dni przyszłych sieroctwem.
A kiedy ścichła, niebawem ja widzę,
Jak do Herakla wtargnęła łożnicy.
Więc ja się w ciemnej ukrywszy gdzieś skrytce
       915 Baczę; a ujrzę niewiastę, jak ściele
Na heraklowym łożu jego szaty;
Co gdy skończyła, zadawszy się w górę
I siadłszy w środku małżeńskiej pościeli
Rozwiera łez swych gorących potoki
       920 I rzecze: Leże i łożnico moja

Bądźcie mi zdrowe, bo nigdy już odtąd
Mnie nie przyjmiecie na sen i spoczynek.
A to wyrzekłszy, wnet sprawną swą ręką
Rozpina szatę, gdzie złotem ozdobna
       925 Sprzączka na piersi, i całe obnaża
Łono zupełnie i lewe swe ramię.
Więc ja pobiegłam, co sił mi starczyło,
Zwieście synowi, co ona zamierza.
Lecz nim tam byłam i znowu z powrotem
       930 Widzimy, jako obosiecznym mieczem
W pierś swą i serce się pchnęła do głębi.
Co syn spostrzegłszy, jęk wydał, bo przejrzał,
Że jego gniewy zażegły nieszczęście,
A poznał późno przez ludzi domowych,
       935 Że ona nie chcąc, za zwierza podszeptem
Rzecz popełniła; więc w jęku syn biedny
Wręcz nie ustawał, nad śmiercią jej płacząc,
Padał na usta i pierś swą do piersi
Przydawszy leżał, bez przerwy się żaląc,
       940 Że w nią tak próżnym ugodził wyrzutem,
Że wnet rodziców dwojga pozbawiony
Sieroctwa na dwie doświadczy on strony.
Takoż się ma rzecz, więc ktoby tu wierzył,
Że los mu dwa dni lub więcej wymierzył
       945 Jeszcze, ten głupim, bo jutra wręcz niema,
Zanimbyś szczęśnie dzisiejszy dzień przeżył.

CHÓR.

       947—970 Kogóż opłaczę ja prędzej,
Kto głębiej zabrnął wśród nędzy,
Sąd mój rozstrzygnąć nie może!

Bo na to w domu już patrzą me oczy
A tamtem przyszłość się mroczy,
Więc cierpię, nadal się trwożę.

Niechby nad mojem ogniskiem powiały
Wiatry, gdzieś w dal mnie wyparły,
Abyśmy widząc, że Zeusa syn śmiały
Zgnębion, wnet z trwogi nie zmarły,
Bo mówią, że on nieszczęściem znękany
W progu już, dziw niesłychany.

Jak słowik dźwięczny, w żałosnem snać pieniu
Nad czemś ja blizkiem płakałam. W milczeniu
Toć idą! Jak go miłośnie wśród ciszy
Niosą, jak kroków ich nikt nie dosłyszy.
Biada, on sam się już w głos nie odzywa,
Czy zmarł, czy tylko spoczywa?

HYLLOS.

       971—987 Biada mi!
Me serce, o ojcze, się żali,
Cóż cierpię, pocznę ja dalej?

STARZEC.

Powstrzymaj synu twe skargi,
I nie jątrz ojca, co w bólu zgorzkniały,
Bo on żyje, choć omdlały;
Więc przygryź, zawrzyj twe wargi.

HYLLOS.

Jak mówisz starcze, więc żyje?

STARZEC.

Nie budź go, kiedy on we śnie spoczywa
I nie rusz, nie płosz ty złego z łożyska,

Które się nagle podrywa
I nagle męża uciska.

HYLLOS.

Lecz na mnie troski bezmierne dziś padło
Brzemię i duszą zawładło.

HERAKLES.

O Zeusie!
Gdzie ja, wśród jakich ja ludzi
Leżę tym bólem zmiażdżony?
W ciele on topi swe szpony.

STARZEC.

       988—1017 Czyś więc nie przejrzał korzyści mej mowy,
By w ciszy zawarł się człowiek,
Abyś nie zegnał senności mu z głowy
I snu nie zegnał mu z powiek.

HYLLOS.

Lecz trudno przemódz i żale i jęki,
Widząc te męki.

HERAKLES.

