Tako rzecze Zaratustra/O muchach na rynku

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Friedrich Nietzsche
Tytuł O muchach na rynku
Pochodzenie Tako rzecze Zaratustra
Wydanie nowe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis” S. A.
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Toruń, Warszawa, Siedlce
Tłumacz Wacław Berent
Źródło Skany na Commons
Inne Całe Mowy...
Pobierz jako: Pobierz Całe Mowy... jako ePub Pobierz Całe Mowy... jako PDF Pobierz Całe Mowy... jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

O MUCHACH NA RYNKU

Uciekaj, przyjacielu, do samotni swej. Widzę, żeś ogłuszony hałasem wielkich ludzi i żądłem małych.
Godnie umieją milczeć wraz z tobą las i skała. Upodobnij się znów drzewu, które ukochałeś, drzewu gałęzistemu: ciche i zasłuchane zawisło oto nad morzem.
Gdzie samotność się kończy, tam się zaczyna targ, a gdzie się targi poczynają, tam się wszczyna hałas wielkich aktorów i rojne bzykanie much jadowitych.
Niczem są na świecie najlepsze nawet rzeczy bez tego, który je na widownię wywiedzie: wielkimi ludźmi zwie lud tych wystawców.
Mało pojmuje lud wszystko, co wielkie, to jest: twórcze. Ma on jednak zmysł ku wszelkim wystawcom i aktorom rzeczy wielkich.
Wokół odkrywców nowych wartości obraca się świat ten: — obraca się niewidocznie. Jednakże wokół aktorów krąży lud i sława: takie są „koleje świata tego“.
Nie brak aktorowi ducha, lecz mało posiada on sumienia duchowego. Wierzy zawsze w to, czem najsilniejszą wiarę wzbudzić zdoła, — wiarę w siebie!
Jutro mieć będzie nową wiarę, a pojutrze nowszą. Szybkie ma on zmysły, podobnie jak i tłum, i zmienna jest jego pogoda.
Obalić — znaczy dlań: dowieść. Rozwścieczyć — znaczy dlań: przekonać. Zaś krew jest mu wśród wszystkich dowodów najlepszym.
Prawdę, co wślizguje się tylko w subtelne uszy, zwie kłamstwem lub nicością. Zaprawdę, on wierzy tylko w tych bogów, co wielkie hałasy na świecie czynią!
Roi się rynek od uroczystych szarlatanów, a lud chełpi się wielkimi ludźmi swymi: oni są mu panami godziny.
Lecz godzina nagli ich: naglą przeto i ciebie. I ciebie nagabują o twe „tak“ lub „nie“. Biada, jeśli zechcesz między „za“ i „przeciw“ wcisnąć swój stołek.
Bądź-że, prawdy miłośniku, bez zawiści dla tych bezwzględnych i naglących! Nigdy jeszcze nie wieszała się prawda na ramieniu bezwzględnego.
Uchodź od tych nagłych w swe schronisko bezpieczne: tylko na rynkach grożą ci napaści o „tak“ lub „nie“.
Powolne jest dożywanie wszystkich głębokich studzien: długo czekać one muszą, aby wiedziały, co w głębie ich padło.
Zdala od rynku i sławy dzieje się wszystko, co wielkie: zdala od rynku i sławy mieszkają zdawien dawna odkrywcy nowych wartości.
Uciekaj, przyjacielu, do samotni swej: widzę, żeć pokąsały muchy jadowite. Uciekaj tam, gdzie wieje ostre i tęgie powietrze!
Uciekaj do samotni! Żyłeś zbyt blisko małych i mi żernych. Uciekaj od ich zemsty niewidocznej! Przeciw tobie są oni zemstą tylko.
I nie podnoś na nich ramienia! Niezliczone są ich mrowia, zaś nie twoim jest udziałem być oganką na muchy.
Niezliczeni są mali i mizerni; zaś nie jedną dumną budowę zniszczyły krople deszczowe i chwasty czepne.
Głazem nie jesteś, a jednak jużeś mi wydrążon od licznych kropel. Połamiesz mi się i pokruszysz od tych kropel licznych.
Widzę, żeć umęczyły muchy jadowite, setki krwawych zadzierek na tobie widzę; a duma twa oburzać się nawet nie chce.
Krwi z ciebie pragną w całej niewinności, krwi pożądają ich bezkrwisle dusze, kłują tedy w całej niewinności.
Lecz ty, głęboki, cierpisz zbyt głęboko od drobnych nawet uraz; i jeszcześ się uleczyć nie zdołał, a już taki żuk jadowity prześlizgnął ci się znowuż po dłoni.
Zbyt dumny mi jesteś, by zabijać tych złakomionych. Strzeż się jednak, abyć się nie stało przeznaczeniem fatalnem dźwiganie wszystkich tych krzywd jadowitych!
Bączą wokół ciebie chwalbą ustawiczną: natręctwo jest ich pochwałą. Chcą oni tylko bliskości krwi twej i skóry twojej.
Schlebiają tobie, jako Bogu lub szatanowi; skwierczą przed tobą, jak przed Bogiem lub szatanem. Nie dbaj! Pochlebce to i skoleńce, i nic ponadto.
Jako mili i ujmujący zabiegać będą przed tobą. Ale to było zawsze mądrością trwożliwych. O, tchórze bywają mądrzy!
Wiele rozmyślają o tobie w swych duszach ciasnych — wątpliwym jesteś dla nich zawsze! Wszystko, co bardzo rozważane bywa, staje się wreszcie wątpliwe.
Pokarzą cię za wszystkie twe cnoty. Przebaczą ci z całej duszy tylko twe — chybienia.
Ponieważ jesteś łagodny i sprawiedliwego ducha, mówisz przeto: „niewinni są oni drobnego istnienia swego“. Lecz ich ciasna dusza myśli: „Winą jest każde wielkie życie“.
Nawet wówczas gdy jesteś dla nich łagodny, czują wzgardę twoją i zwracają ci twe dobrodziejstwa z ukrytem złodziejstwem.
Twa niema duma wzbudza w nich zawsze niesmak; triumfują, gdy twą skromność stać będzie wreszcie na próżność.
Co w człowieku poznać jesteśmy w stanie, to też w nim i rozogniamy. Strzeż się więc przed małymi!
Małymi czują się przed tobą, a ich niskość tli się i żarzy zemstą niewidoczną przeciw tobie.
Czyś nie postrzegał, jako niemieją nagle, ilekroć zbliżałeś się do nich, i jak opuszczała ich siła, niby dym dogasającego ogniska?
Tak więc, przyjacielu, jesteś złym sumieniem bliźnich swoich: gdyż nie są warci ciebie. Nienawidzą cię przeto i krewby twą żłopać radzi.
Bliźni twoi będą dla ciebie zawsze muchami jadowitemi; co wielkiego jest w tobie, — to właśnie jadem napawać ich będzie i muchy z nich czynić.
Uciekaj, bracie, do samotni swej kędy wieją ostre i surowe tchnienia. Nie oganką na muchy być tobie. —

Tako rzecze Zaratustra.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Nietzsche i tłumacza: Wacław Berent.