Tako rzecze Zaratustra/O trzech złach

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł O trzech złach
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część trzecia
Pobierz jako: Pobierz Cała część trzecia jako ePub Pobierz Cała część trzecia jako PDF Pobierz Cała część trzecia jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

O TRZECH ZŁACH

1

We śnie, w ostatniem śnieniu przedporannem stałem na wzgórzu, — poza rubieżą świata i ważyłem świat.
O, że też tak wcześnie jutrznia dziś weszła: zbudziła mnie, zazdrosna, płomieniem swym! Zazdrosna bywa ona zawsze o żar mych snów przedporannych.
Wymierny dla tego, kto ma czas, dobremu ważycielowi zważyć się dający, skrzydłom potężnym dosiężny, boskim orzechów wyłuskiwaczom odgadnąć się dający: takim jawił mi się świat we śnie moim: —
Sen mój, żeglarz zuchwały, na poły okręt, na poły wietrznica, jak motyl milczący, jak łowczy sokół niecierpliwy: jakże go to stać było na cierpliwość i skupienie do światów ważenia!
Zachęciła go snać ma mądrość, ma śmiejąca się mądrość dziennej jawy, co z „nieskończonych światów“ szydzi? Gdyż mawiać ona zwykła: „gdzie jest siła, tam i liczba stanie się mistrzynią: ona ma więcej siły“.
Jakże pewnie spozierał mój sen na ten świat skończony, ani ciekawie, ani starczo pożądliwie, ani lękliwie, ani też błagalnie: —
— niby krągłe jabłko, co się dłoni mej podaje, złote jabłko dostałe o naskórku ochłodnym, aksamitnym: takim jawił mi się świat: —
— niby drzewo mnie wabiące, drzewo gałęziste, wolą mocne, wygięte w oparcie i podnóże dla zdrożonego: tak oto stał świat na przedgórzu mem: —
— niby wątłemi dłońmi podawana mi skrzynia, skrzynia otwarta dla zachwytu wstydliwych uwielbiających oczu: takim jawił mi się dziś świat: —
— nie dosyć zagadkowy, aby miłość ludzką od siebie przepłoszyć, nie dość odgadnięty, aby ludzką mądrość uśpić: — człowieczą, dobrą rzeczą zdał mi się dziś świat, o którym tyle powiadają złego!
Jakżem ja wdzięczny sennemu zwidzeniu, żem o tak wczesnej porze świat dziś ważył! Jako człowiecza dobra rzecz, nawiedził mnie dziś ten sen i serca koiciel!
I aby za jawy dziennej nauczyć się jego rzeczy najlepszej i naśladować go w niej: rzucę na wagę trzy rzeczy najgorsze i postaram się dobrze po człowieczemu je odważyć. —
Ktokolwiek błogosławić uczył, uczył i przeklinać: jakież więc są na świecie najdoskonalej klęte rzeczy? Chcę je na wagę rzucić.
Rozkosz, żądza panowania, samolubstwo: te trzy oto były dotychczas najbardziej przeklinane, osławiane i zniesławiane, — chcę je dobrze, po człowieczemu odważyć.
Dalej więc! Tu nie przedgórze, tam zaś morze się roztacza: przewala się oto ku mnie kudłate i łaszące się, — wierny, stary stugłowy potwór, któregom umiłował.
Dalej więc! Wagę mą trzymać będę ponad przewalającem się morzem: i świadka obieram sobie, aby baczył na mnie, — ciebie, drzewo pustelnicze wonne i szerokopienne, ciebie, którem umiłował! —
Po jakim to moście przechodzi obecność ku kiedyś? Jakim to musem zmusza się wzniosłość ku niskości? I co znaczy, że największej nawet wyniosłości — w górę jeszcze róść? —
Oto równo i spokojnie stoi teraz waga: trzy ciężkie pytania rzuciłem na nią, trzy ciężkie odpowiedzi dźwiga druga szala.


