Tako rzecze Zaratustra/Wołanie na ratunek

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł Wołanie na ratunek
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część czwarta
Pobierz jako: Pobierz Cała część czwarta jako ePub Pobierz Cała część czwarta jako PDF Pobierz Cała część czwarta jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

WOŁANIE NA RATUNEK

Następnego dnia siedział znowuż Zaratustra na głazie przed jaskinią swą, podczas gdy zwierzęta krążyły po świecie, szukając nowego pokarmu i nowego miodu: jako że stary miód roztrwonił Zaratustra i rozdał doszczętnie. Tak oto siedział z kijem w dłoni i cień własnej postaci na ziemi odrysowywał w zadumie, — a myślał, zaprawdę! nie o swym cieniu, — wtem przestraszył się i zadrżał: gdyż obok swego cienia spostrzegł nagle drugi cień. Gdy się na nogi zerwał i szybko poza siebie obejrzał, ujrzał owego wróżbiarza, którego ongi przy stole swym karmił i poił, zwiastuna wielkiego znużenia, który pouczał wówczas: „Wszystko jest obojętne, nie opłaca się nic, świat jest bez myśli, wiedza dławi“. Lecz oblicze jego zmieniło się od tego czasu; a gdy Zaratustra w oczy mu spojrzał, przeraziło się serce jego po raz wtóry: tyle złowieszczych zwiastowań i popielnych błysków przemykało po jego twarzy.
Wróżbiarz, widząc, co się dzieje w duszy Zaratustry, przetarł dłonią swe lice, jak gdyby zetrzeć je chciał; podobnież uczynił i Zaratustra. A gdy się tak obaj w milczeniu przemogli i skrzepili, podali sobie dłonie na znak, iż pragną się sobie przypomnieć.
„Bądź mi pozdrowiony, rzekł Zaratustra, ty wróżbiarzu wielkiego znużenia, chcę, byś nie darmo zasiadał owego czasu jako gość przy stole mym. Jedz-że więc i pij tedy i dzisiaj, a wybacz, gdy do stołu wraz z tobą zasiądzie ochoczy starzec!“ — „Ochoczy starzec? — odparł wróżbiarz i kiwał głową: kimkolwiek jesteś, lub być pragniesz, o Zaratustro, dotrwałeś do ostateczności tu na górze, — łódź twa już niedługo tkwić będzie na mieliźnie!“ — „Tkwięż na mieliźnie?“ — pytał Zaratustra ze śmiechem. — „Fale wokół twej góry, odparł wróżbiarz, sięgają coraz wyżej i wyżej, fale wielkiej niedoli i pognębienia: podejmą one niebawem łódź twoją i uniosą ją wdal“. — Zaratustra zamilkł na to i zdziwił się. — „Czyż nie słyszysz jeszcze nic? — dopytywał wróżbiarz: czyż nie szumi i burzy się ku górze z głębi?“ — Zaratustra milczał wciąż i nadsłuchiwał: wreszcie usłyszał długi, przeciągły krzyk, który przepaści przerzucały sobie wzajemnie, odsyłając go wdal, gdyż żadna zatrzymać go nie chciała: tak złe brzmienie było w nim.
„Ty zły zwiastunie, rzecze wreszcie Zaratustra, to jest wołanie o ratunek, krzyk człowieka, — wzbija się on snać z jakiegoś czarnego morza. Lecz cóż mnie obchodzi człowiecza niedola. Ostatnia przeznaczona mi godzina, — wiesz-że ty, jak się ona zowie?“
Współczucie! odparł wróżbiarz z głębi przepełnionego serca i wzniósł oba ramiona, — o, Zaratustro, przychodzę, aby cię uwieść do twej ostatniej godziny!“ —
Zaledwie te słowa wyrzeczono, rozległ się krzyk ponownie, tym razem dłuższy, trwożniejszy i o wiele bliższy, niż przedtem. „Słyszysz? Słyszysz Zaratustro? wołał wróżbiarz, do ciebie wzbija się ten krzyk, ciebie on nawołuje: chodź, chodź, chodź, czas już, czas najwyższy!“ —
Zaratustra milczał, zmieszany i wzburzony do głębi, wreszcie zapytał, jak ten, co się z postanowieniem waha: „I któż to jest, co mnie tam woła?“
„Wszak ty sam wiesz o tem, odparł wróżbiarz, czemu się ukrywasz? Wyższy to człowiek wzywa cię krzykiem!“
„Wyższy człowiek?“ krzyknął Zaratustra, grozą przejęty: czegóż on chce? Czegóż on chce? Wyższy człowiek! Czegóż on chce tutaj?“ — i cały potem się pokrył.
Wróżbiarz nie odpowiadał wszakże na trwogę Zaratustry, lecz słuchał i nadsłuchiwał ku głębi. Gdy jednak przez długi czas cisza tam zalegała, zwrócił swe spojrzenie i ujrzał, jak Zaratustra, z miejsca nie poruszony, drży na całem ciele.
„O, Zaratustro, wszczął więc smutnym głosem, nie wyglądasz jako ten, co szczęście swe w obrót puszcza: będziesz musiał tańczyć, abyś mi się nie obalił!
Lecz gdybyś nawet przede mną zatańczyć zechciał i wszystkie swe skoki wyczyniał: nikt mi tu nie powie: „Oto tańczy ostatni człowiek radosny!“
Daremnieby wchodził na te wyżyny, ktoby takiego tu szukał: jaskinię znalazłby on wprawdzie i w jaskiniach tylne pieczary, skrytki dla skrytek, lecz nie szczęścia podziemne krużganki, i komory skarbów, i nowego szczęścia złote żyły.
Szczęście — jakże tu znaleźć szczęście u takich zakopańców i pustelników! Mamże ostatniego szczęścia szukać na wyspach szczęśliwości, hen, pośród zapomnianych mórz?
Lecz daremnie, nie opłaca się nic zgoła, nie pomoże i szukanie, niema nawet i wysp szczęśliwości!“ — —