O wy Kenajskie ołtarze!
Cóż wy za zbożne te moje świadczenia
Mnie nieszczęsnemu przyniosłyście w darze!
Jaką hańbę i cierpienia!
Obym był nigdy tej klęski nie zoczył,
Na szałów szczyty nie wkroczył.
Bo jakież pieśni, jakiej sztuki siły
Bóle by moje uśpiły?
Chyba Zeus jeden przyniósłby mi leki,
Lecz cud ten pono daleki.

Więc mnie zostawcie, zostawcie w spokoju;
Kiedy mnie ruszasz i trudzisz.
Zgubę, zatratę ty moją,
Ból, co ustąpił, znów budzisz.
Chwyta mnie, znowu się zbliża. O, gdzie wy, gdzie wy jesteście,
Wy niegodziwce pośród Hellenów, którym ja niegdyś
Wielcem się czyszcząc te kraje zasłużył po morzu i lasach,
Ginąc nieszczęsny, a teraz, gdy ciężka choroba mnie trawi,
Nikt z nich ognia zbawczego ni miecza tu nie dostawi,
Nikt śmiertelnego mi ciosu nie zada,
O ja nieszczęsny! o biada!

STARZEC.

       1018—1043 Męża tego o synu, większe tu czeka zadanie,
Co przerasta me siły, więc podejm się tego, bo przecie
Większą masz śmiałość ty w oku.

HYLLOS.

Toć ja się podejmę,
Lecz już nigdy z pamięci ta nie uleci niedola
W domu ani za domem; snać Zeusa zsyła to wola.

HERAKLES.

O synu, gdzież ty jesteś, gdzież?
Ulż męki, w pół mnie bierz,
Bo straszny ból jak cwałem mknie,
Raz tu, raz tam znów tnie,
I wnet przyniesie, ściągnie on
Niechybną śmierć i skon.
O synu, znów mnie to szarpie, o synu,
Zlituj się ty nad rodzicem i uchwyć miecz nienaganny,
Ostrzem tem ugódź pod szyję; ulż bólom, które zadała

Matka twoja bezbożna, a niechaj ona tak padnie,
Jako zgubiła mnie zdradnie!
O ty mój bratni, o słodki Hadesie,
Bierz mnie, niech śmierć mi moc twoja przyniesie.

CHÓR.

Drużki, gdy słyszę, krew w żyłach się stęża
       1045 Przy takich jękach tak dzielnego męża.

HERAKLES.

Ja tym, co w tylu opałach rozgłośnych
Tak wiele zniosłem i ręką i grzbietem,
Lecz równej kaźni na mnie nie włożyła
Ni Zeusa żona, ni straszny Eurystheus,
       1050 Jak ta, którą mi zażegła podstępna
Oineusa córa, wkładając na barki
Erinyi przędzę, od której wręcz ginę.
Do ciała bowiem przyległszy doszczętnie
Wgryza się w kości i żyły mi w płucach
       1055 Wysysa do dna i krew mego życia
Wypiła ona, iż cały niszczeję
Na ciele, w ślepe zwikłany obieże.
Tego ni oszczep polny, ni gigantów
Szyk, z ziemi wzrosły, ani też moc zwierza,
       1060 Ni Hellas, ani kraj niemy, ni żaden,
Gdziem zbawcą stąpał, mi nie wyrządziły.
Żona zaś z mocą kobiecą, nie męską,
Sama bez miecza doszczętnie mnie zmogła.
O synu! bądź mi prawowitym synem
       1065 I matki nazwy nie uczcij ty więcej.
Przystaw mi ręką sam zaraz ją z domu
Tę rodzicielkę, bym widział naocznie,
Czy moim bardziej kajałbyś się losem,

