Teodor Jeske-Choiński (Tygodnik Illustrowany, 1920)
| Dane tekstu | |
| Autor | |
| Tytuł | Teodor Jeske-Choiński |
| Podtytuł | Wspomnienie pozgonne |
| Pochodzenie | Tygodnik Illustrowany, 1920, nr 17 |
| Wydawca | Gebethner i Wolff |
| Data wyd. | 1920 |
| Druk | Piotr Laskauer |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Pobierz jako: EPUB |
| Indeks stron | |
|
TEODOR JESKE-CHOIŃSKI.
(WSPOMNIENIE POZGONNE).
□ □
|
Jedną z najciekawszych kart historyi kultury umysłowe) w Polsce na schyłku XIX-go wieku jest niewątpliwie historya prądów, które wówczas ścierały się z sobą, aby dać początek nowoczesności polskiej, do której należy obecne pokolenie inteligencyi.
Historya ta nie jest dotychczas napisana. Ktokolwiek jednak będzie ją pisał po uciszeniu się tej burzy dziejowej, która obecnie odrywa nas jeszcze od spokojnej pracy — ten nie pominie z pewnością ani osoby, ani działalności pisarskiej ś. p. Teodora Jeske-Choińskiego.
Choiński tak był wrośnięty w tę właśnie epokę, tak cały był z niej, że jego dorobek musi być rozważany nie tylko ze stanowiska czysto literackiego. Należy go traktować na szerokiem tle społecznem, w związku z żywem życiem ówczesnem.
Urodzony w Pleszewie w r. 1854, Choiński przybył do Warszawy w r. 1882-im, po ukończeniu studyów uniwersyteckich we Wrocławiu, Pradze Czeskiej i Wiedniu.
Była to chwila, kiedy t. zw. pozytywizm zasypiał już na laurach odniesionego łatwo w okresie prostracyi popowstaniowej zwycięstwa, w społeczeństwie natomiast zaczynały się formować dwa zwalczające się obozy; postępowy, związany jeszcze bardzo silnymi węzłami ze świeżym ruchem pozytywistycznym, i zachowawczy, który nieśmiało podnosił głowę po doznanym pogromie, a nie miał jeszcze sił dostatecznych na to, aby się unowocześnić, to znaczy: stać się obozem tak silnym, jak pokrewne mu obozy na Zachodzie. Nie umiał on jeszcze odeprzeć ciskanego sobie w oczy zarzutu wstecznictwa, nie potrafił dowieść, że nie służy li tylko interesom stanowym szlachty i duchowieństwa, ale ma na widoku cały naród. Tę słabość swojego przeciwnika znakomicie wyzyskiwał obóz postępowy, który, zaprzeczając konserwatyzmowi niemal prawa do istnienia, gotów był podtrzymywać przeciw niemu szerzoną przez rosyjskich komisarzy włościańskich legendę o tęsknocie szlachty i duchowieństwa do batoga ekonomskiego i do pańszczyzny, zniesionej ukazem 1864-go roku.
Walka toczyła się na ostre. Z jednej strony powstawał i dźwigał się program radykalny, kokietujący wyraźnie z wywrotowemi ugrupowaniami lewicy społecznej („Prawda” Al. Świętochowskiego i L. Krzywickiego), z drugiej — rodził się żywotny prąd demokratyczny, oparty o nadzieję obudzenia ludu i stopniowego wciągania drobnomieszczaństwa i włościaństwa polskiego w orbitę dążeń i aspiracyi narodowych („Głos” Maryana Bohusza (J. K. Potockiego) i J. Popławskiego).
Najpoczytniejszy w dziesięcioleciu (1870—1880) „Przegląd tygodniowy” Adama Wiślickiego wchodził już w okres zmierzchu.
Choińskiego z tym właśnie tygodnikiem, który miał za sobą tradycyę zwycięskiej walki, stoczonej pod chorągwią pozytywizmu, łączyły pierwsze po przybyciu do Warszawy stosunki.
Były to jednak stosunki krótkotrwałe. Młody pisarz o żywym temperamencie polemicznym, wychowany w atmosferze wielkopolskiej, spostrzegł rychło, że w wyborze pola do pracy publicystycznej pomylił się zasadniczo.
Przywiązania i przekonania ciągnęły go w stronę wręcz przeciwną. Nie mógł się pogodzić z postępem warszawskim i wypowiedział mu walkę. Przeszedł do obozu zachowawczego i odtąd poświęcił mu wszystkie swoje siły.
Obozu tego stał się jedną z najtęższych podpór. Jako publicysta i jako powieściopisarz poświęcił mu bez mała pół wieku pracy, ucierając się bez ustanku w walce czy to podjazdowej, dziennikarskiej, czy regularnej, na kartach licznych swoich książek, z przeciwnikiem, którego umiał niepokoić, jak nikt inny.
