Trębacz z Jabłonny

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Artur Oppman
Tytuł Trębacz z Jabłonny
Pochodzenie Pieśni o sławie
Data wydania 1917
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Druk Zakłady Graficzne B. Wierzbicki i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


TRĘBACZ Z JABŁONNY.
I.

Ostań z Bogiem, ty strzecho słomiana,
Pozdrowienie tym łąkom i łanom!
Daj buziaka, dziewczyno kochana,
Czas pobudkę zatrąbić ułanom.
Już czekają kamraci w parowie,
Rychło piosnkę znajomą zanucę,
Bądźcie zdrowi, serdeczni ojcowie!
Bądźcie zdrowi! Powrócę! powrócę!

Pod trębaczem kłusuje koń biały,
Trąbka wzywa w dalekie gdzieś strony,
Chorągiewki na słońcu powiały,
Jadą wioską ułańskie szwadrony.
Lud z chat wybiegł i stoi na szlaku,
Łzawe oczy rękoma zasłania,
A przed pułkiem, na wronym rumaku,
Śliczny książę z uśmiechem się kłania.


Gra wesoło ułańska muzyka,
Wojsko mija kołowrot wioskowy,
Hej, trębaczu! zatrzymaj konika,
Słyszysz jęk ten: «Bądź zdrowy! bądź zdrowy!»
Tam pod Męką dziewczyna szalona
Ku błękitnym pacierze śle stronom,
A krzyż nad nią wyciąga ramiona,
Błogosławiąc ułańskim szwadronom...


II.

Na biwaku pod Lipskiem z wieczora
Płoną ognie w jesienny mrok szary,
Groza cięży na sercach, jak zmora,
Wiatr ponury łopoce w sztandary.
Brzęknie szabla, koń parsknie spętany,
Szept się wzbije podobny modlitwie,
Gwarzą z cicha, ćmiąc lulki, ułany
O cesarzu — o księciu — o bitwie...

Ale chmurnie gawędzą wąsacze,
Już nadzieja im złota nie błyska,
Ktoś tam w kąt się zasunął i płacze,
Łzy na żółte mu kapią wąsiska.
Próżno wiarus przeczucie odpycha,
Ono w sercu, jak żmija, mu syczy...
Śmierć na boku stanęła i czyha,
Łup wybiera... i liczy... i liczy...


A w namiocie wódz smętny wspomina
Krew i laury Raszyna, Sabacza,
I tęsknoty nań przyszła godzina:
Każe wołać z Jabłonny trębacza.
Zadumaną na ręku wsparł głowę,
Coś za gardło go dławi, coś straszy:
«Graj mi, chłopcze, piosenki ludowe,
Proste piosnki wsi twojej... wsi naszéj...»


III.

Jak to w karczmie w niedzieli dzień Pańskiej,
Gdy ze skrzypką zmagają się basy,
Chłopska śpiewka mknie z trąbki ułańskiej,
Śmiga ptakiem na bory, na lasy.
Mgła jesienna po ziemi się włóczy,
Jakieś widma w niej płyną tułacze,
A książęciu to mazur zahuczy,
To mu dumka sieroca zapłacze.

Trębacz siedzi w namiocie u proga,
Wódz oczyma na gwiazdach zawisnął...
Wodzu! wodzu! gdzie tobie dziś droga?
Wodzu! wodzu! sen gaśnie! sen prysnął!
Widzisz śmierci krwawego anioła?
Widzisz grób ten i napis na grobie?
A pieśń płacze... i płacze i woła:
«To po tobie! po tobie! po tobie!»


I lecący do wspomnień ołtarza,
Nocną ciemność przebija wzrok łzawy,
Ostatniego podarku cesarza,
Marszałkowskiej nie widzi buławy.
Jemu kurna majaczy się chata,
Bór sosnowy, krzyż z Męką, sad wonny,
Tam ulata... ulata... ulata
Za piosenką trębacza z Jabłonny.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Oppman.