Czy, gdyby słusznie jej ciało skarcono.
       1070 Idź synu śmiało! miej litość nademną,
Bom żalu godzien, gdy tu jak dziewica
Szlocham i płaczę, a przecie nie powie
Nikt, by mnie kiedy kwilącym był widział,
Ale bez jęku stąpałem po grozach,
       1075 A teraz zmiękłem niemal jak niewiasta.
Więc zbliż się do mnie i przystań przy ojcu,
Bym ci pokazał, co mnie tak dotknęło,
Iż cierpię; z pod szat odsłonię ci prawdę.
Ot, patrzcie wszyscy na zwłok mych katusze,
       1080 Widźcie, z jakiemi mękami się zmagam.
O ja nieszczęsny!
Właśnie mnie nową boleścią kurcz pali,
Przenika piersi i nigdy cierpienia
Ulgi nie znają, nie zniosą wytchnienia.
       1085 O cny Hadesie, ty przyjmuj do siebie,
O gromie Zeusa na niebie,
Wypuść swe strzały i ugódź w me ciało,
Ojcze, piorunem, bo znowu wezbrało
Zło i się wzmaga. O ręce, me ręce,
       1090 Piersi i barki, o drogie ramiona,
Wyście to przecie Nemei mieszkańca,
Lwa, który niszczył pasterzom ich trzody,
Postrach ów straszny i nieubłagany,
Siłą zwalczyły, wy hydrę lernejską,
       1095 I dziki, konny, dwukształtny ten hufiec
Zwierząt, co prawo giął siłą i gwałtem,
I Erymantu odyńca, Hadesu
Psa o trzech głowach, podziemny dziw groźny,
Strasznej Echidny płód, jako też smoka,
       1100 Co jabłek złotych na ziemi strzegł krańcach.

Innych też wiele zaznałem ja trudów,
A nikt przenigdy nie przemógł mej dłoni;
A teraz taki skręcony, stargany
Ślepego padłem nieszczęścia ja łupem,
       1105 Ja synem matki dostojnej nazwany,
Ja w gwiazdach Zeusa zwieszczony potomkiem.
Lecz wiedźcie dobrze, że choćbym już niczem
Był i nie stąpał, to jednak wnet pomszczę
Złego sprawczynię; niech tutaj się zbliży
       1110 A pouczona niech wszystkim pokaże,
Że złych ja żywy i po zgonie karzę.

CHÓR.

Biedna Hellado, w jakiej ty żałobie
Zapłaczesz, tego gdy zabraknie tobie.

HYLLOS.

Skoroś zezwolił mi mówić, o ojcze,
       1115 Słuchaj mnie zmilkłszy, choć cierpisz tak wielce.
Bo cię ja o to poproszę, co słusznem;
Oddaj mi siebie, lecz porzuć te gniewy,
Bobyś inaczej nie przejrzał, czem próżno
Chciałbyś się cieszyć i czem się dziś trapisz.

HERAKLES.

       1120 Co chcesz wypowiedz i milcz. Bo choremu
Z dawna niejasną zbyt sztuczna twa mowa.

HYLLOS.

O matki chciałbym powiedzieć ci losie
I jako ona zbłądziła wbrew woli.

HERAKLES.

O ty bezczelny! czyż śmiałbyś ty jeszcze
       1125 Tę ojcobójczą wspominać przedemną?

HYLLOS.

Bo sprawa taką, że milczeć nie można.

HERAKLES.

Zaiste, bacząc na złe, co spełniła.

HYLLOS.

Tymbardziej bacząc na los jej dzisiejszy.

HERAKLES.

Więc mów, lecz uważ, byś nie był złym synem.

HYLLOS.

       1130 Mówię; ta właśnie skonała zabita.

HERAKLES.

Przez kogo? Dziwy ty wieścisz w złem słowie.

HYLLOS.

Własną swą ręką, nie gwałtem obcego.

HERAKLES.

Biada! więc zanim skarciłem ją słusznie.

HYLLOS.

I ty byś stłumił gniew, wszystko poznawszy.

HERAKLES.

       1135 Wstęp to doniosły; więc mów, coś zamierzył.

HYLLOS.

W tem rzecz, iż w dobrej zbłądziła ta wierze.

HERAKLES.

Więc dobrem, łotrze, rodzica ci zgładzić?

HYLLOS.

Miłosnym czarem zechciała cię spętać,
Ujrzawszy w domu kochankę; w tem wina.

HERAKLES.

       1140 A któż w Trachinie takim czarodziejem?

HYLLOS.

Nessos ów centaur w nią wszczepił te wiary,
Że miłość twoją usidli przez czary.

HERAKLES.

O ja nieszczęsny! Już po mnie, już po mnie
Ginę ja, ginę, zagasło mi słońce.
       1145 Biada, wiem teraz, co los mi przeznaczył!
Idź więc o synu, bo ojca już nie masz,
I zwołaj tutaj potomstwo mi całe,
Zwołaj nieszczęsną Alkmenę, co próżno
Zeusa kochanką, a ja wam odsłonię,
       1150 Co o mym końcu bóg wieścił i zgonie.

