Tako rzecze Zaratustra/O wolnej śmierci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł O wolnej śmierci
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Całe Mowy...
Pobierz jako: Pobierz Całe Mowy... jako ePub Pobierz Całe Mowy... jako PDF Pobierz Całe Mowy... jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

O WOLNEJ ŚMIERCI

Wielu umiera za późno, niektórzy umierają zbyt wcześnie. Obco brzmi jeszcze nauka: „umieraj w porę!“
Umieraj w porę; tak poucza Zaratustra.
Oczywiście, kto nigdy w porę nie żył, jakżeby ten miał w porę umrzeć? Oby raczej nie był się narodził! — Tak radzę zbytecznym.
Lecz i zbyteczni ważą sobie wielce swą śmierć; nawet najbardziej pusty orzech pragnie, aby go wyłuskano.
Niepomiernie ważą sobie wszyscy skon swój, lecz śmierć nie jest jeszcze świętem uroczystem. Jeszcze się ludzie nie nauczyli, jak się święci najpiękniejsze gody.
Ja wam wskazuję śmierć dokonania, skon który dla żywych bodźcem i ślubowaniem się staje.
Własną śmiercią umiera dokonywający, umiera zwycięski w otoczeniu ślubujących i nadziei pełnych.
Tako umierać powinni się ludzie uczyć. I nie powinno być żadnej uroczystości tam, gdzie taki ślubujący nie uświęca ślubowania żywych!
Tak umierać jest rzeczą najlepszą; rzeczą wtórą jest: w walce umrzeć i wielką duszę roztrwonić.
Lecz nienawidzona, zarówno przez wojującego jak i przez zwycięzcę, jest śmierć, co zęby szczerzy i niby złodziej się skrada, — mimo że jako władca zawsze przychodzi.
Moją śmierć sławię wam, śmierć wolną, która po mnie przyjdzie, ponieważ ja tego chcę.
Lecz kiedyż to ja zechcę? — Kto ma cel swój i puściznę po sobie, ten pragnie śmierci w porę dla celu i puścizny.
Z pokory przed celem i puścizną nie zechce zawieszać zeschłych wieńców na świątyni życia.
Zaprawdę, nie chcę być jak powroźnicy, co wysnuwają nić coraz dłuższa, sami przytem wstecz się cofając.
Niejeden staje się zbyt stary dla własnych prawd i zwycięstw; bezzębne usta nie mają prawa do każdej prawdy.
Zaś, kto sławę mieć pragnie, powinien zawczasu z czcią się pożegnać i ćwiczyć się w ciężkiej sztuce — odchodzenia w porę.
Należy nie dopuszczać, aby nas zjadano doszczętnie wtedy właśnie, kiedy najlepiej smakujemy: wiedzą o tem ci, co pragną, aby ich długo kochano.
Bywają wprawdzie kwaśne jabłka, których dola chce, aby oczekiwały aż do ostatniego dnia jesieni: wówczas stają się jednocześnie dojrzałe, żółte i pomarszczone.
Jednym starzeje się wprzódy serce, drugim duch. Bywają wreszcie i zgrzybiali za młodu: lecz późna młodość czyni młodość długą.
Niejednemu chybiło życie: robak jadowity toczy mu serce. Niechże więc tembardziej baczy, aby mu się skon udał.
Niejeden nigdy słodkim się nie stanie, on już latem gnije. Tchórzostwo jedynie trzyma go na gałęzi.
Zbyt wielu żyje i zbyt długo wisi na gałęziach. Obyż przyszła nawałnica, któraby to wszystko zgniłe i robaczywe z drzew pootrząsała!
Obyż przyszli kaznodzieje rychłej śmierci! Toby mi były wichry pożądane i otrząsacze drzewa życia! Zewsząd słyszę jednak tylko kaznodziei powolnej śmierci i cierpliwości wobec wszystkiego, co „ziemskie“.
Ach, wy to każecie o cierpliwości wobec wszystkiego, co ziemskie? Wszak to ziemskie zbyt długo was cierpi, wy języki bluźniercze!
Zaprawdę, zbyt wcześnie umarł ów Hebrajczyk, którego czczą kaznodzieje powolnej śmierci, dla wielu stała się fatalnością ta wczesna śmierć jego.
On poznał zaledwie łzy i posępność Hebrajczyka, tudzież nienawiść dobrych i sprawiedliwych, — ów Hebrajczyk Jezus: i oto opadła go tęsknica za śmiercią.
Gdybyż on na pustyni pozostał i zdala od dobrych i sprawiedliwych! Możeby wówczas nauczył się żyć i ziemię kochać, — i dar śmiechu pozyskałby może nadto.
Wierzajcie mi, bracia! Zawcześnie on umarł, sam odwołałby swą naukę, gdyby do mego wieku dożył! Szlachetny był dość, by odwołać!
Lecz on nie dojrzał był jeszcze. Niedojrzale kocha młodzieniec, niedojrzale nienawidzi ludzi i świata. Spętane i ciężkie są jego czucia oraz skrzydła ducha jego.
W mężczyźnie jest więcej dziecka, niźli w młodzieńcu, i mniej posępności: lepiej rozumie się on na życiu i śmierci.
Wolny na śmierć i wolny w śmierci: święty głosiciel „nie“, gdy już nie czas na „tak“: oto jak rozumie się on na życiu i śmierci.
Niechże skon wasz nie będzie bluźnierstwem człowiekowi i ziemi, przyjaciele moi: upraszam to sobie od miodu dusz waszych.
W skonie waszym niech płonie duch i cnota wasza, jako zorza wieczorna nad ziemią, — inaczej nie udał się wam skon.
Tak też ja sam umrzeć pragnę, abyście, przyjaciele, w imię moje tembardziej ukochali ziemię, w ziemię się oto obrócę, abym znalazł pokój w tej, która mnie zrodziła.
Zaprawdę, cel miał Zaratustra, piłkę swą wyrzucił: i oto wy, przyjaciele moi, jesteście celu mego dziedzice, wam też przerzucam piłkę swą złotą.
Nadewszystko drogim jest mi wasz widok, przyjaciele, kiedy złotą piłką rzucacie! I dlatego też pobędę jeszcze nieco na ziemi; wybaczcież mi to, proszę! —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.