2

Rozkosz: dla wszystkich włosiennicowych ciała wgardzicieli ich żądło i pręgierz, jako „świat“ klęta przez wszystkich zaświatowców: gdyż szydzi ona i drwi ze wszystkich błędnych i obłędnych mistrzów.
Rozkosz: dla hołoty ogień powolny, na którym się ona spala; dla wszelkiego robaczywego drzewa, wszystkich łachmanów cuchnących gotowy piec do grzania i wrzenia.
Rozkosz: dla serc wolnych niewinna i wolna, ogrójcowe szczęście ziemi, wszelkiej przyszłości nadmiar dziękczynienia, składany chwili.
Rozkosz: dla więdłych tylko słodka to trucizna, dla lwią wolą władnych sobą wielkie to serca skrzepienie i kornie strzeżone wino win.
Rozkosz: wielka przenośnia szczęścia dla wyższego szczęścia i najwyższej nadziei. Gdyż wielu rzeczom sądzonem jest małżeństwo i coś więcej niż małżeństwo, —
— rzeczom bardziej sobie obcym, niźli mężczyzna i kobieta: — a któż pojął całkowicie, jak obcymi są niewiasta i mąż!
Rozkosz: — lecz chcę wokół myśli swych oploty mieć i wokół słów swoich: aby mi w ogrody nie nie wtargnęły świnie i gnuśniki! —
Żądza panowania: rózga to płomienna najtwardszych z zatwardziałych serc, okrutne męczarnie, które najokrutniejsi dla samych siebie zachowują, ponury płomień żywych stosów.
Żądza panowania: złośliwy hamulec, nakładany najpróżniejszym ludom, szyderczym z wszelkiej cnoty niepewnej, co na każdym rumaku i na każdej dumie cwałuje.
Żądza panowania: trzęsienie ziemi, co wszystko zmurszałe i czcze obala, gromem się tocząca, karząca burzycielka pobielanych grobów, błyskawicowy znak zapytania obok przedwczesnych odpowiedzi.
— Żądza panowania: pod jej to wzrokiem człowiek gnie się, pełza, parobcze służby sprawuje i nikczemniejszym się staje od węża i świni: — aż póki wielka wzgarda krzykiem z niego nie buchnie, —
Żądza panowania: okrutna mistrzyni wszelkiej wzgardy, która miastom i państwom w oblicza wola: „precz z tobą!“ — aż póki ich krzyk nie odpowie: „precz ze mną!“
Żądza panowania: ta, co sięga wabiąco aż do czystych i samotnych, aż ku tym wyżom, które sobie wystarczają, płomienna jako miłość, co purpurowe szczęśliwości na ziemskiem maluje niebie.
Żądza panowania: lecz któżby to żądzą zwał, gdy się wyże w dół ku mocy pociągane czują! Zaprawdę, niemasz nic chorowitego, ani schorzałego w pożądaniach i znijściach takich!
Aby samotna wyż nie osamotniała się wiecznie i samej sobie wystarczała; aby góra w dolinę zstąpiła, a wichry wyżyn na niziny: —
Och, któż znajdzie mi właściwe imię chrzestne, imię cnoty dla takiej tęsknicy! „Cnota darząca“ — temi słowy rzecz nienazwalną nazwał niegdyś Zaratustra.
I wonczas stało się — i zaprawdę, stało się to po raz pierwszy! — że słowo jego uświęciło samolubstwo, krzepkie, zdrowe samolubstwo, co z potężnej duszy tryska: —
— z duszy potężnej, z którą ciało bujne w parze chodzi: piękne, zwycięskie, rzeźkie, wokół którego rzecz każda zwierciadłem się staje:
— ciało giętkie i przekonywające, ciało taneczne, którego przenośnią i streszczeniem jest dusza ochocza. Takich ciał i dusz ochoczość zwie się sama: „cnotą“.
Swemi słowy o dobru i złu osłania się taka ochoczość niby gajami świętymi; imieniem szczęścia swego rzuca klątwę na wszystko, co pogardy godne.
Rzuca klątwę na wszystko, co gnuśne; powiada ona: Źle — to znaczy tchórzliwie! Pogardy godnymi zdają jej się ci zawsze troskający się, wzdychający, żałośni, a nie omieszkujący zbierać skrzętnie i najlichszej bodaj korzyści.
Gardzi ona również wszelką do biadań skorą mądrością: gdyż bywa, zaprawdę, i taka mądrość, co w ciemności rozkwita: mądrość nocnych cieni: a wzdycha ona nieustannie: „Wszystko jest marnością!“
Lękliwa nieufność wydaje się jej czemś miałkiem, oraz każdy, co pragnie przysiąg, zamiast spojrzeń i rąk: podobnież i wszelka zbyt nieufna mądrość, — gdyż jest ona właściwością tchórzliwych dusz.
Podlejszym snadnie od rychło przypochlebnego zda się jej człek psi, co wnet na grzbiecie leży, pokorny; a bywa i mądrość taka: pokorna, psia, pobożna i rychło przypochlebna.
Nienawistnym i wstrętnym jest dlań ten, co bronić się nie chce, kto jadowitą ślinę i złe spojrzenia połyka, ten nazbyt cierpliwy, wszystko znoszący, na byle czem przestający: gdyż służalczego ducha to rzecz.
A czy kio przed bogami i boskiemi pomiataniami służalczo się gnie, czy też przed ludźmi i matołkowatymi sądami ludzkimi: na wszelkie służalstwo ducha plwa ono, samolubstwo owo błogosławione!
Złe: — tem słowem zwie ono wszystko, co w pałąk zgięte, czołobitnie służalcze; owe niewolnie mrużące się oczy, zdławione serca i ów fałszywej uległości obyczaj, który całuje szerokiemi, gnuśnemi wargami.
Oraz mędrkostwo: tem słowem zwie wszystko, o czem służalce, starce i ludzie zmęczeni mędrkują, osobliwie to zgubne, przebiegłe, przechytre kuglarstwo kapłanów!
Zaś półmędrki te, ci kapłani, ci światem umęczeni, oraz ci wszyscy, których dusza ma coś z kobiety i niewolnika, — o jakże ich chóry dawały się samolubslwu we znaki!
I to właśnie cnotą miało być, oraz cnotą się zwać, że się samolubstwu wstręty czyniło! I „w zaparciu się siebie“ — takimi widzieć się pragnęli nie bez powodu wszyscy ci światem umęczeni tchórze i krzyżaki w pajęczynach!
Lecz wszystkiemu temu wybije godzina, nastanie odmiana i miecz nastanie sędziowski, przyjdzie wielkie południe: w którem niejedno objawione będzie!
A kto ludzkie ja uzdrowi i uświęci, samolubstwo wyzwoli, zaprawdę, wywróży on wróżbiarz i to, co się jemu zwiastuje: Patrzcie, oto idzie, oto się zbliża, wielkie nastaje południe!“ —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.