HYLLOS.

Lecz matki niema, bo tak się złożyło,
Że ta w nadbrzeżnym przebywa Tiryncie,
A z dzieci jedne przy sobie odżywia
A drugie wiedz to, iż w Tebach osiadły.
       1155 Lecz my, co tutaj jesteśmy, od razu
Gotowi słuchać twojego rozkazu.

HERAKLES.

Więc mnie posłuchaj; a wskażesz ty ninie,
Czy liczyć mogę na dzielność w mym synie.
Bo ojciec niegdyś mi zwieścił, że czeka
       1160 Zgon mnie nie z ręki żywego człowieka,

Lecz z rąk zmarłego, co zmieszkał w Hadesie.
Więc też zwierz centaur dziś zgon mi przyniesie,
Zmarły żywemu, by stwierdzić te słowa.
A ujrzysz, że z tem wyrocznia się nowa
       1165 Zgadza zupełnie i dawnej przywtórzy.
Którą wkroczywszy w gaj Sellów górali
I ziemiokładnych spisałem, słuchając
Dębu rodzica, co różną brzmi mową.
Sen więc mi wróżył, że w obecnej chwili
       1170 Szala się moich mozołów przesili
I kres nastanie; więc śniłem ja miło,
A śmierć to, nie co innego, znaczyło.
Boć zmarli żadnej nie znają już męki.
Więc skoro wszystko tak zgadza się pewnie,
       1175 Użycz mi synu pomocnej twej ręki,
Nie czekaj, ażbym upomniał cię gniewnie,
Lecz służ sam, pomnąc, jak przednią to cnotą
Własnemu ojcu usłużyć z ochotą.

HYLLOS.

Ja, ojcze, w spór ten zabrnąwszy się trwożę,
       1180 Ale przed wolą się twoją ukorzę.

HERAKLES.

Więc przedewszystkiem daj twoją prawicę.

HYLLOS.

Dlaczego żądasz tej zbytniej poręki?

HERAKLES.

Czyż jej nie podasz co żywo, nie słuchasz?

HYLLOS.

Ot, już przysięgam, nie oprę się w niczem.

HERAKLES.

       1185 Przysiąż na głowę Zeusa, co mnie zrodził.

HYLLOS.

Że co uczynię? czyż i to mi zjawnisz?

HERAKLES.

Że mi usłużysz w tem, co ci wnet powiem.

HYLLOS.

Przysięgam, Zeusa wzywając na świadka.

HERAKLES.

A gdy przekroczysz, to zaklnij kaźń bogów.

HYLLOS.

       1190 Po cóż? Toć zrobię. Lecz jednak ja zaklnę.

HERAKLES.

Znasz ty najwyższy szczyt Ojty Zeusowej?

HYLLOS.

Znam, bom tam często me składał ofiary.

HERAKLES.

Tam tedy moje masz zanieść ty ciało
Na własnych rękach i druhów ramieniu
       1195 I naciąć dużo dębiny w głąb wrosłej
I dużo drzewa z pniów męskiej oliwki
Dzikiej, a na stos położyć me ciało,
Pochodni smolnej żar wreszcie ująwszy
Podpalić. Żadnej nie dopuść tam skargi,
       1200 Lecz jeśliś synem ty moim, bez płaczu
Zrób to; bo gdybyś się kajał żałobą,
Klątwa ma zwiśnie w podziemiach nad tobą.

HYLLOS.

Ojcze, coś rzekł mi i cóżeś uczynił?

HERAKLES.

Co czynić trzeba, inaczej rodzica
       1205 Innego szukaj i nie zwij się moim.

HYLLOS.

Biada mi, cóż ty nakładasz, bym twoim
Był ja siepaczem i na cię się targnął?

HERAKLES.

Bynajmniej, lecz chcę, byś ulgę mi sprawił
I byś ty jeden mnie z nędzy wybawił.

HYLLOS.

       1210 Lecz jakoż paląc bym zleczył twe ciało?

HERAKLES.

Jeślić to trwoży, to usłuż czem innem.

HYLLOS.