Tak wzdychał wróżbiarz; przy ostatniem jego westchnieniu rozjaśniał Zaratustra i stał się znowuż pewnym siebie, jak ktoś, co z głębokiego podziemia wyjrzy nagle na światło. „Nie! nie! Po trzykroć nie! wołał głosem silnym i gładził brodę swą — o tem ja wiem lepiej! Istnieją jeszcze wyspy szczęśliwości! Milcz o tem, wzdychający ty miechu!
Zaprzestań o tem pluskać, chmuro ty deszczowa przed południem! Czyż nie stoję zmoczony twem utrapieniem i zlany ulewą, jak pies?
Otrząsam się oto i uciekam precz, abym wysechł czemprędzej: zdumiewać cię to nie powinno! Zdam ci się nie dość dworny? Lecz na swoim jam tu dworze.
Co się zaś twego wyższego człowieka tyczy: dobrze więc! poszukam go czemprędzej w onych lasach; stamtąd dobiegał jego krzyk. Być może, iż złe zwierzę napastuje go.
W moich jest dziedzinach: tu go nic złego spotkać nie powinno! Zaprawdę, wiele złych zwierząt mam tu u siebie“. —
Z temi słowy zabiał się Zaratustra do odejścia. Wówczas rzecze wróżbiarz: „O Zaratustro, jesteś przebiegły!
Wiem ja wszak: chcesz się mnie pozbyć! Raczej w lasy uciekniesz i złe zwierzęta tropić zechcesz!
Lecz nacóż ci się to zda? Wieczorem ujrzysz mnie ponownie; w twej własnej jaskini siedzieć będę, cierpliwy i ciężki jak kłoda, — na ciebie tak oczekiwać będę!“
„Niechże i tak będzie! odparł Zaratustra na odchodnem: co zaś w jaskini mego jest, należy i do ciebie, gościa mego!
A gdybyś tam i miodu nieco znalazł, śmiało! zliż-że go, mrukliwy ty niedźwiedziu, i osłodź duszę swoją! Chcę, byśmy obaj wieczorem byli dobrej myśli,
— dobrej myśli i uradowani tem, że skończył się ten dzień! Zaś ty będziesz mi tańczył do mych pieśni, jak niedźwiedź mój tańczący.
Nie wierzysz? Głową trzęsiesz? Hejże! Hej! Stary niedźwiedziu! Wszakże i ja jestem — wróżbiarzem“.

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.