Wojowniczy z natury, przez te pół wieku nie zaprzestał ani na chwilę ataku.
Zjednało mu to, oczywiście, bo zjednać musiało, licznych przeciwników.
Naraził sobie szczególnie ten odłam postępowej inteligencyi warszawskiej, który, opierając się na pojednaniu polsko-żydowskiem, dokonanem podczas powstania, z wiarą wysunął program asymilacyi i dążył do ugruntowania go w społeczeństwie.
Choiński złudzeń tych nie podzielał. Na łamach ówczesnej „Roli”, czasopisma redagowanego jaskrawo i krzykliwie w duchu antysemickim przez Jeleńskiego, zamieszczał dostrojone do tonu pisma artykuły, które zjednały mu opinię nieprzejednanego wroga Żydów.
Cokolwiekby o tej walce powiedzieć można ze stanowiska polityki społecznej, nie da się zaprzeczyć, że Choiński prowadził ją z całą siłą przekonania. Prowadził ją jako Polak i jako katolik, uważając, że linia demarkacyjna pomiędzy Aryjczykiem a Semitą, chrześcijaninem a Żydem jest nie do przekroczenia.
Temu swojemu przekonaniu pozostał wierny do końca, zarówno w swojej publicystycznej, jak i powieściopisarskiej działalności.
Jako powieściopisarz Choiński artystą nie był. Ogromna większość jego powieści, zwłaszcza z pierwszego okresu twórczości, należy, mimo formy beletrystycznej, do publicystyki. Na wyższy poziom artystyczny wzniósł się dopiero w cyklu swoich powieści historycznych, które miały zobrazować kulturę łacińską i chrześcijańską. Jego „Gasnące słońce”, „Ostatni Rzymianie”, „Tyara i korona” zjednały mu nie tylko licznych czytelników w kraju, ale, przełożone na Języki: niemiecki, wioski i węgierski, dały mu przedsmak rozgłosu europejskiego, którym współcześnie cieszył się tak szeroko Sienkiewicz.
Ostatniem, szerzej zakrojonem dziełem Choińskiego była — napisana w Wiedniu, już podczas tej wojny, która zaskoczyła go na obczyźnie i na dwuletnią w ciężkich warunkach skazała tułaczkę, — dwutomowa powieść p. t. „Demon odrodzenia”, oparta, jak zawsze, na sumiennych studyach historycznych. Epoka Cezara i Lukrecyi Borgiów odmalowana została wiernie, a niektóre postacie, jak postać słynnego Macchiavella, autora „Księcia”, należą do bardzo szczęśliwie pomyślanych.
Po powrocie do Warszawy Choiński nie brał już udziału w publicystyce bieżącej. Zastał warunki zmienione, warsztaty pracy zamknięte lub ograniczone, usposobienia i zainteresowania inne.
Ciężko borykając się z chwilą, pióra jednak nie poniechał: wystąpił ostro w broszurze o pamfletowym charakterze przeciw zepsuciu i lekkomyślności kobiety współczesnej, oraz napisał popularną „Historyę Żydów”.
Była to jego ostatnia praca.
Umarł w 68-ym roku życia.
Ogarniając całokształt jego dorobku, oraz oceniając jego talent publicystyczny, trudno pominąć milczeniem narzucającą się uwagę, że w społeczeństwie wolnem politycznie i prawidłowo zbudowanem społecznie, tego rodzaju talent i tego rodzaju zdolność do wysiłku w pracy doprowadziłyby pisarza do zgoła innych wyników.
Choiński, gdyby był publicystą stronnictwa konserwatywnego w Anglii, lub katolickiego w Niemczech, byłby niewątpliwie odegrał wybitną rolę polityczną.
W Polsce, która w okresie jego działalności pisarskiej miała usta zakneblowane przez cenzurę rosyjską, w Warszawie, której życie umysłowe ku schyłkowi wieku XIX-go stawało się już tylko parodyą życia umysłowego, w służbie prasy, która zajmowała się drobiazgami, pomijając z konieczności najżywotniejsze zagadnienia wewnętrzne i zewnętrzne, pisarz, którego natura nie uznawała kompromisu, dla którego walka była żywiołem i który umiał zrezygnować z popularności dla prawdy swoich przekonań — musiał znaleźć się pod koniec życia sam, bez oparcia.
Oparcie to jednak przywróci mu niewątpliwie bezstronny i sprawiedliwy sąd przyszłości, która, nie przeoczając błędów, które popełnił, sine ira et studio oceni właściwą miarą jego niezaprzeczoną zasługę.