Bym cię tam poniósł, nie wzdrygnę się przed tem.

HERAKLES.

Czyż i przed stosu wspomnianą budową?

HYLLOS.

Bylebym jego się ręką nie tykał,
       1215 W innej posłudze niczego nie zniecham.

HERAKLES.

To już wystarczy; lecz po za wielkiemi
Wyświadcz mi jeszcze tę drobną wnet łaskę.

HYLLOS.

Toć i przeważnej bym ci nie odmówił.

HERAKLES.

Znasz ty zapewne tę dziewkę Euryta?

HYLLOS.

       1220 Iole ci w myśli, jak śmiałbym przypuścić.

HERAKLES.

Tak jest, więc jedno ci kładę na serce.
Tę, kiedy zemrę, jeżelibyś zbożnym
Być zechciał, pomny przyrzeczeń mi danych,
Pojmij za żonę, a słuchaj rodzica;
       1225 Niechaj nikt inny tej, która leżała
Przy moim boku, miast ciebie nie ślubi,
Lecz ty, o synu, strzeż tego sam łoża.
Słuchaj, bo, kiedyś we wielkiem usłużył,
Tą drobną zdradą byś tamto poburzył.

HYLLOS.

       1230 Biada! Źle, kiedy się chory uniesie;
Lecz to, co zlecasz mi teraz, któż zniesie?

HERAKLES.

Więc się opierasz ty moim zleceniom?

HYLLOS.

Któżby tę dziewkę, co zgonu mej matki
Winną i twego nieszczęścia i klęski,
       1235 Poślubiał, jeśli mu pomsty bogowie
Ducha nie zmącą? toć śmierć bym ja chętny
Poniósł, by tylko nie pojąć tej wstrętnej.

HERAKLES.

Człek ten, się widzi, nie chciałby mi w zgonie
Oddać co słusznem; lecz jeśli odmówisz,
       1240 To cię swą klątwą dosięgną bogowie.

HYLLOS.

Biada! wnet zjawnisz snać, jakiś ty chory.

HERAKLES.

Ty przecie we mnie zło budzisz uśpione.

HYLLOS.

Biedny ja, w jakie popadłem rozterki!

HERAKLES.

Bo słów rodzica nie mienisz świętemi.

HYLLOS.

       1245 Więc czyż bezwstydu mnie chciałbyś nauczać?

HERAKLES.

To nie bezwstydem, ucieszyć me serce.

HYLLOS.

Więc ty stanowczo czyn taki mi zlecasz?

HERAKLES.

Tak i w tem bogów przyzywam na świadki.

HYLLOS.

Więc nie odmówię; lecz bogom ja wskażę,
       1250 Że czyn ten twoim; a ujdzie człek skazy,
Który li ojca wykonał rozkazy.

HERAKLES.

Dobrześ zakończył, a wyświadcz co prędzej
Także tę łaskę, iż zanim popadnę
W bóle lub szały, mnie złożysz na stosie.
       1255 Nuże, do pracy, bierzcie! To wytchnienie
Dla mnie, gdy pójdę między zmarłych cienie.

HYLLOS.

Wszak już nic pono w dziele nie przeszkodzi,
W którem twój rozkaz i przymus przewodzi.

HERAKLES.

       1259—1278 Więc zanim wróci ból i jęk,
O moja duszo harda,
Ty kamień zdobny włóż do szczęk
I załóż także stal,
By smutek zmilkł i żal,
Bo choć wbrew woli przyszedł on,
Radosnym mi ten zgon.

HYLLOS.

Ponieście, druhy, go na stos,
A mnie poświadczcie w wielki głos,
Żem wolny ja od win,
A z bogów szedł ten czyn,
Którzy, choć zwani ojcami, choć płodzą,
Z takim wyrokiem się godzą.
Nie sięgnie wzrok w jutrzejszy czas,
Zaś to co widzim, gnębi nas,
A bogom czci nie przyda,
Lecz najnędzniejszym z wszystkich mąż
Ten słusznie nam się wyda.

CHÓR.

I ty, o dziewo, nie zostań w tem wnętrzu,
Bo tu śmierć nowa i sroga się ściele,
I widzisz, jakie tam męki się piętrzą,
A Zeusa wola w tem dziele.








Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sofokles i tłumacza: Kazimierz Morawski.